sobota, 23 września 2017

"Ósmy cud świata" Magdaleny Witkiewicz otuli serca niczym koc zziębnięte ciała jesienią.

Jestem szczęściarą, gdyż za sprawą wspaniałej pisarki Magdaleny Witkiewicz oraz wydawnictwa


trafił niedawno w moje ręce "Ósmy cud świata", najnowsze dzieło autorki. Książkę pochłonęłam niemal natychmiast po jej otrzymaniu, w przeciągu kilku godzin, a teraz przybywam do Was, by podzielić się swoimi wrażeniami na jej temat.



Opis książki (pochodzący z okładki)

"Kilka romantycznych chwil przeżytych w czasie urlopu w Azji budzi w Annie, trzydziestokilkuletniej singielce, dawno uśpione uczucia. Kobieta podejmuje decyzję, która na zawsze może zaważyć na życiu kilku osób. Szczęście, będące pozornie w zasięgu jej ręki, rozsypuje się nagle niczym domek z kart.
Ósmy cud świata to opowieść o tym, że czasami trzeba zbłądzić w ciemnym lesie, by wreszcie znaleźć się na rozświetlonej polanie. A pierwszy promień słońca można niekiedy znaleźć ukryty w niepozornej, maleńkiej kopercie, zamkniętej w morskiej muszli przywiezionej z wakacji."

Moje wrażenia

Magdalena Witkiewicz to nie tylko specjalistka od szczęśliwych zakończeń, ale również ekspert od niesamowitych wstępów, bo jak można przejść obojętnie nad takim rozpoczęciem historii:

"Całe życie rysujemy na ziemi ślady naszych stóp. Cienkie linie życiowych podróży. Gdyby istniała mapa kroków, które w życiu zrobiliśmy, w jednym miejscu byłoby od nich gęsto, w innym, tam gdzie byliśmy tylko raz, zobaczylibyśmy jedynie cienką linię.
Może po śmierci nasze dusze mogą zobaczyć tę mapę, każdy krok w przyspieszonym tempie, kreślony niewidzialnym ołówkiem naszego losu.
Wielokrotnie zastanawiałam się, ile razy nasze ślady przecinają się ze śladami tego, z kim później będziemy kroczyć przez życie. Ile razy krzyżują się nasze drogi, ile razy mijamy się obojętnie na ulicy, nawet nie wiedząc o swoim istnieniu, zanim nasze ścieżki życia połączą się w jedną."

Pisarka za sprawą swoich książek wprowadza nas nie tylko do świata intrygujących historii miłosnych, ale również przedstawia nam piękne miejsca usytuowane w Polsce i na świecie. Tym razem wraz z autorką i Anną (główną bohaterką jej najnowszej powieści) przenosimy się do Azji, a dokładniej do leżącego w Wietnamie miasta Hanoi.

"Gdy teraz zamykam oczy i przypominam sobie ten Wietnam, który pokazała mi Małgosia, widzę zamieszanie, słyszę hałas, którego początkowo nie umiałam do niczego porównać. Później okazało się, że to cykady. Przypominam sobie olbrzymi ruch na ulicach – wydawałoby się, że nie ma tam świateł ani zasad ruchu drogowego oprócz jednej: kto jest większy, ten ma pierwszeństwo. Wietnam to ludzie na skuterach, którzy są w stanie przewieźć wszystko – trójkę dzieci wracającą ze szkoły, połowę świniaka, wielką szafę albo kosze pełne kwiatów."

Magda Witkiewicz w piękny sposób opisuje miasto Ninh Bing, zatokę Ha Long oraz mnogość usytuowanych na niej wysp. Prezentuje tradycyjny strój wietnamski, zabiera nas do Wodnego Teatru Lalek oraz Świątyni Literatury, zapoznaje z niezwykłymi smakami, przedstawia historie dotyczące odwiedzanych miejsc oraz różnorodne wietnamskie legendy, m.in. dowiadujemy się jak powstały komary oraz ryż.
Ogromnie spodobało mi się rozpoczynanie poszczególnych rozdziałów powiedzeniami wietnamskimi, z których wiele niesie z sobą piękne, życiowe przesłania, np. "Korzystaj z wiosny, człowiecze – szybko się skończy i przybędzie starość."
Czytając "Ósmy cud świata" łatwo przenosimy się w opisywane przez pisarkę miejsca, oczyma wyobraźni widzimy wykreowane przez nią obrazy. Z łatwością angażujemy się w opisaną historię i kibicujemy Annie, by spełniło się jej marzenie o wielkiej miłości. Narracja prowadzona jest naprzemiennie przez Annę i Tomka, dzięki czemu mamy możliwość poznania historii zakochanej pary z punktów widzenia ich obojga.
Jako, iż Magdalena Witkiewicz znana jest jako specjalistka od szczęśliwych zakończeń, możemy domyślać się finału przedstawionej powieści. Czytając książkę nie mamy jednak pewności, jak będzie przebiegała historia bohaterów i w jaki sposób pisarka ich doświadczy, bo, możecie mi uwierzyć, wyboi na ich drodze nie zabraknie.
"Ósmy cud świata" to książka, która wprowadzi Was w nowe miejsca, pełne niesamowitych zapachów i barw, porwie swoją fabułą i oderwie od trudów codzienności. Spędzicie przy niej kilka miłych godzin. Mnie urzekły również zawarte w niej wartościowe, życiowe myśli, z których pisarka jest znana i spośród których wiele zaznaczyłam podczas lektury. Wśród tych cytatów każdy znajdzie te wyjątkowe dla siebie. Oto mała próbka tych, które ja uznałam za szczególne:

"Gdy jesteś wysoko, nad ziemią, zupełnie inaczej patrzysz na to, co zostawiłeś na dole. Zawsze, gdy na pewne rzeczy spojrzysz z dystansu, zobaczysz je w zupełnie innym świetle."

"Życie to nie książka, która może mieć kilka różnych zakończeń. W życiu zakończenie jest jedno, a droga, która do niego prowadzi, zależy tylko od ciebie."

"Teraz wiem, że marzenia się spełniają, a raczej – marzenie się spełnia. Jednak nie można tylko marzyć. Trzeba zrobić pierwszy krok. Choćby porzucić myśl o lodach jedzonych prosto z pudełka i wyjść z domu."



Czytaliście już tę książkę? A może znacie inne pozycje Magdy? Która podobała Wam się najbardziej?  

poniedziałek, 18 września 2017

Mam to cudo! "Ósmy cud świata" Magdaleny Witkiewicz już u mnie :)

Zapraszam dziś Was, kochani, abyście mogli pooglądać cudeńka jakie otrzymałam od wspaniałej autorki Magdaleny Witkiewicz oraz wydawnictwa Filia. Prowadzenie bloga książkowego wymaga nieraz wiele wysiłku i wyrzeczeń, ale gdy trafiają do mnie takie cuda to przez cały dzień (a czasem i dłużej) niemal fruwam pod sufitem. Jestem przeszczęśliwa! Ogromnie dziękuję za te niesamowitości. <3









"Herbatka kwitnąca Ósmy cud świata.
Nieziemski dodatek do lektury"


I jak Wam się podobają te wspaniałości? Moim zdaniem takie skarby powinny być dołączane do specjalnych pakietów z książkami Magdaleny Witkiewicz - specjalistki od szczęśliwych zakończeń. Jak myślicie? Czyż nie ucieszyłyby czytelników takie cuda?  

czwartek, 14 września 2017

Marta Obuch i jej "Metoda na wnuczkę" - metodą na przyjemnie spędzony jesienny czas

Marta Obuch to kolejna pisarka, której książki pociągają mnie od dłuższego czasu, ale jak dotąd nie miałam okazji po nie sięgnąć. Kąsków spod pióra tej autorki jestem ciekawa, gdyż słyszałam, że są bardzo zabawnymi, lekkimi kryminałami. Nic dziwnego zatem, że kiedy okazało się, iż mogę otrzymać recenzencki egzemplarz "Metody na wnuczkę" – ogromnie się ucieszyłam. Was zapraszam do lektury moich wrażeń po przeczytaniu książki, a za jej egzemplarz ogromnie dziękuję niezawodnej Pani Katarzynie z wydawnictwa

.


