czwartek, 31 sierpnia 2017

"Roland" Stephena Kinga - swoisty eksperyment dla mamuśki, stanowiący wstęp do dzieła życia autora

Wiele słyszałam o twórczości Stephena Kinga, ale jeszcze nie miałam przyjemności czytać jego książek, dlatego gdy dostałam możliwość poznania pierwszej części cyklu "Mroczna wieża", określanej mianem dzieła życia autora – z ciekawością po nią sięgnęłam. Za egzemplarz recenzencki dziękuję pani Katarzynie z wydawnictwa


które pokusiło się o wydanie kolekcji w nowych szatach graficznych, a pierwsza część serii została dodatkowo wzbogacona o opowiadanie "Siostrzyczki z Elurii". Zacznijmy jednak od początku. ;)



Opis pochodzący z okładki książki "Roland"

"Na jałowej ziemi przypominającej planetę po apokaliptycznej zagładzie pozostały tylko ślady dawnej cywilizacji. Roland Deschain, ostatni z dumnego klanu rewolwerowców, przemierza ten złowrogi, zamieszkany przez mutanty, demony i wampiry świat, ścigając człowieka w czerni. Wierzy, że ten posiadł tajemnicę Mrocznej Wieży – centrum wszystkich światów, miejsca, w którym być może uda się rozwiązać zagadkę czasu i przestrzeni i odkryć tajemnicę istnienia."

Wspomnieć od siebie muszę, iż cykl "Mroczna wieża" łączy w sobie elementy fantasy, horroru i westernu. Ciekawy eksperyment, prawda? :)
Moje wrażenia po lekturze książki

Pierwsze co rzuca się w oczy to cudowne wydanie. Dawna okładka przedstawiająca dwa rewolwery ułożone w kształt wieży, została obdarzona dodatkową miękką obwolutą, ukazującą czarno – białe zdjęcie mężczyzny i chłopca wędrujących w kierunku odwróconej wieży. Ogromnie przypadła mi do gustu zastosowana w książce czcionka i jej rozmiar, które z całą pewnością sprzyjają czytaniu powieści.
Lekturę poprzedza wstęp autora, który opowiada o kolejnych etapach tworzenia dzieła swojego życia. Warto wspomnieć, iż Stephen King zaczął pisać Rolanda mając dziewiętnaście lat, gdy był młodym, "niepokornym", niedoświadczonym przez życie człowiekiem, postrzegającym świat jako stojący przed nim otworem. Młody Stephen nie przeżył jeszcze w tamtym czasie poważniejszych życiowych traum. Jak jednak wspomina później autor – nie chciał zmieniać powieści pisanej na różnych etapach swojego życia, bo przecież każdy wiek ma swoje prawa i swój urok, każda część "Mrocznej wieży" jest inna, a my, czytelnicy, możemy dzięki temu zaobserwować jak rozwijał się styl pisania Kinga na przełomie lat. Czytając wstęp pisarza wielokrotnie uśmiechałam się i zapałałam do niego wielką sympatią.
"Roland" odkrył przede mną zagadkowy, tajemniczy świat. Niejednokrotnie miałam problem ze zrozumieniem tekstu, ponieważ King postanowił nie przedstawiać nam swojego świata w sposób dosłowny, zachowując chronologię wydarzeń i dokładnie opisując postacie. Dowiadujemy się jedynie, iż rewolwerowiec Roland wędruje po opuszczonych miastach, ścigając człowieka w czerni. Kim jest ten ostatni i dlaczego Roland pragnie go dopaść dowiadujemy się stopniowo. Pisarz wprowadza pojęcia: Niska i Wysoka Mowa, Wieża, Wyrocznia, jądro egzystencji, ka – nie wyjaśniając nam od początku co te słowa oznaczają. Jednocześnie stosuje przeskoki czasowe, w których nie koniecznie od początku musimy się trafnie orientować. Trafiamy do zupełnie nieznanego świata, a on długo takim dla nas pozostaje.

