piątek, 8 września 2017

"Poszukiwani, poszukiwany" Małgorzaty Falkowskiej - na wesoło o tym, jak zostać mamą nie posiadając partnera ;)

Przybywam dziś do Was z moimi wrażeniami po lekturze najnowszej książki Małgosi Falkowskiej pt. "Poszukiwani, poszukiwany". Znając pozycje "Mąż potrzebny na już" (moja opiniaoraz "Gorzej być (nie) może" (recenzjaobowiązkowo musiałam po nią sięgnąć. Szczęśliwie książka trafiła w moje ręce dzięki jej wspaniałej autorce oraz Pani Ewie z wydawnictwa

.



Opis książki (pochodzący od wydawnictwa)

"Do czego zdolna jest kobieta, aby zajść w ciążę? W zasadzie dwie kobiety… Po przygodach Berki i jej noworocznym postanowieniu: 'Mąż potrzebny na już' oraz magicznej odmianie egocentrycznej Zosi z 'Gorzej być (nie) może' nadszedł czas na nie… Jola i Monika postanawiają założyć rodzinę. A czym byłaby rodzina bez dziecka, dokładniej dzieci? Partnerki za namową przyjaciółek wpadają na coraz dziwniejsze pomysły, prowadzące do zajścia w ciążę, które – jak na nie przystało – kończą się absolutnym fiaskiem. Jednak ciąża to nie wszystko, kiedy pojawiają się coraz to nowe problemy, z którymi trzeba się zmierzyć. Jak sobie poradzą przyjaciółki w trudnych dla nich chwilach? Czy ich starania będą wystarczające, aby spełnić marzenie o szczęśliwej rodzinie?"

Moje odczucia

Zawsze podczas recenzji książek Małgorzaty Falkowskiej zaznaczam, iż mogą czytać je osoby posiadające duże poczucie humoru i dystans do siebie, bo jeśli ktoś potraktuje je zbyt poważnie może nie mieć prawdziwej radości z lektury. Przy książce "Mąż potrzebny na już" sama chwilami nie pojmowałam jak 28-letnie kobiety mogą być tak głupie. Podczas lektury "Gorzej być (nie) może" najgłupszą z dziewczyn pokochałam najmocniej. Teraz, gdy czytałam "Poszukiwani, poszukiwany" – w ogóle nie zastanawiałam się nad tym. Podczas lektury bawiłam się przednio i teraz, po jej zakończeniu, znowu brakuje tych dziewuch w moim życiu. Stwierdziłam, że książkę "Poszukiwani, poszukiwany" będę nosiła ze sobą każdego dnia jako rozweselacz. Na którykolwiek fragment trafię zaglądając do niej – liczba endorfin w mózgu momentalnie się podniesie.
Podjęty przez pisarkę temat w tej części serii również może wywoływać u niektórych osób pewne kontrowersje. Osobiście nie mam nic przeciw parom homoseksualnym (świetnie jeśli się kochają, ich życie intymne zupełnie mnie nie interesuje), ale obawiałam się, jak przyjmę fakt poszukiwania przez dwie homoseksualne dziewczyny potencjalnego ojca dla ich dzieci, bo o ile akceptuję osoby odmiennej od mojej orientacji seksualnej to z akceptacją posiadania przez nie dzieci mam jeszcze kłopot. I co się stało? Polubiłam te wariatki i zastanawiałam się, jakie kolejne kroki podejmą, aby zaznać cudu macierzyństwa. A uwierzcie mi! Dzieje się w tym tomiku. Oj, dzieje się! Jeśli zdecydujecie się na lekturę – czeka Was naprawdę wyborna zabawa.
Bardzo spodobał mi się pomysł wprowadzenia do książki krótkich opisów i ilustracji kolejnych SD (spermadonatorów). Rysunki twarzy potencjalnych SD wykonali wychowankowie Małgosi – naszej pisarki. Na potrzeby książki mógłby powstać swoisty słownik. Zatem, jeśli pragniecie dowiedzieć się kim jest "spermadonator" (niespodzianka! to słowo naprawdę istnieje!) lub co oznacza określenie "maśracja" – koniecznie sięgnijcie po tę publikację.
Do książki wprowadzona została nowa bohaterka – Anka, która, ku memu zaskoczeniu, szybko zdobyła moją sympatię. Niesamowicie rozbawiło mnie słowo używane przez Anię w chwilach zaskoczenia, czy zdenerowania, brzmiące "ożeż********" (jeśli chcecie je poznać – koniecznie przeczytajcie "Poszukiwani, poszukiwany"). Gdy czytałam fragment książki córce – w tym właśnie momencie wybuchnęła śmiechem. Oprócz bohaterek – całym sercem pokochałam babcię i dziadka Jolki. Jestem pewna, że ci państwo wzbudzą ciepłe uczucia każdego czytelnika. ;)
Małgorzata Falkowska to studnia pomysłów. Zawsze znajdzie dla "swoich dziewczyn" jakiś problem do rozwiązania. Jak nie zdobycie męża, przygotowania do ślubu to poszukiwanie mieszkania oraz dawcy nasienia. Okazuje się jednak, że to nie jedyne problemy jakie dopadną dziewczyny tym razem. Szczęśliwie przyjaciółki mogą liczyć na siebie wzajemnie i w momencie, gdy któraś z nich ma jakieś kłopoty – zwołują narady, podczas których razem rozwiązują kłopotliwe sytuacje. A my, jako czytelnicy, dzięki temu mamy niezły ubaw. ;)
Pisarka, na co dzień pracująca z młodzieżą niepełnosprawną, nie byłaby sobą, gdyby nie umieściła w książce wątków dotyczących pomagania potrzebującym. W "Gorzej być (nie) może" Zosia odbywała ustaloną przez sąd karę opiekując się dziećmi z domu dziecka. Tego, co pisarka wymyśliła tym razem nie zdradzę wam, ale również za to wielkie serce cenię Małgosię.
Jak zawsze autorka wykonała doskonały research na tematy poruszone w książce. Rozmawiałyśmy na ten temat i szalona Małgosia wraz z mężem polowała nawet na pokemony. :D
Jedynie zakończenie mnie zdenerwowało. Jak można robić coś takiego czytelnikom, kiedy na kolejną część książki przyjdzie nam czekać pół roku!?!?!

A Wy? Czytaliście książki Małgorzaty Falkowskiej? Ja świetnie bawię się poznając jej kolejne tytuły. Również macie takich autorów? Może polecicie jakieś znane Wam, co i rusz wprawiające Was w świetny humor publikacje?​