środa, 16 sierpnia 2017

"Dziewczyna z Brooklynu" Guillaume Musso - moje pierwsze spotkanie z autorem

Kiedy zobaczyłam w nowościach wydawniczych książkę Guillaume Musso, bestsellerowego autora, o którego powieściach słyszałam bardzo dużo dobrego – bez dłuższego zastanawiania się postanowiłam po nią sięgnąć. Książka trafiła w moje ręce z wydawnictwa


za sprawą jak zawsze niezawodnej pani Katarzyny (Pani Kasiu! Serdecznie dziękuję!)


Opis książki (pochodzący z okładki fragment)

"Doskonale pamiętam ten moment: stoimy nad brzegiem morza, patrząc, jak zachodzące słońce rozświetla horyzont. Wtedy Anna zapytała:

'Czy wciąż byś mnie kochał, gdybym zrobiła coś naprawdę złego?'

Co mogłem odpowiedzieć? Anna była kobietą mojego życia. Za trzy tygodnie mieliśmy się pobrać. Oczywiście, że ją kochałam, niezależnie od tego, co zrobiła. Tak przynajmniej myślałem, gdy ona gorączkowo szperała w torebce i wręczała mi zdjęcie, mówiąc:

'Oto, co zrobiłam'

Patrzyłem oszołomiony na jej sekret i wiedziałem, że nasz los odmienił się bezpowrotnie. Zszokowany, odszedłem bez słowa. Kiedy wróciłem, było już za późno – Anna zniknęła.

Od tamtej chwili wciąż jej szukam."

Moje odczucia po lekturze

Czas ostatnio mnie nagli, bo wkrótce spodziewam się odwiedzin kuzynki i jej córeczki (gdy czytacie ten post jesteśmy już razem). Chciałabym jak najlepiej wykorzystać ten okres, dlatego przez dwa tygodnie czasu na czytanie książek będę miała zdecydowanie mniej. Postanowiłam zatem jak najszybciej przeczytać i opisać egzemplarze recenzenckie, które do mnie przybyły. Do czego dążę? Wyobraźcie sobie, iż lektura "Dziewczyny z Brooklynu" zajęła mi jeden dzień. Pierwszy raz w ciągu jednego dnia, niemal jednym haustem, pochłonęłam książkę liczącą 360 stron. Wynik ten związany jest oczywiście z lekkim piórem autora i przyjemnością, jaką dawało mi poznawanie jego opowieści. Książkę czytało mi się tym łatwiej, iż została pięknie wydana, a czcionka jest odpowiedniej wielkości i sprzyja lekturze.
Fabuła spodobała mi się. Wydarzenia, które spotkały główną bohaterkę naprawdę mną wstrząsnęły. Historia książki zaciekawia, nie dłuży się. Pisarz co chwilę odkrywa przed nami kolejne karty związane z postawioną przez niego zagadką oraz nowe fakty dotyczące bohaterów. Postacie są ciekawie skonstruowane. Mają swoje zalety, wady i tajemnice, których nie odkrywają nawet przed najbliższymi. Dopiero lektura opowieści pozwala nam na wejrzenie w najgłębsze zakamarki ich przeszłości, serc i dusz. Zaskoczenia, jakie zaserwował pisarz niejednokrotnie powodowały, iż szeroko otwierałam usta lub wbrew mej woli wydobywały się z nich słowa: "O ja!", "Ja pierniczę!" a także niestety mniej cenzuralne.
Często zdarza mi się, iż czytając kryminał (bo w moim odczuciu to taka książka obyczajowa z wątkiem kryminalnym) mam problem z zapamiętaniem postaci i ich nazwisk. Muszę sporządzać notatki, by wiedzieć kto jest kim i co zrobił. Tutaj nie miałam takiego problemu, mimo iż obcojęzyczne nazwiska naprawdę nijak mi się nie kojarzyły. Guillaume Musso pisząc o poszczególnych postaciach robi to w taki sposób, iż nie mamy najmniejszej wątpliwości o kim w danej chwili jest mowa.
Pisarz doskonale łączy fikcję z rzeczywistością. Mam dreszcze kiedy pomyślę o tym, iż podobne do opisanej w "Dziewczynie z Brooklynu" sytuacje zdarzają się w świecie realnym.
Jednak muszę to napisać! Przygotujcie się na niewielki spojler dotyczący treści książki!

UWAGA! SPOJLER! NIE CHCESZ! NIE CZYTAJ!

Autor porusza problem kobiet (a w zasadzie nastolatek) więzionych, bitych i gwałconych przez swoich oprawców. Więzionych przez baaardzo długi czas.

KONIEC SPOJLEROWANIA ;)

Spodobało mi się, iż każdy rozdział poprzedzony jest cytatem pochodzącym od wybitnych pisarzy tj.: Victor Hugo, Stephen King, Haruki Murakami, czy filozofa Protagorasa. Guillaume Musso wspomina o wielu istotnych miejscach w Nowym Jorku i Francji, wydarzeniach (tj. historie prezydentów, zamachy terrorystyczne), pisarzach (Donna Tartt, Richard Powers, Stieg Larsson, Toni Morrison), wybitnych postaciach w historii kina (bracia Coen, Michael Haneke, Krzysztof Kieślowski, bracia Dardenne) i filmach ("Titanic", "Biała wstążka", "Podwójne życie Weroniki", "Pocahontas, "Król lew", "Biała wstążka") – co osobiście bardzo cenię w czytanych pozycjach.
"Dziewczyna z Brooklynu" to ciekawa, wciągająca fabularnie, niejednokrotnie zaskakująca, z interesująco skonstruowanymi postaciami powieść, którą czyta się bardzo szybko. Nie nazwałabym jej thrillerem, jak opisano ją na okładce, gdyż nie powodowała we mnie uczucia niepewności, przerażenia, nie wywoływała gęsiej skórki. Nie odczuwałam napięcia, czekając z zapartym tchem na to, co wydarzy się za chwilę. Po zakończeniu lektury nie mam wrażenia jakoby książka ta była wyjątkową pozycją, jednak czytając ją przez niemal cały czas byłam zaciekawiona treścią, opisane wydarzenia obserwując jakby "z boku" i miło spędziłam przy niej czas! Prawdopodbnie (jeśli tylko starczy mi życia ;) ) w przyszłości jeszcze sięgnę po Musso, dlatego polecam Wam ten ciekawy, lekki w lekturze kryminał.


A Wy czytaliście już jakieś książki Guillaume Musso? Co możecie o nich powiedzieć? A jeśli jeszcze po nie nie sięgaliście – czy macie je w planach?  

niedziela, 13 sierpnia 2017

Czy po lekturze "We wspólnym rytmie" nadal kocham Jojo Moyes? ;)

Do tej pory przeczytałam dwie książki Jojo Moyes. Były to: pozycja znana pewnie większości z Was (przynajmniej ze słyszenia) pt. "Zanim się pojawiłeś" (moja opinia), która skradła moje serce i uznałam ją za jedną z najlepszych przeczytanych przeze mnie w 2016 roku książek (oto wpisoraz "Dziewczyna, którą kochałeś" (moje wrażenia), zupełnie odmienna od poprzedniej, a jednak i ona całkowicie mnie uwiodła. Gdy dowiedziałam się, że w lipcu będzie premiera książki "We wspólnym rytmie" od razu napisałam do wydawnictwa


z prośbą o jej egzemplarz recenzencki.

