poniedziałek, 12 czerwca 2017

(Przedpremierowo) W XIX-wiecznym majątku - moje wrażenia po lekturze "Wilczego dworu" Magdaleny Kordel

Gdy dowiedziałam się, że jedna z moich ulubionych pisarek, Magdalena Kordel, napisała powieść osadzoną w wieku XIX-stym, od razu zapragnęłam ją przeczytać. Miałam szczęście, gdyż książka ta jeszcze przedpremierowo wpadła w moje ręce za sprawą Pani Kasi z wydawnictwa

Przeczytałam ją i czym prędzej przybywam do Was z moimi wrażeniami. Czy "Wilczy Dwór" polubiłam tak samo, jak współczesne publikacje autorki? Zapraszam na moją opinię.


Opis książki pochodzący z jej okładki

"Życie Kosntancji już raz legło w gruzy. Dzięki własnej sile i determinacji stanęła na nogach. Jest panią dużego majątku, ale trzyma się na uboczu, wiedzie spokojne, choć samotne życie. Jej powiernicą jest ochmistrzyni Pelasia. Kiedy po wielu latach do jej dworu przyjeżdża Jan, Konstancja jest przekonana, że stoi za tym coś więcej niż chęć spotkania z dawną miłością. Z niezwykłą siłą wracają wspomnienia i uśpione uczucia: rozpacz po śmierci męża, powstanie listopadowe, rozstanie z najlepszą przyjaciółką. Wizyta Jana sprawia, że Konstancja zaczyna inaczej patrzeć na otaczający ją świat i ludzi, dostrzega sprawy, które dotąd umykały jej uwadze. A to dopiero początek zmian. Co musi się stać, by jej życie wróciło do dawnego rytmu?"
Moje wrażenia

"Córka wiatrów" pochłonęła mnie od pierwszych stron. Z przyjemnością poznawałam historię Katarzyny oraz powstania Wilczego Dworu, a następnie wkroczyłam w świat XIX-wiecznego majątku, nad którym pieczę 12 lat wcześniej, po śmierci swego męża, objęła Konstancja – pełna hartu ducha, siły, stanowczości, ale także ciepła i wrażliwości kobieta. Sposób, w jaki prowadziła dwór wywołał moje skojarzenia z Betsabą Everdene, prowadzącą farmę po wuju w "Z dala od zgiełku". Konstancja od samego początku ogromnie przypadła mi do serca. Podobnie jak i inne, doskonale wykreowane postacie: wciąż toczące spory rezydentki Marta i Jadwiga, "charakterna" ochmistrzyni Pelasia, furman Józek, czy teść pana doktora – Dionizy. Pozostałe osoby, choć nie pokochałam ich w takim stopniu, jak te wymienione powyżej, również bardzo zaciekawiły mnie swoimi osobowościami: Zielarka – Czarownica Margocha z Bagien, przyjaciel Konstancji z casów młodości – Jan, czy łotr spod ciemnej gwiazdy – Sępiński.
Na kartach powieści wiele się dzieje. Jan, znajomy Konstancji przyjeżdża na jej dwór ze złymi nowinami i szykuje się do pojedynku z zarządcą Sępińskim, który, jak się okazuje, skrzywdził wielu ludzi. Ciężarna Katarzyna podobno oszalała i przebywa u Margochy na bagnach, a pan doktor przeżywa rozterki miłosne. Zarządzanie dworem i sprawowanie należytej opieki nad jego mieszkańcami oraz zadośćuczynienie krzywd, które ich spotkały wymaga stałej uwagi Konstancji, a tymczasem ktoś jeszcze potrzebuje jej pomocy. Czy kobieta poradzi sobie z problemami, które spadną jej na głowę? Czy znajdą się przyjaciele na których pomoc będzie mogła liczyć? A w końcu, czy skorzysta z tej pomocy? Aby się tego dowiedzieć – sami musicie przeczytać "Córkę wiatrów".
Nie mogłabym pominąć tajemniczości towarzyszącej opowieści. Intrygujący błękitny salonik, który nie wywołuje przyjaznych uczuć i w którym wiszą portrety przodków Konstancji, wszystkowiedząca Zielarka, zwiastujący złe nowiny czerwony księżyc, tajemniczy głos w ogrodzie i przeraźliwe wycie wilków – to wszystko stwarza niesamowitą, zdumiewającą i nieco demoniczną aurę.     
Pierwszy tom "Wilczego dworu" wzbudzał we mnie ciekawość i wywołał wiele emocji. Uśmiechałam się, czytając o rzeczach przyjemnych, śmiałam, gdy Marta i Jadwiga odbywały ze sobą utarczki słowne oraz gdy prym wiodła Pelasia albo teść Doktora. Z napięciem śledziłam losy bohaterów. Czasem popadałam w zadumę, melancholię, a zdarzyło się, że i łzy zakręciły mi się w oczach.
Powieść jest tak cudowna, iż niemal przez nią płyniemy. Oczyma wyobraźni dostrzegamy tworzone przez Magdalenę Kordel obrazy i opisane przez nią sytuacje. Mnie osobiście nawet biegające wokół dziecko nie przeszkodziło w lekturze. ;) Czytamy rozdział za rozdziałem i trudno nam się oderwać od książki, a nim się spostrzeżemy dobiegamy do jej końca. W tym momencie część fascynującej historii "Wilczego dworu" pozostaje za nami. Poznaliśmy moc ciekawych zdarzeń, interesujących postaci, ale jeszcze nie wszystkie zagadki zostały rozwiązane, nie wszystkie drzwi dworu przed nami otwarto. Nie pozostaje nam nic innego oprócz czekania na kolejne tomy tego fascynującego dzieła.
Cóż mogę dodać? Jeśli chcecie przeczytać ciekawe powieści, które miejsce mają w czasach współczesnych – sięgnijcie po książki z serii Malownicze (recenzja "Wymarzonego domu") lub Uroczysko (tutaj znajduje się kilka słów na temat "Uroczyska", a tu moja opinia o "Sezonie na cuda"). Gdy zapragniecie poznać cudowną współczesną opowieść wigilijną – chwyćcie po "Aniołado wynajęcia", natomiast jak zechcecie znaleźć się w XIX-wiecznym dworze – poznajcie "Córkę wiatrów".

Lubicie takie książki? Czytaliście już "Córkę wiatrów"? A może macie jej lekturę w planach?