piątek, 6 stycznia 2017

"Po prostu bądź" Magdaleny Witkiewicz - pierwsza recenzja w 2017 roku :)

Po lekturze "Szkoły żon" Magdaleny Witkiewicz postanowiłam koniecznie sięgnąć po inne tytuły tej autorki. Na półce w kolejce do przeczytania wciąż czekają na mnie: "Awaria małżeńska", "Cześć, co słychać" i "Panny roztropne", jednak w pierwszej kolejności postanowiłam zapoznać się z wychwalaną ze wszech miar pozycją pt. "Po prostu bądź".


Opis z okładki książki

"Możemy się umówić i zawrzeć pewien pakt

On był miłością jej życia, gdy go zabrakło, jej świat runął.
Została pustka i jeszcze ktoś...
W pobliżu zawsze był przyjaciel. Jego przyjaciel,
któremu nie wolno było czuć.

Ale możemy się umówić
i zawrzeć pewien pakt

Zaopiekował się nią na dobre i na złe.
Ktoś do nich dołączył, a on nadal trwał.

Pewnie nie taką miłość
wymarzyłaś sobie w snach

Miłość przychodzi bezszelestnie, nikogo nie uprzedza.
Równie cicho odchodzi, niezauważona.

Lecz może pokochasz mnie
za jakiś czas"

Moje wrażenia po lekturze powieści

"Po prostu bądź" to powieść, która bawi i wzrusza. Porusza temat miłości, podejmowania ważnych wyborów życiowych (często niełatwych), trudnych relacji w rodzinie, a także dążenia do realizacji własnych marzeń, odmiennych od oczekiwań naszych bliskich wobec nas.
Każdy rozdział poprzedzony jest fragmentem piosenki, doskonale dobranym do wydarzeń przedstawionych w książce. A tych wspaniałych wyborów dokonał, jak przeczytać możemy w podziękowaniach, sam Alek Rogoziński. (Świetna robota, Alku). :)
Ostatnio narzekałam na historie miłosne opisywane w czytanych przeze mnie książkach. Oceniałam je jako przesłodzone, a trawiące bohaterów problemy uważałam za banalne i nieprawdziwe. Mimo, iż historia poznania się oraz przebiegu znajomości Poli i Aleksandra może wydawać się taką właśnie lukrowaną historyjką – mnie ogromnie się spodobała. Z przyjemnością i uśmiechem na ustach poznawałam losy bohaterów. Dziwny natomiast wydał mi się układ, jaki po śmierci Aleksa – zaproponował Poli Łukasz. Słowa, które wypowiedział ujęły mnie, podobnie pewnie jak większość czytelniczek.

"-Wyjdź za mnie...- powiedział nagle. - Nie proszę, byś mnie kochała... Chociaż może z czasem znajdziemy razem szczęście? Sam zastanawiam się, czy to jest możliwe. - Wzruszył ramionami. - Prawdopodobnie nie... - Położył dłoń na mojej ręce i przymknął zasmucone oczy. - Zamieszkajmy razem, zaopiekuję się wami. Tak będzie łatwiej. Pola, stworzymy dom. Ciepły, bezpieczny. Nie musimy nawet spać w jednym łóżku. To nie o to chodzi. - Jeszcze mocniej ścisnął moją dłoń. - Zajmę osobny pokój. Wiem, że nie jestem idealny, że wymarzyłaś sobie życie zupełnie inaczej – pokręcił głową – ale proponuję ci pewien układ. Abyś trochę odpoczęła od kłopotów, od tego całego bałaganu. Może z czasem mnie pokochasz... Życie jest zbyt krótkie, by przejść przez nie samotnie. Proszę, po prostu bądź."

Biorąc pod uwagę sytuację Poli – przełknęłam jej zgodę na wspólne zamieszkanie i wzajemne wspieranie się w życiu. Jednak propozycja zawarcia związku małżeńskiego zmroziła mnie zupełnie. Im bardziej bohaterowie brnęli w ten układ – tym mocniej mnie denerwowali. Jeśli Łukasz chciał pomóc Poli – mógł to zrobić. Po co od razu brać ślub?


