wtorek, 27 czerwca 2017

Wyniki konkursu z wydawnictwem Szara Godzina

Przybywam dziś do Was, by ogłosić wyniki konkursu zorganizowanego we współpracy z Wydawnictwem


Zapytałam Was, jakie książki spośród zaproponowanych powinnam przeczytać w pierwszej kolejności. Najczęściej wśród odpowiedzi pojawiały się (kolejno)


"Na skraju nocy" Pawła Jaszczuka


"Krzyk Persefony" Joanny Pypłacz


i "Cierpkie winogrona" Bożeny Gałczyńskiej – Szurek.

Nową właścicielką dwóch wybranych przez siebie książek została...

...HALINA BIENIEK

Do rąk pani Haliny trafią pozycje "Na skraju nocy" i "Krzyk Persefony".

W zabawie wzięło udział 96 osób. Do setki brakowało zaledwie 4 uczestników, więc mimo wszystko postanowiłam nagrodzić jeszcze jedną konkursowiczkę. Zostaje nią...

...KASIA LEJA,

która otrzyma nominowany przez siebie "Zagubiony szlak" Beaty Zdziarskiej.

Do 1 lipca czekam na dane adresowe nagrodzonych wysłane w wiadomości prywatnej na fanpage'u lub pod adresem mail


Jeśli zechcą Panie napisać maila proszę zatytułować go "WYGRANA".
Gratuluję nagrodzonym, a pozostałym uczestnikom ogromnie dziękuję za udział. Czekajcie na recenzje, kolejne konkursy i atrakcje. Jeszcze sporo będzie się działo! :D A już lada dzień ruszy konkurs z dwiema cudownymi powieściami, które recenzowałam na blogu. :) 

"Dziecko ognia" S.K. Tremayne - czy kolejny thriller psychologiczny w rękach mamuśki zrobił na niej wrażenie? ;)

S.K. Tremayne jest autorem głośnej swego czasu książki pt. "Bliźnięta z lodu". Pozycja ta należy do dzieł, które ogromnie mnie przyciągają i ciekawią. Kiedy jednak dowiedziałam się, że pisarz wydał nową książkę pt. "Dziecko ognia" i okazało się, iż mogę otrzymać egzemplarz do recenzji – ogromnie się ucieszyłam. Za książkę dziękuję wydawnictwu

Zapraszam do dalszej lektury posta – jeśli macie chęć poznać moje wrażenia na temat "Dziecka ognia"


Opis książki – pochodzący z okładki

"Kiedy Rachel wychodzi za mąż za Davida, jej życie wydaje się bliskie ideału. Niczego jej nie brakuje – zyskuje nie tylko bogactwo i miłość, ale także przybranego syna – Jamiego.
Pewnego dnia zachowanie Jamiego diametralnie się zmienia. Chłopiec zaczyna przewidywać przyszłość. Twierdzi, że nawiedza go duch zmarłej matki, poprzedniej żony Davida. Czy przeżył dużo większą traumę, niż wszyscy sądzili?
Rachel powoli odkrywa, co wydarzyło się w przeszłości i zaczyna nabierać podejrzeń w stosunku do męża. Dlaczego David wciąż unika rozmów o tym, co się dzieje z Jamiem? I co przydarzyło się jego żonie dwa lata wcześniej?"

