poniedziałek, 20 lutego 2017

"Smażone zielone pomidory" Fannie Flag to...

I w końcu przeczytałam książkę do której od dawna już się przymierzałam, a mianowicie "Smażone, zielone pomidory". Do rzeczy zatem...


Nie zgadniecie od czego zacznę...
Tak, oto... opis z okładki książki :D

"Evelyn przechodzi ciężkie chwile – twierdzi, że jest za młoda, żeby być starą, i za stara, żeby być młodą. Gdy odwiedza teściową w domu spokojnej starości, poznaje wiekową panią Threadgowe. Kobieta zaczyna opowiadać Evelyn historię swojego życia...
We wspomnieniach wraca do lat 30. XX wieku i do kawiarni w Whistle Stop Cafe, prowadzonej przez dwie przyjaciółki. Jest ona ulubionym miejscem spotkań mieszkańców małego miasteczka w Alabamie. Tu każdy gość może liczyć na pyszną pieczeń, aromatyczną kawę i kawałek ciasta z kremem kokosowym. Za smakowitym menu kryje się jednak o wiele więcej: namiętności, dramaty, śmiech, a nawet.. zbrodnia.
Poznając losy przyjaciółek Evelyn uświadamia sobie, że najwyższy czas dokonać w swoim życiu kilku istotnych zmian."

Moja opinia o książce

"Smażone zielone pomidory" to przepiękna powieść, którą rozumie się tak naprawdę, gdy doczyta się ją do końca.
Gdyby zerknąć na to pobieżnie można by rzec, że książka opowiada dwie historie – Evelyn – znudzonej życiem, nie zauważanej przez męża kobiety, odwiedzającej teściową w domu starców oraz pani Threadgoode – staruszki, pensjonariuszki tego miejsca, która pewnego dnia dosiada się do Evelyn i zaczyna opowiadać o swoim życiu w miasteczku Whistle Stop w Alabamie. Jeśli jednak dojdziemy do końca historii – pamiętamy obrazy wielu pobocznych historii. Pobocznych, a jakże każda z nich staje się wówczas istotna.
To historia niejednostajna: w dużej części smutna, czasem radosna, wprawiająca w melancholię i zadumę, ostatecznie jednak optymistyczna. Niby bez problemu można ją odłożyć na jakiś czas na półkę, ale kiedy wraca się do tego świata – zatapia się w nim. Przeżywa się losy bohaterów – nie tylko tych pierwszoplanowych, ale wszystkich bez wyjątku. Autorka nie sprawia, że w momencie kiedy ktoś umiera – ronimy łzy, czytając długie opisy, ale mimo, że bohatera znaliśmy przez chwilę a Fannie Flag poświęciła jego historii zaledwie kilka stron – czujemy smutek i żal. Początkowo możemy mieć problem z nadążeniem za przeskokami między poszczególnymi postaciami oraz przejściami czasowymi zastosowanymi w powieści. Gdy jednak skończymy czytanie opowieść składa się w całość, a bohaterowie nieodmiennie pozostają w naszych sercach i umysłach. Ilekroć później patrzymy na okładkę książki – wspominamy poznane osoby i ich historie, jak byśmy sami żyli w tym małym miasteczku.
Dotąd długo się zastanawiałam, gdy ktoś zapytał mnie, jakie miejsce związane z bohaterami książkowymi chciałabym odwiedzić najbardziej. Dziś bez wahania mówię – byłyby to miejsca, które opisała Fannie Flag w swoich "Smażonych zielonych pomidorach".

"To dziwne, że taka dziura potrafiła tak zbliżyć do siebie ludzi".

Podczas lektury książki towarzyszy nam wiele różnorodnych emocji, naprzemiennie czujemy radość i smutek, śmiech i ból, zdenerwowanie, niepewność, spokój, czy melancholię. Nic dziwnego, bo wiele tematów porusza w niej autorka. Czytamy o miłości i samotności, przyjaźni i nienawiści, życiu i śmierci, przemocy, zbrodni, rasizmie, seksie i prostytucji – żadnej z tych kwestii Fannie Flag nie pominęła w swoim dziele.
Większość bohaterów niemal od początku z całego serducha pokochałam. Jedynie Evelyn, zupełnie zrezygnowana kobieta, była postacią nijaką:

"Kiedyś była dziewicą, by jej nie wyzywano od puszczalskich i dziwek; wyszła za mąż, by jej nie wyzywano od starych panien; udawała orgazm, by jej nie wyzywano od oziębłych; urodziła dzieci, by jej nie wyzywano od bezpłodnych; nie została feministką, by jej nie wyzywano od dziwaczek nienawidzących mężczyzn; nigdy nie narzekała i nie podnosiła głosu, by jej nie wyzywano od zrzęd..."

