piątek, 28 lipca 2017

"Melodia zapomnianych miłości" Doroty Gąsiorowskiej. Hm... nadużywam słowa "wszystkie" ;)

"Melodia zapomnianych miłości" to pierwsza książka Doroty Gąsiorowskiej, którą miałam okazję przeczytać, a zdobyłam ją dzięki cudownej autorce oraz Wydawnictwu

.


Opis książki (pochodzący z okładki)

"CZY MUZYKA ZAKLĘTA W STARYCH SKRZYPCACH OTWORZY DRZWI DO TAJEMNICY SPRZED LAT?
Bianka nikogo i niczego nie kocha bardziej niż muzyki. Gdy pewnego dnia jej rodzina staje na krawędzi bankructwa, dziewczyna zgadza się przyjąć niecodzienne zlecenie.
Wyjeżdża do malowniczego Kazimierza, by zamieszkać z tajemniczą zleceniodawczynią i jej niewidomym synem. Zabiera ze sobą jedynie ukochane skrzypce – rodzinną pamiątkę po babce Walentynie. Mroczne, stare domostwo na skraju miasteczka skrywa sekrety, których obecność dziewczyna wyczuwa już od progu.
Czy to możliwe, że jaworowe skrzypce łączą historie rodzin Bianki i niewidomego Sama?
Czy skrzypcowa muzyka rozwiąże kłębiące się wokół zagadki i otworzy zamknięte serca?"

Moje wrażenia po lekturze

Już na początku lektury zwróciłam uwagę na lekkie pióro autorki i stwierdziłam, iż po jej zakończeniu, w wolnej chwili, z ogromną przyjemnością sięgnę po inne książki pisarki. Styl pisania Doroty Gąsiorowskiej jest doskonale wypracowany i przyjemny w odbiorze. Tworzone przez nią opisy nie są zbyt długie, ani zbyt krótkie, a czytelnik łatwo potrafi wyobrazić sobie opisane miejsca i sytuacje, z radością się w nie zagłębiając.
Dość szybko polubiłam główną bohaterkę książki i jej tatę. Ogromnie zainteresowały mnie również postacie, z którymi Bianka spotkała się w Kazimierzu, stanowiące feerię różnorodnych, doskonale wykreowanych osobowości. Wśród nich pojawili się: posępna Klara oraz jej równie powściągliwy, smętny kamerdyner Vincent, niewidomy Samuel (w sprawie którego Bianka pojawiła się we dworze), jego intrygujący brat Olaf i zarozumiała narzeczona Marika, żywiołowa, sympatyczna gospodyni Marta, jej córka Gosia (pracująca wraz z mężem na Fiołkowym Wzgórzu w winnicy Klary), spotkany w rynku pijaczek Rysio oraz jego wspaniała 90-letnia, nieco przesądna babcia Serafina, wciąż wspominająca licho, które może kręcić się w obejściu. ;)

"Dobrze wiesz, że licho łazi po zagonach i plony szabruje. Zanim się obejrzysz do chałupy nam wlezie, a wodę w studni do dna wychłepce."

"-Trza gadać cicho, licho nie śpi, a już długo się tu swawoliło".

Nie mogłabym nie wspomnieć o niedalekim sąsiedzie Rysia i babki Serafiny - Anatolu oraz kocie Serafiny – Barnabie. Uwierzcie mi! Każda z tych postaci jest ciekawa, wielowymiarowa i warta uwagi. W tej powieści nawet kot jest intrygujący.
Każda z opisanych osób ma swoją historię, swoje tajemnice i ich wszystkich będziecie równie ciekawi. Dorota Gąsiorowska nie zawiedzie Was, albowiem wszystkie pojawiające się w głowie zagadki i postawione pytania – znajdą swoje rozwiązanie.
Pisarka nie skoncentrowała się jednak wyłącznie na bohaterach pojawiających się w powieści i ich życiu. Do publikacji wplotła również historie osób, z którymi byli oni niegdyś związani i które odeszły na zawsze, a ich przygody poznać możemy dzięki: listom, pozostałym po nich pamiątkom oraz wspomnieniom żyjących.
Aura tajemniczości otacza również przedmioty: od lat leżące na szafie skrzypce, odnaleziony, nigdy nie wysłany list, zdjęcie, czy czarna perła. Podobnie jak bohaterowie, każda z tych rzeczy nosi zaklętą w sobie historię, którą poznajemy stopniowo na kartach powieści.


Dorota Gąsiorowska zabiera nas w podróż do Kazimierza Dolnego. Wraz z Bianką przechadzamy się po kazimierskim rynku podziwiając znajdującą się tam studnię upamiętniającą wiek XIX, zwiedzamy ruiny zamku, spacerujemy brzegiem Wisły, poznajemy historię zakazanej miłości Kazimierza Wielkiego i Esterki oraz legendę o podziemnych korytarzach biegnących między zamkami w Kazimierzu, Bochotnicy i Janowcu. Dowiadujemy się co upamiętniają wypiekane w tym pięknym mieście koguty z ciasta drożdżowego. Następnie spacerujemy do Mięćmierza i podziwiamy znajdujący się tam stary wiatrak kozłowy. Częste spacery Bianki po tych okolicach sprawiają, że i nam te tereny stają się bliskie.
Fabuła książki została doskonale przemyślana. Rzadko zdarza się, aby pisarze w tak wielkim stopniu zwracali uwagę na szczegóły, zwłaszcza gdy w powieści występuje mnogość: postaci, przedmiotów, sytuacji. Mało tego! To dzieło napisane jest w taki sposób, iż łatwo zapamiętujemy bohaterów i ogromnie ciekawią nas ich historie. Nie mniejsze zainteresowanie budzą wydarzenia związane z odnalezionymi przedmiotami. Dodatkowo w trakcie lektury pojawiają się nowe zagadki, a ich rozwiązania pojawiają się stopniowo. Pisarka dawkuje nam wiedzę na temat życia bohaterów i ich przygód. Każde nasze pytanie, pojawiająca się wątpliwość (a jest ich mnóstwo) – znajdują swoje rozwiązanie, by ostatecznie wszystko to złożyło się w jednolitą, spójną całość.
Lektura "Melodii zapomnianych miłości" sprawiła mi ogromną przyjemność, choć tematy w niej poruszane nie były wcale lekkie i przyjemne. Pisarka poruszyła nie tylko kwestie zaufania, miłości i przyjaźni, ale także rodzinnych tajemnic, niecnych ludzkich czynów, zemsty i bólu.
To książka doskonała. Po jej przeczytaniu nie czułam się zmęczona treścią, choć liczy ok. 460 stron. Nie miałam również uczucia, iż czegoś w niej zabrakło. Jej treść została dokładnie przemyślana i opisana, a zakończenie stanowi wspaniałe zwieńczenie powieści.
Ogromnie ją polecam!


Czytaliście już tę książkę? A może poznaliście inne tytuły autorki? Co powinnam przeczytać teraz?