Moje odczucia

Zacząć muszę od tego, iż uwielbiam piękne okładki (o czym wielu z Was już wie ;) ), dlatego oprawa pozycji "Dziecko ognia" skradła moje serce. Zdjęcie wspaniale oddaje treść tej tajemniczej, dość mrocznej, trzymającej w ciągłym napięciu opowieści.
Od początku z ciekawością wkraczamy wraz z Rachel do rezydencji położonej w odległej zachodniej Kornwalii, w której zamieszkała ona ze swym świeżo poślubionym małżonkiem i jego ośmioletnim synem Jamiem, chłopcem o wiecznie smutnych oczach. Nostalgii dziecka trudno się dziwić. Jego ukochana mama wpadła do szybu kopalni i zginęła, a jej ciała nigdy nie odnaleziono. Ośmiolatkowi trudno jest pogodzić się ze śmiercią rodzica. Dręczą go koszmary, czuje w domu perfumy mamy, rozmawia z nią, a na dodatek wygląda na to, iż zaczyna przewidywać tragiczną przyszłość. Ojciec Jamiego z niewiadomych przyczyn unika kontaktu dziecka z psychologiem. Rachel za wszelką cenę postanawia pomóc chłopcu. Nie jest to jednak łatwe, gdyż kobieta zmaga się z własnymi demonami przeszłości.
Już samo kroczenie z Rachel po niemal pustym, ogromnym domostwie Carnhallow oraz zaznajamianie się z historią bogactwa i legendą dotyczącą "ludzi ognia", dla których ciężko pracowali i z powodu których ginęli ludzie – niejednokrotnie wywoływało u mnie gęsią skórkę. Tremayne pisze w taki sposób, iż stworzona przez niego rzeczywistość staje się niemal namacalna. Początkowo dałam ponieść się historii domu, przeszłości jego domowników i służby, następnie krajobrazom (kopalniom i klifom otaczającym dom, Lasowi Dam), w końcu historia wciągnęła mnie do tego stopnia, iż bałam się ją czytać wieczorami, gdy za oknem zapadał zmrok, a moi domownicy już słodko spali. Każdy szmer, dźwięk – potęgował nastrój grozy, wywołany poprzez lekturę.
Powieść pełna jest opisów, za którymi zwykle nie przepadam, jednak tutaj sprawiały, iż przedstawione krajobrazy i zdarzenia – stawały się dla mnie jeszcze bardziej wyraziste, niemal namacalne. Ciekawość każdego kolejnego kadru była przeogromna, a wyobraźnia szalała, podsuwając przeróżne możliwe scenariusze. Wielokrotnie powieść czytałam z zapartych tchem, a narastające we mnie napięcie sprawiało, iż niejednokrotnie wstrzymywałam oddech i miałam wrażenie, iż serce za chwilę przestanie mi bić. Co tu dużo mówić. Jest to najlepszy thriller psychologiczny, jaki miałam możliwość przeczytać w tym roku, jeśli nie w całym swoim dotychczasowym życiu.
Bardzo spodobała mi się kreacja bohaterów: tajemniczy chłopiec o wiecznie smutnych oczach, zmagający się z jakąś straszną tajemnicą, przewidujący przyszłość, Rachel – jego przybrana matka, kobieta pragnąca pomóc chłopcu i jednocześnie zmagająca się z własnymi demonami, ojciec i mąż David - na pierwszy rzut oka kochający synka i żonę prawnik. Ale czy tak jest rzeczywiście? Tego dowiadujemy się sukcesywnie podczas lektury. Nawet teściowa i lekarz rodzinny są bardzo ciekawymi postaciami. O żadnej z tych osób nie możemy powiedzieć z całą pewnością, jaka jest, co myśli. Poczynań żadnej z nich nie możemy przewidzieć z całą pewnością. Autor stopniowo odkrywa przed nami nowe fakty dotyczące bohaterów i ich przeszłości oraz zaskakuje wydarzeniami i kolejnymi posunięciami wiodących w powieści postaci.
Książka wywołała we mnie ogrom emocji: od ciekawości, poprzez zaskoczenia i długotrwałe napięcie, wywołujące dreszcze na całym ciele, spłycony oddech, niemal po zatrzymanie akcji serca. ;)
To jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałam w tym roku. Ogromnie polecam "Dziecko ognia" Waszej uwadze!



A Wy czytaliście już "Dziecko ognia", albo "Bliźnięta z lodu"? Jak je oceniacie? A może polecicie inny thriller psychologiczny, który wywołał w Was taki ogrom emocji, jak "Dziecko ognia" we mnie? 

sobota, 24 czerwca 2017

"Niebo pod Śnieżką" Joanny Sykat - doskonała lektura na lato!

