piątek, 25 marca 2016

Mamuśka powraca ze świata magii - recenzja książki "Łowczyni" Virginii Boecker

Jakiś czas temu zapowiadałam Wam, iż dzięki Wydawnictwu


będę miała przyjemność przeczytać książkę "Łowczyni" Virginii Boecker. Dziś ogromnie cieszę się, iż ta właśnie pozycja trafiła w moje ręce. Jednocześnie ciężko mi na sercu bo będę musiała rozstać się z jej bohaterami. :(( Pocieszam się jednak, że to nie koniec mojej przygody z "Łowczyni", bo za czas jakiś pojawić ma się jej kontynuacja. :D
Ponad to fakt, iż moja przygoda z książką się skończyła jest dobrą wiadomością dla blogerów książkowych. Dlaczego? Otóż... książka jest tak fantastyczna, iż za zgodą wyd. Jaguar postanowiłam przeprowadzić Book Tour z "Łowczyni" w roli głównej. :D Zainteresowanych blogerów już dziś zapraszam do śledzenia Mamuśkowych różności, bo lada dzień pojawi się informacja o podróży tego tytułu do Was, a dziś zapraszam wszystkich czytelników na moją recenzję książki. Tylko jak tu się nie rozpisywać przy tak świetnej pozycji?  


Krótko o fabule

Wyobraźcie sobie XVI-wieczną Anglię. Znajdujemy się na zatłoczonym placu w Upminster. Właśnie w tej chwili mają spłonąć na stosie trzej schwytani czarnoksiężnicy i cztery wiedźmy. Na skraju placu stoi 16-letnia, niska, blondwłosa dziewczyna. To Elizabeth – łowczyni czarownic, która za moment, wraz ze swym przyjacielem Calebem, wyruszy na kolejne polowanie. Elizabeth i Caleb to zaufani łowcy, pracujący pod wodzą księcia Norfolku, lorda Blackwella, będącego wujem samego króla (Malcolma).
Wydawałoby się, iż sytuacja naszej bohaterki (mimo oczywistych trudności jakie spotykają ją w pracy ;) ) jest jasna i stabilna, a jednak... już wkrótce cały jej świat zostaje wywrócony do góry nogami. Elizabeth, posądzona o czary, zostaje pojmana i osadzona w więzieniu Fleet. Co więcej... tym razem właśnie nasza łowczyni jest skazana na śmierć poprzez spalenie na stosie. Na szczęście zostaje uwolniona z aresztu. Jak się okazuje jednak, nie przez przyjaciół, nie przez Caleba, któremu tak bardzo ufała, lecz przez czarnoksiężnika. Nagle nasza łowczyni trafia do domu, w którym o jej życie i zdrowie zabiegają: nekromanta, wiedźma, uzdrowiciel... – osoby, które dotąd uważała za swoich zaciekłych wrogów.
Dlaczego Elizabeth trafiła do domu czarnoksiężnika? Czy może ufać jego mieszkańcom? A może czym prędzej powinna stamtąd uciec? Odpowiedź na te pytania poznajemy zagłębiając się w treść doskonałej przygodówki, jaką jest "The Witch Hunter. Łowczyni".

Moja opinia o książce


Książka porwała mnie nieomal od pierwszych stron. Od jakiegoś czasu miałam ogrooomną chęć poczytać o magii, czarodziejach i wiedźmach. Od tej pozycji otrzymałam o wiele więcej. Mamy tu bowiem nie tylko: łowców, nekromantów i czarownice, ale również: pirata (skradł moje serce brutal :D ), uzdrowiciela, wieszczkę (oj, zaskoczyła mnie jej osoba niesamowicie), ducha, zjawę, a gdzieś w tle także: nimfy, ghule i demony. Mnóstwo ciekawych osobowości. Ci stojący po stronie dobra budzili we mnie moc ciepłych, przyjaznych uczuć, źli – powodowali złość i lęk.
Książka wywołuje w czytelniku mnóstwo emocji. Nie sposób było by czytać ją bez zaangażowania. Poprzez całą lekturę naprzemiennie odczuwałam to radość, wzruszenie, to znów smutek, czy strach. Momentami towarzyszyło mi niewyobrażalne napięcie. Brakowało mi tchu, a na moim ciele pojawiały się dreszcze, jak bym sama była uczestnikiem opisanych wydarzeń. Od czasu do czasu z moich ust wydobywały się słowa zaskoczenia (których jednak tutaj nie przytoczę ;) ), gdy autorka zdumiewała mnie nagłymi zwrotami akcji.
Przez całą powieść kibicowałam bohaterce i jej przyjaciołom w realizacji planów. Z każdą stroną, gdy poznawałam ich bliżej, darzyłam większą sympatią. Ich jednak nie dawało się nie pokochać, albowiem każdy miał w sobie coś wyjątkowego, przez co nieodwołalnie trafiał do mojego serducha. ;) Ogromna ciekawość prowadziła mnie przez kolejne strony książki. Jak rozwinie się sytuacja? Czy Elizabeth spełni swoją misję? Czy Caleb, jej wieloletni przyjaciel, wciąż jest po jej stronie, czy raczej powinna go unikać? Ze strony na stronę moje zainteresowanie rosło i nagle okazało się, że to już koniec, że na kolejne przygody Elizabeth i jej przyjaciół przyjdzie mi poczekać. Ech...
Warto zwrócić również uwagę na to, iż na każde zadane w książce pytanie – autorka udzieliła odpowiedzi. Żaden z poruszonych wątków nie pozostał bez wyjaśnienia. Kolejne zagadnienia, tajemnice, ostatecznie zostały rozwiązane łącząc się w jedną, ogromnie ciekawą i sensowną całość. Wykreowany świat został od początku do końca dokładnie przemyślany i tak przedstawiony, podobnie jak i poszczególne postacie występujące w książce.
Przygodówkę tę porównałabym (choć to nie to samo i oczywiście nie każdy musi się ze mną zgodzić) do "Igrzysk śmierci", które pokochałam. Z jedną różnicą – o wiele łatwiej skupić się jest na jej treści podczas czytania. Przy "Igrzyskach..." potrzebowałam ciszy, by łatwiej skoncentrować się na treści, w świat "Łowczyni" zapadałam się całkowicie, obojętnie kiedy wzięłam ją do rąk. Gdy ją pochłaniałam nie przeszkadzał mi ani włączony telewizor, ani harmider domowy.
Lektura "Łowczyni" była wspaniałą przygodą i właśnie dlatego (za zgodą cudownego wydawnictwa Jaguar) pragnę podzielić się nią z blogerami, którzy w zamian za przeczytanie napiszą jej recenzję na swoich blogach. Ale Wy przecież doskonale wiecie na czym polega Book Tour. ;)) O rozpoczęciu akcji poinformuję Was już wkrótce.


I jak, moi kochani? Skusicie się na lekturę "Łowczyni"? A może już ją czytaliście? Podzielacie mój entuzjazm? :D