Opis książki (pochodzący z okładki)

"Adam Gryziewicz spotyka kobietę swych marzeń, ale zostaje przez nią źle zrozumiany i nagle z dentysty musi przeistoczyć się w romantycznego artystę malarza. Sprawa jest trudna, ponieważ powinien dysponować pracownią, na dodatek zobowiązał się przecież do wykonania portretu, choć nie potrafi rysować.
Jego wybranka, Ewa, to bystra osóbka, która również ma mnóstwo na głowie. Musi odnaleźć złodzieja zaginionego obrazu, uchronić brata przed zawarciem małżeństwa z pewną zołzą, wyswatać nieśmiałą przyjaciółkę i zrobić z niej zmysłową femme fatale, a przede wszystkim chce dać pstryczka w nos zapatrzonemu w siebie pseudoartyście.
Sprawy kompliują się jeszcze bardziej, kiedy zza grobu odzywa się prababcia Matylda..."
Moje odczucia

"Metoda na wnuczkę" to doskonała powieść obyczajowa z wątkiem kryminalnym, podczas lektury której nie można powstrzymać się od śmiechu. Jeśli macie zły nastrój Marta Obuch z pewnością go poprawi, jeśli zaś humor Wam sprzyja – możecie być pewni, że dzięki lekturze "Metody na wnuczkę" nie opuści on Was przez długi czas. Tak zabawnej książki dawno nie czytałam (może poza książkami Małgosi Falkowskiej). Początkowo, gdy rechotałam w głos czułam się nieco głupio i starałam powstrzymać swój "dziki chichot". Kiedy jednak czytałam książkę przez dłuższy czas zupełnie straciłam kontrolę nad wydawanymi dźwiękami i koncentrując się już wyłącznie na lekturze – bawiłam się na całego. Szczęśliwie powieść czytałam w domu, więc nie wzbudzałam szczególnej ciekawości i konsternacji wśród obcych mi osób. ;)
Ogromnie polubiłam bohaterów powieści: 30-letnią Ewę, jej adoratora "artystę stomatologa", brata Ewy – Pawła oraz podkochującą się w nim Kingę. Szczególną jednak miłością obdarzyłam opiekunów Ewy: babcię Walerię i dziadka Andrzeja. Małżonkowie mają kłopot z dogadaniem się (co nie jest szczególnie dziwne ze względu na nieco ciężki charakter pani Strzegomskiej), więc mieszkają oddzielnie. Na jednym podwórku, ale w innych budynkach. Dziadkowie Ewy sprawiają, iż z ust czytelnika nie schodzi uśmiech. Równie interesujące są postacie drugoplanowe opisane w powieści, które również dostarczają czytającym mocy wrażeń.
Spodobał mi się wątek kryminalny uknuty przez autorkę książki i przebieg całej historii. Marta Obuch stopniowo zapoznaje czytelnika z kolejnymi postaciami i faktami z ich życia, wzorowo przeprowadza nas przez fabułę książki, aby ostatecznie zaskoczyć zakończeniem opowieści. Choć zorientowałam się, kto jest mordercą (bo trupów w tomiku nie zabrakło), przebiegu zdarzeń i zakończenia publikacji szczęśliwie nie udało mi się przewidzieć. Wątków w książce jest kilka, bohaterów poznajemy stopniowo i naprzemiennie, jednak historia została tak doskonale dopracowana, że nie znajdziemy w niej błędów logicznych, luk, czy niedopowiedzeń.
Lekki styl pisania, humor, ciekawi bohaterowie i świetnie poprowadzona akcja to nie wszystkie zalety powieści. Między wierszami Marta Obuch przypomina nam, jak istotne w życiu są: dbałość o siebie i zaspokajanie własnych potrzeb oraz wzmacnianie w sobie poczucia własnej wartości. Znajdziemy w niej również wartościowe spostrzeżenia na inne tematy.

"Owszem, można uznać, że życie kończy się w dzień siedemdziesiątych urodzin, i jeszcze tego samego dnia szukać trumny. Można również strzelić sobie nobliwy cmentarny portrecik i być na bieżąco z cenami granitu. Jeśli ktoś koniecznie chce przypieczętować własną śmierć, można. Można wiele rzeczy. Ale można też każdego dnia myśleć, że zaczyna się nowy dzień i tyle. Albo aż tyle. Można przeżyć każdy nowy dzień i się nim cieszyć, nie myśleć o cholernym reumatyzmie – albo myśleć pomimo niego.
Słowem można się koncentrować na życiu."

Pieprzyku powieści dodaje jej nieco feministyczny charakter, który u mnie powodował kolejne salwy śmiechu.
A skoro tak chwalę humor powieści – postanowiłam Wam tutaj przedstawić przynajmniej jego niewielką próbkę.

"Kara więzienia przy awanturze urządzonej przez babcię wydawała się pobytem na Karaibach."

"Rozwój, liczył się rozwój.
Tymczasem jej rozwój przebiegał jakoś tak, że kiedy w łazience brata zerknęła do lustra – Paweł miał tragicznie szczere, powiększające lustro – zobaczyła ohydną wersję nierozwiniętej siebie. Albo raczej niedorozwiniętej.
Szerokie usta, szeroki nos i w ogóle gęba płaska jak naleśnik. Przypalony, bo z nosa zaczęła jej schodzić opalenizna, podobnie na czole, ramionach... Dlaczego była tak ohydna? Piegi, mnóstwo piegów. I jeszcze te włosy. Od lat rozjaśniane, traciły miękkość następnego dnia po umyciu. Wiecheć, nie włosy. Na głowie miała żółty wiecheć. Albo kupkę siana. Tylko bociana brak, żeby uwił sobie w tych kołtunach gniazdo. Ciekawe, czy bociany robią do własnych gniazd?..."

Jeśli chcecie miło spędzić jesienny dzień lub wieczór – książka "Metoda na wnuczkę" z całą pewnością Wam to zapewni. Osobiście koniecznie muszę sięgnąć po inne tomiki pisarki.


Znacie publikacje Marty Obuch? Czy Wasze wrażenia są zbieżne z moimi?
Jeśli nie czytaliście książek twórczyni – koniecznie po nie sięgnijcie, a mi napiszcie jaki autor lub książka u Was powodują salwy niepohamowanego śmiechu.

środa, 13 września 2017

Stworzyć trylogię która wciąż będzie zachwycała nowych czytelników? Jak udowadnia Anna Sakowicz "To się da".

