środa, 30 marca 2016

"Ostatnie dni Królika" - wspaniała powieść Anny McPartlin

Dawno, dawno temu... na przełomie listopada i grudnia 2015 r. ;) ... wzięłam udział w BookAThonowym tygodniu czytelniczym. Planowałam przeczytać w ciągu tego czasu 4 książki. Niestety nie udało mi się "pożreć" ich wszystkich. Zostały "Ostatnie dni Królika". Przeczytałam jakieś sto stron, i ze względu na inne pilne lektury (i chyba również sytuację życiową), musiałam chwilowo odłożyć ją na bok.
Tegoroczne Święta Wielkanocne spędziłam z książką "Chilli" Poli Rewako, a gdy ją ukończyłam, chwyciłam w końcu po tak długo czekające na lekturę "Ostatnie dni Królika". Co mogę powiedzieć dziś o tej książce?

 Mój BookAThonowy stosik

Fabuła w wielkim skrócie

Tytułowy Królik (zwana tak przez rodzinę) to czterdziestoletnia Mia Hayes, która po kilku latach walki z rakiem trafia do hospicjum, aby przeżyć w nim ostatnie dni. Mia w całym swoim ogromnym cierpieniu ma to szczęście, iż umiera otoczona bliskimi. Każdego dnia odwiedzają ją córka (która jeszcze nie wie o poważnym stanie mamy), rodzice, rodzeństwo, dalsza rodzina oraz jej najbliższa przyjaciółka.
Historia ta to powieść o konieczności pogodzenia się z chorobą i nieuniknioną śmiercią jednej z najbliższych osób. To książka o rodzinie, miłości i przyjaźni.

Jak oceniam "Ostatnie dni Królika"?

Nie napiszę wiele, gdyż w przypadku tej książki nadmierna liczba słów wydaje mi się zbyteczna.
"Ostatnie dni Królika" to piękna, wzruszająca, smutna i jednocześnie ciepła powieść. Wraz z jej bohaterami (Mią, jej rodzicami, rodzeństwem, córką i przyjaciółką) wspominamy życie Królika, jej nieżyjącego już przyjaciela Johnny'ego, towarzyszymy rodzinie Mii w ich zmaganiach związanych z jej chorobą, aż w końcu stajemy twarzą w twarz z okrutną, nieuniknioną prawdą, jaką jest zbliżająca się śmierć kobiety. Towarzyszymy Mii w jej bólu, strachu o dalsze życie córeczki bez jej udziału i pożegnaniach z bliskimi.
Książka wzrusza ogromnie, niejednokrotnie do łez.

"- No mów, Króliku. - Grace nie dawała za wygraną. - Opowiadaj.
-No normalnie: siedziałam w ubikacji, zobaczyłam krew, zawołałam mamę.
-Dobra. - Davey podniósł się z krzesła. - Wystarczy. Idę na stołówkę.
Kiedy wyszedł, Molly nie potrafiła powstrzymać się od śmiechu.
-Pamiętam to – przyznała. - Miałaś dziesięć lat i wrzeszczałaś jak opętana. Siedziałaś na kiblu i krzyczałaś, że umierasz...
Oczy Królika momentalnie wypełniły się łzami. W pokoju zapadła cisza.
-Nie... nie chciałam tego powiedzieć – przeprosiła niepewnie Molly. - Nie powinnam.
Znów zamilkły. Wszystkie trzy wbijały wzrok w podłogę. I to właśnie w tej chwili Królik pogodziła się z prawdą.
-Mamo – odezwała się z wyraźnym drżeniem w głosie. - Popatrz na mnie. Proszę, mamo.
Molly nabrała tchu i spojrzała w oczy swojego najmłodszego dziecka.
-Myślę, że to już naprawdę koniec, mamo. Umieram.
Pomimo tytanowych wkrętów w biodrach matka zerwała się na nogi w ułamku sekundy i wzięła córkę w objęcia.
-Wiem, kochanie. Wiem – wyszlochała.
-Strasznie cię przepraszam – szepnęła Królik, a Grace poczuła piekące łzy płynące po policzkach.
-Nie przepraszaj, kochanie. - Molly pogładziła ją po głowie. - Wiesz, że wszyscy cię kochamy."