Na szczęście Magdalena Witkiewicz nie napisała bajki, w której młodzi po umówionym ślubie zakochują się w sobie, żyjąc potem długo i szczęśliwie, lecz skomplikowała losy bohaterów. Czytając dalsze losy Poli i Łukasza miałam poczucie, że ta historia rzeczywiście mogła by się rozwinąć w opisany sposób.
Kolejną złość wobec bohaterów czułam, gdy kluczyli między "miłością – nie miłością" i nie mogli znaleźć rozwiązania dla chorej sytuacji, w którą sami się zaplątali. Cały czas jednak pozostawałam w niepewności co do finału opowieści i przyznać muszę, że zakończenie usatysfakcjonowało mnie. Nie zdradzę jednak losów Poli i Łukasza. Aby je poznać będziecie musieli sami sięgnąć po tę książkę, a uwierzcie, że warto.

Mimo, że bohaterowie powieści w niektórych momentach poważnie mnie irytowali – oceniam ją jako bardzo udaną. W końcu rzecz polega na tym, aby dzieło wzbudzało emocje. Jeśli postępowanie osób z książki nie zawsze przypadało mi do gustu i go nie popierałam, czytając powieść myślałam "co ty, dziewczyno, robisz?", a jednocześnie przez cały czas kibicowałam bohaterom i trzymałam kciuki za pomyślne zakończenie historii – oznacza to, że zaangażowałam się w jej treść i że jest naprawdę dobra. :)
Jak wcześniej wspominałam – historia obudziła we mnie wiele pozytywnych uczuć, a jedno z wydarzeń (i wcale nie był to wątek miłosny) wzruszyło mnie tak mocno, że w mych oczach pojawiły się łzy.

W przypadku tej książki nie może obyć się bez kilku pięknych, życiowych cytatów. :)

"Fajnie byłoby mieć mapę z zaznaczonym miejscem, gdzie leży szczęście. Człowiek musi się bardzo namęczyć, by je znaleźć na mapie życia. By wybrać właściwą drogę, minąć bagno łez, rozpaczy, przekopać się przez kamienie problemów i znaleźć przydrożną tabliczkę z napisem 'Szczęście'. W życiu nie ma GPS-a, który w momencie, gdy obierzemy niewłaściwą drogę, powie nam: 'Zawróć, gdy to tylko możliwe'."

"Dlaczego tak boimy się w otwarty sposób mówić o uczuciach? Nie zdradzamy, co nas boli. Nawet przed tymi, których kochamy. A przecież chyba zależy nam na sobie? Zapominamy, że słowa nie służą tylko temu, by ranić. Są po to, by nas jeszcze bardziej do siebie zbliżać. By pomóc rozwiązać konflikty i nieporozumienia."

"-Wiesz, Pola, to jest takie dziwne, że my jesteśmy zamknięci tutaj, w swojej rozpaczy, a życie pędzi cały czas do przodu. Jest jak pociąg dalekobieżny. Jedzie ze stałą prędkością, zgodnie ze swoim rozkładem. Na nikogo nie czeka. Nie można go – ot, tak – zatrzymać w polu. Ale to ty decydujesz, do którego wagonu wsiądziesz i na jakiej stacji. Ty decydujesz, czy w ogóle wsiądziesz, czy będziesz stała z boku i obserwowała tych, co właśnie podróżują. Jadą, śmieją się i rozmawiają. Czasem też płaczą. Życie. Jak nie wsiądziesz, ten pociąg i tak dalej pojedzie. A ty nie będziesz wiedziała, czy razem z tym wagonem, który właśnie odjechał, nie opuściła cię również twoja życiowa szansa."


Książkę "Po prostu bądź" czytało mi się lekko i przyjemnie. Ma ona jednak jedną dużą wadę. Pochłonęłam ją zbyt szybko. ;) Nie mogę doczekać się, kiedy dopadnę kolejną opowieść autorki.
A Wy macie już za sobą tę lekturę? Zgadzacie się z moją opinią? Jeśli znacie inne, ciekawe książki autorki – koniecznie o nich wspomnijcie w komentarzach. :)