środa, 11 stycznia 2017

"Sezon na cuda" Magdaleny Kordel jako doskonały antydepresant

Dziś pragnę podzielić się z Wami swoimi wrażeniami po przeczytaniu "Sezonu na cuda" Magdaleny Kordel, kontynuacji zabawnego, pełnego ciepła "Uroczyska".
 
Od czego by tu zacząć? ;)
Hm...
Może od opisu? ;)

"Uroczysko – to tu anioł zagląda przez okno, a czasem zdarzają się cuda.
Gdzieś u podnóża Sudetów, w Malowniczem, jest pensjonat Uroczysko. Jego nowa właścicielka Majka na dobre zadomowiła się w miasteczku. To miejsce ma dla niej magiczny, niepowtarzalny klimat, tu można rozwinąć skrzydła i na dobre zapomnieć o przeszłości.
Majka szybko dostrzega jednak, że jej sąsiedzi i przyjaciele mają problemy, o których czasem boją się mówić. Czuje, że powinna wziąć sprawy w swoje ręce i ruszyć z pomocą. Lecz aby pomagać, potrzeba czasem nie lada sprytu i umiejętności. Majka nie spodziewa się nawet, jakie przeszkody przyjdzie jej pokonać.
Może wesprze ją pewien anioł, który ponoć czuwa nad Malowniczem, a może znajdą się też ziemscy ochotnicy?
Czy w Uroczyszku naprawdę mogą zdarzyć się cuda?"

Moje wrażenia po lekturze

Mimo nawału obowiązków i opieki nad małoletnią ;) Wiktorią "Sezon na cuda" pochłonęłam w ciągu 2 dni. Kiedy już rozpocznie się czytanie tej książki – naprawdę trudno się od niej oderwać. Pochłaniałam jedną stronę za drugą i gdy przyszedł już wieczór, pomimo zmęczenia myślałam – "jeszcze tylko jeden rozdział, tylko jedna strona" i tak płynęłam niczym łódka po rzece, wprzód, i wprzód, dopóty nie dopłynęłam do brzegu (końca powieści). Ech! Jaka szkoda. Ale... nie ma tego złego. Czeka mnie przecież kolejne spotkanie z Majką w ostatniej części Uroczyska, zatytułowanej "Wino z Malwiną".
"Uroczysko" czytałam wieki temu (w grudniu 2015 r.), podczas BookAThonu, więc wiele szczegółów z niego zdążyłam zapomnieć, jednak kiedy pochłaniałam "Sezon na cuda" sporo wątków przypominałam sobie na bieżąco. Kiedy pojawił się w książce pan Miecio (samo wspomnienie pana Miecia przez Majkę) oraz Alicja Łagoda od razu wyszczerzyłam zęby w szerokim uśmiechu. ;)
W ogromnym stopniu ucieszyła mnie też możliwość spotkania i bliższego poznania pani Leontyny, o której co nieco autorka wspominała w czytanym przeze mnie "Wymarzonym domu" (tutaj jest jego recenzja) i o której już wkrótce będę mogła przeczytać więcej w czekającej na półce "Tajemnicy bzów". Jestem bardzo ciekawa, czy historia ta będzie zbieżna z tym, czego dowiedziałam się dotąd o sprzedawczyni staroci z "Sezonu na cuda".


W tej części "Uroczyska" wiele sympatii wzbudził we mnie Pan Jeremi (tata Filipa), a w szczególności rozwiązanie przez niego sprawy zbuntowanej nastolatki (córki Maji), która nagle przemienia się niemal w anioła. ;D Oczywiście nie mogłabym pominąć ogromnie pomysłowej klasy, której Majka jest wychowawcą oraz Anioła, którego zdążyłam polubić dzięki "Aniołowi do wynajęcia" (zdaje się że to ten sam malownicki Anioł ;) ).
Magdalena Kordel napisała 11 książek. Nie czytam ich w odpowiedniej kolejności (mimo, że oprócz egzemplarzy pojedynczych tworzą też serie), jednak kompletnie nie przeszkadza mi to w ich odbiorze, a lektura każdej przysparza moc radości.
Ogromnie podoba mi się to, że akcja książek pisarki dzieje się na Dolnym Śląsku, gdzieś w pobliżu Sudetów (mieszkamy z mężem w okolicach ;) ) i że w różnych (nawet nie związanych ze sobą) pozycjach pisarki możemy spotkać znanych nam z jej innych powieści bohaterów.
Nie wspomniałam jeszcze, że czas akcji tej powieści to okres przed Bożym Narodzeniem, ale czyta się ją tak w tym, jak i w każdym innym czasie z ogromnym zaciekawieniem i przyjemnością.
Nie od dziś wiadomo, że śmiech ma doskonały wpływ na nasze zdrowie – zarówno fizyczne, jak i psychiczne. Podczas lektury go nie zabraknie, więc śmiem twierdzić, że "Sezon na cuda" powinno przepisywać się w aptekach jako antydepresant wszystkim potrzebującym. :) A najlepiej zacząć od reklam, w których pokazywano by jak zmęczona i sfrustrowana mama sięga po "Sezon na cuda", a następnie w najlepsze rechocze nad książką i od razu nastawienie jej się zmienia. ;)


Jeśli chcecie dowiedzieć się, jak nasza bohaterka poradzi sobie w roli samotnej mamy (i w jaki sposób Jeremi zaradzi jej problemom z córką), nauczycielki i właścicielki pensjonatu, jeśli chcecie poznać historie: pewnej szopki bożonarodzeniowej, Paulinki (która odwiedzi bohaterkę), bezdomnej Kaśki i jej dzieci, a w końcu usłyszeć to i owo o pszczółkach i świnkach – musicie sięgnąć po tę książkę. :))