piątek, 26 maja 2017

"Wieczność bez Ciebie" Bożeny Gałczyńskiej-Szurek - kolejny kryminał detektywistyczny w rękach mamuśki ;)

"Wieczność bez Ciebie" to pierwsza książka Bożeny Gałczyńskiej–Szurek, jaka trafiła w moje ręce, a stało się to za sprawą wspaniałego pana Ireneusza z wydawnictwa Szara Godzina. Po moim zachwycie nad książką "Maski zła" Iwony Banach (tutaj recenzja), wydawca książki stwierdził, iż "Wieczność..." może mi się spodobać. Jak myślicie? Czy miał rację?


Opis pochodzący z okładki książki

"W scenerii współczesnego Zamościa rozgrywa się dramat znanej arystokratycznej rodziny. Zbliżający się ślub pary polskich emigrantów, hrabiego Adama i pięknej pani adwokat Kamili, wywołuje szereg dziwnych zdarzeń. Zagadkowe morderstwo w zamojskim hotelu staje się pretekstem do wyjaśnienia tajemnicy rodowej sprzed stu lat. W rozwikłaniu sprawy pomaga policji agentka Interpolu Klara, która wraz ze swoim greckim mężem spędza wakacje w Zamościu.
Wieczność bez Ciebie to historia miłości, w której dawne animozje stanęły bohaterom na przeszkodzie do szczęścia."

Wrażenia po lekturze

W moim odczuciu książka jest doskonałym kryminałem detektywistycznym. Klara, pracująca jako agentka Interpolu, która wraz z mężem przyjechała z Grecji na wakacje do Zamościa do ciotki Barbary oraz na ślub hrabiego Adama Sokolskiego, uczestniczy w odnalezieniu mordercy jego dalekiego krewnego – Rudolfa (który został otruty w hotelu niedługo przed ślubem Adama). Poszukujemy nie tylko mordercy Rudolfa, ale także próbujemy rozwiązać zagadkę przeszłości rodu Sokolskich. Wraz z bohaterami książki dążymy do odnalezienia przyczyn i okoliczności śmierci Henryka Sokolskiego, którego grób znajduje się w zabytkowej części cmentarza, pod murem, bez krzyża (tak chowano kiedyś ludzi wyklętych, samobójców) i poznajemy przyczyny waśni rodzinnej sprzed lat.
Już od pierwszych stron książki towarzyszy nam aura tajemniczości. Na cmentarzu w Tarnawatce, na opuszczonym grobie, który dotąd odwiedzała jedynie Barbara - płonie znicz. Gdy kobiecie ucieka ostatni autobus do Zamościa nagle przed miejscem wiecznego spoczynku pojawia się dziwny nieznajomy, który wybiera się w tym samym, co ona, kierunku i proponuje jej podwiezienie do domu. Nocą na zamojskim rynku pojawia się kobieta w białej, długiej sukni, ukazująca się bohaterom powieści również w snach. Niejednokrotnie gęsia skórka występowała na moim ciele, gdy czytałam podobne historie. Uroku opowieści dodawali przebierańcy pojawiający się latem na zamojskim rynku.
Pisarka w doskonały sposób przedstawiła Zamość. Snując swoją opowieść - opisała wiele atrakcji turystycznych Miasta Arkad. Wraz z nią znaleźliśmy się na cmentarzu w Tarnawatce, zamojskim Rynku Wielkim oraz Solnym, na plaży nad jeziorem Echo w Zwierzyńcu i w wielu innych, ciekawych miejscach. Poruszyła mnóstwo wątków historycznych i zrobiła to w taki sposób, iż nawet ja, osoba zazwyczaj dość oporna na wiedzę historyczną, traktowałam ją jako prawdziwy smaczek. Z książki można dowiedzieć się m.in., że założycielem Zamościa (miasta wprowadzonego na listę UNESCO) był hetman Jan Zamoyski, mieszkały tam znane polskie rody, tj: Dzieduszyczcy, czy Tyszkiewiczowie. Podczas lektury można też poznać np. kilka interesujących faktów z życia Jana III Sobieskiego i Marysieńki. Jeśli dodać do tego odbywające się w okresie letnim w Zamościu uliczne przedstawienia teatralne, spacerujących alejami przebierańców, hejnał grany wyłącznie na trzy strony świata, wspomniany Roztoczański Park Narodowy – trudno nie nabrać ochoty na odwiedzenie tego fascynującego miejsca.  
Historia opowiedziana przez Bożenę Gałczyńską – Szurek jest niesamowicie interesująca, czyta się ją bardzo przyjemnie i z rosnącym zaciekawieniem. Ogromnie podobało mi się stopniowe odkrywanie faktów, które ostatecznie złożyły się w sensowną, spójną, jednolitą całość. Sukcesywne dochodzenie do rozwiązania zagadki przypominało mi historie tworzone przez Agatę Christie oraz przygody "Scherlocka Holmesa" spod pióra Arthura Conana Doyle'a, a ja bardzo lubię takie publikacje. Zastanawiałam się, kto może być mordercą Rudolfa, ale nie odgadłam tej frapującej zagadki. Wątki poświęcone przeszłości Henryka Sokolskiego oraz historia miłości Adama i prawniczki Kamili – także bardzo mnie pochłonęły, zaciekawiły i niejednokrotnie zaskakiwały.
Różnorodni bohaterowie, ludzie z krwi i kości, posiadający moc zalet i wad – budzili moje zainteresowanie. Wielką przyjemnością było dochodzenie kto z nich mógł dokonać zamachu na życie Rudolfa. Gdy po lekturze spojrzałam na tytuł i okładkę książki z moich ust wydobyło się przeciągłe "Wooow". Tytuł i okładka książki zostały fantastycznie dobrane do jej treści.