I to przemiana Evelyn jest kolejnym punktem, za który należy się autorce książki wielki szacunek. Tu nie ma prostej drogi, w rodzaju "była oziębła, zrezygnowana, nijaka, a po spotkaniu z panią Threadgoode nagle stała się otwartą, pełną życia i radosną kobietą". O nie! Ta przemiana, jej następujące po sobie etapy, opis uczuć towarzyszących Evelyn przy każdym kolejno podejmowanym kroku... - mistrzostwo!


Nie obyło się też bez śmiechu:

"-No, kochana, Veście Adcock kompletnie odbiło. Dziś o czwartej po południu weszła do naszego pokoju, złapała basenik z mlecznego szkła, w którym pani Otis trzyma szpilki do włosów, i rzekła: 'Nasz Pan powiedział, że jeżeli twoje oko jest grzeszne, wydłub je', i wyrzuciła basenik ze szpilkami i resztą przez okno, po czym wyszła. Po jakimś czasie przychodzi ta mała kolorowa pielęgniarka Geneene z basenem pani Otis, który znalazła na podwórku, i mówi, żeby się nie denerwować, bo pani Adcock przez cały dzień wyrzuca różne rzeczy z pokojów innych..."

Albo sytuacja na parkingu przed sklepem, gdy Evelyn próbowała zaparkować samochód (akurat przyjechała na zakupy dużym autem męża, więc było jej ciężko stanąć) na wolnym miejscu i wcisnęła jej się tam samochodem jakaś młoda dziewczyna, która przyjechała z koleżanką.

"Evelyn otworzyła okno i powiedziała (...)
-Przepraszam, ale czekałam na to miejsce, a wy je zajęłyście przede mną.
Dziewczyna spojrzała na nią z głupim uśmiechem i odparła;
-Spójrzmy prawdzie w oczy, jestem młodsza i szybsza niż pani. - Po czym obie poczłapały do sklepu w swych butach na gumowe paski.
Evelyn popatrzyła na volkswagena z naklejonym napisem Z DROGI CHAMY.
Dwadzieścia minut później dziewczyna i jej koleżanka wyszły ze sklepu w sam raz na czas, by zobaczyć, jak ich wszystkie cztery felgi fruwają po parkingu, kiedy Evelyn gruchnęła w volkswagena, cofnęła się i walnęła weń raz jeszcze. Zanim rozhisteryzowane dziewczyny dobiegły do samochodu, Evelyn zdążyła go prawie zupełnie zmiażdżyć.
Ta wysoka wpadła w szał, zaczęła się drzeć i szarpać za włosy.
-Jezu! Pani zobaczy, co pani zrobiła! Zwariowała pani!?
Evelyn wychyliła się z okna i powiedziała spokojnie:
-Spójrzmy prawdzie w oczy, złotko, jestem starsza i mam większe ubezpieczenie. - Po czym odjechała."

Do tego masa przepięknych sentencji:

"...serce może pęknąć, ale i tak bije dalej."

"Ci, którzy cierpią, mówią najmniej."

"...Bóg nigdy nie zamyka jednych drzwi, jeżeli nie chce otworzyć drugich."

Myślę, że dojrzałe osoby zrozumieją treść, przekazy płynące z tej książki, a opisana historia na zakończenie ułoży się w cudowną całość. Jeśli jednak ktoś pogubi się w kolejno następujących zdarzeniach – polecam obejrzenie filmu, który jest wspaniałym dopełnieniem lektury.
Mogłabym jeszcze pisać wiele, o bohaterach, opisanych wydarzeniach i samym miasteczku, tylko co to Wam da. Wy musicie sięgnąć po tę powieść i poczuć to, co ja czuję teraz. 


"Teraz Artis jest małym chłopcem, a jego mama gotuje w kuchni na zapleczu kawiarni... Och, nie plącz się mamie pod nogami, dostaniesz ścierką po głowie... Jest i Ptaszyca, i Willie Boy... i słodki Jasper... jest i babcia Sipsey, która macza chleb z mąki kukurydzianej w miodzie... panna Idgie i panna Ruth... traktują cię jak białego... i Kikutek... i Smokey Samotnik..."

I co Wy na to, Kochani?