sobota, 13 maja 2017

"Odroczone nadzieje" Anety Krasińskiej - bo w życiu nie zawsze jest łatwo

Odroczone nadzieje” to trzecia powieść Anety Krasińskiej, jaką przeczytałam. Wcześniej cieszyłam się przygodą z książkami „Szukając szczęścia” (moja opinia) oraz „Finezja uczuć” (recenzja tutaj). Obie bardzo mi się podobały. Jeśli jesteście ciekawi, jakie wrażenia obudziła we mnie lektura „Odroczonych nadziei” zapraszam do lektury posta. 


Opis z okładki

Aldona ma poczucie przegranej. Odrzucona przed laty przez rodzinę, zawiedziona przez mężczyznę, którego pokochała, postanawia skupić się na pracy. Kariera zawodowa pozwala jej zagłuszyć samotność i osiągnąć niezależność materialną. Kiedy dawny związek ponownie ożywa, Aldona z optymizmem patrzy w przyszłość. Względną stabilizację zakłócają problemy zdrowotne rodziców. Targana emocjami kobieta stawia na szali swoje życie zawodowe, potrzeby i uczucia, by sprostać karkołomnemu zadaniu, jakim jest opieka nad chorą na alzheimera matką. W zderzeniu z tą straszną chorobą musi przewartościować dotychczasowy sposób myślenia. Nieoczekiwane komplikacje zdrowotne matki uruchamiają lawinę skrajnych emocji i uświadamia jej pustkę, w jakiej się znalazła. Kobieta zaczyna prowadzić blog, który staje się dla niej rodzajem psychoterapii i rozrachunkiem z przeszłością. Na szczęście dla niej za drzwiami już czeka przyszłość...”

Moje wrażenia z lektury

Aneta Krasińska w swojej najnowszej powieści poruszyła bardzo ważny temat. Temat, o którym staramy się nie myśleć na co dzień, a który może stać się elementem życia każdego z nas. Większość ludzi chciałaby, aby ich rodzice wiecznie byli zdrowi, silni (takimi, jakimi widzieliśmy ich w dzieciństwie, młodości) i jest to zupełnie naturalne. Niestety w rzeczywistości nieliczni z nas będą mogli cieszyć się takim stanem rzeczy, a niejednemu przyjdzie zmagać się z chorobą bliskich i podejmowaniem w związku z tym najtrudniejszych decyzji w swoim życiu.
Mama Aldony (głównej bohaterki książki) choruje na Alzheimera. Aldona postanawia zaopiekować się rodzicielką, gdyż nie wyobraża sobie, aby ta miała trafić do domu opieki. Stan rodzicielki z dnia na dzień się pogarsza, wymaga ona coraz większej pomocy, trwanie przy niej staje się coraz bardziej uciążliwe. Życie bohaterki zostaje całkowicie podporządkowane chorobie mamy. Aldona zaczyna prowadzić blog, który staje się dla niej rodzajem terapii i ukazuje kolejne etapy jej życia przy chorej. Wpisy blogowe bohaterki ogromnie mi się podobały. Zawierają mnóstwo pytań oraz mądrych, życiowych przemyśleń.

Nic nie przychodzi samo i każda relacja międzyludzka wymaga zaangażowania dwóch stron. Związek nie istnieje, jeśli pielęgnuje go tylko jedna z zainteresowanych osób. Każdy gest, każdy uśmiech, dotyk ma znaczenie...”

Zaufanie jest nieodłącznym towarzyszem miłości i dopóki mocno trzymają się za ręce, ich związek jest nierozerwalny, bezpieczny wobec wszelkich przeciwności losu, bez względu na czas czy miejsce. Bezgraniczne zaufanie zakrawa na głupotę, ale jego brak niszczy każdą relację.”

Egoizm to słowo nacechowane negatywnie, od którego stroniłam. Zawsze obawiałam się tego, co powiedzą o mnie ludzie, jeśli zamiast myśleć o innych najpierw zadbam o siebie. Łudziłam się, że ktoś to doceni, ale nikomu nie chce się doszukiwać w innym człowieku jego dobrych cech. Łatwiej wytknąć mu to, co zrobił nie tak. W takich chwilach ważny jest pancerz, który powinniśmy sobie umieć stworzyć. To nasza gwarancja spokoju i izolacji od negatywnych uczuć i opinii, na które jesteśmy narażeni każdego dnia.”



Aldona wspomina w powieści swoje dzieciństwo oraz młodość, opisuje trudne relacje z rodzicami, rodzeństwem, pierwszą przyjaźń, miłość, pierwszy zawód miłosny… Jedna z historii obudziła we mnie ogromne emocje, wywołała niewysłowiony smutek oraz złość wobec rodziców Aldony. Zupełnie nie potrafiłam zrozumieć ich postępowania i najgorsze możliwe słowa cisnęły mi się na usta. Myślę, że w tej powieści każdy znajdzie coś, co jego osobiście szczególnie ujmie, czy poruszy.
Bohaterka często denerwowała mnie swoim podejściem do życia. Miałam wrażenie, iż problemy całego świata przyjmuje na siebie, koncentruje się na negatywnych cechach i zachowaniach innych ludzi, a w najmniejszym stopniu nie dba o swoje życie. Traci pracę, miłość (przez własne jej zaniedbanie) i opiekując się mamą – zupełnie nie myśli o swoim spełnieniu. Nie sprawia sobie nawet drobnych przyjemności. Aldona cały czas opowiada o tym, jak jej jest ciężko. Byłam zła, że robi z siebie wyłącznie cierpiętnicę, a to co dobre, mija gdzieś obok. Z drugiej strony wiem doskonale, że łatwo nam (często niesprawiedliwie) oceniać innych ludzi, kiedy sami nie znajdujemy się w ich skórze, w ich sytuacji i tego, jak sami byśmy zachowywali się w danych okolicznościach dowiadujemy się dopiero, gdy nas osobiście one dotkną. Jedynie wówczas możemy stanąć twarzą w twarz z naszymi krytycznymi osądami.

Mam nieodparte wrażenie, że największe znaczenie dla podjęcia decyzji mają nasze doświadczenia życiowe oraz aktualne uwarunkowania. Łatwo jest osądzać innych, mówiąc im, co powinni robić. Każdy dorosły człowiek posiada własny system wartości, kształtowany przez całe życie, wobec czego sam jest w stanie racjonalnie ocenić sytuację...”

Początkowo postanowiłam zajrzeć do książki na chwilę, żeby zobaczyć, o czym opowiada, jak będzie się ją czytało i przewracając stronę za stroną, rozdział za rozdziałem spędziłam przy niej prawie godzinę. W końcu moja 3-latka skutecznie odciągnęła mnie od lektury. ;) Powieść czyta się bardzo przyjemnie i zbyt szybko. Z łatwością angażujemy się w przedstawioną historię i trudno nam się od niej oderwać. Ciekawi jesteśmy przeszłości Aldony, tego, co ją spotka i jak kobieta się zachowa w przedstawionych sytuacjach, w końcu – czy wyrwie się z marazmu, w którym utkwiła. Zastanawiamy się, jak my postąpilibyśmy w opisanych okolicznościach.
Cóż więcej mogę powiedzieć... macie wolną chwilę? Sięgnijcie po książkę „Odroczone nadzieje” Anety Krasińskiej. 


Czytaliście „Odroczone nadzieje”? A może inne książki pisarki? Ja czekam już na kolejne. A Wy?