niedziela, 15 stycznia 2017

"Dwór cierni i róż" stanie na podium najlepszych moich lektur 2017

Jako, iż niebawem w księgarniach ukazać ma się książka "Dwór mgieł i furii" Sarah J. Maas, a wiele pochlebnych opinii słyszałam na temat twórczości tej autorki – postanowiłam przeczytać pierwszą książkę z serii pt. "Dwór cierni i róż". Była to pierwsza lektura przeczytana przeze mnie w roku 2017 i jestem przeświadczona, że wymienię ją na początku roku 2018 jako jedną z najlepszych lektur pochłoniętych w trwającym roku. 


Na początek opis książki

"Dziewiętnastoletnia Feyra jest łowczynią. Podczas srogiej zimy zapuszcza się w pobliże muru, który oddziela ludzkie ziemie od Prythianu, krainy zamieszkanej przez rasę obdarzonych magią śmiertelnie niebezpiecznych stworzeń, która przed wiekami panowała nad światem. Podczas polowania Feyra zabija ogromnego wilka. Wkrótce w drzwiach jej chaty staje pochodzący z wyskokiego rodu Tamlin w postaci złowrogiej bestii, żądając zadośćuczynienia za ten czyn.
Feyra musi wybrać – albo zginie w nierównej walce, albo uda się razem z Tamlinem do Prythianu i spędzi tam resztę swoich dni. Pozornie dzieli ich wszystko – wiek, pochodzenie, ale przede wszystkim nienawiść, która przez wieki narosła między rasami. Jednak tak naprawdę są do siebie podobni o wiele bardziej, niż im się wydaje. Czy Feyra będzie w stanie pokonać swój strach i uprzedzenia?"
Moje wrażenia po lekturze

Obiecałam sobie w nowym roku pisać krótsze recenzje, jednak nie martwcie się, i tak będę starała się, aby ujmowały one wszystkie moje najważniejsze spostrzeżenia na temat danej książki i jak dotąd swoje opisy będę starała się tworzyć jak najrzetelniej. I tu mam ogromny problem, bo same moje notatki na temat "Dworu cierni i róż" wyniosły 5 stron. Ale spróbujmy... ;)
Jeśli czytacie mnie nieco dłużej to doskonale już o tym wiecie (jeśli przybyliście niedawno wyznam Wam w tej chwili), iż lubię czasem poczytać książki z kategorii fantasy, w których spotkać można tajemnicze istoty posiadające przeróżne magiczne moce. Można dostać się do nieznanych krain, oderwać od rzeczywistości i całkowicie zatopić w świecie magii. Bardzo lubię takie książki. Jak dotąd przeczytałam kilka, ale "Dwór cierni i róż" jest najwspanialszą publikacją z tej kategorii na jaką trafiłam. Jestem totalnie zauroczona. Nie! Jestem zakochana w tej książce. Jeśli kolejne lektury pisarki okażą się tak wspaniałe stanę się jej wielką fanką.
Ogromne ukłony ślę tłumaczowi, panu Jakubowi Radzimińskiemu, gdyż dzięki niemu mogłam przeczytać tę wspaniałą publikację, a czytałam ją z wielką przyjemnością i zainteresowaniem. Bez trudu potrafiłam wyobrazić sobie opisane postacie, krajobrazy i wczuć się w przedstawione sytuacje. Tym bardziej cieszę się, że "Dwór mgieł i furii" również wpadł w ręce pana Jakuba. :))
Pisarce należą się natomiast oklaski za stworzenie niesamowitego świata Fae (jak strasznie pokochałam trolla Tristana z "Porwanej pieśniarki", tak teraz serce moje zdobył Tamlin – fae wysokiego rodu z "Dworu cierni i róż"), krainy Prythian, jej mieszkańców oraz nawiedzających Prythian bestii.

"-Wiosna, lato, jesień, zima, świt, dzień i noc (...).
Siedem Dworów Prythianu, każdy z własnym księciem,
każdy groźny na swój niepowtarzalny sposób."


