czwartek, 20 kwietnia 2017

Mroczna odskocznia - "Maski zła" Iwony Banach

Niedawno pisałam Wam o wspaniałej komedii kryminalnej, w której prym wiodły: wampiry, kosmici i inne diabelskie istoty. Mowa tu o "Czarcim kręgu" Iwony Banach (moja opinia tutaj). Tym razem postanowiłam przeczytać thriller autorki - zupełnie odmienną od poznanej wcześniej historii. Książka trafiła do mnie dzięki Panu Ireneuszowi z 

oraz samej autorce - za co serdecznie dziękuję.


Krótki opis książki - pochodzący z okładki

"Każde miasteczko ma swoje tajemnice. Trzy morderstwa starszych kobiet dają początek skomplikowanemu śledztwu. Jaki proceder miał miejsce w tajemniczym instytucie? Co ukrywa miejscowa elita? Czy koszmary z przeszłości powrócą? 
Maski zła to trzymający w napięciu thriller o toksycznych ludziach, dla których liczą się tylko pieniądze, własne urojenia i chore ambicje."

I tutaj muszę dodać coś od siebie ;)

Akcja dzieje się w Zawiszynie. Miasteczku, w którym zamordowano trzy starsze panie, twarze dwóch z nich zostały zmasakrowane. W przeszłości w opisywanej miejscowości funkcjonował "Instytut" - placówka na wzór domu dziecka, w której znajdowały się dzieci chore (niepełnosprawne umysłowo oraz fizycznie, schizofrenicy, jednostki zaburzone psychicznie). Pewnego dnia w Ośrodku wybuchł pożar, a następnie, niemal natychmiast po tym zdarzeniu, zamknięto go. Wychowanków w ekspresowym tempie przekazano do innych placówek, oddano do adopcji. Nikt nie wie, jak było dokładnie. Wiadomo natomiast, że jakiś czas po zamknięciu placówki, od czasu do czasu, w miasteczku pojawiali się rodzice poszukujący dzieci, które trafiły do ośrodka. Wśród nich znalazła się mama 16-letniej Joanny, sparaliżowanej od urodzenia dziewczynki, która zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Kobieta chodziła ulicami, płacząc i wykrzykując "oddajcie mi moje dziecko". W końcu ją samą zabrano i zamknięto w jakimś szpitalu psychiatrycznym.
Za czasów działalności placówki wielu mieszkańców miało w nim pracę, a niektórzy z nich byli jego wychowankami. Czy dawna działalność "Instytutu" ma związek z obecną, makabryczną śmiercią kobiet?  

"Każde miasto ma swoje tajemnice, które chroni przez lata za wszelką cenę. Ich kaliber bywa różny. Mogą to być romanse burmistrza, lewe interesy sędziego czy paskudna wpadka któregoś z notabli, kto wie, może lekarza, może policjanta, może jakiegoś duchownego.
Ukrywanie trwa i trwa, ale w końcu kiedyś sprawa wychodzi na jaw i wszystko dookoła zaczyna cuchnąć zgnilizną."

Moja opinia o "Maskach zła"

Gdybym miała wyrazić jednym słowem, co sądzę o książce - powiedziałabym "Kapitalna". Przyznam, że takiej odskoczni literackiej właśnie pragnęłam. Wspaniały pomysł na thriller, doskonale poprowadzona historia, intrygujący bohaterowie, niebagatelne zagadki i moc zaskoczeń - tym wszystkim raczy nas Iwona Banach w swej mrocznej opowieści. Do tego okładka doskonale odzwierciedla treść książki. 

Akcja dzieła toczy się dwutorowo, przeplatają się w nim dwa wątki. Jeden dotyczy pracy policji w Zawiszynie po zamordowaniu trzech mieszkanek miasteczka (starszych kobiet). Druga jest zagadką. Poznajemy cztery postacie: Annę, wciąż modlącą się dziewczynkę Gienę, czarownicę i chłopca z czterema głowami. Stopniowo dochodzimy do zrozumienia tego, kim są owe postacie. 

