niedziela, 13 marca 2016

"Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender" to początkowo dość osobliwa, ostatecznie jednak cudowna książka

Od jakiegoś czasu szukam książki, która wprowadziłaby mnie w świat magii, duchów, czarownic... Mogłaby łączyć świat o którym piszę ze zwykłym, znanym nam, niemagicznym światem. Zachęcona opiniami na temat niedawno wydanych przez SQN "Osobliwych i cudownych przypadków Avy Lavender" Leslye Walton – przy okazji książkowych zakupów zamówiłam także tę. Od razu, gdy nadeszła paczuszka, nie zważając na wybraną dwunastkę w wyzwaniu "Kiedyś przeczytam", sięgnęłam po nią. Minęły zaledwie dwa dni i już jestem po lekturze. A jakie są moje wrażenia? Zapraszam Was do zapoznania się z recenzją.


Kilka słów na temat fabuły

Już na początku książki poznajemy Avę Lavender, dziewczynkę, która urodziła się ze skrzydłami. Nie jest ona ptakiem, ani aniołem, jednak przyszła na świat z tym dziwnym dodatkiem – mnóstwem ptasich piór tworzących skrzydła, których rozpiętość z każdym dniem się powiększa. Jako odmieniec, chroniona przez matkę przed niebezpieczeństwami grożącymi jej z zewnątrz, nie opuszcza murów własnego domu.

"... moja matka się martwiła. Martwiła się reakcją sąsiadów. Czy zniszczyliby mnie swoimi pogardliwymi spojrzeniami, okrutną nietolerancją? Martwiła się, że jestem jak każda inna nastolatka, z wrażliwym sercem i kruchym ego. Martwiła się, że jestem bardziej mitem i wymysłem niż ciałem i krwią. Martwiła się o poziom wapnia i białka w moim organizmie, a nawet o to, ile książek czytam."

Jednak Ava nie jest jedynym osobliwym członkiem rodziny. Okazuje się, iż każdy z rodu posiada nadzwyczajne właściwości, czy umiejętności, które dla ludzi z zewnątrz tworzą z nich ekscentryków, dziwadła. Umiejętność przepowiadania przyszłości z kształtu czaszki, współistnienie ze światem duchów, czytanie w ludzkich myślach, przechodzenie przez ściany, nadwrażliwość na zapachy pozwalająca odczytywać emocje i stany ludzkie – to tylko niektóre z umiejętności, jakimi zostali obdarzeni członkowie rodziny Avy. Przy tym wydaje się, iż nad rodziną ciąży nietypowa klątwa, jej krewni nie mogą zaznać szczęścia w miłości. Historie ich romansów przepełnione są bólem i niespełnieniem. Mama Avy zatem martwiła się...

"Martwiła się, że nie będzie mogła uchronić mnie przed wszystkimi tymi rzeczami, które zraniły ją samą: stratą i lękiem, bólem i miłością.
Zwłaszcza przed miłością."

Książka ta opowiada o życiu Avy, ale także jej prababki, mamy i innych niedalekich krewnych. Bohaterka opowiada nam historie życia swoich bliskich, a w końcu i swoją własną. 


