czwartek, 1 grudnia 2016

"Zacisze 13" - moje drugie spotkanie z Olgą Rudnicką

Dziś zapewne uda mi się spełnić jeden z moich planów blogowych. Czytam sporo książek, z których wrażeniami pragnę się z Wami podzielić, jednak recenzjom często poświęcam sporo czasu i nie daję rady na bieżąco informować Was o odczuciach na temat wszystkich przeczytanych tytułów. Pewnego dnia pomyślałam, że może gdyby moje opinie były krótsze, było by ich więcej. I tym razem opinia nie będzie długa. Na tapecie "Zacisze 13" Olgi Rudnickiej.

 
Co w trawie piszczy, czyli opis z okładki

"Marta Żywek jest nauczycielką historii
po przejściach. Uciekła od byłego męża do Śremu
i zamieszkała przy ulicy Zacisze, nomen omen, 13.
Wkrótce wprowadza się do niej przyjaciółka Aneta, która
z powodu zalanego mieszkania i remontu jest na jakiś czas
zmuszona skorzystać z gościny Marty. Przez jakiś czas obie
kobiety wiodą spokojne życie.

Potem jednak Marta i Aneta znajdują kolejno w domu dwa trupy
i z różnych powodów, zamiasta zgłosić sprawę na policję, ukrywają
je w piwnicy. Mają z tym trochę kłopotu – najpierw kupują wielką
zamrażarkę i w niej umieszczają zwłoki, potem jednak zakopują je
w piwnicy. Tymczasem po piętach depczą im przestępcy, którzy
szukają ukrytego przed laty cennego łupu, policja, tajemniczy
przystojny mężczyzna, były mąż Marty oraz szalona staruszka."

Moje wrażenia spisane kilka miesięcy po lekturze

Naumyślnie zaznaczam, iż opisuje moje przeżycia kilka miesięcy po przeczytaniu książki. A to dlatego, iż nasze odczucia często po jakimś czasie od lektury mogą się nieco zmieniać i nabierają bardziej zdecydowanych kształtów. Zdarza się tak, że po odłożeniu czytadełka stwierdzamy, że było ono ciekawe, jednak po jakimś czasie nie zostawia trwałych śladów w naszej pamięci. Czasem dzieło po przeczytaniu podoba nam się i po upływie czasu nadal uważamy je za jedno z lepszych, jakie pochłonęliśmy w danym okresie. Bywa tak, iż fenomen książki zauważamy np. dopiero po upływie kilku tygodni (musimy przemyśleć i przetrawić treść tomu), a bywa i tak, że zarówno po lekturze, jak i w kilka miesięcy od niej mamy ochotę wyrzucić czytadło w płomienie, by strawiły je żywe ognie. :D
Do rzeczy zatem. Jak postrzegam "Zacisze 13"?


Uwielbiam książki i czytam je w wolnych chwilach w wielu różnych miejscach, dlatego zawsze noszę ze sobą jakieś niewielkich rozmiarów dzieło. Posiadane przeze mnie "Zacisze 13" to wersja kieszonkowa, dość cienka, dlatego stała się doskonałym czytadełkiem do torebki.
Oczekiwałam lekkiej i zabawnej lektury, z ciekawą intrygą krymnalną, albowiem takie wrażenia miałam po przeczytaniu poprzedniej książki autorki – "Fartownych pech". Niestety w moim odczuciu "Zacisze 13" nie dorównało fenomenowi poprzedniej książki.
Wątek kryminalny został dobrze przemyślany i cała intryga ostatecznie ułożyła się niczym misterna układanka. Wszystkie sprawy doskonale się zazębiły nie pozostawiając żadnych wątpliwości, czy niedomówień, a zagadki zostały wyjaśnione. Zagadnienia obyczajowe przedstawione w książce również były w porządku.

Mimo, iż intryga kryminalna (a tym bardziej z "trupem", ba, z "trupami", w tle) zazwyczaj wiąże się z czarnymi charakterami, zwyrodnialcami, ludzkie życie mającymi za nic – w tym przypadku w większości mamy do czynienia ze zwykłymi ludźmi (dwiema kobietami, ich sąsiadką i sąsiadem posiadającymi pewną tajemnicę oraz "szaloną staruszką"). Najbardziej negatywną postacią okazuje się były mąż jednej z bohaterek, damski bokser – który gdy przychodzi co do czego okazuje się jednak wcale nie takim cwaniaczkiem. Gdzieś w tle natrafiamy na gangsterów, ale z nimi niewiele mamy do czynienia.
Sama historia nie była zła. Irytowało mnie w pewnym momencie ciągłe przenoszenie nieboszczyków z jednego miejsca w drugie, by w końcu pozbyć się ich niepożądanych ciał. Ileż można czytać o dźwiganiu zwłok z miejsca na miejsce? ;) Poza tym treść była całkiem w porządku.
Humor – niby był, ale nie ten, który poznałam w "Fartownym pechu" i dzięki któremu raz po raz wybuchałam głośnym śmiechem. A szkoda! Właśnie dlatego nie sięgnę po drugą część tej intrygi. I o ile wątek obyczajowy (po latach, jakie upłynęły pomiędzy jedną a drugą częścią powieści) mógłby mnie zainteresować to jest jeszcze jedna pobudka z powodu której po tę książkę nie sięgnę. Dziewczyny tymczasowo pozbyły się ciał, jednak w drugiej części planują dostać się do nich i usunąć je już na dobre. Jak myślę o kolejnym przenoszeniu przez nich tych zwłok. Brrr...


Niezbyt udało mi się to krótkie pisanie. ;)
A Wy czytaliście już powieści tej autorki? Jak je oceniacie? Ja przy kolejnej okazji planuję sięgnąć po wychwalaną przez czytelników serię o Nataliach, która już czeka na swój czas na moich półkach.