"Czarownica powiedziała nam, że coś musi być nie tak, skoro jest nas tak dużo.
-Normalnie oni tam w środku nie mają takiego tłoku... Każdy w środku jest jeden. I w środku, i na wierzchu. Więc coś musi być nie tak. Coś, czyli my."

Wątek tych czterech osób początkowo był dla mnie zupełną niewiadomą, z czasem jednak coraz bardziej wciągały mnie obie historie. Im dalej zagłębiałam się w treść książki - tym więcej informacji na temat czwórki dziwnych bohaterów uzyskiwałam i trudniej było mi się od oderwać od lektury. Oba wątki pasjonowały mnie równie mocno. 

Postacie stworzone przez autorkę są nietuzinkowe, wyraziste i intrygujące. Autorka przedstawiła ich fantastyczne portrety psychologiczne. Dziennikarka Paulina, państwo doktorostwo Orczak, francuzka Chantal -  każdy z bohaterów zakłada na twarz maskę, którą pokazuje światu, a w rzeczywistości ukrywa za nią jakąś tajemnicę, swoje "drugie ja". Wielu z nich trudno polubić, szczególnie niejakiego Pawła - policjanta, który zdradza swą ciężarną żonę niemal śmiejąc się jej w twarz (co za typ, wrr...) oraz Babkę (ale nie powiem dlaczego, sami musicie się tego dowiedzieć). W trakcie lektury okazuje się jednak, że i inne, pozornie pozytywne postacie mają sporo "za uszami". 

Podczas lektury nie przyszło mi zupełnie do głowy, kto może być mordercą trzech kobiet. Autorka doskonale lawirowała moimi odczuciami co do osoby zabójcy, co rusz odkrywając nowe zaskakujące fakty i kierując mnie wciąż na nowe tropy. Nie zgadłam kto był zbrodniarzem, a miałam go podanego niemal na tacy. ;)

Iwona Banach co rusz zaskakiwała mnie nowymi informacjami dotyczącymi przeszłości mieszkańców Zawiszyna, ale robiła to w genialny wręcz sposób. Zagadka goniła zagadkę. Często otwierałam usta ze zdumienia, czytałam książkę i nagle, ni stąd, ni zowąd, wydobywało się z nich przeciągłe "oooo jaaa" lub "o k...." (i tu wylatywało to takie brzydkie słowo, zakończone wykrzyknikiem).

Dodatkową zagadką okazała się niepamięć dotycząca byłych wychowanek domu dziecka. Pozostały im jedynie sny. Sny, które wywoływały gęsią skórkę na rękach.

"Od zawsze funkcjonowały w jakimś sennym zawieszeniu. Dręczyły je senne zjawy, dziwne ułamki wspomnień, jakieś nieokreślone przeczucia, deja vu, wrażenia, niepasujące do niczego obrazy, słowa... I nigdy nie były pewne, czy to jest sen, czy zapomniana jawa."

Początkowo miałam wrażenie, że czytam wspaniały, wielowątkowy, dobrze przemyślany kryminał. Gdy przekroczyłam 2/3 książki i zapadł wieczór (no dobrze, noc; domownicy posnęli, a ja nie mogłam oderwać się od lektury) - towarzyszyła mi ciągła niepewność, momentami zapierało mi dech w piersiach, a najmniejszy ruch czy skrzypnięcie drzwi w domu powodowały, iż podskakiwałam przerażona na krześle. ;)

Zakończenie mnie "powaliło". Tego, co zaserwowała autorka czytelnikom zupełnie się nie spodziewałam. 
Z dumą oświadczam iż Iwona Banach jest moją sąsiadką (tak! szczęściara ze mnie!). :D
Po lekturze pomyślałam, że książka ta powinna stać na półce obok książek Remigiusza Mroza, za którego twórczością wielu z nas przepada. Zmieniam zdanie - ta pozycja powinna mieć całą półkę dla siebie, i to najwyższą. :)


"Maski zła" musicie pochłonąć!

A może już ją poznaliście? :)) Znacie inne pozycje autorki? Może polecicie mi jakąś? A może napiszecie jaką podobną pozycję, wywołującą dreszcze strachu i z pasjonującą zagadką kryminalną, ostatnio przeczytaliście?