sobota, 4 lutego 2017

Czy "Ukryta Łowczyni" powtórzyła sukces "Porwanej pieśniarki"?

Pamiętacie moje zachwyty nad książką Danielle L Jensen "Porwana pieśniarka", pierwszej części "Trylogii Klątwy"? Uznałam ją za jedną z najlepszych przeczytanych przeze mnie w poprzednim roku książek. Jeśli chcecie dowiedzieć się, czy "Ukryta Łowczyni" równie mocno mnie urzekła, zapraszam do lektury tego posta.


Opis z okładki

"W mieście pod górą tyran sprawuje władzę absolutną. Jedyny troll, który byłby zdolny mu się przeciwstawić, został oskarżony o zdradę i uwięziony. Cecile uciekła z mrocznego Trollus, ale już wkrótce zdała sobie sprawę, że wcale nie znajduje się poza zasięgiem władzy króla i jego manipulacji.
Cecile mieszka z matką w Trianon i każdego wieczora występuje na deskach sceny operowej. Za dnia zaś niestrudzenie szuka Anushki, czarownicy, która przez pięć stuleci umykała trollom. A niezależnie od tego, czy zwycięży, czy poniesie porażkę, jej bliscy zapłacą wysoką cenę.
Aby odnaleźć Anushkę, dziewczyna musi zagłębić się w magię, która jest mroczna i zabójcza. Czarownica jest jednak przebiegła, a Cecile może się okazać nie tylko łowczynią, ale i zwierzyną."

Moje wrażenia po lekturze

"Porwana pieśniarka" ujęła mnie: ciekawie przedstawionym podziemnym światem, interesującymi bohaterami – trollami (z którymi wcześniej się nie spotkałam), wartką, zapierającą dech w piersiach akcją oraz językiem, w jakim napisana była powieść (podobnie jak część pierwszą, tak i tom drugi tłumaczyła Anna Studniarek).
Spodobało mi się, że w "Ukrytej Łowczyni" mogłam spotkać bohaterów z poprzedniej części trylogii (choć nie występowali oni w niej zbyt często), jeśli jednak chodzi o historię – zawiodłam się. Tristan więziony jest w Trollus, Cecile przebywa w domu swej matki i pod jej okiem śpiewa. Niby robi to, czego pragnęła przez całe życie, jednak cierpi z powodu rozłąki z ukochanym. W końcu jej życie zaczyna krążyć wokół poszukiwań Anushki. Niestety połowa książki (jeśli nie więcej) jest przegadana, nie dzieje się w niej nic interesującego, a akcja ciągnie się jak flaki z olejem. Dopiero sto stron przed końcem książki historia znów nabiera tempa. I właśnie te sto stron ją ratuje.
Główni bohaterowie w "Ukrytej Łowczyni" nie wykazują się niczym specjalnym. Najbardziej intrygującą postacią okazuje się Thibault – zły władca podziemi, ojciec Tristana.
Doskonałym zabiegiem było współodczuwanie bohaterów, które jednak opisano już w pierwszej części. Po tym jak Tristan i Cecile wzięli ślub czują emocje współmałżonka, czasem w tak wielkim stopniu, iż zastanawiają się, czy targające nimi namiętności to odczucia ich własne, czy partnera? Podobały mi się również fragmenty w których Cecile posługiwała się magią – wywoływały one pewną tajemniczość, zaciekawienie, czasem niepewność o los bohaterki (w końcu za stosowanie czarów kobiety były palone na stosie). Irytowało mnie natomiast ciągłe podchodzenie żółci do gardła bohaterki, jej mdłości i chęć zwymiotowania. Ja rozumiem, że spotykające ją sytuacje mogły takie stany wywoływać, ale czy za każdym razem trzeba było o tym wspominać i określać tymi samymi słowami? Od tych tekstów chwilami aż żółć podchodziła mi do gardła. ;D
No i pytanie podstawowe. Czy domyśliłam się, kim jest Anushka? Tak – domyśliłam się. To było tak oczywiste, że nawet ja (osoba, która ma zwykle problem z rozwiązywaniem zagadek) domyśliłam się tego. Odpowiedź na to pytanie była tak oczywista, że w pewnym momencie zaczęłam się nawet zastanawiać nad tym, że to nie może być ta postać – bo rozwiązanie zagadki byłoby zbyt proste.
Jak wiecie czytając książki mam zwyczaj interesujące fragmenty zaznaczać zakładkami. Tutaj nie zaznaczyłam NICZEGO. Gdyby książka nie była kontynuacją serii, którą polubiłam – pozbyłabym się jej z przyjemnością. Ratuje ją jedynie kapitalny koniec i moja ogromna ciekawość "Walecznej czarownicy" (ostatniej części trylogii), która podobno trzyma (a nawet podnosi) poziom.


A Wy czytaliście tę trylogię? Planujecie po nią sięgnąć? Co o niej sądzicie? :))