Książki Joanny Sykat od dawna już wpadały mi w oko i byłam ich ciekawa, jednak wciąż inne lektury wyprzedzały sięgnięcie po nie. Szczęśliwie dzięki Pani Magdalenie z wydawnictwa


trafiło w moje ręce "Niebo pod Śnieżką" - najnowsza publikacja autorki. Aby dowiedzieć się jak wypadło moje pierwsze spotkanie z twórczością pisarki – zapraszam do dalszej lektury posta.


Opis książki – pochodzący z jej okładki

"Kinga ma na karku prawie czterdzieści lat i przeszłość małżeńską w kolorze buraczka. Gdy w babcinej szafie znajduje nić, po której trafia do Kowar – karkonoskiego miasteczka słynącego niegdyś z fabryki dywanów – zaczyna tkać swój własny kolorowy kobierzec. Jest w nim miejsce na soczystą zieleń lip, szarość chmur i błękit nieba. Na żółć zazdrości o uczucia. Jest wreszcie barwa fiołka, który pachnie tak samo po polskiej i po niemieckiej stronie granicy.
W co ułoży się wzór na tkaninie Kingi? Czy kobieta zdoła spleść zgrabnie wszystkie wątki ze swego dzieciństwa? A może znajdzie wśród nich również współczesny, na którym da się oprzeć marzenia o przyszłości?"
Moje wrażenia

Ostatnio dość często w książkach poruszany jest wątek dotyczący poznawania przeszłości swego rodu. Ja w tym roku miałam już przyjemność przeczytać książkę "Tatarka" Renaty Kosin (recenzja tutaj), dotyczącą tego wątku. Książka jest dość gruba, podobała mi się, choć akcja w niej toczyła się dość wolno i spokojnie. "Niebo pod Śnieżką" liczy zaledwie 300 stron, jednak na każdej z nich coś się dzieje, poznajemy nowe ciekawe fakty i choć moja przygoda z tą pozycją była bardzo krótka to właśnie ona skradła moje serce. To doskonała lektura na wakacyjne, ciepłe dni, a może raczej dzień, bo jej treść tak wciąga, że pochłania się ją niesamowicie szybko.
Bohaterów pokochałam już od pierwszych stron. Spodobało mi się, iż Kinga (główna postać) jest moją rówieśniczką. Okazała się ona ciepłą, godną naśladowania osobą. Kobieta niedawno rozwiodła się, kilka tygodni wcześniej straciła tatę, jej mama zamknęła się w swoim świecie i od kilku lat przebywa w zakładzie psychiatrycznym, powtarzając jedynie, iż to co zrobiła (poczatkowo nie wiemy o co chodzi) - zrobiła wyłącznie dla córki. Buraczek (były mąż) zadręcza Kingę ciągłymi telefonami z pretensjami o jakieś nieistotne (nieraz wymyślone) sprawy, a jakby tego było mało – kobieta dowiaduje się, iż jako dziecko mieszkała w Kowarach. Nie pamięta tego okresu, a rodzice nigdy jej o tym nie wspominali. Mimo negatywnych życiowych doświadczeń oraz katastrof, które spotkały ją w ostatnim czasie - Kinga nie traci optymizmu, pogody ducha, nie użala się nad sobą. Zamiast tego postanawia rozwikłać zagadkę z przeszłości i jedzie do Kowar, gdzie spotyka swoją nianię z dzieciństwa, ponad 80-letnią już ciocię Ocię – kolejną cudowną postać, jaka pojawia się w tej pozycji. Polubiłam także wujka Rafała i znajomego cioci Oci – Maksa.
Pisarka skradła moje serce miejscem akcji czyniąc Dolny Śląsk. W najbliższe wakacje chciałabym w końcu zdobyć Śnieżkę. Po przeczytaniu książki chętnie zwiedziłabym też zamek i kościół w Karpnikach, kościół w Bukowcu oraz szpitale Bukowiec i Wesoła Łąka (specjalizujący się w chorobach płuc) – szpitale te posiadają bardzo ciekawą architekturę. Pisarka zaciekawiła mnie do tego stopnia, iż niemal natychmiast obejrzałam sobie zdjęcia tych budynków w internecie. Jeśli zechcecie ich odszukać – na pewno się zgodzicie, że są to przepiękne miejsca.
"Niebo pod Śnieżką" to powieść przez którą się płynie, którą się pochłania niemal jednym haustem. Trudno się od niej oderwać choćby na chwilę, zakończenie jednego rozdziału sprawia, iż pragniemy czym prędzej poznać kolejny, a napisana jest tak przyjemnym językiem, że gdy wciągniemy się w treść – nic nie jest w stanie przeszkodzić nam w lekturze. Historia Kingi jest ujmująca i ciekawa, jej przeszłość okazuje się zaskakująca i niejednoznaczna, podróż do Kowar sprawia bohaterce wiele radości, ale także smutek i ból. "Niebo pod Śnieżką" to pełna ciepła, ujmująca przedstawioną historią i wspaniałymi bohaterami powieść o poszukiwaniu prawdy o sobie i o przeszłości swojej rodziny. To doskonała lektura na lato! Już nie mogę doczekać się kolejnego czytadełka, pochodzącego spod pióra Joanny Sykat, którą pożrę. ;)