W marcu od cudownej autorki Anny Sakowicz otrzymałam kilka książek (Wiem! Szczęściara ze mnie. Dziękuję, Aniu!). Wśród nich znalazł się cykl "Złodziejka marzeń". Od mojej lektury ostatniej części cyklu "Już nie uciekam" minęło prawie pół roku i w końcu znalazłam czas, aby sięgnąć po inną część z serii. Chwyciłam "To się da" z cudowną dedykacją pisarki.



Opis książki (pochodzący z jej okładki)

"Joanna w trakcie rocznego urlopu dla poratowania zdrowia mieszka na Kociewiu i opiekuje się ciocią Zofią, energiczną starszą panią. Nowe miejsce staje się szansą na pozytywne życiowe zmiany. Wraz z córką Lusią wikła się w historię z przeszłości i próbuje odnaleźć tajemniczego Henryka z młodości cioci Zosi.
Nastolatka wierzy, że miłość może przetrwać kilkadziesiąt lat. Czy faktycznie jest to możliwe?
Autorka stawia główną bohaterkę przed ważnymi decyzjami życiowymi. Każe jej wybierać pomiędzy stabilizacją zawodową a namiętnością, utartymi schematami a porywami serca. Ponadto zmusza ją do walki o nadzieję dla chorej na białaczkę Szpilki."

Moje wrażenia

Dziś nie będę kluczyła, stawiała pytań w stylu "Czy książka/trylogia Anny Sakowicz zachwyciła mamuśkę?". Nie będę też stopniowała napięcia przedstawiając moje wrażenia po jej/ich lekturze. Wręcz przeciwnie! Już w tytule posta zdradziłam moje odczucia po przeczytaniu książek "Już nie uciekam" (moje wrażenia) i "To się da". Trylogię czytam od końca. Mało tego! Nie przeczytałam jeszcze "Złodziejki marzeń" (1 tomu serii) a z pełnym przekonaniem stwierdzam, iż jest to wspaniały cykl i zachwyci każdą wielbicielkę książek obyczajowych. Lektura "Złodziejki marzeń" i dodanie jej pochlebnej recenzji będzie już czystą formalnością.
Ania Sakowicz zachwyca lekkim stylem pisania. Bez trudu wyobrażamy sobie stworzone przez nią obrazy, postacie, sytuacje. Od pierwszych stron książki zagłębiamy się w jej treść i trudno nam się od niej oderwać. Miło spędzamy czas poznając kolejne losy bohaterów. Kiedy Ania przedstawia pokręcone przygody bohaterki (np. historię z butami) uśmiechamy się pod nosem, gdy ukazuje nam rozmowy Aśki z Jaromirem, ciocią, czy córką – nieraz wybuchamy głośnym śmiechem, a gdy pisze o dziewczynkach z hospicjum smucimy się i wzruszamy. Joannę (główną bohaterkę) darzymy sympatią i wytrwale kibicujemy jej w realizacji celów.
Trylogii "Złodziejka marzeń" nie musicie czytać w całości. Możecie skoncentrować się wyłącznie na interesujących was częściach. Zaręczam, iż podczas lektury pojedynczych tomów nie będziecie mieli wrażenia, iż coś was ominęło i z tego powodu macie kłopoty ze zrozumieniem treści. Gwarantuję natomiast, że jeśli sięgniecie po dowolną część serii (nie ważne: pierwszą, drugą, czy trzecią) – nabierzecie ochoty na poznanie pozostałych. Mój apetyt na poznanie tej serii rośnie z każdym kolejno przeczytanym tomem i już teraz czuję smutek na myśl o tym, że gdy pochłonę "Złodziejkę marzeń" moja przygoda z tym cyklem się skończy.
Bohaterów książki pokochałam od pierwszych stron. Podoba mi się, iż podczas lektury tej serii możemy poznać przemyślenia Joanny (głównej postaci), co niejednokrotnie czyni publikację jeszcze zabawniejszą. Osiemdziesięciopięcioletnia ciocia Aśki, jej córka Lusia, apodyktyczna mama, która wszelkimi możliwymi sposobami próbuje doprowadzić do udanego zamążpójścia swojej córki, partner Artur, przyjaciel Piotr (zwany Blublusiem), dziewczynki z hospicjum, a nawet niepokorny, 'dogryzający' bohaterce ilustrator książek Jaromir – budzą nasze ciepłe uczucia. Ta książka to pozycja przy której doskonale można oderwać się od trudów codzienności, zrelaksować i dzięki której możemy optymistycznie nastawić się do życia na nowo zyskując wiarę w to, że "To się da".
Nie mogłabym pominąć uroków języka kociewskiego, którym posługuje się ciocia Zosia. Kociewiacy często powtarzają "To się da" i właśnie stąd drugiej części serii "Złodziejka marzeń" przypadł taki tytuł. Blubluś, figolas i galameja to tylko niektóre z określeń, jakie znalazły się w książce i wywołały moc przekomicznych sytuacji. Mnie osobiście do serca najbardziej jednak przypadła miłość cioci Zosi do "arbaty" i język kociewski właśnie z tym słowem najmocniej będzie mi się kojarzył.
Na zakończenie, aby bardziej zachęcić Was do lektury, przytoczę jeszcze kilka fragmentów książki:

"Brałam już drugi łyk kawy, kiedy nagle doznałam oświecenia. Alarm zawył, lampki się włączyły, a odruchem bezwarunkowym był bieg w kierunku pokoju gościnnego. Tobołki przywiezione przez rodziców! Zapomniałam! Dopadłam do niebieskiej torby. Podniosłam ją. Ciężka. Postawiłam na stoliku, by wygodniej było zajrzeć do środka. Odpięłam suwak. Na samym wierzchu kartka: 'To dla ciebie, córciu, od kochającej mamusi'. Co jest? Nie miałam w najbliższym czasie żadnego święta. Książki? Zdziwiłam się. Książki? Moja mama przywiozła tutaj książki? Po cholerę! Wzięłam jedną do ręki i przyjrzałam się okładce. Krzyczał do mnie tytuł: Jak zdobyć mężczyznę?. Chwyciłam drugą: Związek idealny. Trzecia: Ona i on. Poradnik. Potem: Jak uwieść mężczyznę w ciągu trzech dni?, Jak wydobyć z siebie seksapil?, Masaż tajski. Kolejnych już nie musiałam przeglądać. Bezcelowe było też szukanie tabletek ojca, bo – jasna sprawa – tutaj ich nie było. Moja matka oszalała! A ja czułam się, jakbym dostała główną rolę w Cyrku Monty Pythona. Jakaś groteska i absurd wkradły się w moje życie, a reżyser, czyli moja ukochana mamuśka, postradał zmysły (...)"

"-Jaro – zaczął Piotr – zrobi ilustracje do twoich trzech bajek. Mamy już wstępne projekty. Co prawda niewiele, ale zawsze coś na początek. W ogóle jeszcze muszę cię ostrzec, że Jaro jest pospolitym homofobem, więc nie przejmuj się żartami na mój temat.
-Oj tam, oj tam. Zaraz homofob. Bez przesady. Kilku gejów toleruję. Tylko na wszelki wypadek nie chodzę z nimi na siłownię i na basen, nie biorę w ich obecności pryszniców i nie odwracam się do nich tyłem."