Książkę zdecydowanie polecam i bardzo dziękuję za nią panu Ireneuszowi (trafił pan w dziesiątkę :D ) z Wydawnictwa


Wy również lubicie interesujące historie kryminalne, w których stopniowo odkrywane są przed Wami nowe, ciekawe fakty? Czytaliście już jakieś książki tej autorki? Jak Wam się podobały? A może polecicie mi inne, podobne pozycje?

środa, 24 maja 2017

Czy "Gorzej być (nie) może"? - co na to Małgorzata Falkowska

Po lekturze książki "Mąż potrzebny na już" Małgorzaty Falkowskiej (recenzja tutaj) z przyjemnością sięgnęłam po "Gorzej być (nie) może". Spodziewałam się przeczytać o dalszych losach Berki i Karola, a tymczasem... autorka wykręciła czytelnikom niezły numer. Bohaterką drugiej części uczyniła Zosię Majer (z TYCH Majerów) – najgłupszą z przyjaciółek (jeśli można je w takiej kategorii oceniać). Byłam zaskoczona i zawiedziona, że nie będę miała przyjemności kontynuować przygody z Berką. Co z tego wyniknęło? Książka zawiodła mnie? A może jednak utrzymała poziom? Zapraszam na moje wrażenia.


Opis pochodzący z portalu Lubimy Czytać

"Kontynuacja przygód sześciu zwariowanych przyjaciółek, bohaterek książki 'Mąż potrzebny na już'. Życie Zosi wydaje się wręcz idealne. Bogata dziedziczka nie ma w zwyczaju się niczym przejmować. Przyziemne problemy zdają się ją omijać szerokim łukiem, jednak los, a w zasadzie bliscy postanawiają to zmienić. Kiedy wydaje się, że gorzej być już nie może, Zosia uświadamia sobie, w jak wielkim jest błędzie. Czy zakochana w sobie bogaczka poradzi sobie z problemami, których nie są w stanie rozwiązać pieniądze jej ojca? Nadeszła pora, aby rozpocząć walkę egocentryzmu, pieczołowicie pielęgnowanego od urodzenia, z uśpionym głęboko ziarnem altruizmu, które chce wykiełkować."