A Wy znacie jakieś historie napisane przez Joannę Sykat? Może podpowiecie mi po jaki kąsek powinnam teraz sięgnąć? A może sami jesteście ciekawi twórczości autorki, albo takie lektury nie leżą w kręgu Waszych zainteresowań? Koniecznie napiszcie mi o tym. Jestem ogromnie ciekawa Waszych opinii.  

czwartek, 22 czerwca 2017

Polscy autorzy polecają - część 7

Napływ wydarzeń, recenzji, bieżących postów – ponownie spowodował przestój w cyklu "Polscy autorzy polecają". Dziś jednak zapraszam Was na kolejną jego odsłonę. Ostatnio o najlepszych książkach opowiadały: Dorota Gąsiorowska, Anna Kasiuk oraz Anna Sakowicz. Jeśli chcecie poznać najciekawsze, według tych cudownych pisarek, lektury – zajrzyjcie tutaj.  A dzisiejszy post zacznę od poleceń pełnej poczucia humoru oraz dystansu do siebie i świata, pasjonatki swojej pracy zawodowej (pracuje z osobami niepełnosprawnymi), autorki dwóch prześmiesznych książek. Recenzję jej publikacji "Mąż potrzebny na już" możecie przeczytać tutaj, a "Gorzej być nie może" – tuTeraz czekam na kolejny tytuł "Poszukiwani, poszukiwana". Oj, czuję, że będzie się działo. ;) Wiecie już o kim mowa? :D

Małgorzata Falkowska

Jaką swoją książkę najbardziej poleciłaby Pani czytelnikom?

Jaką książkę mojego autorstwa poleciłabym innym? Szczerze cieszę się, że jak dotąd tylko dwie ujrzały światło dzienne. Z większej ilości byłby większy problem wybrać jedną, a tak mam szansę niczym w Milionerach po „pół na pół”. Zarówno „Mąż potrzebny na już”, jak i „Gorzej być (nie) może” są dla mnie ważne, jednak jedną z nich darzę sentymentem, gdyż powstała w najtrudniejszym okresie mojego życia. Gdyby nie nagromadzenie tych trudnych emocji, to chyba nie mogłabym nazwać „Męża” komedią obyczajową. Tyle ile w nim jest śmiechu, we mnie było wtedy trudu, niezrozumienia zastanej sytuacji oraz przykrości. Może dziwna zamiana, ale zawsze będę powtarzać, że lepiej pisze mi się komedię, kiedy w moim życiu nie jest różowo. Czasem sama mówię do męża: „Nakrzycz na mnie!”, bo przecież terminy gonią, a ja jestem entuzjastyczną osobą. Jeśli zatem chcesz mnie poznać, zacznij od „Mąż potrzebny na już” (tak samo, jak ja zaczęłam).

