czwartek, 22 września 2016

Czy książka "Zanim się pojawiłeś" porwała mamuśkę? ;)

O "Zanim się pojawiłeś" Jojo Moyes słyszałam wiele i już od dawna. Mnóstwo pozytywnych opinii zachęcało mnie do sięgnięcia po książkę, jednak natłok tytułów czekających na półce do przeczytania – skutecznie odwlekał moment sięgnięcia po ten tytuł. Gdybym wiedziała, że to taka książka... Jak myślicie? Sięgnęłabym po nią szybciej? A może całkowicie ją sobie odpuściła? Czy "achy" i "ochy" czytelników nad tą pozycją są, według mnie, słuszne?


Co w trawie piszczy, czyli notka z okładki książki

"Co robisz, jeśli chcesz uszczęśliwić osobę, którą kochasz,
ale wiesz, że to złamie twoje serce?

Jest wiele rzeczy, które wie ekscentryczna dwudziestosześciolatka
Lou Clark. Wie, ile kroków dzieli przystanek autobusowy
od jej domu. Wie, że lubi pracować w kawiarni Bułka z Masłem
i że chyba nie kocha swojego chłopaka Patricka.
Lou nie wie, że za chwilę straci pracę i zostanie
opiekunką młodego, bogatego bankiera, którego losy
całkowicie zmieniły się na skutek tragicznego zdarzenia
sprzed dwóch lat.

Will Traynor wie, że wypadek motocyklowy odebrał mu
chęć do życia. Wszystko wydaje mu się teraz błahe i pozbawione
kolorów. Wie też, w jaki sposób to przetrwać. Nie ma jednak
pojęcia, że znajomość z Lou wywróci jego świat do góry nogami
i odmieni ich oboje na zawsze."

Moje wrażenia po przeczytaniu powieści

Ze wszech stron słyszałam, iż "Zanim się pojawiłeś" to romans. Sama autorka uważa ją za historię miłosną. Ja jednak nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Ta publikacja to zdecydowanie coś więcej, niż powieść o miłości. Porusza ona kwestie poszukiwania własnej tożsamości, dążenia do szczęścia, relacji między ludźmi, ale przede wszystkim problemy niepełnosprawności i eutanazji, o których nie miałam jeszcze okazji czytać w poznanych powieściach obyczajowych. Ponad to – opisywana przez autorkę miłość nie jest zwykłym, oklepanym romansem. To bardziej historia osób, które dopiero zaczynają się w sobie zakochiwać, przedstawiona w przepiękny sposób. Zatem... jeśli kogoś z Was zraża do lektury fakt, iż oscyluje wokół uczucia między dwojgiem ludzi – niech nie rezygnuje z czytania, bo nie jest to prawdą, a w ten sposób możecie stracić możliwość przeczytania naprawdę wyjątkowej książki.
Historia napisana jest przystępnym językiem, czyta się ją z lekkością i trudno odłożyć ją na półkę. Podział na kilkustronicowe fragmenty (takie jakby podrozdziały) sprawia, iż pragniemy przeczytać jeszcze jedną część tekstu, i jeszcze jedną... i nawet nie spostrzegamy się, kiedy ze łzami w oczach przewijamy ostatnie strony dzieła.
Mimo poważnego tematu poruszonego przez autorkę książki oraz trudnej historii, jaka spotkała bohaterów – książka przepełniona jest humorem. 

"Nathan przyszedł na popołudniową zmianę o siedemnastej trzydzieści, a kiedy zajmował się Willem, ja poszłam do łazienki, żeby się przygotować. Na początek włożyłam coś, co uważałam za strój artystyczny: zieloną marszczoną suknię z naszytymi wielkimi bursztynowymi paciorkami. Wyobrażałam sobie, że ludzie, którzy chodzą na koncerty, to ekstrawagancka bohema. Kiedy weszłam do pokoju, Will i Nathan wytrzeszczyli oczy.
-Nie – zaprotestował Will kategorycznie.
-To wygląda jak coś, co mogłaby włożyć moja mama – stwierdził Nathan.
-Nigdy mi nie mówiłeś, że twoja mama to Nana Moskouri – powiedział Will.
Wracając do łazienki, słyszałam, jak obaj chichoczą.
Drugi strój to była bardzo prosta czarna sukienka, uszyta ze skosu, z doszytym białym kołnierzem i mankietami. Wydawało mi się, że ma paryski szyk.
-Wyglądasz, jakbyś miała zamiar sprzedawać lody – skomentował Will.
-Stara, wyglądasz jak superpokojówka – dodał z aprobatą Nathan. - Mogłabyś ubierać się tak na co dzień. Naprawdę.
-A potem każesz jej odkurzyć listwę przypodłogową.
-Właściwie to jest trochę brudna.
-Wy dwaj – powiedziałam – jutro będziecie mieli w herbacie płyn do podłóg."

