poniedziałek, 5 grudnia 2016

Siedem dni z "Cichą 5". Dziś opowiadanie Katarzyny Bondy. :)

W najbliższym czasie zapraszam Was, kochani, na moje wrażenia po przeczytaniu siedmiu historii z tomiku "Cicha 5", który za zadanie miał wprowadzić mnie w świąteczny nastrój. Czy autorom opowiadań to się udało? ;)


Książka "Cicha 5" rozpoczyna się opowiadaniem Katarzyny Bondy pt. "Gałązka jabłoni".



Dzięki Kasi Bondzie mamy przyjemność poznać Stanisława, który wyznaje:

"Kilka dni przed Wigilią, w trakcie ucierania maku moja żona Agnieszka, teraz już moja była żona, zaproponowała, bym po świętach się wyprowadził. Zbaraniałem. Powtórzyła prośbę tonem prawnika, specjalisty od praw autorskich, którym w istocie była."

W ten sposób Stanisław przeprowadza się do mieszkania przy ulicy Cichej 5, pod numer 5. Od bohatera dowiadujemy się jeszcze, że nie zauważył dotąd w zachowaniu Gałązki, swojej żony (przepraszam, teraz już byłej żony ;) ) niczego, co wskazywałoby na to, że w ich małżeństwie działo się źle.

"Nigdy nie złapałem jej na pisaniu listów, telefonach w łazience do kochanka czy wysyłaniu nocą esemesów. Wracała do domu o normalnych porach, gotowała, sprzątała. Tyle, że praktycznie przestaliśmy rozmawiać. To znaczy mówiliśmy o pogodzie, rachunkach do zapłacenia, komentowaliśmy zmiany polityczne, ale nie rozmawialiśmy jak kiedyś – o tym, co ważne. Nie śmialiśmy się, nie przekomarzaliśmy. Właściwie staliśmy się 'wzorowi'."

I tu mała dygresja do czytających ten tekst mężczyzn.

Drodzy Panowie! Tak to się zazwyczaj zaczyna! ;)

Zwracam na ten fakt uwagę, bo "Człowiek nie jest stworzony do życia w pojedynkę, a już zwłaszcza człowiek płci męskiej." ;)

Początkowo, po rozstaniu z żoną, bohater popada w smutek, a następnie w pijaństwo. W kolejnej fazie rzuca się w wir coraz to nowych romansów. Ostatecznie jednak postanawia zostać samotnym wilkiem, oddaje się pracy, dużo ćwiczy. Radzi sobie całkiem dobrze, jedynie gdy zbliżają się święta popada w smutek i melancholię, i aby nie cierpieć wyjeżdża na ten okres wypocząć do ciepłych krajów. W ten sposób omija Święta. Przynajmniej przez pierwsze lata. ;)

To, co wydarzy się w jedne z kolejnych Świąt przerośnie jego oczekiwania, ale zapewne zaskoczy także wielu czytelników. ;)

Właśnie w tym momencie, kilka lat po rozwodzie, podczas zbliżającej się Wigilii, w mieszkaniu przy ulicy Cichej 5 pod numerem 5, gdy myśli naszego bohatera krążą wyłącznie wokół przygotowań do wyjazdu na lotnisko – stajemy się obserwatorami fantastycznej komedii omyłek. W opowiastce pojawiają się kolejni, pełnokrwiści bohaterowie, akcja zdecydowanie przyśpiesza i trudno się powstrzymać przed kolejnymi wybuchami śmiechu. Aż trudno uwierzyć, że mężczyźnie w końcu uda się, jak co roku, opuścić Polskę przed Świętami. ;)

Gdy w końcu "wsiadłam ze Stanisławem" do samolotu i opowiadanie dobiegało końca – czytałam je i myślałam "Nie. Nie. To banał. Tak to się nie może skończyć". A jednak. Tak to się skończyło. Za to chwilę później pochłonęłam kapitalny prolog, którego zacytować niestety nie mogę, aby nie psuć Wam niespodzianki z lektury. Jednak co ważne, prolog ten usatysfakcjonował mnie. I to jak! ;) Mam ochotę czytać go wciąż na nowo. :)

W "Gałązce jabłoni" poznałam całkiem nową Katarzynę Bondę. Opowiadanie to nie jest kryminałem, lecz obyczajem z ogromną dawką humoru. Autorka, pisząc je, doskonale odnalazła się w roli mężczyzny.
Historia przedstawiona przez pisarkę nie jest typową opowieścią świąteczną i emocjonalnie raczej nie przybliżyła mnie do tego okresu. Jeśli jednak chcielibyście odsapnąć chwileczkę od trudów dnia codziennego, zrelaksować się i pośmiać nieco – zdecydowanie polecam ją Waszej lekturze.

A Wy? Czytaliście opowiadania z "Cichej 5"? Jak podobała Wam się ta historia? A może polecicie mi jakąś inną, ciekawą lekturę świąteczną? :)