Jaką dowolną inną książkę najbardziej poleciłaby Pani czytelnikom?

Nienawidzę, kiedy mam wybrać tylko jedną książkę, z grona tych wyjątkowych w moim życiu. Wybór jednej to, jak wybranie lepszego dziecka z kilkorga (chwała, że jeszcze nie mam dzieci i mogę pisać takie porównania ). Jednak jeśli mam wybrać tą jedną, jedyną to z racji mojego zawodu i wielkiej pasji polecam „Chce się żyć” Macieja Pieprzycy. Aż żal, że ekranizacja weszła do kin w momencie, kiedy na tapecie był „Mój biegun”, bo większość niestety nie poznała historii niepełnosprawnego intelektualnie Mateusza. Człowieka nie mówiącego, nie chodzącego i nie robiącego wielu podstawowych rzeczy, jednak myślącego, naprawdę rozumnego. Książka „Chce się żyć” pokazuje to, co ja powtarzam wiecznie moim studentom i ludziom z „zawodowego otoczenia”, mianowicie: „To, że ktoś nie mówi, nie znaczy, że nie rozumie”. I mówcie, co chcecie, ale ja podam Wam tyle samo przypadków rozumowania, ile Wy podacie negatywnych twierdzeń. Na co dzień mam to szczęście, że właśnie z takim osobami spędzam praktycznie całe dnie w pracy, mogąc uczyć się od nich tego, co w życiu najcenniejsze – dobra, miłości, zrozumienia, akceptacji i pokory. Niby niewiele, ale potrafi zmienić życie człowieka o 180 stopni. Dlatego zachęcam do przeczytania książki „Chce się żyć”, a może i wkroczenia w świat niepełnosprawnych intelektualnie choć na chwilę. Oni są tacy, jak My…no może mniej negatywni do świata.

Jeśli chcecie dowiedzieć się co udostępnia Małgorzata Falkowska, poznać jej plany wydawnicze lub porozmawiać zapraszam na jej stronę na facebookuinstagramoraz grupę fanów, do której sama należę. :)

Kolejną pisarką, która opowie tutaj o swoich książkowych ulubieńcach jest Monika Sawicka. Osobiście książek pani Moniki jeszcze nie znam, ale kilka z nich wytrwale rzuca mi się w oczy i kusi, by po nie sięgnąć. W dodatku jedną z nich jest właśnie ta, którą autorka poleca lekturze. :D

Monika Sawicka

Jaką swoją książkę najbardziej poleciłaby Pani czytelnikom?

Dobrze, że jesteś. Polecam ją z całego serca ponieważ jest przełomową w moim prywatnym życiu. Zamyka i jednocześnie otwiera nowy rozdział.

Jaką dowolną inną książkę najbardziej poleciłaby Pani czytelnikom?

Spóźnieni kochankowie Whilliama Whartona. Za co? Za przepiękny wątek wyjątkowej miłości. Zawsze przy niej płaczę. 

Panią Monikę możecie odwiedzić na jej profilu autorskim na facebooku oraz na jej stronie.

Czas na pisarza. :D Jest nim autor słynnych książek "Dygot" oraz "Ślady", które bardzo chcę przeczytać, ale wciąż inne świetne publikacje stają na drodze do realizacji mojego zamierzenia. Mam nadzieję, że w trakcie najbliższych wakacji uda mi się sięgnąć po "Dygot", zwłaszcza, że książka znajduje się już na mojej półce. A może dziś zmobilizujecie mnie dodatkowo do sięgnięcia po tę lekturę swoimi komentarzami? ;)

Jakub Małecki

Jaką swoją książkę najbardziej poleciłby Pan czytelnikom?

Polecając własną książkę czuję się trochę tak, jakbym stał przed kimś w samych slipach i z idiotyczną miną prężył muskuły, ale jeśli już muszę wybrać, to chyba „Dygot”, który cieszył się najlepszą opinią wśród krytyków i sprzedał się ze wszystkich moich książek najlepiej.

Jaką dowolną inną książkę najbardziej poleciłby Pan czytelnikom?