Moje wrażenia

Zacznę od rzeczy ważnej według mnie, na którą zwróciła mi uwagę jedna z czytelniczek książki "Gorzej być nie może". Otóż... aby dobrze bawić się podczas lektury książek Małgosi – należy przyjąć, że ich bohaterki są... głupie. Jeśli zabraknie nam dystansu (wobec nich, siebie i świata) – możemy być zawiedzeni tymi pozycjami i odłożyć je na półkę po lekturze pierwszych kilkunastu, tudzież kilkudziesięciu stron. A byłoby szkoda! Dwudziestoośmioletnie bohaterki książki popełniają chyba największe możliwe gafy, jakie tylko mogą się przydarzyć (niewiele wiedzą, często nie rozumieją prostych rzeczy i popełniają głupstwa, jakie przeciętnej nastolatce w fazie buntu nie przyszłyby do głowy). Mało tego! Występuje u nich chyba kumulacja tych wszystkich głupstw. ;) Musicie wiedzieć jednak, że podczas lektury pytałam Małgosię o niektóre sprawy, na pozór wydające się idiotyzmem, i okazywało się, że są to sytuacje z życia wzięte. I to jest dopiero zaskakujące! ;D
Jeśli spełnicie ten jeden – opisany przeze mnie warunek i spojrzycie z dystansem, gwarantuję, że lektura książki stanie się dla Was niesamowitą przygodą, a wybuchom śmiechu podczas czytania nie będzie końca. Ja mam książkę na czytniku, który niemal przez cały czas mi towarzyszy, więc miałam przyjemność zaglądać do niej np. w kolejce u lekarza, na przystanku, w autobusie. Nie był to może najlepszy pomysł, ponieważ mój nagły i niespodziewany rechot w różnych zaskakujących miejscach budził niesmak wśród otoczenia. Jednak dzięki lekturze pozostawałam w doskonałym humorze, a droga z pracy do domu mijała mi za każdym razem w znakomitym nastroju.  
"Gorzej być (nie) może" to doskonały poprawiacz samopoczucia. Już sam moment, kiedy włączałam czytnik wywoływał mój uśmiech na ustach, niczym reakcje na dzwonek u psów w eksperymencie Pawłowa.
Bohaterki (Berkę, Baśkę, Mariettę, Jolkę, Monię i Zośkę) zdążyłam polubić, choć w różnym stopniu, już w pierwszej części książki. Po pochłonięciu "Męża potrzebnego na już" moją ulubienicą stała się Berka. Po lekturze "Gorzej być (nie) może" z całą stanowczością jednak stwierdzam, że ja kocham Zośkę Majer, z TYCH Majerów oczywiście. ;) Jej się nie da nie pokochać. Sami spróbujcie podjąć się lektury książki i nie obdarzyć bezgraniczną sympatią pięknej, zgrabnej i bogatej Zosi. I teraz znowu serce mnie boli, bo w kolejnej części to nie Zosia będzie wiodła prym. Pociesza mnie jednak fakt, że najpewniej w lipcu będę mogła cieszyć się dalszymi przygodami dziewczyn.
Ogromnie spodobał mi się pomysł autorki, by Zosia realizowała godziny wolontariatu w Domu Dziecka. Trudno nie pokochać wychowanków opisanej placówki i kto wie, może lektura książki przypomni choć części z nas o osobach, które potrzebują naszej pomocy? Może pomoże otworzyć się na problemy innych ludzi?
Bardzo przypadły mi do gustu niektóre powiedzenia przekręcane przez Zosię, np: "Gdzie Jolka przegrywa, tam Zośka króluje", "Przecież może być tak, że kot jest głodny, a myszy wciąż biegają", czy "jestem tunelem talentów".
Podsumowując... Czy moim zdaniem "Gorzej być (nie) może" jest gorszą pozycją niż "Mąż potrzebny na już", czy jednak utrzymała poziom poprzedniej książki? Odpowiedź jest prosta. Bardzo spodobał mi się "Mąż ...", ale kocham Zośkę i "Gorzej być (nie) może" jeszcze głębiej zapadła w moje serce, głowę, i w co tam jeszcze mogła zapaść. :D



A Wy? Znacie książki Małgorzaty Falkowskiej? Macie je w planach? Napiszcie też, jaka pozycja przeczytana przez Was ostatnio – rozbawiała Was do rozpuku. Jestem ogromnie tego ciekawa. :)

wtorek, 23 maja 2017

Dzisiejszy wspaniały upominek. Jutro premiera. :)

Wczoraj w skrzynce na listy znalazłam awizo. Obecnie czekam na kilka książek, więc byłam ogromnie ciekawa, które dzieło w pierwszej kolejności wpadnie w moje łapki. Jako, iż dostałam wiadomość email od pani Anny z Repliki o wędrujących do mnie egzemplarzach "Łąk kwitnących purpurą" Edyty Świętek – ich spodziewałam się najbardziej. Tymczasem, gdy odebrałam przesyłkę okazało się, że to prezent od wydawnictwa Filia. Rozdarłam kopertę. Moim oczom ukazało się takie oto cudo:



Domyśliłam się, jaki to smaczek i najchętniej otworzyłabym paczuszkę natychmiast, aby ujrzeć zawartość, ale najpierw chciałam pokazać Wam jak wspaniale książka została zapakowana.
Skoro jednak opakowanie zobaczyliście – otwieramy... :D




Oto dzieło, które jutro (24 maja) ma swoją premierę – "Tatarka" Renaty Kosin.

Opis "Tatarki" - pochodzący z portalu lubimy czytać

"Malowniczy dworek w podlaskich
Bujanach, noc świętojańska
i siła tradycji, która jest dobrym duchem, 
ale czasem także przekleństwem pokoleń.
Piękna historia o mocy przyjaźni
i różnych odcieniach miłości.