Will (chłopak na wózku) ze swą opiekunką – Clark – znajdują się w filharmonii:

"-Potrzebujesz czegoś? - wyszeptałam.
-Nie – potrząsnął głową. Przełknął. - A właściwie tak. Coś kłuje mnie w szyję.
Pochyliłam się i przesunęłam palcami za jego kołnierzykiem; w środku została nylonowa metka. Pociągnęłam za nią, mając nadzieję, że ją urwę, ale była uparcie oporna.
-Nowa koszula. Bardzo ci przeszkadza?
-Nie. Wspominam o tym tylko dla zabawy.
-Czy mamy w torbie jakieś nożyczki?
-Nie wiem, Clark. Wierz albo nie, ale rzadko sam ją pakuję.
Nożyczek nie było. Zerknęłam do tyłu, gdzie widzowie wciąż sadowili się na swoich miejscach, mrucząc i oglądając programy. Jeśli Will nie będzie mógł się zrelaksować i skupić na muzyce, będzie miał zepsuty cały wieczór. Nie mogłam pozwolić sobie na kolejną porażkę.
-Nie ruszaj się.
-Ale...
Zanim dokończył, pochyliłam się, delikatnie odchyliłam jego kołnierzyk, przysunęłam do niego usta i wzięłam drapiącą metkę w zęby. Odgryzienie jej zajęło mi kilka sekund i musiałam zamykać oczy, starając się ingorować zapach wykąpanego mężczyzny, ciepło jego skóry tuż przy mojej, niedorzeczność tego, co robię. A potem metka wreszcie ustąpiła. Odsunęłam głowę i otworzyłam oczy z odgryzioną metką w zębach.
-Mam ją! - powiedziałam, a wyciągnąwszy ją z zębów, rzuciłam między siedzenia.
Will gapił się na mnie.
-No co?
Obróciłam się na fotelu i zobaczyłam, że widzowie z nagłym zainteresowaniem pochylają się nad swoimi programami. Potem odwróciłam się z powrotem do Willa.
-Daj spokój, tak jakby nigdy nie widzieli dziewczyny, która obgryza facetowi kołnierzyk."

"Zanim się pojawiłeś" wywołało we mnie moc emocji. Uśmiechałam się, a nieraz śmiałam w głos, czułam wzruszenie, nostalgię, smutek, a pod koniec książki z moich oczu poleciało nawet kilka łez.
Ogromnie podobał mi się sposób, w jaki autorka przedstawiła relacje między: głównymi bohaterami, Lou i Patrickiem (jej chłopakiem) oraz opisane relacje rodzinne (zarówno w rodzinie bohaterki, jak i jej podopiecznego).
Szczególnie ujęły mnie zmiany, które zaszły między głównymi bohaterami. Początkowo Will traktował Lou bardzo chłodno, z czasem jednak para nawiązała bliższe kontakty. Spodobał mi się wzajemny wpływ bohaterów na siebie. Okazało się, że nie tylko Lou robiła coś dla Willa, ale i ten 'chłopak na wózku' miał ogromny wpływ na jej życie.
Wśród relacji rodzinnych największe wrażenie wywarły na mnie te, które łączyły Lou i jej siostrę. Kobiety czasem nie rozumiały się, miały do siebie różne pretensje i żale, a w emocjach dawały im ujście, ale kochały się i były dla siebie ogromnym wsparciem w najtrudniejszych życiowo sytuacjach.

Autorka uświadamia czytelnikom problemy na jakie napotykają osoby niepełnosprawne. Każdy ma jakieś kłopoty, mniejsze lub większe troski, jednak większość z nas może chodzić dokąd chce i robić to, czego pragnie. Osoby na wózkach często nie mają takiej możliwości. Nie mogą wyjść spokojnie z domu, ponieważ wciąż napotykają problemy w poruszaniu się na wózkach. Mało jest miejsc, które dostosowane są do potrzeb osób niepełnosprawnych. Miejsc, które dawałyby im choćby możliwość do w miarę swobodnego poruszania się. A co dopiero w sytuacji, kiedy nie mogą nawet samodzielnie podnieść łyżki do ust, by coś zjeść, i cały czas zależne są od innych osób.

"Nikt nie chce wiedzieć, jak to jest mieć świadomość, że czasem, siedząc na tym wózku, czuję taką klaustrofobię, że mam ochotę wrzeszczeć jak wariat na samą myśl o tym, że spędzę w nim kolejny dzień."

"Odkryłam fora dla osób z uszkodzeniami kręgosłupa i stwierdziłam, że są tysiące ludzi takich jak Will – żyjących w ukryciu w Londynie, Sydney, Vancouver, albo tuż obok, na następnej ulicy – wspomaganych przez rodzinę i przyjaciół, a czasem rozdzierająco samotnych."

Dodatkowym problemem dla ludzi sprawnych inaczej jest ludzka ciekawość. My, 'pełnosprawni', często nie zdajemy sobie sprawy z tego, jakim balastem są dla osoby na wózku nasze ukradkowe, ciekawskie, lub choćby nawet współczujące spojrzenia. Często czujemy dyskomfort w towarzystwie osoby niepełnosprawnej, gdyż nie wiemy, jak ją traktować i jak powinniśmy się zachować w jej towarzystwie, a przecież to taki sam człowiek jak my, jedynie możliwość poruszania się ma ograniczoną.
Cieszy mnie fakt, że Jojo Moyes zwróciła w swojej książce tak dużą uwagę na tę kwestię.

Podsumowując. To jedna z najlepszych (jeśli nie najlepsza) książek, jakie w tym roku przeczytałam.


A Wy? Mieliście już okazję pochłonąć tę lekturę? Podzielacie mój entuzjazm? :)