„-Dlaczego tutaj jestem – zapytał Jake. - Dlaczego wyleciało mi z głowy wszystko, co było przedtem?
-Dlatego że ściągnął cię tu człowiek w czerni – odpowiedział rewolwerowiec. - I z powodu Wieży. Wieża stoi jakby w punkcie przecięcia energii. W czasie.
-Nie rozumiem tego!
-Ja też – przyznał rewolwerowiec. - Ale coś się dzieje. W moim własnym czasie. Świat poszedł naprzód, mówimy... stale to mówiliśmy. Teraz jednak posuwa się szybciej. Coś się stało z czasem. Robi się bardziej miękki.”

Nawet kiedy skończyłam czytać książkę nie poznałam wszystkich istotnych w powieści faktów, choć ich stopniowe odkrywanie było dość interesujące. Dowiedziałam się przede wszystkim, kim jest tytułowy Roland. Poznałam jego przeszłość oraz przyjaciół z dzieciństwa, których już przy nim nie ma.
Spodobał mi się klimat powieści: wędrówki Rolanda po opuszczonych miastach (niczym z Dzikiego Zachodu), spotkania z: istotami żywymi i umarłymi, demonami, czy powolnymi mutantami. Polubiłam Jake'a – zagubionego chłopca z przyszłości, którego Roland spotkał na swojej drodze. Tempo powieści raz jest powolne, innym razem akcja przyspiesza i nie możemy się od niej oderwać. Mnie szczególnie spodobało się spotkanie Rolanda w jednym miasteczek z nawiedzoną Sylwią Pittison oraz ucieczka wędrowca i Jake'a przed śledzącymi ich powolnymi mutantami.
Sporo osób zachwyca się serią „Mroczna wieża”, jednak zazwyczaj ich miłość do tego cyklu rozwinęła się wraz z kolejno pojawiającymi się częściami cyklu. Wprawdzie „Roland” nie zdobył mojego serca, jednak sam Stephen King mówi:

„(...) Roland nawet nie brzmiał tak jak następne książki – był, prawdę mówiąc, raczej trudny w lekturze. Zbyt często musiałem się za niego tłumaczyć i powtarzać ludziom, że jeśli będą wytrwali, odkryją, iż opowieść odnalazła właściwy ton dopiero w Powołaniu Trójki.”

Jednocześnie nie mogłabym nie wspomnieć o pozytywnych stronach książki. Nie można pozostać obojętnym wobec tego, jak książka intryguje swoją tajemniczością. Czytając miałam wrażenie, iż ostatecznie czeka nas wielkie zaskoczenie, że w którymś momencie powiem „Woow, to jest kapitalne”. Nie dotarłam wprawdzie do tego fragmentu, jednak zauważyłam, iż w książce tkwi duży potencjał. Myślę, że wytrwali zostaną nagrodzeni.
Osobiście jeszcze nie wiem, czy przeczytam „Powołanie trójki” - czas pokaże. Jestem jednak przekonana, iż to nie koniec mojej przygody z Kingiem i z pewnością sięgnę po jego inne historie, tym bardziej że opowiadanie „Siostrzyczki z Elurii” bardzo mi się spodobało. Pochłonęłam je niemal jednym tchem. To tajemnicza historia o: Rolandzie, zielonych ludziach, Johnie Normanie, wampirzych siostrach, nietypowych lekarzach i o miłości. Poznajemy w nim zwyczaje i obrzędy wampirzyc z Elurii, mamy do czynienia z medalionami o niesłychanej mocy i narkotycznymi ziołami. Akcja stopniowo przyspiesza i niemal od początku do końca z zapartym tchem śledzimy losy bohatera. Zakończenie książki zaskakuje i mi troszkę złamało serduszko, ale żeby przekonać się, co mam na myśli – sami musicie sięgnąć po tę powieść.


A Wy? Znacie jakieś powieści Kinga? Lubicie twórczość tego autora? Jakie jego książki polecacie szczególnie? A może jesteście w trakcie lektury serii „Mroczna wieża”? Jeśli tak... koniecznie napiszcie którą część cyklu czytacie i jak podoba Wam się ta seria?