Mag” Johna Fowlesa. Książka, o której można powiedzieć: „Rany, w życiu czegoś takiego nie czytałem”, a jednocześnie cegła, którą pochłania się z wypiekami na twarzy i po której dużo w człowieku zostaje. Bardzo zachęcam.

Pana Jakuba możecie spotkać na jego oficjalnej stronie oraz na profilu facebookowym.

Ostatnia osoba, której typy czytelnicze dziś poznacie to jedna z moich ulubionych polskich pisarek. Moja przygoda z książkami tej twórczyni rozpoczęła się w 2014 r. Przeczytałam wówczas "Miłość z jasnego nieba" – książkę która porwała mnie i do tej pory wspominam ją jako jeden z najlepszych czytadełek autorki. Tutaj możecie przeczytać jej recenzje. Kolejno czytałam i opisywałam Wam: książki z serii "Jabłoniowy sad", a mianowicie: "Szczęśliwy dom" oraz "Rodzinne sekrety"a następnie "Pojedynek uczuć" (który do tej pory doskonale pamiętam) i "Większy kawałek nieba" (pokochałam tę powieść). Jestem już także po lekturze pierwszej części cyklu "Saga rodu Cantendorf" – "Tajemnica zamku", choć jeszcze Wam jej nie recenzowałam i nie mogę doczekać się lektury kolejnego tomu. Wiecie już o którą pisarkę chodzi? Oto ona :D


Krystyna Mirek

Jaką swoją książkę najbardziej poleciłaby Pani czytelnikom?

Nie mam własnej ulubionej książki, zawsze najbardziej pasjonująca wydaje mi się ta, która właśnie powstaje, więc w tym momencie jest to "Saga rodu Cantendorfów". Ale moi czytelnicy jako ulubione wskazują także "Pojedynek uczuć", "Podarunek" i sagę "Jabłoniowy sad".

Jaką dowolną inną książkę najbardziej poleciłaby Pani czytelnikom?

Nie potrafię też wskazać jednej książki, dla mnie najważniejszej, którą przeczytałam. Jako dziecko zaczytywałam się w książkach Astrid Lindgren, potem Małgorzaty Musierowicz i ona długo była dla mnie niedościgłym wzorem. Wychowałam się przy stole u Borejków. Potem przyszła fascynacja Waldemarem Łysiakiem, Kapuścińskim – to był mój kolejny mistrz. Czytałam też kryminały Joanny Chmielewskiej. Bardzo lubię "Tańczącą z wilkami" Clary Pinacola Estes. A z nowości powieści Jodi Picoult, Anny Ficner Ogonowskiej, Magdaleny Kordel, Magdaleny Witkiewicz i wielu innych, lista jest długa. :)

Jeśli macie chęć poznać plany wydawnicze, zobaczyć co udostępnia Krysia Mirek lub z nią porozmawiać możecie odwiedzić jej: blog, stronę autorską na facebooku oraz fanclub twórczości pisarki.

Znacie dzieła autorów przedstawionych w tej części cyklu? Czy po któreś z poleconych książek planujecie sięgnąć? 

wtorek, 20 czerwca 2017

MÓJ PATRONAT "Łąki kwitnące purpurą" Edyty Świętek, czyli dalsze losy rodziny Szymczaków

Zapewne pamiętacie moją radość, gdy informowałam Was, iż objęłam swoim patronatem książkę "Łąki kwitnące purpurą", kontynuację "Cienia burzowych chmur" Edyty Świętek, należącą do serii "Spacer Aleją Róż". Pierwsza część powieści zachwyciła mnie (tutaj recenzja), więc możliwość patronowania kolejnemu tomowi przyniosła mi ogrom szczęścia. Czas oczekiwania na książkę był dla mnie prawdziwą torturą, ale dzięki wspaniałej Pani Ani z wydawnictwa


na początku czerwca doszła do mnie wyczekiwana w takim napięciu lektura. :D Cierpienia moje przedłużyły się nieco, gdyż najpierw musiałam pożreć recenzenckie książeczki, które przyszły do mnie nieco wcześniej, ale w końcu nadszedł ten wspaniały dzień, w którym zaczęłam cieszyć się kolejnym spacerem Aleją Róż. Ciekawi jesteście moich wrażeń? Zapraszam!