Mała prywata!
Pani Paulo! Jeszcze raz pięknie dziękuję za książkę! <3 <3 <3
Koniec prywaty! ;)


Opis książki (z okładki)

„Świat Natashy rozsypał się wraz z odejściem męża. Gniew i zraniona duma popchnęły ją do zrobienia rzeczy, których potem żałowała. Gdy człowiek traci kogoś bliskiego, nie zawsze zachowuje się rozsądnie. Kiedy Natasha decyduje się pomóc spotkanej w podejrzanych okolicznościach Sarze, nie przypuszcza, że ta 'dziewczyna znikąd' odkryje przed nią życie na nowo.
Co się stanie, gdy Natasha zaryzykuje wszystko dla dziewczynki, której nawet nie zna i nie rozumie? Czego można się nauczyć od osoby, która kocha bardziej konie niż ludzi?”

Moja opinia

Powiem to od razu, bez zbędnego kręcenia! Właśnie skończyłam czytać "We wspólnym rytmie" i jestem zachwycona tą książką. Niewiele jest autorek, które trafiają do czytelników z każdą jedną pozycją, a jednak Jojo zachwyca mnie za każdym razem. Teraz boję się sięgnąć po czekającą na lekturę "Kiedy odszedłeś". Obawiam się, iż mogłaby ona nie doścignąć fenomenu trzech poznanych przeze mnie powieści i że moje zauroczenie pisarstwem Jojo – mogłoby zostać choćby naruszone, a jednocześnie chciałabym pobyć z pisarką dłużej i pochłonąć tę powieść od razu.
Jestem zachwycona lekkością pióra autorki. Moc opisów (za którymi zwykle nie przepadam) znajdujących się w książce "We wspólnym rytmie" nie sprawiała, bym czuła się znużona, zmęczona, bym uważała je za zbędne, a wręcz przeciwnie – sprawiała, iż chłonęłam historię całą sobą, niemal każdym zmysłem. Dokładnie wyobrażałam sobie kreowane przez pisarkę obrazy. Widziałam pełnię tworzonych przez nią sytuacji, postaci, barw...
Zakończenie historii, którą przedstawia powieść początkowo wydaje się przewidywalne. Po przeczytaniu zaledwie kilkudziesięciu stron możemy domyślać się jej zakończenia, a tymczasem bohaterowie postępują w tak dziwny, nieoczekiwany sposób, iż bieg historii zmienia się diametralnie. Po pewnym czasie, kiedy już wydaje się nam, że wszystko zmierza w dobrym kierunku i spotka nas piękne zakończenie, Jojo po raz kolejny zaskakuje nas nieprzewidzianymi zdarzeniami. Ogromnie przypadła mi do gustu ta swoista gra pisarki z czytelnikiem.


Stworzeni przez Jojo bohaterowie posiadają zalety i wady. Są osobami nieidealnymi, popełniającymi błędy, co czasem może nawet czytelnika irytować, a jednocześnie są oni tak bardzo prawdziwi. W trakcie lektury zżywamy się z nimi i nabieramy chęci, by w ogóle się nie rozstawać. Żałujemy, że to nie rzeczywiste postacie, a jedynie wytwór wyobraźni autorki.
Treść książki przedstawia piękną miłość człowieka do zwierzęcia (i na odwrót). 14-letnia Sarah i jej koń Boo są sobie bezgranicznie oddani. Można by rzec, że po tym, jak dziadek dziewczynki zachorował Boo staje się jej jedynym sensem istnienia. Czternastolatka na czas choroby dziadka umieszczana w kolejnych rodzinach zastępczych ukrywa przed dorosłymi swoje problemy, uczucia, a Boo staje się jej jedynym powiernikiem i tylko czas z nim spędzony potrafi oderwać dziewczynkę od trudnej rzeczywistości. Sarah jest nieufna, zataja swoje problemy przed osobami, które mogłyby jej pomóc, ale trudno dziwić się takiemu zachowaniu zagubionego dziecka. Poplątane losy nie są jednak wyłącznie domeną dziewczynki. Natasha i Mac właśnie się rozstają, oboje mają już nowych partnerów i dążą do ułożenia sobie życia. Mimo to relacje między nimi są napięte, a sprawy o których powinni porozmawiać już dawno z powodu wzajemnych żali i tworzonych przez nich niedopowiedzeń wciąż pozostają niewyjaśnione.
W książce spotykamy wielu negatywnych, ale i pozytywnych bohaterów. Osobiście ogromnie polubiłam Kowboja Johna, a jego wypowiedzi niejednokrotnie wywoływały u mnie śmiech.

"Gdy wyjechali z tunelu, wieczorne niebo już ciemniało, a Mac całkiem podupadł na duchu, stwierdziwszy, że korki po drugiej stronie w ogóle się nie zmniejszyły. Włączył prawy kierunkowskaz, sygnalizując, że skręca na dwupasmówkę.
-John uważa, że koń będzie musiał dużo wcześniej odpocząć.
Natasha odkaszlnęła aluzyjnie, po czym opuściła szybę. Pociągnęła nosem i odwróciła się w fotelu. Zapadła złowieszcza cisza.
-Czy to jest to, co mi się wydaje? - zapytała
-A skąd mam wiedzieć? - mruknął John. - Nie siedzę w twojej głowie.
-Czy to jest... trawa?
Ostrożnie wyjął skręta z ust i obejrzał go dokładnie.
-Mam nadzieję, biorąc pod uwagę, ile zapłaciłem.
-Nie możesz tego palić w samochodzie. Mac, powiedz mu.
-No przecież nie wysiądę, żeby zapalić, no nie, paniusiu?"

Pisarka przeprowadziła dokładny research do książki. Widać jej ogromną wiedzę na temat francuskiej szkoły jeździeckiej Le Cadre Noir (do której wielokrotnie odwołuje się w książce) oraz tanecznych i cyrkowych figur wykonywanych przez konie. Podobało mi się, gdy Papa (dziadek Sarah) używał francuskich zwrotów, tłumaczonych czytelnikowi w przypisach. Zaciekawiła mnie również opowieść dotycząca miłości dziadka i babci czternastolatki, albowiem miłość ta tylko z pozoru wydawała się pełna radości i nieskomplikowana.
Książka wywołała we mnie lawinę przeróżnych uczuć. Podczas lektury czułam naprzemiennie: ciekawość, smutek, żal, zaskoczenie, gniew, złość, radość, wzruszenie. Zdarzało się, iż uśmiechałam się, a kilka razy nawet wybuchnęłam śmiechem. Przez większą część powieści jednak towarzyszyły mi zaskoczenia i smutek. Pod koniec łzy płynęły po moich policzkach, a ja nie mogłam (i nie chciałam) ich powstrzymywać. I to było piękne! W tym momencie (jak również po zakończeniu lektury) czułam, że Jojo Moyes jest fenomenalną pisarką, doskonale współgrającą z moim poczuciem piękna. To najlepsza pisarka jaką znam. Każda jej książka (z tych, które przeczytałam dotychczas) różni się treścią, sposobem podejścia do tematu. Fabuła każdej z nich jest doskonale przedstawiona i poprowadzona. Nie wiem, czy jakikolwiek autor będzie w stanie ją przebić i mam nadzieję, że podczas lektury kolejnych jej książek – będę zafascynowana równie mocno, jak teraz.