Czas letniego przesilenia to święto zjednoczenia największych przeciwstawnych sobie sił – ognia i wody, słońca i księżyca, mężczyzny i kobiety oraz tego, co ich łączy i jednocześnie dzieli.
W noc świętojańską, pełną ludowej magii i wróżb, Ksenia plecie wianek z polnych kwiatów i ziół, by rzucić go w nurt Biebrzy i poznać odpowiedzi na zapisane w sercu pytania. 
Nie jest to jednak tak proste, jak by się wydawało. Podlaska zielarka zdradza stare sekrety, tatarska fałdżejka odprawia własne uroki… Za ich sprawą ścieżki, którymi podąża Ksenia, plączą się coraz mocniej. 
Na szczęście stary dworek w Bujanach – otoczony kwiatami, aromatycznymi ziołami i dobrą energią – daje Ksenii siłę, by podążać drogą, którą wiedzie ją intuicja.
Poprzez pełne uroku podlaskie krajobrazy, w otoczeniu prastarych słowiańskich zaklęć i w towarzystwie oryginalnych przyjaciół, ekscentrycznej babki i ciemnookiego Tatara, Ksenia zbliża się do rozwiązania sekretu swojej rodziny. 
Odnalezienie właściwej drogi pozwoli Kseni na dotarcie do najpilniej strzeżonych tajemnic, a odkrycie kart rodzinnej historii przyniesie jej duszy ukojenie, a sercu przywróci jego właściwy rytm."

Gdy nasza 3-latka poszła spać - zasiadłam do lektury, aby spojrzeć jak pisze autorka, której twórczości od dawna już jestem ciekawa. Przeczytałam 70 stron i zupełnie pochłonął mnie klimat Podlasia, polubiłam bohaterkę która wprowadza mnie w słowiańskie i tatarskie zwyczaje, kulturę, potrawy. Wraz z nią poznaję nie tylko jej najbliższych (matkę, ciotkę, przyjaciółki), ale także kwiaty i zioła - ich właściwości oraz wierzenia na ich temat, a teraz, stopniowo, zaznajamiam się też z pewnym Tatarem. ;) Jestem ogromnie zafrapowana tym, co czeka mnie podczas dalszej lektury, więc czym prędzej do niej wracam. A Wy? Znacie jakieś książki Renaty Kosin? Może któreś polecacie szczególnie? Jesteście ciekawi "Tatarki"?

Za przepięknie zapakowaną książkę, z cudowną dedykacją dziękuję: autorce, pani Katarzynie z wydawnictwa Filia i wszystkim, którzy przyczynili się do tego, by trafiła ona w moje ręce. :))

niedziela, 21 maja 2017

Czy "Czereśnie zawsze muszą być dwie"? - na to pytanie odpowiada w swej najnowszej powieści Magdalena Witkiewicz

Książka „Czereśnie zawsze muszą być dwie” to kolejna powieść Magdaleny Witkiewicz, którą miałam przyjemność pochłonąć. Wcześniej pisałam Wam o moich wrażeniach z lektury: „Awarii małżeńskiej” (napisanej przez pisarkę we współpracy z Nataszą Sochą – link do recenzji), „Szkoły żon” (opis) oraz „Po prostu bądź” (moje wrażenia). Książki te w większości bardzo mi się podobały, dlatego gdy otrzymałam najnowszą – byłam naprawdę szczęśliwa. Czy po jej lekturze nadal emanuję szczęściem?


Opis książki pochodzący z jej okładki

„Zosia Krasnopolska otrzymuje w spadku od pani Stefanii zrujnowaną willę w Rudzie Pabianickiej. Rudera okazuje się domem z duszą uwięzioną w dalekiej przeszłości. Stary dom otoczony sadem – niegdyś bardzo piękny – kryje sekrety swoich mieszkańców. Zosia powoli zgłębia jego tajemnice. Kiedy na jej drodze pojawi się Szymon, odkryje najważniejszy sekret: dowie się, czym są prawdziwa przyjaźń oraz miłość. Zrozumie, że tak jak drzewa czereśni muszą rosnąć obok siebie, by wydać owoce, tak ludzie muszą się kochać, by ich wspólna droga przez życie miała sens.”

