wtorek, 20 czerwca 2017

MÓJ PATRONAT "Łąki kwitnące purpurą" Edyty Świętek, czyli dalsze losy rodziny Szymczaków

Zapewne pamiętacie moją radość, gdy informowałam Was, iż objęłam swoim patronatem książkę "Łąki kwitnące purpurą", kontynuację "Cienia burzowych chmur" Edyty Świętek, należącą do serii "Spacer Aleją Róż". Pierwsza część powieści zachwyciła mnie (tutaj recenzja), więc możliwość patronowania kolejnemu tomowi przyniosła mi ogrom szczęścia. Czas oczekiwania na książkę był dla mnie prawdziwą torturą, ale dzięki wspaniałej Pani Ani z wydawnictwa


na początku czerwca doszła do mnie wyczekiwana w takim napięciu lektura. :D Cierpienia moje przedłużyły się nieco, gdyż najpierw musiałam pożreć recenzenckie książeczki, które przyszły do mnie nieco wcześniej, ale w końcu nadszedł ten wspaniały dzień, w którym zaczęłam cieszyć się kolejnym spacerem Aleją Róż. Ciekawi jesteście moich wrażeń? Zapraszam!


Opis pochodzący z okładki książki

"Dynamicznie wzrastająca najmłodsza dzielnica Krakowa ciągle jeszcze przypomina miasto rodem z dzikiego zachodu. Pomiędzy nowymi domami, przeludnionymi barakami i terenami budowlanymi kwitnie hazard, a sprawiedliwość bywa wymierzana na własną rękę. Za dnia wznoszone są domy, kina, szpital oraz szkoły, natomiast nocami w mrocznych zaułkach czają się przestępcy oraz prostytutki. Nad głowami mieszkańców, niczym mityczny miecz Damoklesa, wisi groźba wybuchu kolejnej wojny. Oto Nowa Huta lat 50. – siedlisko socrealistycznego absurdu, w którym rozrastająca się rodzina Szymczaków poszukuje swojego miejsca w świecie.”

Moje wrażenia po lekturze „Łąk kwitnących purpurą”

Nie oszukujmy się. Pierwsze co rzuca się w oczy, gdy spoglądamy na książkę „Łąki kwitnące purpurą” to jej przepiękna okładka oraz wspaniałe wydanie. Duży, czytelny druk znacznie ułatwia chłonięcie opowieści, a drobne ozdobniki znajdujące się u dołu każdej strony oraz rozpoczynające rozdziały – jeszcze intensywniej zachęcają do lektury. Większość rozdziałów jest dość krótka i kończy się w takich momentach, iż musimy przeczytać jeszcze jeden fragment historii, a potem jeszcze jeden, i kolejny, by później... – po dwóch, trzech podejściach (w tym mile spędzonej niedzieli) odłożyć książkę na półkę z żalem, że to już koniec kolejnej części sagi.
Na początku powieści znajduje się drzewo genealogiczne rodzin Pawłowskich, Szymczaków i Kurbieli oraz streszczenie „Cienia burzowych chmur”. Dla osób, które czytały pierwszą część książki – jest ono bardzo przydatne i stanowi ciekawe wspomnienie, jednak tym, którzy lekturę poprzedniego tomu mają przed sobą – niestety da niewiele. Tak dużo wydarzeń spotkało bohaterów w poprzedniej części, iż trudno byłoby na kilku stronach zrozumiale opowiedzieć je osobie, która nie przeżyła ich wcześniej podczas wspaniałej czytelniczej przygody. Nie wiem, czy książka będzie zrozumiała dla osób, które nie poznały poprzedniego tomu. Być może tak. Jednak jest to pierwsza publikacja, której czytanie ja osobiście będę polecała od samego początku. I to nie dlatego, że coś mogłoby być niezrozumiałe dla poznającego dopiero rodzinę Szymczaków, ale dlatego, iż jest to piękna powieść, a lektura „Cienia burzowych chmur” (na początek) pozwala poznać od podszewki tę interesującą rodzinę i zagłębić się w koleje ich losu. Cała historia zaś opisana jest tak wspaniale, że grzechem i stratą byłoby nie przeczytać jej w całości.
Jeśli obawiacie się, iż lektura dwóch tomów będzie wymagała od Was długiego czasu, który wykorzystalibyście na pożarcie innych tytułów – nie musicie się przejmować. Te książki się wręcz pochłania, a po ich przeczytaniu będziecie zawiedzeni nie z tego względu, iż poświęciliście im zbyt dużo czasu, lecz dlatego, że nie możecie natychmiast poznać kontynuacji powieści. 