A Wy czytaliście już książki Jojo Moyes? Zrobiły na Was tak wielkie wrażenie jak na mnie? Napiszcie też, jaki autor jest tym Waszym NAJ... :))  

sobota, 12 sierpnia 2017

Nowe wyzwanie czytelnicze u ejotka

Kochani!
Na blogu u ejotka nowe kapitalne wyzwanie czytelnicze pt. "Zatytułuj się".


Polega ono na tym, by czytać książki zaczynające się na litery naszego imienia i nazwiska, zgodnie z przykładem.

E - "Epidemia"
W - "Wędrowne ptaki"
E - "Emmanuelle"
L - "Lirogon"
I - "I nie było już nikogo..."
N - "Nakarmię cię miłością"
A - "Anatomia uczuć"

Na realizację zadania mamy czas do 30.06.2018 r., tyle że zgłaszać do niego możemy się do 15 sierpnia (a myślałam, że do 30-go i dlatego tak późno ten wpis). Zostało niewiele czasu. Ja biorę udział. A Wy? Zdecydujecie się? Jeśli jesteście zainteresowani zapraszam tutaj.  

piątek, 11 sierpnia 2017

Najlepsze premiery sierpnia - część 2

Witajcie w drugiej odsłonie najlepszych premier książkowych, czyli wybranych przeze mnie pozycji, które pojawić mają się na rynku wydawniczym w sierpniu. Pokazałam Wam już książki, które miały znaleźć się w księgarniach 2.08. (zapraszam tutaj). Teraz przyszła kolej na te, które mają wypełnić półki księgarskie przed końcem tego miesiąca.

Zdaję sobie sprawę z faktu, iż nie czytałam jeszcze pierwszej książki Anny Karpińskiej z cyklu "Księgarnia pod Flisakiem", ale okładki i opisy tej serii sprawiają, iż mam ogromną ochotę po nie sięgnąć. Zatem... powiadam i Wam... 8.08. za sprawą wydawnictwa Prószyński i S-ka pojawić miała się na rynku księgarskim pozycja "Zostań ze mną".


"Długo wyczekiwana kontynuacja historii, której nie sposób zapomnieć…
Matka i jej niemal czterdzieści lat temu oddana do adopcji córka zaczynają się do siebie zbliżać. Ale w życiu nic nie jest proste. Droga do pojednania, zrozumienia i wybaczenia okazuje się wyboista, tym bardziej że każda z kobiet, tak bliskich i tak dalekich sobie jednocześnie, boryka się z własnymi problemami.
Bożena jest poważnie chora i uwikłana w skomplikowane relacje z adopcyjną córką. Dagmara stara się utrzymać przejętą w spadku księgarnię i posklejać życie rodzinne, przeżywając jednocześnie uczuciowe wzloty i upadki.
Czy uda im się odnaleźć drogę do siebie? Ile zależy od losu, a ile od nas samych?, pyta autorka, prowadząc czytelnika krętą drogą ludzkich uczuć i charakterów.
Zostań ze mną to powieść nie tylko o Bożenie i Dagmarze, ale i o ich rodzinach i przyjaciołach. Czy wystarczą dobre chęci, żeby posadzić wszystkich przy wspólnym stole? Może jednak los nie okaże się łaskawy?"

17.08 dzięki wydawnictwu Videograf w księgarniach znaleźć ma się książka Małgorzaty Falkowskiej pt. "Poszukiwani, poszukiwany". Nie mogę się jej doczekać, albowiem Małgosia swoimi książkami zawsze potrafi wprowadzić mnie w doskonały nastrój.


"Do czego zdolna jest kobieta, aby zajść w ciążę? W zasadzie dwie kobiety… Po przygodach Berki i jej noworocznym postanowieniu: Mąż potrzebny na już oraz magicznej odmianie egocentrycznej Zosi z Gorzej być (nie) może nadszedł czas na nie… Jola i Monika postanawiają założyć rodzinę. A czym byłaby rodzina bez dziecka, dokładniej dzieci? Partnerki za namową przyjaciółek wpadają na coraz dziwniejsze pomysły, prowadzące do zajścia w ciążę, które – jak na nie przystało – kończą się absolutnym fiaskiem. Jednak ciąża to nie wszystko, kiedy pojawiają się coraz to nowe problemy, z którymi trzeba się zmierzyć. Jak sobie poradzą przyjaciółki w trudnych dla nich chwilach? Czy ich starania będą wystarczające, aby spełnić marzenie o szczęśliwej rodzinie?"

W tym miesiącu w moich wyborach czytelniczych dominują książki obyczajowe. Dla odmiany kolejny tytuł, po który chętnie bym sięgnęła należy do kategorii fantastyka, a mowa tu o książce "Zaklinacz ognia" Cindy Williams Chima, stanowiącej pierwszą część cyklu "Starcie królestw". Pozycja ta ma zostać wydana 17.08 przez wydawnictwo Otwarte.


"Trwa wojna między królestwami Arden i Fellsmarch. Władca Ardenu Gerard nie cofnie się przed niczym, żeby zapanować nad całym kontynentem – nawet przed zniewoleniem czarodziejów. Na jego drodze staje jednak dwoje ludzi, których uczucia zranił za bardzo.
Adrian, syn Wielkiego Maga i królowej Fellsmarchu, marzy o tym, by zostać magicznym uzdrowicielem. Gdy jego ojciec ginie w zasadzce wroga, poprzysięga zemstę i doskonali znajomość trucizn. Jenna ma na karku tajemnicze znamię, a jej serce bije w rytm płomieni. Przez lata zmuszana była do pracy w kopalniach miasta Delphi. Przyłącza się do walki, gdy żołnierze Ardenu zabijają jej przyjaciół.
Wspólny cel splata losy Adriana i Jenny na ardeńskim dworze. Aby pokonać Gerarda, będą musieli odnaleźć się w świecie, gdzie nie ma prostego podziału na dobrych i złych, wśród ryzykownych sojuszy i pałacowych intryg. Równie niebezpieczna okaże się prawda o ich przeznaczeniu..."

Tego samego dnia (17.08) dzięki Galerii Książki na rynku pojawić ma się "Percy Jackson. Książka do kolorowania" z pięknymi ilustracjami wykonanymi przez Keith Robinson. "Złodziej pioruna" już za mną, więc jeśli trafi się okazja z ogromną przyjemnością sięgnę po to cudeńko.


"Niezależnie od tego, czy jesteś fanem Percy’ego Jacksona, interesujesz się grecką mitologią czy też szukasz relaksującej rozrywki, dzięki swoim zdolnościom artystycznym możesz dodać życia herosom, bogom i potworom. W tej książce znajdziesz ponad sto obrazków do kolorowania. Ubarw świat syna Posejdona wędrującego z Manhattanu do Obozu Herosów, z Podziemia na górę Olimp. A po drodze przeżyj jeszcze raz przygody opisane w Złodzieju pioruna, wykańczając portrety ulubionych bohaterów, ubarwiając dramatyczne sceny, ozdabiając domki i poznając tajemnicze symbole i wzory. Spisz się dobrze, ponieważ obserwować cię będą sami Olimpijczycy!"