Moje wrażenia

Książka „Czereśnie zawsze muszą być dwie” już od pierwszych stron zupełnie pochłonęła mnie swoją treścią, zafascynowała przedstawionym światem i zaciekawiła do tego stopnia, że przy pierwszym podejściu przeczytałam 150 stron, a gdyby nie pilne obowiązki rodzicielskie – na pewno bym się od niej nie oderwała. Później życie wymusiło ode mnie kilka dni przerwy w czytaniu, bym przy kolejnych dwóch podejściach (w trakcie podróży) – zakończyła lekturę. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek podczas trzech krótkich (bo upływ czasu podczas lektury nie istniał) spotkań z książką – zakończyła czytać prawie 500-stronicową historię. Z pełnym zdecydowaniem twierdzę, iż jest to najlepsza powieść Magdaleny Witkiewicz i jestem baaardzo szczęśliwa, że trafiła ona w moje ręce. :))
Od pierwszych stron pokochałam panią Stefanię Pilch (starszą przyjaciółkę głównej bohaterki), a niedługo później Zofię Krasnopolską (wiodącą w książce postać), Szymona Jarosławskiego, pana Andrzeja, Henryka Dworaka i Annę Rościszewską. Całą opisaną zwierzynę: psy, kota i kury, polubiłam równie mocno. ;) Szczęśliwie spotkałam się w powieści również z postaciami, które od początku trudno darzyć sympatią, niejakim Markiem Więcławskim i Jakubem Rzepeckim. ;) Smaczku całej historii dodała również tajemnicza kobieta – pojawiająca się w okolicach willi Zosi.
Trudno, czytając powieść, nie pokochać Rudy Pabianickiej oraz starej, zaniedbanej i nadgryzionej zębem czasu willi, która łączy opisane w książce historie. To miejsce zaczynamy lubić do tego stopnia, iż mamy chęć się w nim znaleźć, obejrzeć ogród i pomieszczenia, w których toczyło się życie bohaterów, zobaczyć pozostawione w nim meble, pamiątki i w pełni poczuć ten wyjątkowy, opisany w książce klimat. Fascynująca jest historia willi, a raczej kolejnych jej mieszkańców, do której poznania stopniowo przybliża nas autorka.

„Dom to nie tylko mury i szczelne okna. Dom to przede wszystkim ludzie. Śmiech, oddechy, głośne rozmowy i szepty.”

Pisarka przedstawiła w książce cztery różne historie, mające miejsce w odmiennych czasach, a każda z nich jest równie intrygująca. To powieść o narodzinach i umieraniu, radościach i smutkach towarzyszących nam każdego dnia, o miłości, emocjonalnych zawodach oraz rozstaniach, o dążeniu do szczęścia, realizacji pragnień, powstawaniu na nogi po spotykających nas w życiu tragediach oraz o tym, że każdy człowiek (podobnie jak drzewo czereśni) – potrzebuje drugiego, aby w pełni cieszyć się życiem i rozkwitać każdego kolejnego dnia.
Podczas lektury książki Magdalena Witkiewicz zaserwowała mi gamę różnorodnych emocji – od rozmarzenia, radości, zadowolenia, poprzez irytację, złość (na niektórych bohaterów), nieustającą ciekawość (książka pełna jest zagadek), po zamyślenie i smutek, niekiedy tak ogromny, że w oczach pojawiały mi się łzy i musiałam przerwać lekturę, aby nie dać się ponieść emocjom i nie rozpłakać się na dobre.
Czytając książki Magdaleny zawsze odnajduję w nich mnóstwo wspaniałych, mądrych myśli życiowych. Oto kilka z nich:

„Czasem życie daje nam szansę, a my za późno ją dostrzegamy. Czasem możemy dotknąć naszych marzeń, ale odwlekamy te chwile. Na potem, na za godzinę, za miesiąc. Na moment, kiedy będziemy do tego perfekcyjnie przygotowani. A czasem trzeba żyć chwilą. Łapać szczęście szybko w dłonie. Nieważne, że nie mamy na sobie fraka i sukienki balowej, drugi raz życie może nam nie dać szansy.”

„Chodząc po tych cmentarzach, uzmysławiałem sobie, że nie tylko ja kogoś straciłem, ale każdy grób, który widziałem, oznaczał dla kogoś stratę. Moja rozpacz nie była wyjątkowa. (…) Czy chcesz, czy nie chcesz, nadejdzie taki dzień, że umrze ktoś bliski. I będzie ci bardzo źle. No chyba, że to ty odejdziesz pierwsza. Wtedy ktoś inny będzie rozpaczał.”

„Wiem, że ludzie w naszym życiu pojawiają się po coś. Przychodzą, czasem zostają z nami na dłużej, a czasem odchodzą. Ważne, byśmy zrozumieli, po co los postawił ich na naszej drodze.”

„Chodzi o to, by pięknie przeżyć każdy dzień. By zasypiać z myślą, że zrobiło się wszystko. By tak żyć, że wieczorem, gdy kładziesz się spać, niczego nie żałować.”

Ze względu na niewielką powierzchnię naszego mieszkania – liczba pozostających u mnie na stałe książek jest mocno ograniczona. Pozostawiam sobie jedynie perełki, do których planuję wracać. Książka „Czereśnie zawsze muszą być dwie” z całą pewnością znajdzie wśród tych woluminów swoje miejsce.