"Przekroczyliśmy próg galerii, w której miał się dziś odbyć wernisaż Jaromira. Szłam z niechęcią pomieszaną z ciekawością. Z jednej strony chciałam zobaczyć jego prace, bo niewątpliwie był bardzo zdolnym artystą, a z drugiej, nie miałam ochoty oglądać jego wrednej mordy."


Znacie książki Anny Sakowicz? Które już przeczytaliście i jak Wam się podobały? Jeśli jeszcze nie poznaliście powieści autorki przygodę z nimi proponuję rozpocząć od tej właśnie serii. Miejsca na półkach mam niewiele, ale ten cykl z pewnością u mnie zostanie. Z przyjemnością nieraz wrócę do historii Joanny. Wprawdzie jeszcze nie czytałam "Złodziejki marzeń", ale jak wspomniałam – jestem przekonana, iż pochłaniając ją będę miała ogromną przyjemność i zachwycę się nią nie mniej, niż "Już nie uciekam" i "To się da".  

piątek, 8 września 2017

"Poszukiwani, poszukiwany" Małgorzaty Falkowskiej - na wesoło o tym, jak zostać mamą nie posiadając partnera ;)

Przybywam dziś do Was z moimi wrażeniami po lekturze najnowszej książki Małgosi Falkowskiej pt. "Poszukiwani, poszukiwany". Znając pozycje "Mąż potrzebny na już" (moja opiniaoraz "Gorzej być (nie) może" (recenzjaobowiązkowo musiałam po nią sięgnąć. Szczęśliwie książka trafiła w moje ręce dzięki jej wspaniałej autorce oraz Pani Ewie z wydawnictwa

.



Opis książki (pochodzący od wydawnictwa)

"Do czego zdolna jest kobieta, aby zajść w ciążę? W zasadzie dwie kobiety… Po przygodach Berki i jej noworocznym postanowieniu: 'Mąż potrzebny na już' oraz magicznej odmianie egocentrycznej Zosi z 'Gorzej być (nie) może' nadszedł czas na nie… Jola i Monika postanawiają założyć rodzinę. A czym byłaby rodzina bez dziecka, dokładniej dzieci? Partnerki za namową przyjaciółek wpadają na coraz dziwniejsze pomysły, prowadzące do zajścia w ciążę, które – jak na nie przystało – kończą się absolutnym fiaskiem. Jednak ciąża to nie wszystko, kiedy pojawiają się coraz to nowe problemy, z którymi trzeba się zmierzyć. Jak sobie poradzą przyjaciółki w trudnych dla nich chwilach? Czy ich starania będą wystarczające, aby spełnić marzenie o szczęśliwej rodzinie?"

Moje odczucia

Zawsze podczas recenzji książek Małgorzaty Falkowskiej zaznaczam, iż mogą czytać je osoby posiadające duże poczucie humoru i dystans do siebie, bo jeśli ktoś potraktuje je zbyt poważnie może nie mieć prawdziwej radości z lektury. Przy książce "Mąż potrzebny na już" sama chwilami nie pojmowałam jak 28-letnie kobiety mogą być tak głupie. Podczas lektury "Gorzej być (nie) może" najgłupszą z dziewczyn pokochałam najmocniej. Teraz, gdy czytałam "Poszukiwani, poszukiwany" – w ogóle nie zastanawiałam się nad tym. Podczas lektury bawiłam się przednio i teraz, po jej zakończeniu, znowu brakuje tych dziewuch w moim życiu. Stwierdziłam, że książkę "Poszukiwani, poszukiwany" będę nosiła ze sobą każdego dnia jako rozweselacz. Na którykolwiek fragment trafię zaglądając do niej – liczba endorfin w mózgu momentalnie się podniesie.
Podjęty przez pisarkę temat w tej części serii również może wywoływać u niektórych osób pewne kontrowersje. Osobiście nie mam nic przeciw parom homoseksualnym (świetnie jeśli się kochają, ich życie intymne zupełnie mnie nie interesuje), ale obawiałam się, jak przyjmę fakt poszukiwania przez dwie homoseksualne dziewczyny potencjalnego ojca dla ich dzieci, bo o ile akceptuję osoby odmiennej od mojej orientacji seksualnej to z akceptacją posiadania przez nie dzieci mam jeszcze kłopot. I co się stało? Polubiłam te wariatki i zastanawiałam się, jakie kolejne kroki podejmą, aby zaznać cudu macierzyństwa. A uwierzcie mi! Dzieje się w tym tomiku. Oj, dzieje się! Jeśli zdecydujecie się na lekturę – czeka Was naprawdę wyborna zabawa.
Bardzo spodobał mi się pomysł wprowadzenia do książki krótkich opisów i ilustracji kolejnych SD (spermadonatorów). Rysunki twarzy potencjalnych SD wykonali wychowankowie Małgosi – naszej pisarki. Na potrzeby książki mógłby powstać swoisty słownik. Zatem, jeśli pragniecie dowiedzieć się kim jest "spermadonator" (niespodzianka! to słowo naprawdę istnieje!) lub co oznacza określenie "maśracja" – koniecznie sięgnijcie po tę publikację.
Do książki wprowadzona została nowa bohaterka – Anka, która, ku memu zaskoczeniu, szybko zdobyła moją sympatię. Niesamowicie rozbawiło mnie słowo używane przez Anię w chwilach zaskoczenia, czy zdenerowania, brzmiące "ożeż********" (jeśli chcecie je poznać – koniecznie przeczytajcie "Poszukiwani, poszukiwany"). Gdy czytałam fragment książki córce – w tym właśnie momencie wybuchnęła śmiechem. Oprócz bohaterek – całym sercem pokochałam babcię i dziadka Jolki. Jestem pewna, że ci państwo wzbudzą ciepłe uczucia każdego czytelnika. ;)
Małgorzata Falkowska to studnia pomysłów. Zawsze znajdzie dla "swoich dziewczyn" jakiś problem do rozwiązania. Jak nie zdobycie męża, przygotowania do ślubu to poszukiwanie mieszkania oraz dawcy nasienia. Okazuje się jednak, że to nie jedyne problemy jakie dopadną dziewczyny tym razem. Szczęśliwie przyjaciółki mogą liczyć na siebie wzajemnie i w momencie, gdy któraś z nich ma jakieś kłopoty – zwołują narady, podczas których razem rozwiązują kłopotliwe sytuacje. A my, jako czytelnicy, dzięki temu mamy niezły ubaw. ;)
Pisarka, na co dzień pracująca z młodzieżą niepełnosprawną, nie byłaby sobą, gdyby nie umieściła w książce wątków dotyczących pomagania potrzebującym. W "Gorzej być (nie) może" Zosia odbywała ustaloną przez sąd karę opiekując się dziećmi z domu dziecka. Tego, co pisarka wymyśliła tym razem nie zdradzę wam, ale również za to wielkie serce cenię Małgosię.
Jak zawsze autorka wykonała doskonały research na tematy poruszone w książce. Rozmawiałyśmy na ten temat i szalona Małgosia wraz z mężem polowała nawet na pokemony. :D
Jedynie zakończenie mnie zdenerwowało. Jak można robić coś takiego czytelnikom, kiedy na kolejną część książki przyjdzie nam czekać pół roku!?!?!

