środa, 24 maja 2017

Czy "Gorzej być (nie) może"? - co na to Małgorzata Falkowska

Po lekturze książki "Mąż potrzebny na już" Małgorzaty Falkowskiej (recenzja tutaj) z przyjemnością sięgnęłam po "Gorzej być (nie) może". Spodziewałam się przeczytać o dalszych losach Berki i Karola, a tymczasem... autorka wykręciła czytelnikom niezły numer. Bohaterką drugiej części uczyniła Zosię Majer (z TYCH Majerów) – najgłupszą z przyjaciółek (jeśli można je w takiej kategorii oceniać). Byłam zaskoczona i zawiedziona, że nie będę miała przyjemności kontynuować przygody z Berką. Co z tego wyniknęło? Książka zawiodła mnie? A może jednak utrzymała poziom? Zapraszam na moje wrażenia.


Opis pochodzący z portalu Lubimy Czytać

"Kontynuacja przygód sześciu zwariowanych przyjaciółek, bohaterek książki 'Mąż potrzebny na już'. Życie Zosi wydaje się wręcz idealne. Bogata dziedziczka nie ma w zwyczaju się niczym przejmować. Przyziemne problemy zdają się ją omijać szerokim łukiem, jednak los, a w zasadzie bliscy postanawiają to zmienić. Kiedy wydaje się, że gorzej być już nie może, Zosia uświadamia sobie, w jak wielkim jest błędzie. Czy zakochana w sobie bogaczka poradzi sobie z problemami, których nie są w stanie rozwiązać pieniądze jej ojca? Nadeszła pora, aby rozpocząć walkę egocentryzmu, pieczołowicie pielęgnowanego od urodzenia, z uśpionym głęboko ziarnem altruizmu, które chce wykiełkować."

Moje wrażenia

Zacznę od rzeczy ważnej według mnie, na którą zwróciła mi uwagę jedna z czytelniczek książki "Gorzej być nie może". Otóż... aby dobrze bawić się podczas lektury książek Małgosi – należy przyjąć, że ich bohaterki są... głupie. Jeśli zabraknie nam dystansu (wobec nich, siebie i świata) – możemy być zawiedzeni tymi pozycjami i odłożyć je na półkę po lekturze pierwszych kilkunastu, tudzież kilkudziesięciu stron. A byłoby szkoda! Dwudziestoośmioletnie bohaterki książki popełniają chyba największe możliwe gafy, jakie tylko mogą się przydarzyć (niewiele wiedzą, często nie rozumieją prostych rzeczy i popełniają głupstwa, jakie przeciętnej nastolatce w fazie buntu nie przyszłyby do głowy). Mało tego! Występuje u nich chyba kumulacja tych wszystkich głupstw. ;) Musicie wiedzieć jednak, że podczas lektury pytałam Małgosię o niektóre sprawy, na pozór wydające się idiotyzmem, i okazywało się, że są to sytuacje z życia wzięte. I to jest dopiero zaskakujące! ;D
Jeśli spełnicie ten jeden – opisany przeze mnie warunek i spojrzycie z dystansem, gwarantuję, że lektura książki stanie się dla Was niesamowitą przygodą, a wybuchom śmiechu podczas czytania nie będzie końca. Ja mam książkę na czytniku, który niemal przez cały czas mi towarzyszy, więc miałam przyjemność zaglądać do niej np. w kolejce u lekarza, na przystanku, w autobusie. Nie był to może najlepszy pomysł, ponieważ mój nagły i niespodziewany rechot w różnych zaskakujących miejscach budził niesmak wśród otoczenia. Jednak dzięki lekturze pozostawałam w doskonałym humorze, a droga z pracy do domu mijała mi za każdym razem w znakomitym nastroju.  
"Gorzej być (nie) może" to doskonały poprawiacz samopoczucia. Już sam moment, kiedy włączałam czytnik wywoływał mój uśmiech na ustach, niczym reakcje na dzwonek u psów w eksperymencie Pawłowa.
Bohaterki (Berkę, Baśkę, Mariettę, Jolkę, Monię i Zośkę) zdążyłam polubić, choć w różnym stopniu, już w pierwszej części książki. Po pochłonięciu "Męża potrzebnego na już" moją ulubienicą stała się Berka. Po lekturze "Gorzej być (nie) może" z całą stanowczością jednak stwierdzam, że ja kocham Zośkę Majer, z TYCH Majerów oczywiście. ;) Jej się nie da nie pokochać. Sami spróbujcie podjąć się lektury książki i nie obdarzyć bezgraniczną sympatią pięknej, zgrabnej i bogatej Zosi. I teraz znowu serce mnie boli, bo w kolejnej części to nie Zosia będzie wiodła prym. Pociesza mnie jednak fakt, że najpewniej w lipcu będę mogła cieszyć się dalszymi przygodami dziewczyn.
Ogromnie spodobał mi się pomysł autorki, by Zosia realizowała godziny wolontariatu w Domu Dziecka. Trudno nie pokochać wychowanków opisanej placówki i kto wie, może lektura książki przypomni choć części z nas o osobach, które potrzebują naszej pomocy? Może pomoże otworzyć się na problemy innych ludzi?
Bardzo przypadły mi do gustu niektóre powiedzenia przekręcane przez Zosię, np: "Gdzie Jolka przegrywa, tam Zośka króluje", "Przecież może być tak, że kot jest głodny, a myszy wciąż biegają", czy "jestem tunelem talentów".
Podsumowując... Czy moim zdaniem "Gorzej być (nie) może" jest gorszą pozycją niż "Mąż potrzebny na już", czy jednak utrzymała poziom poprzedniej książki? Odpowiedź jest prosta. Bardzo spodobał mi się "Mąż ...", ale kocham Zośkę i "Gorzej być (nie) może" jeszcze głębiej zapadła w moje serce, głowę, i w co tam jeszcze mogła zapaść. :D



A Wy? Znacie książki Małgorzaty Falkowskiej? Macie je w planach? Napiszcie też, jaka pozycja przeczytana przez Was ostatnio – rozbawiała Was do rozpuku. Jestem ogromnie tego ciekawa. :)