Za powieść oraz możliwość poznania przedstawionych w niej czterech wspaniałych historii ogromnie dziękuję jej autorce - Magdalenie Witkiewicz. Miałam wielkie szczęście, że ta książka trafiła w moje ręce.

A Wy znacie książki pisarki? Jaką powinnam przeczytać teraz? :))

środa, 17 maja 2017

Najlepsze premiery książkowe maja - część 3

Przyszedł czas na trzecią (ostatnią) odsłonę najlepszych, według mnie, książkowych premier maja. Pozycje o których dziś Wam napiszę pojawią się na rynku wydawniczym w drugiej połowie miesiąca. Starałam się jak najbardziej ograniczyć ilość wybranych lektur, więc skoncentrowałam się wyłącznie na tych najbardziej przeze mnie wyczekiwanych.

23 maja za sprawą wydawnictwa Replika pojawi się szczególna dla mnie lektura, bo nie dość, że pierwsza część, której jest ona cyklem, ogromnie mnie zaciekawiła, to jeszcze książka objęta jest m.in. moim patronatem. Mowa tu o drugim tomie serii „Spacer Aleją Róż” autorstwa Edyty Świętek, zatytułowanym „Łąki kwitnące purpurą”.


Rodzina Szymczaków, którą pokochały tysiące czytelników, powraca w II tomie sagi Spacer Aleją Róż. To epicka opowieść mocno osadzona na płaszczyźnie społeczno-obyczajowej. Fikcja literacka przeplata się z autentycznymi zdarzeniami, a postaci wykreowane przez pisarkę ocierają się o osoby, które dzisiaj spoglądają na nas z kart książek historycznych. 
Autorka poczytnych powieści w brawurowy sposób serwuje osadzoną w realiach wczesnego PRL-u historię rodzinną ze zbrodnią i zemstą w tle. 

Dynamicznie wzrastająca najmłodsza dzielnica Krakowa ciągle jeszcze przypomina miasto rodem z dzikiego zachodu. Pomiędzy nowymi domami, przeludnionymi barakami i terenami budowlanymi kwitnie hazard, a sprawiedliwość bywa wymierzana na własną rękę. Za dnia wznoszone są domy, kina, szpital oraz szkoły, natomiast nocami w mrocznych zaułkach czają się przestępcy oraz prostytutki. Nad głowami mieszkańców, niczym mityczny miecz Damoklesa, wisi groźba wybuchu kolejnej wojny. Oto Nowa Huta lat 50. – siedlisko socrealistycznego absurdu, w którym rozrastająca się rodzina Szymczaków poszukuje swojego miejsca w świecie. 
Bronek nie może odnaleźć szczęścia w małżeństwie i wciąż tęskni za Bogumiłą. Do miasta przyjeżdża Andrzej, aby z dala od Pawlic uporać się z rozpaczą po tragicznie zmarłej Agacie. Julia z przestrachem odkrywa, że jest obserwowana przez tajemniczego mężczyznę o podejrzanym wyglądzie. W dodatku pewnego dnia na nowohuckich łąkach robotnicy natrafiają na makabryczne znalezisko…” 

Tego samego dnia (23 maja) ma pojawić się w księgarniach również „Niebo pod Śnieżką” Joanny Sykat. Nie czytałam jeszcze żadnej publikacji tej autorki, ale od dawna jej książki ogromnie mnie ciekawią. Cieszę się niezmiernie, gdyż dzięki pani Joannie i pani Magdalenie z wydawnictwa Replika książka w najbliższym czasie ma do mnie trafić. Już nie mogę się doczekać lektury, zwłaszcza że główna bohaterka to moja rówieśniczka. ;)


"Kinga ma na koncie prawie czterdzieści lat i przeszłość małżeńską w kolorze buraczka.
Gdy w babcinej szafie znajduje nić, po której trafia do Kowar – karkonoskiego miasteczka słynącego niegdyś z fabryki dywanów – zaczyna tkać swój własny kolorowy kobierzec. Jest w nim miejsce na soczystą zieleń lip, szarość chmur i błękit nieba. Na żółć zazdrości o uczucia. Jest wreszcie barwa fiołka, który pachnie tak samo po polsku i po niemiecku.
W co ułoży się wzór na tkaninie Kingi? Czy kobieta zdoła spleść zgrabnie wszystkie wątki ze swojego dzieciństwa? A może znajdzie wśród nich również współczesny, na którym da się oprzeć marzenia o przyszłości?"