Lubię czasem poczytać klasykę i choć jeszcze nie poznałam żadnej książki Charlotte Bronte to gdy zobaczyłam, iż kolejna jej pozycja została przetłumaczona na język polski – naturalnie zwróciłam na nią uwagę. Zawierająca autobiograficzne wątki powieść Charlotte Bronte pt. "Vilette" ma się ukazać w księgarniach 30.08 za sprawą Wydawnictwa MG.


"Lucy Snow – młoda Angielka, która w wyniku nieszczęśliwych wydarzeń straciła wszystko: rodzinę, dach nad głową, serdecznych opiekunów i jakiekolwiek zasoby materialne, pod wpływem impulsu decyduje się na desperacki krok i wsiada na statek, który zabiera ją do Francji. Szukając pracy trafia do miasta Villette, gdzie rzeczywiście los się do niej uśmiecha, jakby to sama opatrzność zaprowadziła ją w to miejsce. Lucy otrzymuje pracę na pensji dla dziewcząt prowadzonej przez Madame Beck.
Lucy stara się nie oczekiwać od losu niczego poza spokojną egzystencją, to w obecnej chwili wydaje jej się spełnieniem marzeń. Ale życie wokół nie jest bynajmniej spokojne. Mimowolnie zostaje wplątana w wiele tajemniczych zdarzeń, a jej serce powoli zaczyna się otwierać…
Brontë oparła tę powieść na wątkach autobiograficznych. Pod nazwą Villette kryje się Bruksela, gdzie w latach 40. XIX w. przyszła pisarka przeżywała zakazaną miłość do żonatego mężczyzny, profesora Constantina Hégera."

Ostatnią książką o jakiej dziś wspomnę jest tytuł ogromnie lubianej i cenionej przeze mnie pisarki – Krystyny Mirek, po której książki śmiało mogę sięgać i polecać je innym "w ciemno". Mowa tu o pozycji "Słodkie życie", która ma być wydana 30.08 przez wydawnictwo Filia.


"Kornelia Rudzka wreszcie opuszcza dom rodzinny. Nie jest to łatwe, jeśli spędziło się w nim prawie 30 lat. Kornelia nie wierzy w siebie, wyprowadzka to dla niej trudny krok. Na szczęście dziewczyna ma kilka pięknych marzeń, które dodają jej skrzydeł. Przed nią wielkie wyzwania, kilka trudnych decyzji i walka z własnymi słabościami. Dziewczyna spotyka na swojej drodze życzliwe osoby, dzięki którym to, co wydaje się trudne, staje się możliwe. Okazuje się, że wystarczy otworzyć serce na świat i ludzi wokół, aby wypełnić dojmującą pustkę i poczuć się mniej samotnym.
Tak właśnie wygląda życie. Wszyscy musimy przedrzeć się przez gąszcz życiowych wyborów, by kiedyś wreszcie, w jednej chwili, poczuć słodki smak życia…"

Jak podobają Wam się moje wybory? Upatrzyliście jakieś smaczki dla siebie? A może napiszecie mi, jaką pozycję godną przeczytania – ominęłam w swoim zestawieniu? 

wtorek, 8 sierpnia 2017

Wyniki konkursu z książką Anny Sakowicz "Żółta tabletka plus"

Tak, wiem, Kochani... konkurs z "Żółtą tabletką plus" Anny Sakowicz dawno już skończony, a jego wyników ani widu, ani słychu. Zatem bez zbędnego przedłużania...


Szanowna komisja w składzie:
  1. Weronika – 9 lat
  2. Kasia – 13 lat
  3. Natalia – 17 lat
  4. Dominika – 19 lat
  5. z pomocą 3-letniej Wiktorii ;)
zwycięzcą na blogu uczyniła panią...

                                          ... Ewelinę Olęder,

której odpowiedź spodobała się nam wszystkim i muszę ją tu przytoczyć. :)

"Dzieciństwo jest świetne. Moja mama opowiadała mi ostatnio co moja siostra w wieku 5 lat odwaliła w kościele. Siedzi sobie grzecznie.
Nagle nadchodzi ten moment kiedy ksiądz wyciera kielich po komunii... a ta centralnie wstała i na cały głos:
- No dalej myj te gary bo ja chcę już do domu na obiad!"

Zgodnie ze słowem, które się rzekło, zwycięstwem na facebooku Szanowna Komisja uraczyła Pana...

                                     ... Włodzimierza Piaseckiego

Początkowo dziewczynki stwierdziły, iż na facebooku nie ma nic śmiesznego, ale w pewnym momencie wpadły w tzw. "głupawkę" (w zgodzie z książką Ani Sakowicz) i zaczęły się śmiać mówiąc, że pan Włodzimierz postawił zabawną "kropkę nienawiści".

Rysunek zaczerpnęłam z internetu

Młodzież zdecydowała! ;D 
Zwycięzcom ogromnie gratuluję! Czekam na adresy na które mam wysłać nagrody tutaj:

(w temacie maila wpiszcie tytuł "Zwycięzca w konkursie") lub w wiadomości prywatnej na facebooku.

Wszystkim uczestnikom bardzo dziękuję za udział w konkursie i zapraszam na kolejny, który już niebawem ogłoszę. 

niedziela, 6 sierpnia 2017

"Między niebem a Lou" Lorraine Fouchet - to nie jest zwykła obyczajówka.

Kiedy Iwona Banach – wspaniała pisarka, felietonistka udzielająca swego talentu magazynowi "Życie i pasje", tłumaczka, czytelniczka i recenzentka powiedziała "Edyta, przeczytaj Między niebem a Lou" zawahałam się. Miałam już sporo zaległych lektur, goniły mnie terminy, a ja wyjeżdżałam na wakacje do rodzinki, której nie widziałam od roku. Mimo wszystko jednak zdecydowałam się sięgnąć po tę pozycję ze względu na osobę polecającą, jednocześnie będącą tłumaczką książki. Dodatkowe szczęście miałam, gdyż dzięki Pani Elizie z wydawnictwa


powieść trafiła w moje ręce. Co z tego wyniknęło?


Opis książki (pochodzący z okładki)

"Szczęśliwe życie małżonków na francuskiej wyspie Groix przerywa niespodziewana śmierć Lou. Jej pogrążony w rozpaczy mąż, emerytowany lekarz, musi uporać się ze stratą, ale i ze zwykłym życiem. Paradoksalnie pomocą jest list pozostawiony u notariusza, w którym Lou wyznacza mu zadanie dotyczące ich dzieci. Joseph, zwany Jo, stopniowo odkrywa, że nigdy nie jest za późno na zainteresowanie bliskimi, a wszystkie problemy mogą być rozwiązane dzięki sile rodzinnej miłości.

Między niebem a Lou to mocno zanurzona w kulturze celtyckiej, bretońskiej i francuskiej opowieść obyczajowa z miłością w tle, miłością w każdej postaci – od rodzicielskiej po małżeńską, od zdradzonej po odnalezioną, od miłości jako pasji po miłość jako patriotyzm nie tylko lokalny – a do tego przepełniona ogromną wiarą w lojalność, uczciwość i przyjaźń."