A Wy? Czytaliście książki Małgorzaty Falkowskiej? Ja świetnie bawię się poznając jej kolejne tytuły. Również macie takich autorów? Może polecicie jakieś znane Wam, co i rusz wprawiające Was w świetny humor publikacje?​

poniedziałek, 4 września 2017

Najlepsze premiery czytelnicze września 2017 - część 2

Premiery czytelnicze pierwszej połowy września, które uznałam za najlepsze mieliście okazję już poznać (przypominam je tutaj). Dziś napiszę Wam o zapowiedziach książkowych, które na rynku mają pojawić się 27.09. Tak! Premiera KAŻDEJ Z NICH przewidziana jest na 27.09. Zatem... do dzieła. ;)

Jako pierwszy, wyczekiwany przeze mnie od kilku miesięcy, znajdzie się w tym spisie kryminał komediowy Alka Rogozińskiego, który na półki księgarń trafić ma za sprawą wydawnictwa Filia. Mowa tu o pozycji "Lustereczko, powiedz przecie", drugiej części z cyklu "Róża Krull na tropie". Różę pokochałam już w 1 tomie serii, o czym przeczytać możecie tutajNie mogę doczekać się dalszych przygód tej szalonej kobiety. A kto wie? Może w kolejnej części o Róży spotkam również Betty? ;)  


"Znana autorka powieści kryminalnych Róża Krull jest świadkiem samobójstwa jednego z uczestników konkursu Mister Polonia. Wkrótce okazuje się, że nie miał on żadnego powodu, aby zdecydować się na tak desperacki czyn. Zaintrygowana Róża rozpoczyna śledztwo i szybko przekonuje się, że w świecie facetów, którzy wiedzą o kosmetykach i modzie więcej niż ona sama, znajdują się też psychopaci, gotowi na wszystko, aby tylko zdobyć tytuł Najprzystojniejszego Polaka Roku..."

Jak o kryminałach mowa to nie mogłabym pominąć w tym spisie książki "Oskarżenie" Remigiusza Mroza, która ukaże się w księgarniach za sprawą wydawnictwa Czwarta Strona. Czym prędzej muszę nadrobić lekturę "Inwigilacji" i sięgnąć po "Oskarżenie", bo jak wiadomo stałym bywalcom mojego bloga serię z Chyłką uwielbiam.


"Od serii brutalnych morderstw pod Warszawą minęły cztery lata. Sprawcę ujęto, skazano, a potem osadzono w więzieniu. Dowody wskazujące na dawną legendę „Solidarności” były nie do podważenia. Mimo to pewnego dnia mecenas Joanna Chyłka otrzymuje list od żony skazańca, w którym kobieta twierdzi, że odkryła nowe dowody na niewinność męża. Prawniczka przypuszcza, że to jedna z wielu spraw, którym nie warto poświęcać uwagi… Przynajmniej do czasu, aż kobieta ginie, a materiał DNA jednej z ofiar zabójcy zostaje odnaleziony w innym miejscu przestępstwa. W dodatku wszystko wydaje się w jakiś sposób związane z Kordianem Oryńskim…"

Kolejną książką, która mnie zaintrygowała jest "Czerwone słońce" Pauliny Hendel, 2 tom serii "Żniwiarz", który ma być wydany przez Czwartą Stronę. Obecnie jestem w trakcie lektury "Pustej nocy", stanowiącej początek historii i muszę przyznać, iż to ogromnie wciągająca, fantastyczna opowieść.


"Słowiańskie demony nie dają o sobie zapomnieć!
Jeszcze do niedawna Magda była zwykłą dziewczyną, pracującą w małej księgarni, jednak obecnie jej życie wygląda całkiem inaczej niż sobie to zaplanowała.
Po ostatnich perypetiach Magda wraca do życia w innym ciele, zmienia się również jej charakter… Razem z Feliksem chcą odszukać i unicestwić Pierwszego, najbardziej niebezpieczną istotę z jaką przyszło im się mierzyć. Gdy trafiają na Mateusza, który po wydarzeniach z poprzedniego roku wyprowadził się z Wiatrołomu, we troje wyruszają na poszukiwania zaginionego żniwiarza. A na świecie z niewiadomych przyczyn pojawia się coraz więcej nawich."

Moje zestawienie nie mogłoby się obyć bez powieści obyczajowych. Zatem... przejdźmy do nich. ;) Niejednokrotnie czytałam książki Nicholasa Sparksa lub oglądałam ich ekranizacje. Częstokroć tytuły te wzruszały mnie i wywoływały moc emocji. Zresztą... Sparksa zna pewnie większość z Was. Otóż... jego fani oraz osoby zainteresowane jego prozą powinny zwrócić uwagę na książkę "We dwoje", która na rynku pojawić ma się za sprawą wydawnictwa Albatros.


"32-letni Russell Green ma wszystko: wspaniałą żonę, uroczą 6-letnią córkę, prestiżową posadę dyrektora reklamy w dużej firmie oraz wygodny dom w Charlotte. Jego życie przypomina piękny sen, a szczęście skupia się wokół jego miłości, Miriam. Ale na lśniącej powierzchni idealnej bańki mydlanej zaczynają pojawiać się rysy… Ku rozpaczy i zaskoczeniu Russa, jego życie niespodziewanie wywraca się do góry nogami. W ciągu kilku miesięcy traci żonę i pracę. Musi zająć się córką i zaadaptować się do nowej rzeczywistości. Przyjdzie mu zmierzyć się z nieznanym, pokonać własne słabości, sięgnąć po umiejętności, z których nigdy nie korzystał. Czeka go wielki emocjonalny test, ale też… niespodziewana nagroda."

Augusta Docher (być może znana Wam również jako Beata Majewska) dzięki wydawnictwu Znak Literanova już wkrótce będzie mogła cieszyć się oglądając w księgarniach swoją najnowszą książkę pt. "Najlepszy powód, by żyć". Pisarka odznacza się lekkim piórem, niesamowitym poczuciem humoru i tworzy interesujące opowieści – dlatego gorąco polecam Wam jej książki.


"Wszystko trwało ułamek sekundy. Błysk ognia i nagle jestem w ognistej kuli. Dociera do mnie, że się palę. Jestem żywą ludzką pochodnią.
Dominika budzi się po kilku dniach.
Wie, że to był wypadek, a ukochany ojciec wcale nie chciał jej zabić.
Teraz, kiedy on jest w więzieniu, ona leży w szpitalu i walczy o życie.
Chociaż właściwie, to inni walczą za nią, ponieważ ona się już poddała.
Ale to, co miało być końcem, okazuje się być początkiem…
Przewrotny los stawia na jej drodze ambitnego młodego lekarza, który dostrzega w niej coś więcej niż tylko pacjentkę. Gdy on będzie leczył jej ciało, jego brat Marcel, czarna owca szanowanej rodziny, spróbuje uleczyć jej duszę.
Tylko czy to jest w ogóle możliwe? Czy pęknięte serce potrafi jeszcze kochać?
I czy ktoś, kto ma tyle powodów, by się zabić, odnajdzie ten jeden, by żyć?"

Gdzieś na moich półkach leży książka "Dygot" Jakuba Małeckiego. Pozycja ta nominowana została w plebiscycie Książka Roku 2015 lubimyczytac.pl w kategorii Literatura Piękna i zebrała moc wspaniałych opinii od czytelników. Jeszcze jej nie przeczytałam, choć jestem ogromnie ciekawa i wciąż obiecuję sobie, iż muszę po nią sięgnąć, a tymczasem na rynku za sprawą wydawnictwa Sine Qua Non pojawić ma się najnowsza książka pisarza pt. "Rdza", która zapowiada się równie interesująco.


