niedziela, 6 marca 2016

Mamuśka w świecie kryminału Agaty Christie - moja recenzja "Domu zbrodni"

Przybywam dziś do Was z recenzją przeczytanego przeze mnie na przełomie lutego i marca, niewielkiego tomiku, doskonałego "do torebki", a zarazem pierwszej mojej lekturki Agaty Christie. Tak, wiem, to wstyd i hańba potworna, że dopiero w wieku 30+, czy jak kto woli 40– - sięgnęłam po pierwszą książkę tej pisarki. Ale trudno, przyznaję się bez bicia i obiecuję solennie przy pierwszej okazji nadrobić braki w pozostałych książeczkach pochodzących spod pióra autorki. Obietnicę tę składam tym chętniej, iż "Dom zbrodni" spodobał mi się ogromnie. ;)


Co nieco na temat fabuły

Głównym bohaterem książki jest Charles, który w Egipcie pod koniec wojny poznaje dwudziestodwuletnią Sophię Leonides. Sophia zajmuje odpowiedzialne stanowisko w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Tych dwoje młodych ludzi zaprzyjaźnia się – rozmawiają ze sobą "o wszystkim", lubią umawiać się na obiady, czasem chodzą na tańce. Dopiero, gdy Charles otrzymuje rozkaz wyjazdu na Wschód i przychodzi czas rozstania – młodzieniec zdaje sobie sprawę z faktu, iż jest w Sophie zakochany. Wyznaje jej to.

"- Może się zdarzyć, że nie spotkamy się przez następne parę lat. – powiedziałem – Nie wiem, kiedy wrócę do Anglii. Ale pierwsza rzecz, jaką zrobię po powrocie, to przyjadę do ciebie i poproszę cię o rękę."

Mijają dwa lata... po których nasz bohater powraca do kraju i pragnąc dotrzymać danego słowa umawia się z Sophią na spotkanie. Sprawa zaręczyn okazuje się jednak skomplikowana. Zmarł dziadek dziewczyny. Sophia twierdzi, iż senior rodu najpewniej został zamordowany i z tego powodu ona nie może przyjąć oświadczyn Charlesa:

"- Jesteś w dyplomacji. Żony dyplomatów muszą być bez zarzutu, bardzo na to zwracają uwagę. Nie, nie mów tego, co chcesz teraz powiedzieć. To naturalne, że chcesz to powiedzieć, i myślę, że teoretycznie zgadzam się z tobą. Ale jestem dumna, i to bardzo. Chcę, żeby nasze małżeństwo było dobre w oczach wszystkich. Nie życzę sobie być symbolem twojego poświęcenia dla miłości. Poza tym może okaże się, że wszystko jest w porządku.
-To znaczy, że doktor... mógł popełnić pomyłkę?
-Nawet jeśli nie popełnił pomyłki, to i tak wszystko może się dobrze skończyć... pod warunkiem, że zabiła go właściwa osoba."

Dziewczyna nie mówi naszemu bohaterowi, co sama myśli na temat śmierci dziadka i nie chce wskazywać ewentualnych podejrzanych o morderstwo, ponieważ pragnie, aby Charles wyrobił sobie własną, obiektywną opinię na ten temat. Postanawiają, iż młodzieniec pójdzie do swego ojca, który jest zastępcą komisarza Scotland Yardu i z nim porozmawia o sprawie. W ten sposób Charles, u boku lokalnych funkcjonariuszy, zaczyna prowadzić własne śledztwo. A żeby było ciekawiej, ewentualnych podejrzanych (mieszkających w domu z zamordowanym już Arystydesem Leonidesem) jest co najmniej ośmioro. ;)

Moje wrażenia z lektury

"Dom zbrodni" spodobał mi się wielce. Poszukiwanie mordercy wśród mieszkających w jednym domu członków wieloosobowej rodziny – było doskonałym pomysłem. Poznajemy bohaterów książki i praktycznie od pierwszych stron możemy dochodzić, kto z nich dokonał morderstwa.
Książkę bez problemu można by pochłonąć przy jednym podejściu i lektura na chwilę nie znudziłaby odbiorcy. Wręcz przeciwnie, z każdą kolejną przewróconą kartką, zachęca do przeczytania jeszcze jednej strony, a potem jeszcze jednej, i kolejnej... Czytelnik może nie zorientować się, kiedy nagle znajduje się na ostatniej stronie powieści.
Autorka powoli odkrywa kolejne karty, dotyczące mieszkańców domu, ich wzajemnych relacji i sytuacji życiowych. Co krok ukazuje nowe fakty, które kierują nas ku mordercy, później jednak budzi wątpliwości "czy to może jednak nie .................... jest mordercą?". Pisarka lawiruje naszymi emocjami, co krok dodając nowe informacje, mogące mieć znaczenie dla sprawy, naprowadza czytelnika na kolejne tropy, aby na końcu kompletnie zaskoczyć go wskazaniem rzeczywistego winnego śmierci starszego pana. Być może osoby czytające kryminały na co dzień nie miałyby kłopotu ze wskazaniem winnego zbrodni, ja byłam zaskoczona rozwiązaniem sprawy. I bardzo dobrze, bo tym ciekawsza okazała się dla mnie ta lektura.
Jako, iż książkę czytałam w wolnych chwilach podczas podróży autobusem, spaceru, w urzędowych kolejkach i przerwach w pracy – czasem nie miałam możliwości dostatecznie skupić się na jej treści. Prawdopodobnie z tego powodu oraz z powodu dużej liczby potencjalnych morderców, przez długi czas nie rozróżniałam kto jest kim w powieści. Dopiero po dłuższym czasie, czytając imię i nazwisko jakiegoś członka rodziny, od razu wiedziałam o kim jest mowa. Nie przeszkadzało mi to jednak w pozytywnym odbiorze treści książki i ciągłego prowadzenia w myślach dochodzenia dotyczącego zabójcy Arystydesa Leonidesa.
Agata Christie pisze łatwym, przystępnym językiem, ponad to jej twórczość nie jest pozbawiona humoru. Z przyjemnością sięgnę po kolejne książki autorki. 


A Wy czytaliście już dzieła Agaty Christie? Co o nich sądzicie?