czwartek, 16 lutego 2017

"Natalii 5" Olgi Rudnickiej - kryminalna przygoda pięciu szalonych sióstr ;)

Dotąd przeczytałam dwie książki Olgi Rudnickiej i choć "Zacisze 13" (tu są moje odczucia odnośnie lektury) nie wywarło na mnie takiego wrażenia jak "Fartowny pech" (tutaj recenzja) to ta ostatnia tak mi się spodobała, że z pewnością niejedną książkę pisarki jeszcze przeczytam. Gdy wyjątkowo tanio dorwałam na grupach sprzedaży książek na facebooku serię o Nataliach – z przyjemnością ją kupiłam, a w ostatnich dniach – pochłonęłam.


Co nieco o treści książki – opis z okładki

"Policja otrzymuje zgłoszenie o samobójstwie. Zamknięty od środka pokój. Martwy mężczyzna. Broń, na której znajdują się wyłącznie odciski jego palców. Jednak zdaniem przybyłego na miejsce komisarza Potockiego nie mogło to być samobójstwo. Ślady wykluczają również morderstwo. Zagadkowa śmierć jest dopiero początkiem zdarzeń, które skomplikują spadkobierczynie denata. W gabinecie notariusza pojawia się pięć kobiet. Każda z nich rości sobie prawo do spadku. Każda z nich miała powód, by zabić. Każda z nich będzie kłamać i oszukiwać, by odzyskać zaginiony spadek.

Moje małe sprostowanie co do ostatnich zdań

Pięć kobiet – Natalii zresztą ;) - o których mowa powyżej należy się spadek po tatusiu i wcale nie będą musiały kłamać i oszukiwać, by go odzyskać. Każda z nich coś otrzyma. Natomiast będą kłamały i oszukiwały próbując odnaleźć coś, czego przez lata poszukiwał ich "tatuś".
Pięć pań o zupełnie różnych charakterach, historiach, wartościach zamieszkuje pod jednym dachem próbując rozwikłać zagadkę zaginionego "skarbu" – i tu zaczyna się zabawa. :D

Wrażenia po lekturze książki

"O kimś, kto umarł, mówi się, że odszedł. Ale w tym przypadku
z jednym odejściem jest związane tyle nadejść, że głowa boli".

"Natalii 5" czytałam z ogromną przyjemnością, czas przy niej mijał mi lekko i szybko – 550 stron pochłonęłam w kilka dni. Krótkie rozdziały, dość duży, wyraźny druk i ciekawa, zabawna fabuła sprawiły, że kartkując książkę, stronę za stroną – zdumiałam się, jak niepostrzeżenie dotarłam do jej końca. Już nie mogę doczekać się, kiedy w me łapki dorwę "Drugi przekręt Natalii" – jej kolejną część.
Bardzo podobało mi się, że sprawa poszukiwania "skarbu" przypadła w udziale nie doświadczonym detektywom, ale pięciu szalonym, zwyczajnym/niezwyczajnym kobietom, z których każda odznacza się niepowtarzalną osobowością. Nic dziwnego, że niemal od razu szczerym, gorącym uczuciem obdarzyłam bohaterki powieści: Natalię, Annę, Natę, Magdę, Natkę (wielki szacunek dla autorki, że nie pogubiła się pisząc o nich wszystkich, szczególnie gdy zamieszkały pod wspólnym dachem i znajdowały się w jednym pomieszczeniu :D ), ale także komisarzy – Adriana Potockiego, Marcina Kurka, a nawet komisarz Wolińską (która w książce nie odegrała znaczącej roli, a jednak wpadła do worka z moimi ulubieńcami ;) ).
Cały czas ciekawiło mnie, jakiego skarbu poszukiwał ojciec kobiet przed śmiercią i wytrwale towarzyszyłam im w opukiwaniu podłóg i ścian, kuciu dziury w podłodze, a nawet w wyprawie na cmentarz i łażeniu po tunelach podziemnych, aby odkrywać kolejne części zagadki i dążyć do jej rozwiązania. Książka niejednokrotnie mnie zaskakiwała – bohaterki nieźle musiały napocić się, aby rozszyfrować zagadkę "skarbu", a także śmierci własnego ojca. Jednocześnie poznajemy codzienne życie Natalii, ich osobiste historie, obserwujemy przebieg kolejnych dni ich wspólnego życia.
Okładka książki doskonale oddaje jej treść. Patrząc na nią – oczyma wyobraźni widziałam rozgrywające się w tym domu sytuacje.
Olga Rudnicka bawi i zaciekawia czytelnika do tego stopnia, że trudno oderwać się od książki. 

"-Chwila, chwila, nasz ojciec nie żyje, więc powinien pan nam udzielić informacji dotyczących jego śmierci! - zdenerwowała się Nata. - To świństwo, co pan robi!
Pozostałe dołączyły do niej, przekrzykując się z oburzeniem. Anna tylko wzniosła teatralnie oczy do góry. W zasadzie zgadzała się z oburzonymi siostrami, ale poczucie godności nie pozwalało jej zachować się równie niestosownie.
-Cisza! Cisza! - wrzasnął Potocki – Do jasnej cholery! Nie dziwię się, że wasz ojciec strzelił sobie w łeb! Przecież wy wszystkie razem potraficie doprowadzić człowieka do obłędu!"


Mieliście już przyjemność czytać tę książkę? Albo inne pozycje Olgi Rudnickiej? Które polecacie, a jakie nie przypadły Wam do gustu? Koniecznie podzielcie się ze mną swoimi spostrzeżeniami w komentarzach.