"Przyjaźń poddana wielkiej próbie i marzenie, które staje się ciężarem
Lato 2002 roku. Czekając na powrót rodziców z wielkiego miasta, siedmioletni Szymon układa monety na torach. Nie wie, że jego życie już nigdy nie będzie takie, jak dotychczas.
Kilka dekad wcześniej jego babka, Tośka, wyrusza w podróż, którą zapamięta na zawsze. Wyrwana z bezpiecznego domu dziewczynka trafia do obcego świata, którego zasad musi się nauczyć. Jako dorosła kobieta stanie przed konsekwencją swoich dawnych wyborów.
Losy tych dwojga splatają się w sposób, którego żadne z nich się nie spodziewa. Zmuszeni żyć ze sobą, pomimo różnic, Szymon i Tośka próbują zrozumieć się nawzajem i uwierzyć, że wszystko będzie dobrze."

Czym prędzej muszę nadrobić również lekturę powieści Gabrieli Gargaś (jednej z moich ulubionych pisarek) pt. "Taka jak Ty", gdyż lada dzień wydawnictwo Filia ma uprzyjemnić nam życie możliwością poznania najnowszej pozycji autorki pt. "Zanim wstanie dla nas słońce". Każda książka pisarki dostarcza mi mocy emocji, budzi wiele przemyśleń i daje możliwość poznania niezapomnianych historii, dlatego mimo braku znajomości poprzednich tytułów – każda nowa wydana pozycja Gabrysi ogromnie mnie raduje.


"Opowiem Ci moją historię. Ale proszę, nie oceniaj mnie. Wiem, co zrobiłam, jednak nie mogę cofnąć czasu.
Stefania jest położną, która kocha swoją pracę. Zawodowe zajęcia angażują ją na tyle mocno, że nawet nie zauważa, kiedy mąż i córka oddalają się od niej. Ona sama z kolei coraz bardziej zbliża się do doktora Wojdara. Romans z lekarzem uruchamia lawinę złych wydarzeń.
Gdy córka Stefanii, Liwia, dowiaduje się o romansie matki, wpada we wściekłość i wyjeżdża na wieś. Tam spotyka Filipa, z którym zachodzi w ciążę. Życie Liwii diametralnie się zmienia, a w trudnych chwilach wspiera ją matka. Asystuje przy porodzie córki, popełnia jednak kardynalny błąd, który zaważy na życiu wielu osób…
Niekiedy miłość opowiada nam swoją własną, smutną historię, a płomienny romans, który miał przynieść odmianę, okazuje się iluzją.
Jednak za popełnione błędy trzeba zapłacić i choć czasu nie można cofnąć, to jednak przy odrobinie dobrej woli losowi można nadać nowy bieg.
Bo przecież na szczęście nigdy nie jest za późno."

Jak podobają Wam się moje książkowe zestawienia? Które z przedstawionych tytułów najbardziej Was ciekawią? A może jakieś pominęłam robiąc ten spis, a koniecznie powinnam zwrócić na nie uwagę? 

piątek, 1 września 2017

Najlepsze premiery czytelnicze września 2017 - część 1

Czas leci nieubłaganie. Wakacje się skończyły i przyszła pora zapędzić dzieci do szkolnych ławek. Może będzie to dobra okazja, aby poczytać nieco więcej? Ogromny problem miałam z wyborem najlepszych nowości czytelniczych września, albowiem wydawnictwa postanowiły zalać rynek mnóstwem cudownych premier. Z bólem serca odrzucałam książki spośród upatrzonych, aby nie było ich zbyt wiele. Udało mi się ich liczbę ograniczyć do czternastu. Tak, wiem, to dużo, ale i tak wpadło mi w oczy znacznie więcej perełek, więc cieszcie się, że to tylko 14 nowości. ;)
Dziś zapraszam Was na pierwszą część najlepszych zapowiedzi czytelniczych.

Mój spis rozpocznę od zaprezentowania książki jednego z moich ukochanych wydawnictw – wydawnictwa Szara Godzina. Otóż... 04.09 ukazać ma się "Dwór w Czartorowiczach" Moniki Rzepieli, stanowiący 1 tom cyklu "Saga Polska". Zapowiada się naprawdę ciekawie. Zobaczcie sami...


Panny Ewa Jabłońska i Iga Branicka wychowały się we dworze w Czartorowiczach, od pokoleń należącym do rodziny Jabłońskich. Pomimo że sporo je różni, są ze sobą zaprzyjaźnione. Obie się zakochują. Splot wydarzeń doprowadzi je do konieczności dokonania trudnych wyborów. Co powinny uczynić, by spełniły się panieńskie marzenia? Nostalgiczna, barwna i lekko napisana historia miłosna, rozgrywająca się po upadku powstania styczniowego na dalekim Podolu, w czasach i miejscach, których nie ma, ale które rzewnie wspominamy. Dwór w Czartorowiczach ukazuje losy mieszkańców od urodzenia aż po grób, towarzysząc im w salonie i w kuchni, w alkowie i w ogrodzie, przy ołtarzu i nad mogiłą.”

06.09 za sprawą wydawnictwa Filia pojawić ma się na rynku „Metoda na wnuczkę”, kolejna książka Marty Obuch, znanej ze swoich komedii kryminalnych. Wyznam Wam, iż pozycja ta znajduje się już na mojej półce. Przeczytałam ponad sto stron i gorąco ją polecam. Marta Obuch wyróżnia się lekkim piórem i ogromnym poczuciem humoru. Już teraz wiem, że z całą pewnością sięgnę po jej inne tytuły.


"Adam Gryziewicz spotyka kobietę swych marzeń, ale zostaje przez nią źle zrozumiany i nagle z dentysty musi przeistoczyć się w romantycznego artystę malarza. Sprawa jest trudna, ponieważ powinien dysponować pracownią, na dodatek zobowiązał się przecież do wykonania portretu, choć nie potrafi rysować.
Jego wybranka, Ewa, to bystra osóbka, która również ma mnóstwo na głowie. Musi odnaleźć złodzieja zaginionego obrazu, uchronić brata przed zawarciem małżeństwa z pewną zołzą, wyswatać nieśmiałą przyjaciółkę i zrobić z niej zmysłową femme fatale, a przede wszystkim chce dać pstryczka w nos zapatrzonemu w siebie pseudoartyście.
Sprawy komplikują się jeszcze bardziej, kiedy zza grobu odzywa się prababcia Matylda…"


Kojarzycie Ildefonso Falcones i jego bestsellerową „Katedrę w Barcelonie”? Otóż... po 10 latach od jej wydania, 13.09.2017 r., dzięki wydawnictwu Albatros w księgarniach pojawić ma się 2 tom z cyklu „Katedra w Barcelonie” pt. „Dziedzice ziemi”. Zapowiada się przepiękne, grubaśne (880 str.) tomiszcze, więc gdy się o tym dowiedziałam od razu poprosiłam wydawnictwo o ten tytuł.