Moje wrażenia

Rzadko bywa tak, iż opis swoich wrażeń zaczynam od opisu wydania książki. Tym razem jednak muszę to zrobić. Okładka "Między niebem a Lou" pozornie się nie wyróżnia, jednak po przeczytaniu jej treści stwierdzam, iż oprawa ta nie mogła być piękniejsza. Żadna inna nie mogłaby przedstawić tak trafnie zawartości dzieła, bo w moim odczuciu książka Lorraine Fouchet jest DZIEŁEM. Wróćmy jednak do okładki. Oprócz autora i tytułu napisanych po lewej stronie okładki po jej prawej stronie zobaczyć możemy stolik, a na nim butelkę szampana z urwaną częściowo nazwą, ograniczającą się do liter "Merci" i obrazem nadmorskiej plaży oraz dwóch postaci drepczących po wodzie.
Czcionka zastosowana w książce sprzyja czytaniu, rozdziały (wskazujące kolejne daty od śmierci Lou) są krótkie. Ich treść zaciekawia zachęcając do dalszej lektury i sprawiając, iż powieść czyta się bardzo szybko. Ja pochłonęłam ją w ciągu dwóch dni. Nie liczył się stos zaległych pozycji, ani nic innego. Każdą wolną chwilę spędzałam przy książce. Siedziałam na podwórku, ciesząc się słońcem, pobytem w ogrodzie, chłonąc książkę strona po stronie i przeżywając losy bohaterów.
Za sprawą Lorraine Fouchet znajdujemy się na niewielkiej francuskiej wyspie Groix. Poznajemy rodzinę Josepha i Lou – ich dorosłe już dzieci i dwie wnuczki. Lou po swojej śmierci w testamencie wyznacza mężowi do wykonania niełatwe zadanie.

"Proszę cię, abyś zadbał o szczęście naszych dzieci, którymi nigdy się nie zajmowałeś. Byłeś cudownym kochankiem, wspaniałym mężem i nieobecnym ojcem. Twój dziadek i ojciec wyruszali na dalekomorskie połowy, ty powtórzyłeś ten model. Twoi przodkowie byli na morzu, ty miałeś dyżury w szpitalu. Każde z naszych dzieci odniosło sukces zawodowy, ale nie są szczęśliwe. (...) Cyrian jest mężem i ojcem, Sarah jest wolna, ale skacze z kwiatka na kwiatek. Oboje nie wiedzą nic o miłości. Przywracałeś do życia pacjentów z płaskim elektrokardiogramem. Proszę cię, byś przywrócił uśmiech tym dwojgu młodym, dorosłym ludziom, którzy noszą twoje nazwisko."

Zadanie jest ze wszech miar trudne, zwłaszcza, że dotąd to właśnie Lou dbała o poprawne relacje w rodzinie. Cyrian ma córkę – 10-letnią Pomme, która wraz z mamą mieszka na wyspie, a sam wyjechał z Groix i związał swoje życie z Albane, z którą z kolei ma 9-letnią córke Charlotte. Ojciec nie rozumie postępowania swojego syna. Sarah przechodzi chorobę neurogenną. Po przeżytym zawodzie miłosnym nie związała się z nikim na poważnie. Twierdzi, że żaden mężczyzna niegodny jest, aby obdarzyć go zaufaniem i ma zasadę, aby nie spotykać się z żadnym więcej niż dwa razy. Czy Jo zdoła scalić rodzinę, gdy ta wydaje się zupełnie rozpadać? Czy nie rozumiejąc postępowania swojego syna sprawi, aby ten pozostał z nim w kontakcie, zwłaszcza, gdy Lou zrobi mu dowcip i zechce utrudnić zadanie? Co wymyśli Joseph, aby spełnić ostatnie życzenie małżonki? Czego nowego dowie się o swoich dorosłych dzieciach?
Ogromnie przypadł mi do gustu fakt, iż narracja prowadzona jest naprzemiennie. Poznajemy uczucia i wydarzenia dotyczące niemal wszystkich członków rodziny. Wypowiadają się Jo, Pomme, Cyrian, Charlotte, Albanne, tajemniczy Thierry (który zdobył moje serce), a także nieżyjącą Lou, przemawiająca z miejsca "gdzie idzie się potem". Naprzemienna narracja pokazuje nam, jak różnorodnie postrzegamy te same wydarzenia, te same osoby. Jak łatwo przychodzi oceniać nam innych, podczas gdy tak naprawdę nie powinniśmy tego robić nie znając ich historii, nie przeżywając tego co one.
Duże wrażenie wywarła na mnie sytuacja dwóch dziewczynek, córek jednego ojca. Pomme mieszka z mamą i dziadkami na wyspie Groix, a swego tatę widuje od święta. Charlotte żyje z obojgiem rodziców i pozornie ojca ma na co dzień. Rozbroiła mnie ogromna szczerość tych dziewczynek i ich ocena sytuacji. Koniecznie zwróćcie uwagę na ten wątek, jeśli chcecie poznać uczucia dzieci dotyczące kontaktu z opiekunami. Zwykle kwestie te umykają naszej uwadze, a stanowią przecież istotę naszego (jako rodziców) i ich (dzieci) teraźniejszego i przyszłego życia. Dwie małe kobietki potrafią wskazać na to, co tak naprawdę jest w życiu ważne dużo wyraźniej niż wciąż kamuflujący swe uczucia, zagubieni w życiu dorośli.


"Między niebem a Lou" to przepiękna opowieść, która wzbudziła we mnie moc przeróżnych emocji i dostarczyła mnóstwa niezapomnianych wrażeń. Początkowo książka wywoływała u mnie smutek i melancholię, z czasem zdarzało mi się uśmiechnąć, czy roześmiać w głos, bym ostatecznie mogła poczuć płynącą z niej nadzieję. Pozornie książka toczy się w spokojnym rytmie, a jednak niejednokrotnie zaskakuje nas swą nieprzewidywalnością. W pewnym momencie napięcie sięga zenitu. Dochodziło do tego, iż podczas czytania z oczu leciały mi łzy, brakowało tchu, a ja nie mogłam odłożyć lektury, aby się uspokoić, bo natychmiast pragnęłam dowiedzieć się, co wydarzy się dalej.
Za sprawą Lorraine Fouchet wybieramy się do Paryża i na krótką wyprawę do Rzymu. Spotykamy wielkie osobowości istotne w historii kina, tj. Federico Fellini, Anita Ekberg, Sophia Loren, Claudia Cardinale, Gina Lollobrigida, Giulietta Masina, Anthony Quinn, Marcello Mastoriani, czy Vittorio Gassman. Kino rodzinne na wyspie Groix przypomina "Cinema Paradiso" z filmu Giuseppe Tornatore. "Słuchamy" muzyki mistrzów: Jana Sebastiana Bacha, Wolfganga Amadeusa Mozarta, Serge Reggiani, Davida Bowie i innych wspaniałych artystów. W moim odczuciu są to dodatkowe atuty książki.
Doskonałość tej pozycji wspaniale została ujęta w drugiej części jej opisu z okładki, który zacytowałam powyżej. Zgadzam się z każdym słowem tam zawartym.
Ogromnie ujęły mnie opisy, w których Joe mówił o swej miłości do Lou. Mimo, że "stara" baba ze mnie – czytając je wzruszałam się niesamowicie.

