wtorek, 2 maja 2017

"Hormonia" z Nataszą Sochą łatwiejsza do zniesienia?

Natasza Socha jest autorką, której książki bardzo lubię. Dotychczas pisałam Wam o trzech pozycjach autorki: „Awarii małżeńskiej”napisanej we współpracy z Magdaleną Witkiewicz, „Rosół z kury domowej” oraz Kobiety ciężkich obyczajów”Ta ostatnia pozycja stanowi trzecią część cyklu „Matki, czyli córki”, więc wyszło na to, iż czytanie serii rozpoczęłam od końca. Teraz, dzięki wspaniałej autorce tych powieści, w moje ręce trafiła pierwsza książka z zestawu - „Hormonia” i o niej dziś pragnę Wam napisać. Zapraszam! 


O czym przeczytacie w książce „Hormonia”? – opis z okładki

„Kalina ma 45 lat i panicznie boi się dojrzałości. Słowo ‘menopauza’ przeraża ją bardziej niż trzygłowy smok. Boi się również matki, podejmowania samodzielnych decyzji, a nawet wyjścia do kawiarni w pojedynkę. W torebce nosi listę marzeń, które pod wpływem spotkania z nieznajomym mężczyzną w końcu postanawia spełnić. 
Czy rozbierze się na plaży nudystów?
Zje śniadanie w łóżku?
Zakocha się, nie zważając na nic?
A może po raz pierwszy dowie się, jak smakuje wolność?
Hormonia to książka o sile i mądrości kobiet, ale także o ich lękach i skrzętnie ukrywanych tajemnicach. O wewnętrznej harmonii. I oszalałych hormonach.”

Moje wrażenia

Bardzo nie lubię, kiedy przychodzi mi oceniać książki w skali punktowej. Gdy jestem zmuszona tego dokonać, np. na portalu lubimy czytać: albo długo zachodzę w głowę, zanim zdecyduję iloma gwiazdkami uraczę jakąś lekturę, albo robię to szybko, aby zbyt długo się z tym nie męczyć. Tym razem jednak spotkało mnie ogromne szczęście, bo jakąkolwiek skalę by mi postawiono do oceny „Hormonii” – dałabym jej maksymalną liczbę punktów. 
Natasza Socha po raz kolejny dała mi odczuć, iż jej książek się nie czyta. Je się pochłania. Przyglądamy się literkom, a one same układają się w wyrazy, zdania, historie. Przez lekturę niemal „płyniemy”, spędzamy miło czas, angażujemy się w opisane zdarzenia, kibicujemy bohaterom w ich zmaganiach, a często także odnajdujemy w nich siebie. W ten sposób, przewracając kartkę za kartką, mijając rozdział za rozdziałem, zbyt szybko dobiegamy do końca powieści. 
Okładka (co tu dużo mówić) jest doskonała. Kobieta, której twarzy nie możemy rozpoznać oraz leżące przed nią cytryny – idealnie oddają treść książki. Może panna mogłaby być nieco bardziej pulchna. ;) Niemniej nie do końca uwidoczniona twarz przedstawia – zagubioną nieco w życiu (bojącą się dojrzałości, uzależnioną od matki, zbliżającą się do menopauzy i nie pogodzoną z tym zupełnie) kobietę. Tłoczone na okładce cytryny (z wielkim upodobaniem wielokrotnie wodziłam po nich palcami ;) ) – wskazują na fakt, iż życie czasem bywa cierpkie, ale przecież cytryna nie musi kojarzyć się wyłącznie z kwaskowatością. 
Bohaterów pokochałam od samego początku, a fakt, że jednym z nich stał się Kosma (którego uwielbiam od momentu zetknięcia się z nim w „Kobietach ciężkich obyczajów”) sprawił, że tym bardziej cieszyłam się lekturą. 45-letnia Kalina (w przeciwieństwie do ostatniej części serii) gra tu pierwsze skrzypce i również obdarzyłam ją ogromną sympatią. Podobnie jak Kirę, dwie autostopowiczki podróżujące z Kaliną i jej znajomym – Mariannę i Szarlotę (te stały się obok Kosmy moimi ulubionymi postaciami z książki), a nawet nadopiekuńczą matkę Kaliny – Konstancję (choć zdaję sobie sprawę z faktu, że z tak zaborczą opiekunką naprawdę trudno żyć). 
Gdy dodatkowo okazało się, że w swojej podróży (będącej próbą oderwania się od nadopiekuńczej matki) Kalina pragnie zahaczyć o Ustkę (miasto oddalone od mojej rodzinnej miejscowości ok. 20 km) radość z lektury stała się jeszcze większa. Spodobał mi się też pewien cytat związany z tym miastem, doskonale oddający wakacyjne realia. ;)

„W Ustce nie znaleźli żadnych noclegów, które zadowalałyby ich cenowo. Właściciele nie chcieli też wynajmować pokoi tylko na jedną noc, a ci, którzy ewentualnie byli skłonni się skusić, żądali opłat jak za wycieczkę katamaranem po Karaibach”. 

