niedziela, 20 marca 2016

Okiem przez historię - moja recenzja "Królów przeklętych"

W czasach szkolnych historia nie należała do moich mocnych stron. Masa liczb, dat, wydarzeń – suchych faktów, którymi nabija się głowy uczniom – bardzo opornie trafiała do mojej pamięci. ;) Po mniej więcej 15 latach od zakończenia edukacji zdecydowałam się sięgnąć po popularną ostatnio (ze względu na jej wznowienie) książkę historyczną. Ta pozycja to "Królowie przeklęci" Maurice'a Druona. Dziś zapraszam Was na moją ocenę tej pozycji. :)


Kilka słów na temat fabuły.

Dwóch templariuszy, wielki mistrz Jakub de Molay i prowincjał Normandii Gotfryd de Charnay, na podstawie wymuszonych torturami zeznań, zostaje skazanych na śmierć poprzez spalenie na stosie. W chwili wykonywania wyroku...

"Niespodziewanie głos wielkiego mistrza przebił się przez zasłonę ognia i dosięgnął każdego z osobna, jakby templariusz zwracał się do wszystkich. Z zadziwiającą mocą, którą już pokazał przed Notre Dame, Jakub de Molay wykrzyknął:
-Hańba! Hańba! Patrzycie, jak giną niewinni, bądźcie przeklęci! Bóg was osądzi.
Dosięgnął go płomień, paląc jego brodę, włosy, w sekundę pożerając papierowy czepiec. Przerażony tłum zamilkł. Wydawało się, że w ogniu umiera szalony prorok. Potworny głos wydobył się z twarzy w ogniu:
-Papieżu Klemensie!... Rycerzu Wilhelmie!... Królu Filipie!... Powołuję Was przed sąd Boży, przed którym zjawicie się w ciągu roku, aby otrzymać słuszną karę! Przeklinam was! Niech wasze rody będą przeklęte aż do trzynastego pokolenia!...
Płomienie ogarnęły usta wielkiego mistrza, dusząc ostatni krzyk starca. Potem przez chwilę, która zdawała się ciągnąć w nieskończoność, walczył ze śmiercią. Wreszcie sznur pękł, jego ciało zgięło się i upadło w żar. Tylko jego wyciągnięta, do szczytu szczerniała ręka wystawała z płonącego stosu."

Ten właśnie moment staje się dla nas początkiem historii francuskich władców: Filipa IV Pięknego, Ludwika X Kłótliwego, ich bliższych i dalszych krewnych, współpracowników, przyjaciół i wrogów. Od tej chwili poznajemy historię "Królów przeklętych".

Moja opinia o książce

Książka składa się z trzech części, a mianowicie: "Król z żelaza", "Zamordowana królowa" oraz "Trucizna królewska". Na jej końcu znajdują się noty historyczne odwołujące się do przypisów w książce. Warto je śledzić podczas czytania, by bliżej poznać i zrozumieć ważne pojęcia oraz zobrazować sobie opisane wydarzenia (z ich dokładnymi lub przybliżonymi datami) dotyczące historii Francji. Za notami historycznymi znajdują się drzewa genealogiczne, dzięki którym zdecydowanie łatwiej można zorientować się, kto jest kim w powieści, albowiem do czynienia mamy tutaj z całą feerią różnorakich osobowości. Ja początkowo miałam problem z orientacją w tym, kto odgrywa jaką rolę na łamach książki i robiłam notatki na ten temat. Na szczęście dość szybko "wkręciłam się" w fabułę i później bez problemu odróżniałam bohaterów, ich sympatie i antypatie. Warto jednak zwrócić uwagę na wspomniane drzewa genealogiczne, ponieważ oszczędzą one czytającemu zagubienia, które mi towarzyszyło w początkach przygody z "Królami przeklętymi". 