Opis pochodzący z okładki książki

"Dynamicznie wzrastająca najmłodsza dzielnica Krakowa ciągle jeszcze przypomina miasto rodem z dzikiego zachodu. Pomiędzy nowymi domami, przeludnionymi barakami i terenami budowlanymi kwitnie hazard, a sprawiedliwość bywa wymierzana na własną rękę. Za dnia wznoszone są domy, kina, szpital oraz szkoły, natomiast nocami w mrocznych zaułkach czają się przestępcy oraz prostytutki. Nad głowami mieszkańców, niczym mityczny miecz Damoklesa, wisi groźba wybuchu kolejnej wojny. Oto Nowa Huta lat 50. – siedlisko socrealistycznego absurdu, w którym rozrastająca się rodzina Szymczaków poszukuje swojego miejsca w świecie.”

Moje wrażenia po lekturze „Łąk kwitnących purpurą”

Nie oszukujmy się. Pierwsze co rzuca się w oczy, gdy spoglądamy na książkę „Łąki kwitnące purpurą” to jej przepiękna okładka oraz wspaniałe wydanie. Duży, czytelny druk znacznie ułatwia chłonięcie opowieści, a drobne ozdobniki znajdujące się u dołu każdej strony oraz rozpoczynające rozdziały – jeszcze intensywniej zachęcają do lektury. Większość rozdziałów jest dość krótka i kończy się w takich momentach, iż musimy przeczytać jeszcze jeden fragment historii, a potem jeszcze jeden, i kolejny, by później... – po dwóch, trzech podejściach (w tym mile spędzonej niedzieli) odłożyć książkę na półkę z żalem, że to już koniec kolejnej części sagi.
Na początku powieści znajduje się drzewo genealogiczne rodzin Pawłowskich, Szymczaków i Kurbieli oraz streszczenie „Cienia burzowych chmur”. Dla osób, które czytały pierwszą część książki – jest ono bardzo przydatne i stanowi ciekawe wspomnienie, jednak tym, którzy lekturę poprzedniego tomu mają przed sobą – niestety da niewiele. Tak dużo wydarzeń spotkało bohaterów w poprzedniej części, iż trudno byłoby na kilku stronach zrozumiale opowiedzieć je osobie, która nie przeżyła ich wcześniej podczas wspaniałej czytelniczej przygody. Nie wiem, czy książka będzie zrozumiała dla osób, które nie poznały poprzedniego tomu. Być może tak. Jednak jest to pierwsza publikacja, której czytanie ja osobiście będę polecała od samego początku. I to nie dlatego, że coś mogłoby być niezrozumiałe dla poznającego dopiero rodzinę Szymczaków, ale dlatego, iż jest to piękna powieść, a lektura „Cienia burzowych chmur” (na początek) pozwala poznać od podszewki tę interesującą rodzinę i zagłębić się w koleje ich losu. Cała historia zaś opisana jest tak wspaniale, że grzechem i stratą byłoby nie przeczytać jej w całości.
Jeśli obawiacie się, iż lektura dwóch tomów będzie wymagała od Was długiego czasu, który wykorzystalibyście na pożarcie innych tytułów – nie musicie się przejmować. Te książki się wręcz pochłania, a po ich przeczytaniu będziecie zawiedzeni nie z tego względu, iż poświęciliście im zbyt dużo czasu, lecz dlatego, że nie możecie natychmiast poznać kontynuacji powieści. 