"Na wyspie nie mamy domu pogrzebowego, brakuje klienteli, kondukt obchodzi więc kościół, aby na piechotę przejść na cmentarz. Codziennie tędy chodzę, ale dziś wyjątkowo nie zatrzymuję się na kawę w 'Triskell' i nie mam ze sobą żadnej gazety. Mam za to roztrzaskane serce i rozdartą duszę."

"Zawsze mnie dziwi, kiedy ludzie zapytani w jakimś wywiadzie o najpiękniejszy dzień ich życia, mówią: 'Dzień narodzin moich dzieci'. Mój to ten, kiedy po raz pierwszy się do mnie uśmiechnęłaś."

"Bez niej nikt by mnie nie kochał i nienawidziłbym wszystkich ludzi. Nazwałbym mojego psa Imbecyl i ludzie odwracaliby się na ulicy, kiedy bym go wołał: 'Imbecyl! Nie, nie chodzi o pana, wołałem psa'."

Książka zawiera wiele cudownych przemyśleń i każdy znajdzie w niej dla siebie coś godnego uwagi, zależnie od przeżytych doświadczeń. To jedna z najlepszych powieści jakie przeczytałam w tym roku i z pewnością powrócę do niej jeszcze niejednokrotnie. Mam tylko jedną wątpliwość. Obawiam się, iż w tej opinii mogłam nie przekazać fenomenu tej książki. To jest lektura naprawdę godna uwagi i będę ją polecała z całego serca, kiedy tylko nadarzy się taka okazja.
Iwonko! Miałaś całkowitą rację! :))


Jeśli jeszcze nie czytaliście tej książki – koniecznie po nią sięgnijcie. I napiszcie mi – jaka pozycja spośród przeczytanych przez Was w tym roku pretenduje do tytułu najlepszej książki. :)


czwartek, 3 sierpnia 2017

Utrata bliskich, życiowe traumy i lęki w książce Anny Kasiuk "Za zakrętem"

Kiedy przeczytałam "Jagodę" Anny Kasiuk (tu jest moja opinia) stwierdziłam, iż chętnie sięgnę po jej kolejne tytuły, zatem gdy na rynku pojawiła się książka "Za zakrętem" – musiałam ją pochłonąć. Mało kto wie o tym, iż pozycja "Za zakrętem" to wznowienie debiutu pisarki, znanego jako "Piąte nie zabijaj". W 2014 r. książka trafiła na rynek, ale została z niego wycofana. Tym razem trafiła do nas pod nowym tytułem wzbogacona o kilkuletnie przemyślenia autorki.


Opis książki (pochodzący z okładki)

"Trzydziestodwuletnia Agnieszka żyje w błogim przekonaniu, że świat stoi przed nią otworem. Mieszkając z rodzicami, na których wsparcie i zrozumienie zawsze może liczyć, nie musi troszczyć się o codzienne potrzeby powszedniego życia. Jej świat wali się w gruzy, gdy rodzice giną w wypadku samochodowym. Agnieszka jest przekonana, że śmierć rodziców ma związek z przestępstwem, którego ona i jej matka były mimowolnymi świadkami. Czuje, że jej własne życie oraz życie jej pięcioletniego brata również jest zagrożone. Jedynym wyjściem wydaje się być wyjazd z rodzinnego miasta. Czy Agnieszka zdoła uciec przed zagrażającymi jej bandytami i własnym obezwładniającym lękiem?"
Moje wrażenia

Ostatnio trafiają w moje ręce tytuły opowiadające o stracie bliskich. Podobnie jest w przypadku powieści "Za zakrętem".

"Nagle mój świat zrobił się ciasny, wszystko przytłaczało mnie swoim ciężarem, a bezradność czaiła się za każdym rogiem, gotowa mnie dosiąść, by zgniatać poczucie wartości i wiarę w zbawienną moc upływającego czasu."

"Samotność ciążyła mi ogromnie, choć zawsze wydawało mi się, że do niej przywykłam. Jednak inaczej mają się sprawy, jeśli brakuje nam kogoś, kto chwilową obecnością pobudza ospałe endorfiny do pracy. Kiedy jednak samotność jest skutkiem utraty tych, którzy stanowili naszą codzienność, byli nierozerwalnym elementem, idealnie dopasowanym do życia, problem urasta do rangi dramatu."

Książka ta jednak nie ogranicza się tematycznie do bólu związanego z utratą ukochanych osób i prób ponownego podniesienia się na nogi po ich śmierci. Jeden z głównych wątków stanowi również życie po przeżytej traumie, wciąż powracający lęk i próby jego przezwyciężenia. 32-letniej Agnieszce towarzyszy ciągły strach odkąd domyśliła się, iż jej rodzice zostali zabici i teraz jej oraz jej 5-letniemu bratu Dawidowi również grozi śmierć. Doskonały styl pisarki sprawia, iż z łatwością angażujemy się w opowiadaną przez nią historię. Wydarzenia opisane z punktu widzenia niespokojnej o swoje i swojego brata życie Agnieszki sprawiają, iż niemal przez cały czas czujemy aurę tajemniczości, niepewności, a niejednokrotnie grozy. Niby w sporej części książki nie dzieje się nic okrutnego, poznajemy jedynie historię, przemyślenia i uczucia bohaterki, a jednak dość często czujemy taką niepewność i strach, że aż gęsia skórka pojawia się nam na ciele. Przez cały czas towarzyszy nam ciekawość, jak zakończy się historia Agnieszki. Czy podzieli ona losy swoich rodziców? Czy zdoła ochronić siebie i brata przed zbirami, którzy zagrozili im śmiercią?
Zazwyczaj dwóch rzeczy nie znoszę, kiedy czytam książki: długich opisów oraz scen erotycznych. W powieści "Za zakrętem" to właśnie opisy dominują. Zupełnie mi to jednak nie przeszkadza. Anna Kasiuk pisze tak doskonale, iż mam wrażenie, jakbym tworzone przez nią krajobrazy, sytuacje i osoby widziała na własne oczy, a nie jedynie w wyobraźni. Opisy doliny, w której znaleźli się Agnieszka i Dawid, charakterystyka mieszkańców tej doliny i przedstawienie ich życia są tak doskonałe, iż mamy ochotę się tam znaleźć (no... może za wyjątkiem sytuacji budzących grozę ;) ). Spodobało mi się, w jaki sposób autorka przedstawiła pensjonat Anieli oraz związaną z jego właściwym funkcjonowaniem ciężką pracę gospodarzy. Co do nielubianych przeze mnie scen erotycznych – mam zupełnie takie same odczucia, jak w przypadku książki "Jagoda". Wątki erotyczne stworzone przez Anię: pobudzają wyobraźnię, wprowadzają czytelnika w świat zmysłowości i namiętności, a jednocześnie pełne są smaku i subtelności. Pierwsza scena, w której Agnieszka jedzie do garażu Jacka, by z nim porozmawiać, jest niesamowita. Koniecznie musicie ją przeczytać!
Ogromnie spodobały mi się wykreowane przez autorkę portrety psychologiczne bohaterów, szczególnie Agnieszki – zalęknionej po traumatycznych przejściach kobiety. Doskonałości jej charakterystyki dopełniają przemyślenia bohaterki oraz prześladujące ją koszmary senne, znakomicie wplecione w treść powieści. Równie ciekawie przedstawiona została Aniela (60-letnia właścicielka górskiego pensjonatu) oraz Jacek (jej 28-letni syn, nieco porywczy mechanik samochodowy). Większość bohaterów darzymy sympatią i wytrwale kibicujemy im w dążeniu do upragnionych celów i w ich przeżyciach.
Nie mogłabym pominąć wielu cudownych przemyśleń. Sporo z nich przepełnionych jest smutkiem, wszystkie jednak przekazują wielką prawdę dotyczącą życia i przemijania. Muszę przytoczyć choć kilka, żebyście sami mogli odczuć ich istotność.