Historia "Królów przeklętych" zupełnie nie kojarzy mi się z historią, jakiej uczono nas w szkole. Czytając książkę miałam raczej wrażenie poznawania kolejnych kart arcyciekawej powieści. Powieści, w której występują: królowie i królowe, ich rodziny, oddani im podwładni (ministrowie, koadiutorzy, dowódcy...), kochanki oraz kochankowie. Na jej łamach spotykamy: zakonników, bankierów, szlachtę oraz zwykłych obywateli, którzy niejednokrotnie muszą zmagać się z własnymi problemami, ogromnymi podatkami, biedą i śmiercią, podczas gdy królowie opływają w dostatki niemiłosiernie zadłużając skarb państwa.
"Królowie przeklęci" to lektura pełna: zdrad, intryg i knowań, nienawiści, bezwzględnej walki o władzę i wpływy. Tutaj niczyja pozycja nie jest pewna, a żadna z osób nie jest powszechnie szanowana. Dla jednych król wydaje się być sprawiedliwym, wspaniałym władcą, gdy tymczasem inni życzą mu rychłej śmierci. Jednego dnia bohaterowie wynoszeni są na postument, kolejnego upadają na samo dno. Nikt nie może być pewien nikogo i niczego. Potwierdza to historia templariuszy, którzy powszechnie cenieni przez króla i przez państwo – nagle, kompletnie niespodziewanie, na podstawie nieprawdziwych oskarżeń, zostają postawieni przed sąd, skazani na tortury, a następnie na śmierć. Podobnie, kiedy umiera król, najbliżsi i oddani jemu współpracownicy, nagle, w wyniku intryg, mogą zostać oskarżeni przez jego następcę o nieuczciwe kierowanie sprawami państwa. Ich los, w momencie śmierci ich władcy, jest niepewny. To nie jest świat z bajek, gdzie królowa, u boku kochającego męża, wielbiona przez tłumy, opływa w dostatki. To historia prawdziwych władców – w której żony i mężowie zostają poślubieni sobie ze względu na pochodzenie oraz stan posiadania. Tu nie ma mowy o miłości i długim oraz szczęśliwym życiu.
Po śmierci monarchy, często nagłej (śmierci przecież nikt nie planuje), w wieku lat 18 – dwudziestu kilku, jako następca, młody król zasiada na tronie i musi przejąć sprawy państwa. Sprawy o których często nie ma pojęcia, z którymi spotyka się niejednokrotnie po raz pierwszy. Oczywiście nowemu władcy towarzyszą doradcy (ministrowie, członkowie rodziny i spoza niej). Komu jednak należy wierzyć? Kto ma w danej kwestii rację? Nie jest prostą sprawą być królem. Jak okazuje się, niełatwo również jest być władcy poślubioną.

Książka podczas czytania wymaga skupienia. Raczej nie potrafiłabym jej czytać przy włączonym telewizorze lub podczas krótkich przerw w pracy. Jednak, gdy już można się na niej skoncentrować – otwiera przed nami naprawdę interesujące światy. Barwne, nieraz dość drastyczne opisy – zapierają dech w piersiach i sprawiają, iż z łatwością jesteśmy w stanie je sobie wyobrazić. Ta powieść budzi emocje. Nie sposób chłonąć ją bez zaangażowania. Czytając jeden z opisów przedstawiający śmierć pewnych braci miałam ciarki na ciele. Żal mi ich było, ponieważ zdążyłam już ich polubić. Co z tego, iż postępowali niecnie. ;)
Krew się ściele na kartach książki, śmierć towarzyszy nam bezustannie. Przyzwyczajamy się do bohaterów. Jednych darzymy sympatią, innych najchętniej sami pozbawilibyśmy życia i nie wiemy, w którym momencie przyjdzie nagle nam się z nimi pożegnać. Niestety także z tymi, których zdążyliśmy polubić.

Ogromnie podoba mi się zastosowanie w książce narracji wieloosobowej. Dzięki niej możemy poznać tę samą historię z punktu widzenia różnych postaci. Ogromnie spodobało mi się również przedstawianie przez autora myśli poszczególnych bohaterów, dzięki czemu ci ostatni stają się nam bliżsi. Czasem, słuchając powieści z różnych ust – sama zastanawiałam się czy dana osoba jest bohaterem pozytywnym, czy negatywnym i nie zawsze potrafiłam odpowiedzieć sobie na to pytanie. Bardzo mi się to spodobało. Człowiek przecież nie jest z założenia tylko dobry lub wyłącznie zły. Każdy z nas czasem kieruje się emocjami, stawia swoje sprawy ponad potrzeby innych, nikt z nas nie jest całkowicie pozbawiony własnych uczuć, emocji czy pragnień.

Bohaterowie są różnorodni i barwni. Jednych z nich lubimy, innych nie znosimy i złoszczą nas, gdy tylko pojawiają się na kartach powieści. Co do jeszcze innych trudno się nam ustosunkować jednoznacznie. Jednak łączy ich jedno, są prawdziwi, ludzcy, mają swoje silne i słabe strony. W końcu królowie, królowe i ich poddani – nie są lalkami. To ludzie z krwi i kości, i takimi przedstawił ich w swej powieści Maurice Druon.
Cóż mogę dodać... taką historię to ja mogę poznawać. :))


Moi drodzy! Czytaliście już "Królów przeklętych"? A może macie tę książkę w planach? Co o niej sądzicie? To pierwsza powieść historyczna, jaką przeczytałam i spodobała mi się ogromnie. A Wy lubicie książki z tego gatunku?