Dzień później (24 maja) spod skrzydeł Filii na świat wynurzy się „Tatarka” Renaty Kosin, która dzięki pani Katarzynie z wydawnictwa trafić ma i do mnie. Bardzo się cieszę, bo książki pisarki zapowiadają się na znakomite kąski, a ta rozpoczyna się w noc świętojańską, pełną wróżb i magii. Mamy w niej do czynienia z podlaską zielarką i tatarską fałdżejką (z przyjemnością dowiem się, kto to taki). Do tego domek na Podlasiu, który już teraz widzę oczyma wyobraźni… ech… To wszystko brzmi baaardzo klimatycznie. 


"Malowniczy dworek w podlaskich
Bujanach, noc świętojańska
i siła tradycji, która jest dobrym duchem,
ale czasem także przekleństwem pokoleń.
Piękna historia o mocy przyjaźni
i różnych odcieniach miłości.
Czas letniego przesilenia to święto zjednoczenia największych przeciwstawnych sobie sił – ognia i wody, słońca i księżyca, mężczyzny i kobiety oraz tego, co ich łączy i jednocześnie dzieli.
W noc świętojańską, pełną ludowej magii i wróżb, Ksenia plecie wianek z polnych kwiatów i ziół, by rzucić go w nurt Biebrzy i poznać odpowiedzi na zapisane w sercu pytania.
Nie jest to jednak tak proste, jak by się wydawało. Podlaska zielarka zdradza stare sekrety, tatarska fałdżejka odprawia własne uroki… Za ich sprawą ścieżki, którymi podąża Ksenia, plączą się coraz mocniej.
Na szczęście stary dworek w Bujanach – otoczony kwiatami, aromatycznymi ziołami i dobrą energią – daje Ksenii siłę, by podążać drogą, którą wiedzie ją intuicja.
Poprzez pełne uroku podlaskie krajobrazy, w otoczeniu prastarych słowiańskich zaklęć i w towarzystwie oryginalnych przyjaciół, ekscentrycznej babki i ciemnookiego Tatara, Ksenia zbliża się do rozwiązania sekretu swojej rodziny.
Odnalezienie właściwej drogi pozwoli Kseni na dotarcie do najpilniej strzeżonych tajemnic, a odkrycie kart rodzinnej historii przyniesie jej duszy ukojenie, a sercu przywróci jego właściwy rytm."

Również od 24 maja za sprawą wydawnictwa Novae Res w księgarniach dostępna ma być książka Agnieszki Lingas – Łoniewskiej pt. “Wszystko wina kota”. Zapowiada się na lekką, zabawną lekturę.


Bestsellerowa pisarka, Lidia Makowska, od lat tworzy popularne wśród kobiet powieści, wydając je pod pseudonimem Róża Mak. Właśnie kończy pisać kolejną książkę i już zaczyna się martwić, co tym razem zarzuci jej Jack Sparrow – czołowy bloger bezlitośnie punktujący niedociągnięcia wszystkich poprzednich powieści.
Jednocześnie namawiana przez agentkę i przyjaciółkę, Karolinę, przygotowuje się do telewizyjnego wywiadu, aby ujawnić wszystkim fanom swoją prawdziwą twarz. Żąda jednakże, aby wywiad poprowadził Jack, który jako krytyk literacki także występuje incognito.
'Wszystko wina kota!' to optymistyczna historia o zaufaniu i przyjaźni, a także o tym, jak cienka może być granica dzieląca dwa pozornie odległe światy.
A gdzie w tym wszystkim wina futrzaka?
Przeczytajcie "

Tego samego dnia za sprawą wydawnictwa Videograf S.A. do rąk czytelników trafić ma trzecia część serii „Zemsta i przebaczenie” Joanny Jax pt. „Rzeka tęsknoty”. Nie czytałam jeszcze poprzednich książek z tego cyklu, ale treść ich wydaje się ogromnie interesująca, a okładki są bardzo klimatyczne. Jak na razie zdobyłam ebooki „Narodziny gniewu” i "Otchłań nienawiści".


"II wojna światowa dobiega końca. Europa podnosi się ze zgliszcz i czuć powiew wolności. Jednak nie dla wszystkich oznacza to koniec kłopotów, a z biegiem czasu następuje głęboki podział nowego świata. Los rozdziela czwórkę bohaterów i każdego z nich stawia przed trudnymi wyborami i wyzwaniami, a brzemię wojny odciska na ich życiu bolesne piętno. Czy uda się pokonać rosnące mury, a miłość i przyjaźń wygrają z nienawiścią i egoizmem, gdy ludzkie ścieżki wyznacza historia? Ucieczki nazistów, stalinowskie rządy, kołymskie gułagi i walka o władzę, a gdzieś pomiędzy toczące się życie zwykłych ludzi."