Moja opinia

"Osobliwe przypadki Avy Lavender" to książka, która w dużej części wprawiła mnie w smutek i melancholię. W pierwszych recenzjach książki przeczytałam i usłyszałam, iż jej początkowych sto stron może wydawać się czytelnikom nieco dziwne, jednak po ich przeczytaniu – historia stanie się nam bliska, a pod koniec będziemy pod jej wielkim wrażeniem. I rzeczywiście – pierwotnie książka nie wydawała mi się nadzwyczajna. Ot... słuchałam życiowej historii babki i matki Avy. Dwóch smutnych opowieści o zawiedzionej miłości i macierzyństwie, zaprawionych szczyptą magii. Ogarnęły mnie melancholia i przygnębienie. Powieść rzeczywiście okazała się, jak jej tytuł, bardzo osobliwa. Ponad to ta szczypta magii to było dla mnie zdecydowanie za mało, oczekiwałam więcej. Zastanawiałam się, czy nie odłożyć książki na bok, gdyż wprawiała mnie raczej w nastrój depresyjny, a i akcja nie rozkręcała się tak, jak bym tego pragnęła. Z drugiej strony ciekawa byłam co wydarzy się dalej? Może jednak odłożenie jej na bok nie jest dobrym pomysłem?
Przeczytałam kilkadziesiąt kolejnych stron i książka rzeczywiście stała mi się bliska. W końcu trafiłam do świata magii w takiej ilości, jaka mi zdecydowanie odpowiadała, przeszłam do sedna, gdyż poznawałam historię głównej bohaterki. Opowieść nie była już wyłącznie przytłaczająca, a ja ciekawa byłam każdej jej kolejnej strony. Trudno było mi się oderwać od lektury. Nie poszłam spać – dopóty nie przeczytałam jej ostatniej kartki.
Mniej więcej sto stron przed końcem książki czułam się jak bym czytała pełen napięcia thriller i z całej mocy kibicowałam głównej bohaterce w jej zmaganiach. To był emocjonalny rollercoaster – i właśnie te ostatnie strony wprawiły mnie w prawdziwy zachwyt. Te pełne napięcia, a także kolejne strony, które wprowadziły do historii moc magii. Zachwyciły mnie wydarzenia opisane w taki sposób, iż każdy z nas może je dowolnie interpretować oraz nadzieja, jaką w końcu ujrzałam w książce.

Od początku ogromną sympatią darzyłam główną bohaterkę książki, jej brata, mamę i babkę. Kibicowałam im w ich zmaganiach z trudną rzeczywistością. Było mi przykro – gdy cierpieli, cieszyłam się – kiedy spotkało ich coś dobrego (bo szczęśliwie i tak się zdarzało).
Ogromnie podobały mi się przedstawione w książce postacie. Były różnorodne i charakterystyczne zarazem. Oprócz rodziny bardzo ciekawą postacią stała się dla mnie Fatima Ines de Dores, mała siostra kapitana statku de Doresa. Nawet Nathaniel Sorrows, który w Avie ujrzał anioła i doznał obsesji na jej punkcie – okazał się wyrazistą i ciekawą, choć niepokojącą czytelnika postacią.

Kiedy w końcu świat duchów na dobre wkroczył do zwykłego, śmiertelnego świata rodziny Roux – książka tylko wzmogła moje zainteresowanie.

"Przez te trzydzieści sześć lat, które minęły od śmierci Rene, przekonała się, że im bardziej ignorowała jego ducha, tym bardziej on usiłował przemówić. Gdy na niego patrzyła, widziała miejsce, gdzie miał kiedyś usta. Zdawał się wtedy krzyczeć i szaleńczo gestykulować.
(...)
Na dole zastała Henry'ego przy stole w jadalni zlizującego polewę z łyżeczki. Oni również tu byli. Cała trójka – Rene, który chodził za nią krok w krok, Margaux i kanarek, Pierette. A także ktoś, kogo Emilienne nie widziała nigdy wcześniej – małe dziecko z czarnymi włosami, gęstymi brwiami i spierzchniętymi ustami. Dziecko dotknęło dłonią zabytkowych czajniczków do herbaty, stojących na dębowym kredensie. Jego prześwitujące palce musnęły też skraje porcelanowych dzbanków.
Oni nie tylko tu byli. Do ich obecności zdążyła się już przyzwyczaić – do nieustannego świergotu Pierette, okaleczonej twarzy Rene, dziury w klatce piersiowej Margaux. Nie, najgorsze było to, że Henry z nimi rozmawiał."

"Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender" to książka o rodzinie, duchach, magii, macierzyństwie, ale przede wszystkim o inności, odmienności i miłości. I choć mogłabym czepiać się, iż początkowo książka była zbyt osobliwa (nie wiadomo było, o co w niej właściwie chodzi), a za chwilę nieco nudna (ot, taka sobie zwykła, smutna historyjka) – to ostatecznie stwierdzić muszę, że warto po nią sięgnąć oraz że była to przepiękna, zdecydowanie warta przeczytania lektura.

Trudno również pominąć urok jej okładki, nie tylko tej zewnętrznej, ale również jej (tak zwanych) skrzydełek. Białe piórko na turkusowym tle – coś przepięknego. 


Wszystkim serdecznie i z całego serca polecam tę lekturę! :))