Powieść ta, mimo trudnego tematu, nie jest jednak wypełniona wyłącznie smutkiem i łzami. Często podczas jej czytania uśmiechałam się, a nieraz nawet zaśmiałam się w głos, słuchając prowadzonych przy łóżku chorej rozmów lub czytając rodzinne wspomnienia. Jednym z przykładów takiej historii jest ta, gdy pięcioletnia Mia wpadła do niezabezpieczonego kanału, z którego trudno było ją wydostać. Szczęśliwie jednak wciąż było ją widać, dzięki czemu odnalazła ją siostra - Grace.

"Przywołała rodziców krzykiem, pojawili się natychmiast, razem z właścicielem gospodarstwa. (...) Kiedy zajrzała do kanału, siostra sprawiała wrażenie całkiem spokojnej.
-Wszystko w porządku? - zapytała.
-Bucik mi się zepsuł – wyjaśniła Królik.
Gospodarz zaczął ją uspokajać, mówiąc, że wszystko będzie dobrze. Dopiero wtedy dziewczynka zrozumiała, że istniała jakaś inna możliwość i wybuchła płaczem, wciąż powtarzając, że zepsuła sobie bucik.
-To nic takiego, kochanie – próbowała ją pocieszyć Molly.
-Ale to moje ulubione – szlochała najmłodsza córka. - I nie umiem stąd wyjść.
-Wydostaniemy cię – obiecała matka.
Gospodarz poszedł po strażaków, Jack krążył tam i z powrotem, mamrocąc coś pod nosem, Grace plotła wianki z kwiatków, siedząc na trawie, a Molly zaczęła opowiadać dzieciom o dziewczynce, która wpadła do studni. Starsza wsłuchiwała się w jej słowa, pilnując kolejnych splotów. Dziewczynka z opowieści była bardzo dzielna i w ogóle nie płakała. Czekała cierpliwie, wiedząc, że trzeba czasu, by ktoś przyszedł i ją uwolnił. Na dodatek była bardzo zabawna i potrafiła opowiadać historie, które rozśmieszały wszystkich zgromadzonych przy studni.
-Jakie historie? - dopytywała z głębi kanału Królik.
-Ty mi powiedz, kochanie – zaproponowała Molly.
Córka zastanawiała się przez minutę.
-Była sobie dziewczynka, która nazywała się Królik i miała bardzo złe nawyki, a kiedyś się zagapiła i rozpieprzyła sobie bucik, a potem dostała karę, bo mówiła brzydkie wyrazy.
Grace jeszcze nigdy nie słyszała, by siostra używała takich słów, i wiedziała, że nie powinna tak mówić, tylko mama mogła. Odłożyła wianek z nadzieją, że za chwilę wybuchnie awantura, nic takiego się jednak nie stało. Zamiast tego Molly zaniosła się śmiechem."


Urzekła mnie bliskość całej rodziny. To w jaki sposób krewni, mimo wciąż towarzyszącego im, okrutnego bólu, wspierali córkę i siostrę. Starali się nie użalać, choć serca niejednokrotnie pękały im z żalu. Zamiast tego towarzyszyli jej, pomagali, rozbawiali. W obliczu tragedii nie uciekli, nie unikali chorej nawet gdy sami nie radzili sobie z sytuacją, lecz towarzyszyli jej do końca.
"Ostatnie dni Królika" to przepiękna powieść o miłości, przyjaźni, macierzyństwie, chorobie i śmierci. Przypomina nam o tym, co w życiu jest naprawdę ważne.
Szczerze ją polecam!