Wydawnictwo Pascal postanowiło 24 maja uraczyć nas kolejną (trzecią już) książką Magdaleny Majcher pt. „Matka mojej córki”. Przyznam się Wam, że niedawno zaczęłam czytać „Stan nie!błogosławiony” i zapowiada się na doskonałą lekturę. Ogromnie ciekawi mnie również najnowsza książka Magdy. Już sama okładka zachęca (niemal zmusza) nas do zakupu. ;) Do tego dodać pomysł na fabułę i język jakim posługuje się autorka (lekki i przyjemny, mimo trudnego tematu dzieła) i… po prostu trzeba tę książkę nabyć. ;)

Piękna opowieść o obezwładniającej sile więzi matki i dziecka, potężniejszej od rodzinnych tajemnic i powtarzanych latami kłamstw.
Nina w wieku szesnastu lat przeżyła pierwszą miłość i... zaszła w ciążę. Teraz niechętnie przyjeżdża do rodzinnej Czeladzi. Życie zmusza ją jednak do porzucenia kariery w bankowości i powrotu do domu. Musi uporać się nie tylko ze śmiercią ojca, ale również z własną przeszłością…
Czy Nina znajdzie w sobie odwagę, by stanąć oko w oko z prawdą? Czy będzie potrafiła naprawić błędy z przeszłości i stać się matką dla swojego dziecka?”

Jedyna zagraniczna premiera o jakiej dziś Wam powiem (ze względu na mnogość polskich tytułów, które bardzo chciałabym przeczytać) to „Szóste okno” Rachel Abbott, mająca 26 maja ukazać się nakładem wydawnictwa Filia Mroczna Strona. Nie przeczytałam jeszcze żadnej książki z cyklu „Tom Douglas”, ale chętnie bym po nie sięgnęła. Zawsze, gdy się pojawiają przykuwają moją uwagę. 


Prawda boli, ale kłamstwa mogą zabić.
Po śmierci męża Natalie Gray wiąże się z jego najlepszym przyjacielem, Edem Cooperem. Kobieta pragnie, aby zastąpił on ojca jej dorastającej córce, Scarlett, z czasem jednak zaczyna podejrzewać, że intencje mężczyzny nie są do końca czyste.
Natalie próbuje zapewnić sobie i córce bezpieczeństwo, dlatego wkrótce przeprowadzają się do kolejnego domu. To miejsce również skrywa swój mroczny sekret.
Być może znacznie gorszy od tego, przed którym uciekły. 
Tymczasem Tom Douglas prowadzi śledztwo w sprawie samobójstwa nastolatki. Ślady doprowadzają go do Natalie i Scarlett. Czy Douglas zdąży ochronić je przed prawdą, która może zniszczyć ich życie na zawsze?”

Ostatnia książka, która kusi mnie szczególnie to mająca pojawić się na rynku 30 maja za sprawą wydawnictwa Novae Res pozycja „Nic zobowiązującego” Magdaleny Kalisz. Zwróciłam na nią uwagę, ponieważ przyciągnęła mnie jej okładka. Ponad to zapowiada się interesująca, lekka, może zabawna, ale jednocześnie niosąca przesłanie lektura, a ja takie książki lubię. Ponad to – byłaby to kolejna polska pisarka, której twórczość chętnie poznam.


"Nic zobowiązującego? Pozory z reguły mylą. Milena ma babcię, brata i rudego kota. Ma też etat w przedszkolu jako nauczycielka i stare mieszkanie z niemodnymi meblami i przerdzewiałą wanną na czterech nóżkach. Żyje w małym miasteczku, gdzie życie toczy się wolno i sennie. Sama Milena też wydaje się być nudna, ze swoimi skłonnościami do zasmucania się, bladą cerą i cynizmem w szarych oczach. Jest cicha, melancholijna, poniekąd trochę dziwna. Nie ulega emocjom ani wzruszeniom. Nie zwraca uwagi na przyziemne rzeczy. Nie jest ani zbyt kobieca, ani zbyt kochliwa. Przynajmniej do czasu, kiedy nie robi najbardziej szalonej rzeczy w swoim życiu i nie ląduje w łóżku z facetem, którego prawie nie zna.
'Czy żałuję? Z jednej strony tak, z drugiej nie. Żałuję, bo teraz mam mętlik w głowie. Jakaś część mnie uważa, że postąpiłam głupio i nierozsądnie. Inna mówi – dobrze ci tak. Masz nauczkę na przyszłość. Jeszcze inna twierdzi, że przynajmniej spróbowałam…' "

Czy wśród przedstawionych przeze mnie książek Wam również jakieś wpadły w oko i chcielibyście je przeczytać? A może inne książki, które mają pojawić się w drugiej połowie maja Wy mi polecicie?