Po lekturze „Łąk kwitnących purpurą” do rodziny Szymczaków zapałałam jeszcze większą sympatią, niż wcześniej. O ile w „Cieniu burzowych chmur” nie wszystkich z rodziny polubiłam (ze względu na moje niezrozumienie dla postępowania niektórych z nich) o tyle teraz, po bliższym ich poznaniu, potrafiłam w większym stopniu wczuć się w ich sytuację i zrozumieć targające nimi uczucia (choć wciąż nie zawsze postępują oni zgodnie z moimi pragnieniami). Pokochałam Szymczaków jako rodzinę, nie zawsze zgodną, ale kochającą się i wspierającą mimo odmiennych wartości oraz przeciwności losu. Myślę, iż niektórzy z nich niejednokrotnie jeszcze zaskoczą mnie zachowaniem jakiego nie popieram – mam jednak poczucie, iż sympatia, którą obecnie czuję do większości z nich przetrwa niejedną zawieruchę.
Można by pomyśleć, iż po trudnych przejściach, jakie pisarka zgotowała bohaterom w poprzednim tomie powieści – tym razem im odpuści. Nic jednak bardziej mylnego. To nie opowiastka, która ma przynieść nam wyłącznie radość i spokój. Tutaj poznajemy rodzinę, której przyszło żyć w bardzo ciężkich czasach. Czasach budowania w Polsce socjalizmu. W świecie, w którym strach było powiedzieć coś nieprzychylnego władzy, nawet w gronie osób, wśród których przebywało się na co dzień. W najlepszym wypadku takie „przeciwstawianie się” władzy skończyć mogło się kilkoma „cięgami”. Zwykle było gorzej. 
Tym razem wraz z rodziną Szymczaków wkraczamy w rok 1951 i towarzyszymy im do 1956 r. Edyta Świętek po raz kolejny przedstawia nam kawałek historii naszego kraju. Ponownie wkraczamy do świata, w którym dominują: kartki na żywność, papierosy Sport i Popularne, „Trybuna Ludu”, „Polskie Radio” i „Polska Kronika Filmowa”. W opisanym czasie miejsce mają: reglamentacja towarów, śmierć Stalina, zatrzymanie kardynała Wyszyńskiego, strajk generalny w Zakładach Metalowych. Poznajemy postacie historyczne, m.in.: Bolesława Bieruta, Józefa Cyrankiewicza, Władysława Gomułkę. Fakty te poparte są nawet doniesieniami prasowymi z cytatami o bieżącej sytuacji w kraju „wyłuskanymi” z konkretnych gazet, ukazujących się w tamtych latach. A całą tą wiedzę historyczną nabywamy jakby „przy okazji”, bez większych problemów, gdyż w ten trudny okres pisarka doskonale wkomponowała opowieść o rodzinie Szymczaków. Rodzinie, która mimo życia w trudnej rzeczywistości dąży do odnalezienia swojego miejsca na ziemi. Klanu, który (tak, jak w każdych innych czasach) pragnie żyć godnie, kochać, spełniać marzenia i cieszyć się życiem. Rodu, który marzy o lepszej przyszłości dla siebie i swoich bliskich.
Pisarka ponownie dostarczyła mi podczas lektury wielu emocji i wrażeń. Z ciekawością śledziłam losy bohaterów (dowiedziałam się w końcu, kto zabił i byłam bardzo zaskoczona), niejednokrotnie popadałam w zadumę i melancholię, smuciłam się, szeroko otwierałam buzię z zaskoczenia, ale zdarzały się i takie chwile, kiedy uśmiechałam się, czy nawet zaśmiałam w głos. Przez cały czas jednak wytrwale kibicowałam Bronkowi i jego bliskim, by ich sytuacja uległa poprawie.
I co więcej. Ech... dowiedziałam się, co oznacza książkowy kac. ;)
Jestem bardzo dumna z tego patronatu, bo to naprawdę wartościowa i piękna lektura. Gdybym mogła... zaklepałabym sobie wszystkie patronaty książek Edyty Świętek, jakie jeszcze kiedykolwiek się ukażą. Jestem przekonana, iż każda jej kolejna książka będzie równie cudowna.  


A Wy mieliście już przyjemność czytać książki z tej serii? Planujecie po nie sięgnąć? A może znacie inne publikacje autorki, które szczególnie polecilibyście lekturze?