poniedziałek, 6 lutego 2017

"Do trzech razy śmierć" Aleksandra Rogozińskiego - zachwyt i zawód w jednym? ;)

Aleksander Rogoziński to autor, którego rozwój pisarski śledzę od jego fantastycznego debiutu – jakim był "Ukochany z piekła rodem" (tu przypominam moje wrażenia)"Morderstwo na Korfu" (mój opis tutaj) powtórzyło sukces poprzedniej części, i seria z Joanną i Betty stała się moją ulubioną. Niestety póki co następnych części nie będzie. :(( Kolejna, nie związana z poprzednimi książka "Jak cię zabić, kochanie" nie spodobała mi się tak bardzo jak poprzednie. Nie mam wobec niej jakichś wielkich zarzutów, ale zastosowany w niej humor nie był tym, który tak ujął mnie w poprzednich publikacjach (moje odczucia)Chcecie dowiedzieć się, jak wypadło moje spotkanie z "Do trzech razy śmierć"? Zapraszam...


A o czym tym razem możemy przeczytać?

"Autorka powieści kryminalnych, Róża Krull, otrzymuje zaproszenie na zjazd pisarzy, odbywający się we dworku pod Krakowem. Już pierwszego dnia jej koleżanka po piórze zostaje otruta. Wszystko wskazuje na to, że morderca, który zostawił na miejscu zbrodni czarną różę, wciela w życie fabułę jednej z powieści Krull. A inni zaproszeni pisarze nie są tak niewinni, jak się wydaje...
Pisarka rozpoczyna prywatne śledztwo. Pomagają jej w tym zakochany w gotowaniu specjalista od public relations, zafascynowany kryminałami boy hotelowy oraz trzy szalone blogerki. Czy detektywi – amatorzy okażą się skuteczniejsi od policji?"
Moje odczucia

Cóż... Kochani... wypalę bez ogródek. Nie! Tak nie może być! Protestuję! Jestem zawiedziona!
Dlaczego książki pisarza kończą się tak szybko? Zasiadłam do lektury tylko na chwilę i pochłonęłam połowę od razu. Później trudniej było znaleźć mi czas na czytanie, ale i tak w przeciągu 3, czy 4 dni – byłam po lekturze. :(( A teraz znowu czekanie do września na kolejny tytuł. Ja nie wiem.... jak to można robić czytelnikom?
W dodatku to nie jedyna krzywda, jaką wyrządził mi Alek Rogoziński w tej książce. Jak wiecie – Joanna i Betty to moje ulubione bohaterki pochodzące z dzieł tego autora. W "Do trzech razy śmierć" pojawiła się Betty oraz jej narzeczony – co oczywiście ucieszyło mnie ogrooomnie. Jednak to, co autor zaserwował nam na końcu – rozbiło mnie totalnie. "Ale jak? Ale dlaczego?" - pytałam w przestrzeń. Jeśli czytaliście poprzednie książki autora – Was też na pewno zaskoczy i dotknie to zakończenie. Jeśli jeszcze ich nie poznaliście – możecie zacząć zarówno od serii z Joanną i Betty, jak i od najnowszej książki, tyle, że zakończenie wówczas może nie wywołać w Was takiego szoku – jak to miało miejsce w moim przypadku. Na szczęście rozmowa na ten temat z autorem uspokoiła mnie nieco, ale tego czego się dowiedziałam – nie zdradzę.
Jak zawsze – wielki plus należy się pisarzowi za spis bohaterów znajdujący się na początku książki. Ja dość łatwo gubię się, gdy mam do czynienia z większą liczbą niż trzy, czy cztery postacie (raczej kiepski ze mnie byłby detektyw ;) ) i wielokrotnie zaglądałam na pierwsze strony, by przypomnieć sobie, kto jest kim. Zatem chwała autorowi za ten spis, zresztą niesamowicie zabawny. ;D
Już od pierwszych stron, od samego spisu bohaterów – miałam przyjemność przypomnieć sobie wspaniałe poczucie humoru Alka. Z drugiej strony – śmiesznych fragmentów było mniej, niż w poprzednich książkach, zaś w większym stopniu autor skoncentrował się na wątku kryminalnym, co wpłynęło na jego jakość. Intryga kryminalna została doskonale skonstruowana. Podczas lektury poznajemy kolejne wątki, autor rzuca cień podejrzeń za kolejne morderstwa na coraz to nowe postacie, co wzbudza wielką ciekawość i zainteresowanie czytelnika. Zaczynamy główkować, kto jest odpowiedzialny za kolejne zbrodnie. Jednego domyśliłam się od razu, jednak kto i dlaczego zamieszany jest w dwa pozostałe zabójstwa – nie odgadłam.
Świetnie wykreowani bohaterowie to kolejny pozytywny aspekt książki. Poznajemy ich wygląd, doświadczenia, charaktery, wzajemne powiązania – i z przyjemnością domniemamy, który z nich może być zabójcą. Róża jest sympatyczną bohaterką, ale najbardziej spodobał mi się fakt, że współpracowała z Betty (która jednak u mnie w sercu zajmuje pierwsze miejsce).
Z ogromnym humorem autor przedstawia światek pisarzy, a raczej pisarek. Pobieżnie uchodzący za zgodny, pełen jednak zawiści i zazdrości. Ale cóż... nie tylko w świecie artystów tak jest. Ja np. niesamowicie zazdroszczę blogerkom Ani, Wioli i Rudej faktu, iż znalazły się na łamach książki, i to jako błyskotliwe kobietki. Z zawiści szczerze zęby i rwę ich zdjęcia. Jestem wściekła i będę się mściła! Niezłe teraz bagno wywołał autor w blogerskim świecie. ;D
Co więcej? Tej książki się nie czyta – ją się pochłania! Zapowiada się kolejna seria, którą pokocham. A na kolejną książkę autora znowu tyyyleee czekania.


Za książkę bardzo, bardzo, bardzo, i jeszcze bardziej dziękuję jej autorowi, którego miałam w końcu przyjemność zobaczyć na żywo, na spotkaniu autorskim we Wrocławiu. Już wkrótce zdradzę Wam co nieco z tego spotkania. ;)
No i te podziękowania na końcu książki. To ogromnie miłe, że pisarz, mając tak wiele osób, którym mógłby podziękować – nie zapomina o blogerach, którzy są z nim od początku, nawet jeśli zdarza im się coś skrytykować (za to ogromny szacunek).

 
Koniecznie napiszcie, czy czytaliście już "Do trzech razy śmierć". Podobała Wam się tak jak mnie? A może macie ją w planach?