"Goniąc przez życie, składamy bardziej bądź mniej świadomie drobiazgi, pamiątki, by na koniec, kiedy staniemy przed koniecznością wyboru właściwej drogi, zamknąć dotychczasowe życie w kartonowych pudełkach naszej doczesności. Takie to banalne, a mimo to uparcie kolekcjonujemy pamiątki i wspomnienia, kultywujemy pamięć o tym, co po wszystkim jedynie zadręcza najbliższych."

"Bez względu na to, kto zawinił, nie chowaj urazy, bo nie wiesz, co może czekać na ciebie za zakrętem. Może na przykład się okazać, że już do końca swoich dni będziesz wspominała chwile, minuty kłótni, która was podzieliła. Dawno zapomnisz o jej powodach, ale strata nie pozwoli zapomnieć o twoim zaniedbaniu."

"Kiedy jesteśmy mali, a nawet młodzi, czas płynie dla nas inaczej... Wakacje trwają wiecznie, a jeszcze dłużej trwa oczekiwanie na nie. Wydaje nam się, że nikomu nie zagraża agonia w słabnącym ciele, coraz bardziej ułomnym umyśle. Jesteśmy ponad tym. Niezniszczalni jak bogowie."

"Gdyby wszystko było tak nieskomplikowane jak jego spojrzenie. Gdyby każdy z nas krył w sobie choć cząstkę Małego Księcia, na pewno potrafilibyśmy dostrzec, że kapelusz wcale nie jest kapeluszem. Jednak my z upływem czasu gotowi jesteśmy szukać wytłumaczenia każdej, nawet oczywistej prawdy."

"Za zakrętem" to cudownie napisana opowieść o dojrzałości, stracie, miłości do dziecka i odpowiedzialności za nie, życiowych dramatach, lękach i walce z nimi, miłości i tworzeniu relacji partnerskich. Cieszę się, że mogłam ją przeczytać, za co bardzo dziękuję Pani Wioletcie z wydawnictwa

.


A Wy, Kochani, czytaliście już książki Anny Kasiuk? Czy podobają Wam się tak bardzo jak mnie?
I jeszcze jedno pytanko. Lubicie sceny erotyczne w książkach? Lepsze są w Waszym odczuciu te bardziej subtelne, dające możliwość rozwoju wyobraźni, czy może te naszpikowane "akcją"? ;)

środa, 2 sierpnia 2017

2 sierpnia 2017r. - wysyp cudownych książek! Którym premierom czytelniczym najtrudniej będzie mi się oprzeć?

Co tam dziś u Was słychać? Gorąco? To teraz będzie jeszcze goręcej, albowiem dziś (02.08.2017r.) rynek księgarski ponownie zalać ma masa wspaniałych tytułów. Spośród nich wybrałam premiery, obok których nie mogłabym przejść obojętnie. Zapraszam!

Na początek zachęcam Was do sięgnięcia po książkę Anety Krasińskiej pt. "W sieci uczuć", która pojawić ma się na rynku za sprawą wydawnictwa Videograf i którą objęłam swoim patronatem medialnym (duma mnie rozpiera, że ho ho :D ).


"Kamila stara się być pilną studentką, idealną córką i doskonałą pracownicą, jednak umiejętne pogodzenie tych wszystkich obowiązków wymaga ogromu poświęcenia i w efekcie graniczy z cudem. Gdy do tego dochodzi jeszcze niespełniona, a może nieuświadomiona miłość z czasów studenckich, dziewczyna zaczyna się gubić w sieci własnych uczuć. Przypadek sprawia, że na jej drodze staje kolejny mężczyzna, ale ten związek szybko okazuje się toksyczny. Wbrew naciskom matki Kamila odważnie stawia swoje życie na głowie i pakuje walizki, chcąc poszukać swojego szczęścia zagranicą. W Berlinie musi się zmierzyć nie tylko z nowymi obowiązkami w pracy, wielokulturowym społeczeństwem, ale również odnaleźć się w obcym kraju, gdzie tak trudno trafić na kogoś życzliwego. Kiedy wreszcie wydaje się, że pokonała już wszystkie schody w drodze na szczyt, zjawia się Tomasz i uświadamia jej, jak bardzo jej dotychczasowe życie było puste..."

Kolejną książką, po jaką z pewnością sięgnę jest "Dziewczyna z Brooklynu" Guillaume Musso, która za sprawą Pani Kasi z wydawnictwa Albatros dokładnie wczoraj trafiła w moje ręce. Jestem ogromnie jej ciekawa, bo o Musso słyszałam mnóstwo, ale nie miałam jeszcze przyjemności poznać jego dzieł.

"Raphael jest wziętym pisarzem. Od kilku miesięcy spotyka się z Anną, która pracuje jako stażystka na pogotowiu w paryskim szpitalu, gdzie oboje się poznali. Podczas romantycznej podróży na Lazurowe Wybrzeże Raphael, którego męczy tajemniczość Anny, przypiera ją do muru pytaniami o jej przeszłość. Po burzliwej kłótni dziewczyna opuszcza ukochanego i wraca do Paryża. Raphael jedzie za nią. Na miejscu okazuje się, że dziewczyna znikła. Raphael wraz z najbliższym przyjacielem, emerytowanym inspektorem policji, zaczyna jej szukać. Poszukiwania okazują się dużo bardziej skomplikowane, niż obaj początkowo myśleli. W wyniku prywatnego dochodzenia wychodzi na jaw, że Anna nie jest wcale tą osobą, za którą się podawała. Kobieta znalazła się w wielkim niebezpieczeństwie z powodu swojego udziału w nierozwiązanej sprawie sprzed dziesięciu lat."