Opisana przez Nataszę Sochę podróż kilkorga znajomych oprócz tego, iż sprawiła mi dużo radości i okazała się wartościową lekcją – zachęca do zorganizowania wycieczki śladami Kaliny i Kosmy. Pisarka doskonale opisała najważniejsze miejsca, jakie odwiedzili bohaterowie książki. Trudno czytając stworzone przez nią opisy nie nabrać chęci do odwiedzenia: Ustki, Kołobrzegu, Kamienia Pomorskiego, Pobierowa, a następnie Niemiec i Holandii. Przyznam Wam, że nabrałam ogromnej ochoty by „sponiewierać się krajobrazowo” w Luneburger Heide, odwiedzić klasztor Mariawald na łąkach Eifel, spróbować rożków waniliowych w cukierni w Monschau, a następnie zwiedzić kwiatowe Keukenhof w Amsterdamie. Gdyby nie fakt, że dzieci jeszcze zależne są od nas (ode mnie i męża) w dużej mierze i finansowo w tej chwili nie stać nas na podobny wyjazd – już w te wakacje wybrałabym się z przyjemnością w podróż śladami bohaterów „Hormonii”. Prędzej chyba będzie mi dane jednak wybrać się w podobną do Kaliny podróż… z hormonami. ;)


Natasza Socha sprawiła, iż podczas lektury wielokrotnie uśmiechałam się i śmiałam w głos, spijałam spisane przez nią mądrości wzdychając i potakując głową, lecz przede wszystkim za każdym razem gdy po nią sięgnęłam – dopisywał mi humor i czułam się wyśmienicie. 
„Hormonia” napisana jest lekkim, zabawnym językiem, jednak może też sporo wnieść do naszego codziennego życia. Dzięki niej możemy uzyskać wiele wartościowych informacji dotyczących okresu menopauzy, czekającej większość z nas (trwającej lub minionej) walki z hormonami. Dzięki niej łatwiej może przyjść zaakceptować nam tak trudny dla każdej kobiety czas. 

„Dojrzewanie i menopauza są sobie równe. W obu przypadkach kobiety przestają siebie akceptować. Nie podobają się sobie, a emocje, które w nich buzują, są trudne do okiełznania. Najgorsza jest niemożność zapanowania nad własnym ciałem, które tak nagle zaczyna się zmieniać. W młodości piersi rosną, a przekwitając – opadają. Skóra staje się brzydka – wtedy pryszczata, teraz pomarszczona. I te cholerne estrogeny. Albo jest ich za dużo, albo za mało.”

Książka porusza również bardzo ważny aspekt dotyczący relacji matek z córkami, nawiązuje do okresu dojrzewania naszych pociech. W powieści mamy do czynienia zarówno z matkami nadopiekuńczymi, jak i dającymi swoim dzieciom nadmierną swobodę. Lektura otwiera nam oczy na inny punkt widzenia tej samej sprawy. Kalina (obarczona zaborczą opiekunką) odbywa podróż z Marianną (podobnie jak jej matka postępującą ze swoją dorosłą córką) – dzięki czemu na swoją rodzicielkę może spojrzeć w nieco inny sposób, oczyma podobnej do jej mamy kobiety. Dzięki temu spotkaniu Kalina dojrzewa do pewnych decyzji. 
Warto zwrócić uwagę na to, że żadna z nas nie jest idealna. Gdy zdarzy nam się będąc mamą popełnić jakiś błąd – niejednokrotnie długo mamy do siebie żal i pretensje. Czy w ten sposób stajemy się lepsze? Nie powinnyśmy obarczać się za każdy popełniony błąd wychowawczy (one zdarzają się każdej kobiecie). Powinnyśmy raczej skoncentrować się na wyciąganiu z nich lekcji do dalszego, lepszego życia z naszymi pociechami.

„Tak sobie myślę, że większego numeru Pan Bóg nie mógł nam wykręcić, jak kazać zostać matką bez instrukcji obsługi.”

„Kiedy jest się jeszcze uroczo młodym, a pod pachami dopiero pojawiają się zalążki włosów, warto zapisywać sobie na kartce papieru wszystkie te rzeczy, których na pewno nie zrobimy własnemu dziecku, a potem po latach wyciągnąć taki świstek i walnąć łbem w ścianę, że jednak się nie udało.”

Natasza Socha uświadamia nam, że tak naprawdę najważniejsze jest zaakceptowanie sytuacji na które nie mamy wpływu, spojrzenie na nie w nieco inny niż dotąd sposób i podjęcie ryzyka zmiany, a z bohaterami „Hormonii” to trudne zadanie staje się nieco łatwiejsze do przyjęcia. ;)
Ogromne zaskoczenie przeżyłam pod koniec lektury. Szczerze przyznam, że zachowanie jednej z bohaterek zwaliło mnie z nóg, a zakończenie… no cóż… kapitalne. Już nie mogę doczekać się, kiedy wyciągnę ręce po „Dziecko last minute”. 


To najlepsza książka Nataszy jaką dotychczas przeczytałam, jedna z lepszych, jakie przeczytałam w tym miesiącu, a może nawet tego roku. Polecam kobietom jako swoistą księgę życia i mężczyznom, aby łatwiej było Wam nas zrozumieć. Wszystkim, którzy zdecydują się sięgnąć po tę publikację gwarantuję moc śmiechu i przyjemnie spędzony czas. 


Tak właśnie było, Nataszo. Dziękuję! <3

Czytaliście książki z tej serii? A może inne dzieła autorki? Czy lubicie je równie mocno jak ja? J