"Barcelona, XIV wiek. Llor Hugo, osierocony dwunastolatek, którego Arnau Estanyol zdecydował się wziąć pod swoje skrzydła, jest zadowolonym z siebie pracownikiem stoczni. Chłopak otrzymał od losu drugą szansę i marzy o tym, by stać się słynnym wytwórcą statków. Szybko jednak brutalna rzeczywistość uświadomi mu, że droga do sukcesu jest długa i niezwykle żmudna. Na przeszkodzie stanie nastolatkowi zaciekły wróg jego opiekuna. Hugo będzie rozdarty między lojalnością wobec Arnaua a pragnieniem przetrwania w mieście pełnym biedaków. Zmuszony opuścić dom nawiąże znajomość z pewnym Żydem. Wśród hiszpańskich winnic Hugo odnajdzie nową pasję."

Tego samego dnia (13.09) spod skrzydeł wydawnictwa Filia na światło dzienne 'wyfrunąć ma' „Ósmy cud świata” Magdaleny Witkiewicz, której ostatnia książka „Czereśnie zawsze muszą być dwie” (moja opiniacałkowicie skradła moje serce. Przepadam za książkami Magdy, a każda kolejna w moim odczuciu jest lepsza.


"Czy historia sprzed lat, usłyszana przypadkowo na drugim krańcu świata, może wpłynąć na nasze losy?
Kilka romantycznych chwil, przeżytych w czasie urlopu w Azji, budzi w Annie, trzydziestokilkuletniej singielce, dawno uśpione uczucia.
Kobieta podejmuje decyzję, która na zawsze może zaważyć na życiu kilku osób.
Jednak szczęście, będące pozornie w zasięgu jej ręki, rozsypuje się nagle niczym domek z kart.
Ósmy cud świata to opowieść o tym, że czasami trzeba zbłądzić w ciemnym lesie, by wreszcie znaleźć się na rozświetlonej polanie.
A pierwszy promień słońca można niekiedy znaleźć ukryty w niepozornej, maleńkiej kopercie, zamkniętej w morskiej muszli przywiezionej z wakacji."


Kolejną wyczekiwaną przeze mnie pozycją obyczajową jest „Apteka marzeń” Nataszy Sochy, która na rynku księgarskim pojawić ma się 13.09. za sprawą wyd. Pascal. Mam przeczucie, iż będzie to piękna, smutna i ogromnie wzruszająca pozycja, a ja bardzo takie lubię.


"Człowiekowi wydaje się, że jest odporny na śmierć. Że jest objęty ochroną, chociaż inni przecież umierają. Pędzimy samochodami, skaczemy ze spadochronami, balansujemy na granicy życia, a jednak nigdy nic złego się nie dzieje. Nie patrzymy na śmierć z pokorą, bo przecież nas samych ona nie dotyczy.
Człowiek staje się dorosły nie wtedy, gdy ubrania robią się dla niego za ciasne, ale gdy wyrasta z własnego egoizmu.
Ola i Karolina poznają się w nietypowym miejscu, w nietypowej sytuacji. Dzieli je dziesięć lat różnicy, co w przypadku dziecka i nastolatki jest przepaścią. Znajdują jednak wspólny język i pokazują, że nawet w najgorszych okolicznościach można myśleć o innych. Ola istnieje naprawdę, postać Karoliny łączy w sobie doświadczenia wielu nastolatek, którym życie podstawiło nogę.
Ta historia ma dwa zakończenia – dobre i gorsze, bo tak działa prawo równowagi w przyrodzie.
To opowieść o skrajnych emocjach, potędze matczynej miłości, sile, jaką daje rodzina. O wielkiej aptece z marzeniami, które można dostać bez recepty. I o zwyczajnych, lecz niezwykłych bohaterach, którzy mierzą się z nieustępliwym pytaniem: kto ukradł im zwyczajne życie?"


Przeglądając zapowiedzi czytelnicze trafiłam na książkę „Szamańskie tango” Anety Jadowskiej (zapewne słyszeliście o „Dziewczynie z dzielnicy cudów” i „Akuszerze bogów” tej autorki), która w księgarniach pojawić ma się 13.09. za sprawą wydawnictwa Fabryka Słów. Koniecznie muszę nadrobić znajomość poprzedniej części „Cyklu szamańskiego” i przeczytać obie pozycje z tej serii. Okładki i opisy tych publikacji ogromnie mnie intrygują.


"Być może nie powinien zabierać szesnastoletniej córki na miejsce brutalnej zbrodni, ale czy bez jej wrażliwości na duchy i talentu do wywąchiwania sekretów zdołałby złapać mordercę, zanim ten znów uderzy?
Podwójne morderstwo w szczycie sezonu ogórkowego oznaczało dla Witkaca początek trudnego śledztwa i kłopotów. Jak niewiele wtedy wiedział o tym, co go czekało…
Odkąd został ojcem, w jego życiu, poza nastoletnią córką, zagościła odpowiedzialność, stabilizacja, a nawet regularne posiłki. W pakiecie z nimi dostał: zamieszanie, strach i bezsenne noce.
A jest jeszcze Sęp, nieustanne źródło chaosu. Przedwieczni w Zaświatach, którzy domagają się spłaty długu. I nie mniej przerażająca cicha rewolucja na komisariacie.
Śmierć? Szaleństwo? Emerytura? Witkacy nie ma lekkich wyborów.
Gdy na szali leży nie tylko jego spokój, ale i życie Kurczaczka, Szaman rusza w Tango.
Taniec miłości i śmierci."


Ostatnia pozycja, która mnie zaciekawiła i na rynku znaleźć ma się za sprawą wydawnictwa Znak 13.09 to „Dzikie królestwo”, której autorem jest Simon David Eden. Ten kocur na okładce i opis książki. Sami spójrzcie! :)


"Pozycja obowiązkowa dla fanów „Spirit Animals”.
Zaczęło się od zaginięcia kota. Teraz Drue zaczyna rozumieć, że była to zapowiedź największego konfliktu w historii. Cierpliwość zwierząt się wyczerpała – nie będą spokojnie patrzeć, jak ludzie niszczą Ziemię. Królestwo zwierząt wypowiedziało wojnę ludzkości. Udomowione zwierzęta muszą wybrać: przyłączą się do rebelii czy zechcą ocalić ostatnich ludzi na świecie?
Początkowo Drue chce tylko odnaleźć swojego kota. Jeszcze nie wie, że przeznaczono dla niej ważniejsze zadanie. Wyrusza przez wyludnioną krainę na spotkanie pradawnego plemienia Kotynów, którzy mają odegrać szczególną rolę w starciu dwóch światów. Co ją z nimi łączy? Jaką cenę będzie musiała zapłacić za przetrwanie? Jedno jest pewne: do świata, jaki znamy, nie ma już powrotu."

Wkrótce zaproszę Was na drugą część najciekawszych premier książkowych września. Tymczasem koniecznie napiszcie, które spośród wymienionych przeze mnie pozycji Was zainteresowały? Planujecie któreś z nich przeczytać? A może pominęłam jakieś książki z Waszej listy must have, które będą miały premierę w pierwszej połowie września?


czwartek, 31 sierpnia 2017

"Roland" Stephena Kinga - swoisty eksperyment dla mamuśki, stanowiący wstęp do dzieła życia autora

Wiele słyszałam o twórczości Stephena Kinga, ale jeszcze nie miałam przyjemności czytać jego książek, dlatego gdy dostałam możliwość poznania pierwszej części cyklu "Mroczna wieża", określanej mianem dzieła życia autora – z ciekawością po nią sięgnęłam. Za egzemplarz recenzencki dziękuję pani Katarzynie z wydawnictwa


które pokusiło się o wydanie kolekcji w nowych szatach graficznych, a pierwsza część serii została dodatkowo wzbogacona o opowiadanie "Siostrzyczki z Elurii". Zacznijmy jednak od początku. ;)



Opis pochodzący z okładki książki "Roland"

"Na jałowej ziemi przypominającej planetę po apokaliptycznej zagładzie pozostały tylko ślady dawnej cywilizacji. Roland Deschain, ostatni z dumnego klanu rewolwerowców, przemierza ten złowrogi, zamieszkany przez mutanty, demony i wampiry świat, ścigając człowieka w czerni. Wierzy, że ten posiadł tajemnicę Mrocznej Wieży – centrum wszystkich światów, miejsca, w którym być może uda się rozwiązać zagadkę czasu i przestrzeni i odkryć tajemnicę istnienia."