Po lekturze „Łąk kwitnących purpurą” do rodziny Szymczaków zapałałam jeszcze większą sympatią, niż wcześniej. O ile w „Cieniu burzowych chmur” nie wszystkich z rodziny polubiłam (ze względu na moje niezrozumienie dla postępowania niektórych z nich) o tyle teraz, po bliższym ich poznaniu, potrafiłam w większym stopniu wczuć się w ich sytuację i zrozumieć targające nimi uczucia (choć wciąż nie zawsze postępują oni zgodnie z moimi pragnieniami). Pokochałam Szymczaków jako rodzinę, nie zawsze zgodną, ale kochającą się i wspierającą mimo odmiennych wartości oraz przeciwności losu. Myślę, iż niektórzy z nich niejednokrotnie jeszcze zaskoczą mnie zachowaniem jakiego nie popieram – mam jednak poczucie, iż sympatia, którą obecnie czuję do większości z nich przetrwa niejedną zawieruchę.
Można by pomyśleć, iż po trudnych przejściach, jakie pisarka zgotowała bohaterom w poprzednim tomie powieści – tym razem im odpuści. Nic jednak bardziej mylnego. To nie opowiastka, która ma przynieść nam wyłącznie radość i spokój. Tutaj poznajemy rodzinę, której przyszło żyć w bardzo ciężkich czasach. Czasach budowania w Polsce socjalizmu. W świecie, w którym strach było powiedzieć coś nieprzychylnego władzy, nawet w gronie osób, wśród których przebywało się na co dzień. W najlepszym wypadku takie „przeciwstawianie się” władzy skończyć mogło się kilkoma „cięgami”. Zwykle było gorzej. 
Tym razem wraz z rodziną Szymczaków wkraczamy w rok 1951 i towarzyszymy im do 1956 r. Edyta Świętek po raz kolejny przedstawia nam kawałek historii naszego kraju. Ponownie wkraczamy do świata, w którym dominują: kartki na żywność, papierosy Sport i Popularne, „Trybuna Ludu”, „Polskie Radio” i „Polska Kronika Filmowa”. W opisanym czasie miejsce mają: reglamentacja towarów, śmierć Stalina, zatrzymanie kardynała Wyszyńskiego, strajk generalny w Zakładach Metalowych. Poznajemy postacie historyczne, m.in.: Bolesława Bieruta, Józefa Cyrankiewicza, Władysława Gomułkę. Fakty te poparte są nawet doniesieniami prasowymi z cytatami o bieżącej sytuacji w kraju „wyłuskanymi” z konkretnych gazet, ukazujących się w tamtych latach. A całą tą wiedzę historyczną nabywamy jakby „przy okazji”, bez większych problemów, gdyż w ten trudny okres pisarka doskonale wkomponowała opowieść o rodzinie Szymczaków. Rodzinie, która mimo życia w trudnej rzeczywistości dąży do odnalezienia swojego miejsca na ziemi. Klanu, który (tak, jak w każdych innych czasach) pragnie żyć godnie, kochać, spełniać marzenia i cieszyć się życiem. Rodu, który marzy o lepszej przyszłości dla siebie i swoich bliskich.
Pisarka ponownie dostarczyła mi podczas lektury wielu emocji i wrażeń. Z ciekawością śledziłam losy bohaterów (dowiedziałam się w końcu, kto zabił i byłam bardzo zaskoczona), niejednokrotnie popadałam w zadumę i melancholię, smuciłam się, szeroko otwierałam buzię z zaskoczenia, ale zdarzały się i takie chwile, kiedy uśmiechałam się, czy nawet zaśmiałam w głos. Przez cały czas jednak wytrwale kibicowałam Bronkowi i jego bliskim, by ich sytuacja uległa poprawie.
I co więcej. Ech... dowiedziałam się, co oznacza książkowy kac. ;)
Jestem bardzo dumna z tego patronatu, bo to naprawdę wartościowa i piękna lektura. Gdybym mogła... zaklepałabym sobie wszystkie patronaty książek Edyty Świętek, jakie jeszcze kiedykolwiek się ukażą. Jestem przekonana, iż każda jej kolejna książka będzie równie cudowna.  


A Wy mieliście już przyjemność czytać książki z tej serii? Planujecie po nie sięgnąć? A może znacie inne publikacje autorki, które szczególnie polecilibyście lekturze?