Twórczość kolejnej autorki pokochałam za sprawą książki „Zanim się pojawiłeś”, którą uznałam za jedną z najlepszych przeczytanych w poprzednim roku pozycji. Niedawno moje serce podbiła „Dziewczyna którą kochałeś”. Nie mogłabym pominąć zatem najnowszej książki Jojo Moyes pt. „We wspólnym rytmie”, którą dzięki wydawnictwu Znak mogę się od wczoraj cieszyć. :D


"Dobry jeździec wie, że ma tylko jedną szansę, aby zaskarbić sobie szacunek konia. Wie też, że przez jeden wybuch gniewu może na zawsze stracić jego zaufanie. Konia można bowiem skrzywdzić tylko raz. Potem latami odbudowuje się zerwaną relację. Z ludźmi bywa podobnie…

Świat Natashy rozsypał się wraz z odejściem męża. Gniew i zraniona duma popchnęły ją do zrobienia rzeczy, których potem żałowała. Gdy człowiek traci kogoś bliskiego, nie zawsze zachowuje się rozsądnie. Natasha zamknęła się w swojej samotności, postawiła na niezależność i karierę. Kiedy decyduje się pomóc spotkanej w podejrzanych okolicznościach Sarze, nie przypuszcza, że ta „dziewczynka znikąd” odkryje przed nią życie na nowo.
Co się stanie, gdy Natasha zaryzykuje wszystko dla dziewczynki, której nawet nie zna i nie rozumie? Czego można się nauczyć od osoby, która kocha bardziej konie niż ludzi?
We wspólnym rytmie to opowieść o kobiecie, która nie dopuszcza do siebie myśli, że mogłaby znów być kochana, i o dziewczynie, która jest gotowa kłamać i kraść dla kogoś, kogo kocha.
'Miłość istnieje w tym, co się robi, w małych i dużych gestach. To, że się o niej nie mówi, nie oznacza, że jej nie ma.'"

Dwóch kolejnych książek nie mam w swojej biblioteczce, ale gdybym miała taką możliwość – sięgnęłabym po nie bez zastanowienia. Pierwsza z nich, która ukazać ma się dziś w księgarniach za sprawą wydawnictwa Znak (hm... znowu Znak ;D ) to pozycja „Dzikie łabędzie” Jung Han. Władze Chin zakazały jej wydawania, za to przetłumaczona została na 37 języków i na całym świecie sprzedano już ponad 13 milionów jej egzemplarzy.



"Przejmująca opowieść o trzech pokoleniach jednej rodziny, której doświadczenia tworzą niezwykły obraz przemian, jakie dokonały się w Chinach.
Babka autorki zgodnie ze starą tradycją miała zabandażowane stopy, a rodzice przeznaczyli ją na konkubinę generała.
Matka stała się zaangażowaną komunistką walczącą o nowe Chiny. Jednak gdy razem z mężem zaczęli dostrzegać okrucieństwo Mao, oboje doświadczyli bezwzględnych prześladowań podczas Rewolucji Kulturalnej, byli torturowani i zostali zesłani do obozów pracy.
Mała Jung dorastała jako Pionierka z Czerwoną Książeczką pod pachą, ale jako młoda kobieta zdecydowała się skorzystać z cudem nadarzającej się okazji i opuścić swój kraj na zawsze. Mieszkając w Londynie, napisała książkę, która pozwoliła zrozumieć światu, czym tak naprawdę są współczesne Chiny."

Ze względu na przeczytaną przeze mnie pozycję Mii Sheridan „Bez słów” nie mogłam nie zwrócić uwagi na jej najnowszą książkę, której wydania podjęło się wydawnictwo Otwarte, a tytuł brzmi „Bez uczuć”.



"Nieszczęśliwa miłość do Lydii odebrała Broganowi wszystko. Ciężko zraniony staje się wyrachowany i skupia się na swoim biznesie i na zemście. Bo miłość wcale nie jest cierpliwa ani łaskawa.
Życie Lydii wyglądało kiedyś zupełnie inaczej – była bogata, bezpieczna i kochana. Teraz fortuna się od niej odwróciła. Rodzinna firma znalazła się na skraju bankructwa, lecz Lydia zrobi wszytko, by ją uratować. Gdy na jaw stopniowo wychodzą tajemnice jej bliskich, dziewczyna odkrywa, że niebezpieczeństwo może grozić także jej. Nie przypuszcza jednak, że największy cios padnie z najmniej spodziewanej strony...
Czy w sercach Lydii i Brogana na nowo zakwitnie miłość, chociaż wybrali życie bez uczuć?"

I jak podoba Wam się moje zestawienie? Czy Wy również sięgniecie po któreś z tych książek? A może jakaś inna, fantastyczna pozycja pojawić ma się dziś na rynku wydawniczym, a ja przegapiłam jej premierę? 


wtorek, 1 sierpnia 2017

"W sieci uczuć" Anety Krasińskiej ZAPOWIEDŹ PATRONACKA!

Aneta Krasińska to ogromnie sympatyczna, wrażliwa i zdolna pisarka. W dodatku jedna z niewielu twórczyń, której WSZYSTKIE powieści przeczytałam. Moja ulubiona książka jej autorstwa to "Finezja uczuć" (recenzję możecie zobaczyć tutaj), ale dwie pozostałe – "Szukając szczęścia" (moje odczuciai "Odroczone nadzieje" (wrażenia) - również bardzo przypadły mi do serca. Dziś przybywam, by z radością i dumą pochwalić się, iż objęłam patronatem najnowsze dzieło autorki - "W sieci uczuć", które za sprawą wydawnictwa Videograf już jutro (02.08.2017 r.) będzie miało premierę.


Aneta Krasińska porusza w swoich książkach bardzo ważne, życiowe tematy, tj. miłość, przyjaźń, choroba, poszukiwanie szczęścia. O czym będziemy mogli przeczytać w jej najnowszej powieści pt. "W sieci uczuć"? Oto opis...

"Kamila stara się być pilną studentką, idealną córką i doskonałą pracownicą, jednak umiejętne pogodzenie tych wszystkich obowiązków wymaga ogromu poświęcenia i w efekcie graniczy z cudem. Gdy do tego dochodzi jeszcze niespełniona, a może nieuświadomiona miłość z czasów studenckich, dziewczyna zaczyna się gubić w sieci własnych uczuć. Przypadek sprawia, że na jej drodze staje kolejny mężczyzna, ale ten związek szybko okazuje się toksyczny. Wbrew naciskom matki Kamila odważnie stawia swoje życie na głowie i pakuje walizki, chcąc poszukać swojego szczęścia za granicą. W Berlinie musi się zmierzyć nie tylko z nowymi obowiązkami w pracy, wielokulturowym społeczeństwem, ale również odnaleźć się w obcym kraju, gdzie tak trudno trafić na kogoś życzliwego. Kiedy wreszcie wydaje się, że pokonała już wszystkie schody w drodze na szczyt, zjawia się Tomasz i uświadamia jej, jak bardzo jej dotychczasowe życie było puste..."

Autorka wraz ze swoim synem przygotowała piękny trailer do książki, do którego obejrzenia serdecznie Was zachęcam.


Kamilą, bohaterką książki, targa moc uczuć, o których nieco więcej możecie przeczytać tuJeśli natomiast macie chęć zajrzeć do wnętrza powieści już teraz na blogu Anety tutaj możecie przeczytać jej fragment. Zapraszam!

Anetko! Tobie z okazji wydania kolejnego tytułu życzę nieustającej weny twórczej, mnóstwa kolejnych oddanych czytelników i statusu bestsellera oczywiście. Dziękuję, iż mogłam znaleźć się wśród patronów Twojego najnowszego dzieła. To dla mnie zaszczyt. :))

A Wy, moi kochani, znacie już książki Anety? Lubicie czytać takie, poruszające trudne życiowe tematy, opowieści?