Nie od początku wiadomo, kim są i jak wyglądają fae. Pierwszy z nich, z jakim się spotykamy, ma wygląd ogromnego, przerażającego wilka, kolejny:

"Bestia o wielkości konia i sylwetce kota łeb miała zdecydowanie wilczy. Z czaszki wyrastały powykręcane rogi – potężne jak łopaty łosia. Jednak niezależnie od tego, czy stworowi było bliżej do lwa, wilka czy łosia, jego czarne, przypominające zakrzywione noże pazury i żółte kły wyglądały zdecydowanie groźnie."

Dopiero w trakcie czytania opowieści powoli odkrywamy jak wyglądają i kim są istoty, mieszkające za wielkim murem, tak groźne dla świata ludzi. Stopniowo dowiadujemy się więcej o krainie i życiu fae. Krok po kroku pisarka odkrywa przed nami nowe fakty z życia bestii i Feyry (bohaterki opowieści). Książkę czyta się niczym wspaniałą baśń, choć nie jest to słodka, naiwna historia. Podczas lektury spotyka nas mnóstwo nieprzyjemnych, mrożących krew w żyłach przygód. Nie udaje się uniknąć opisów walk, przemocy, okrucieństwa, przelewu krwi, ani bezdusznych morderstw. Niejednokrotnie pogrążamy się w smutku, żałobie, przyprawiającym o gęsią skórkę strachu. Z drugiej strony dane jest nam doznać niesamowitego wzruszenia, obserwować miłość, piękne krajobrazy i dobroć. Niczym dwie strony jednej monety. I to jest w tym dziele tak niesamowite.

Sarah J. Maas stworzyła świat ludzi i niezwykłych (często groźnych) istot: duchów powietrza i światła, fae, martaksów, surieli, boggów, puków oraz nagów. Mnogość postaci o dziwnych nazwach nie sprawia jednak najmniejszego kłopotu podczas czytania książki, gdyż na bieżąco, dokładnie i obrazowo zostają one czytelnikowi przedstawione. Za to wyobraźnia może sobie poszaleć.
Początkowo miałam kłopoty z zapamiętaniem imion bohaterów (Feira, Elaina, Nesta, Tamlin, Lucien, Alis, Amarantha, Jurian, Clythia), jednak moje zaangażowanie w fabułę książki sprawiało, iż doskonale wiedziałam o kim jest mowa w danej sytuacji, czy fragmencie powieści.
Pisarka wykreowała ciekawych, wielowymiarowych bohaterów. Stworzyła interesujące portrety psychologiczne postaci i dała nam możliwość poznania ich przeszłych losów, dzięki czemu lepiej możemy wczuć się w ich sytuacje i zrozumieć postępowanie.  

"Dwór cierni i róż" wzbudził we mnie moc emocji. Uśmiechałam się, śmiałam w głos, wzruszałam, smuciłam, czułam przerażenie, a w jednej z końcowych scen strasznie chciało mi się płakać. Dzięki kręcącej się wokół rodzince i pilnym obowiązkom, które spowodowały krótkie przerwy w czytaniu – ukradkiem uroniłam kilka łez. Gdybym w spokoju mogła czytać powieść w tym czasie uryczałabym się pewnie jak stado bobrów.
Kilka początkowych wątków zawartych w książce skojarzyło mi się z: "Igrzyskami śmierci", sporo innych z "Porwaną pieśniarką", jednak ostatecznie "Dwór cierni i róż" zyskał u mnie wizerunek odrębnej powieści, z doskonale stworzonymi światami, postaciami i wydarzeniami, i pokochałam tą słodko – gorzką baśń całym sercem. 


Jeśli jeszcze Was nie przekonałam do lektury dodam, że nie wytrzymałam i mimo, iż mam w planach sporo tytułów do przeczytania na najbliższy czas – w trakcie opisywania Wam swoich wrażeń z tej publikacji zakupiłam ebooka drugiej części.
Ja już zacieram łapki na kąsek, jakim jest "Dwór mgieł i furii", a Was zachęcam do lektury "Dworu cierni i róż" (jeśli jej jeszcze nie czytaliście) lub drugiej części (choć jeśli sięgnęliście po pierwszy tom – wiem, że nie muszę tego robić). :))