Wspomnieć od siebie muszę, iż cykl "Mroczna wieża" łączy w sobie elementy fantasy, horroru i westernu. Ciekawy eksperyment, prawda? :)
Moje wrażenia po lekturze książki

Pierwsze co rzuca się w oczy to cudowne wydanie. Dawna okładka przedstawiająca dwa rewolwery ułożone w kształt wieży, została obdarzona dodatkową miękką obwolutą, ukazującą czarno – białe zdjęcie mężczyzny i chłopca wędrujących w kierunku odwróconej wieży. Ogromnie przypadła mi do gustu zastosowana w książce czcionka i jej rozmiar, które z całą pewnością sprzyjają czytaniu powieści.
Lekturę poprzedza wstęp autora, który opowiada o kolejnych etapach tworzenia dzieła swojego życia. Warto wspomnieć, iż Stephen King zaczął pisać Rolanda mając dziewiętnaście lat, gdy był młodym, "niepokornym", niedoświadczonym przez życie człowiekiem, postrzegającym świat jako stojący przed nim otworem. Młody Stephen nie przeżył jeszcze w tamtym czasie poważniejszych życiowych traum. Jak jednak wspomina później autor – nie chciał zmieniać powieści pisanej na różnych etapach swojego życia, bo przecież każdy wiek ma swoje prawa i swój urok, każda część "Mrocznej wieży" jest inna, a my, czytelnicy, możemy dzięki temu zaobserwować jak rozwijał się styl pisania Kinga na przełomie lat. Czytając wstęp pisarza wielokrotnie uśmiechałam się i zapałałam do niego wielką sympatią.
"Roland" odkrył przede mną zagadkowy, tajemniczy świat. Niejednokrotnie miałam problem ze zrozumieniem tekstu, ponieważ King postanowił nie przedstawiać nam swojego świata w sposób dosłowny, zachowując chronologię wydarzeń i dokładnie opisując postacie. Dowiadujemy się jedynie, iż rewolwerowiec Roland wędruje po opuszczonych miastach, ścigając człowieka w czerni. Kim jest ten ostatni i dlaczego Roland pragnie go dopaść dowiadujemy się stopniowo. Pisarz wprowadza pojęcia: Niska i Wysoka Mowa, Wieża, Wyrocznia, jądro egzystencji, ka – nie wyjaśniając nam od początku co te słowa oznaczają. Jednocześnie stosuje przeskoki czasowe, w których nie koniecznie od początku musimy się trafnie orientować. Trafiamy do zupełnie nieznanego świata, a on długo takim dla nas pozostaje.

„-Dlaczego tutaj jestem – zapytał Jake. - Dlaczego wyleciało mi z głowy wszystko, co było przedtem?
-Dlatego że ściągnął cię tu człowiek w czerni – odpowiedział rewolwerowiec. - I z powodu Wieży. Wieża stoi jakby w punkcie przecięcia energii. W czasie.
-Nie rozumiem tego!
-Ja też – przyznał rewolwerowiec. - Ale coś się dzieje. W moim własnym czasie. Świat poszedł naprzód, mówimy... stale to mówiliśmy. Teraz jednak posuwa się szybciej. Coś się stało z czasem. Robi się bardziej miękki.”

Nawet kiedy skończyłam czytać książkę nie poznałam wszystkich istotnych w powieści faktów, choć ich stopniowe odkrywanie było dość interesujące. Dowiedziałam się przede wszystkim, kim jest tytułowy Roland. Poznałam jego przeszłość oraz przyjaciół z dzieciństwa, których już przy nim nie ma.
Spodobał mi się klimat powieści: wędrówki Rolanda po opuszczonych miastach (niczym z Dzikiego Zachodu), spotkania z: istotami żywymi i umarłymi, demonami, czy powolnymi mutantami. Polubiłam Jake'a – zagubionego chłopca z przyszłości, którego Roland spotkał na swojej drodze. Tempo powieści raz jest powolne, innym razem akcja przyspiesza i nie możemy się od niej oderwać. Mnie szczególnie spodobało się spotkanie Rolanda w jednym miasteczek z nawiedzoną Sylwią Pittison oraz ucieczka wędrowca i Jake'a przed śledzącymi ich powolnymi mutantami.
Sporo osób zachwyca się serią „Mroczna wieża”, jednak zazwyczaj ich miłość do tego cyklu rozwinęła się wraz z kolejno pojawiającymi się częściami cyklu. Wprawdzie „Roland” nie zdobył mojego serca, jednak sam Stephen King mówi:

„(...) Roland nawet nie brzmiał tak jak następne książki – był, prawdę mówiąc, raczej trudny w lekturze. Zbyt często musiałem się za niego tłumaczyć i powtarzać ludziom, że jeśli będą wytrwali, odkryją, iż opowieść odnalazła właściwy ton dopiero w Powołaniu Trójki.”

Jednocześnie nie mogłabym nie wspomnieć o pozytywnych stronach książki. Nie można pozostać obojętnym wobec tego, jak książka intryguje swoją tajemniczością. Czytając miałam wrażenie, iż ostatecznie czeka nas wielkie zaskoczenie, że w którymś momencie powiem „Woow, to jest kapitalne”. Nie dotarłam wprawdzie do tego fragmentu, jednak zauważyłam, iż w książce tkwi duży potencjał. Myślę, że wytrwali zostaną nagrodzeni.
Osobiście jeszcze nie wiem, czy przeczytam „Powołanie trójki” - czas pokaże. Jestem jednak przekonana, iż to nie koniec mojej przygody z Kingiem i z pewnością sięgnę po jego inne historie, tym bardziej że opowiadanie „Siostrzyczki z Elurii” bardzo mi się spodobało. Pochłonęłam je niemal jednym tchem. To tajemnicza historia o: Rolandzie, zielonych ludziach, Johnie Normanie, wampirzych siostrach, nietypowych lekarzach i o miłości. Poznajemy w nim zwyczaje i obrzędy wampirzyc z Elurii, mamy do czynienia z medalionami o niesłychanej mocy i narkotycznymi ziołami. Akcja stopniowo przyspiesza i niemal od początku do końca z zapartym tchem śledzimy losy bohatera. Zakończenie książki zaskakuje i mi troszkę złamało serduszko, ale żeby przekonać się, co mam na myśli – sami musicie sięgnąć po tę powieść.


A Wy? Znacie jakieś powieści Kinga? Lubicie twórczość tego autora? Jakie jego książki polecacie szczególnie? A może jesteście w trakcie lektury serii „Mroczna wieża”? Jeśli tak... koniecznie napiszcie którą część cyklu czytacie i jak podoba Wam się ta seria?