niedziela, 17 stycznia 2016

Czas na ostatni stosik 2015 r.

Już niedługo przybędę do Was ze swoim subiektywnym zestawem najlepszych książek, które przeczytałam w 2015 r. Tymczasem jednak zapraszam na ostatni stosik z poprzedniego roku. Myślałam, że książek, które uzbierałam od listopada będzie wyjątkowo mało, gdyż staram się kupować wyłącznie te, na których naprawdę mi zależy, albowiem stosy na półkach rosną, a ja nie jestem w stanie "pożerać ich" w takim tempie, w jakim je zdobywam. :D Okazało się, że jest nieco inaczej, choć większość z moich zdobyczy to buki z cudownych wymian książkowych. Z drugiej strony - dobrych książek nigdy nie jest za wiele. ;)
A oto mój stosik z facebookowych wymian.


Jakiś czas temu moje serducho podbiła pani Katarzyna Michalak. Jej książki połykam wręcz, dlatego postanowiłam kupować wybrane tomiki kolekcji, pojawiającej się w kioskach. Ostatnio zdobyte znajdują się na zdjęciu.

 
Kolejne to również kioskowe zdobycze, tym razem jednak autorstwa Nicholasa Sparksa. Dwie z nich już przeczytałam. "Pamiętnik", który wiele lat temu podbił moje serce – tym razem nie ujął mnie niestety w takim stopniu jak kiedyś. Szczerze mówiąc – zawiodłam się, bo książkę pamiętałam jako niesamowitą, niezapomnianą, cud nad cudami, tymczasem po latach, gdy znałam już jej treść "nie powaliła mnie" tak, jak kilkanaście lat temu. A może już jestem za stara? "Najdłuższą podróż" (przeczytaną tego roku) uznałam za całkiem niezłą książkę, ale też nie "rozłożyła mnie na łopatki". Może oczekiwałam zbyt wiele? Za to "List w butelce" baaardzo mi się spodobał. :)
A oto stosik.


I największa zdobycz końcoworoczna. Przepiękna okładka, pod nią twarda, również ilustrowana oprawa, cudowne wydanie i równie cudna lektura. To pierwsze tomisko, które czytam tego roku i... uwielbiam ją. Przeczytałam już 600 stron i z jednej strony ogromnie pragnę poznać jej zakończenie, a z drugiej nie chcę, aby się skończyła. 



Napiszcie koniecznie, która z tych książek ciekawi Was szczególnie? Na jaką lekturę Wy się ostatnio skusiliście?

Tymczasem ja ściskam Was mocno. :*)


sobota, 9 stycznia 2016

Nadszedł czas na "Pojedynek uczuć" - recenzja kolejnej książki Krystyny Mirek

Witam Was w Nowym 2016 roku i samych cudowności życzę. :))

Dawno mnie tu nie było, ale w końcu ruszam z kopyta. :D
Rok 2016 postanowiłam uczcić recenzją lektury jednej z moich ulubionych pisarek (ulubionych od pierwszej przeczytanej lektury) Krysi Mirek. "Na tapetę" wrzucam jedną z ostatnich tak długaśnych recenzji. W tym roku obiecuję sobie pisać krótsze oceny książkowe, ale za to odzywać się częściej. Zobaczymy co mi z tego wyjdzie. ;)
A teraz czas na...

"Pojedynek uczuć".


W życiu nie wszystko układa się po naszej myśli. Niejednokrotnie na naszej drodze pojawiają się przeszkody, które musimy pokonać i radzimy sobie z tym lepiej lub gorzej. Jednak zdarza się też tak, że nagle nasz poukładany dotąd świat, z dnia na dzień, rozpada się całkowicie.
Taka sytuacja spotkała Majkę, bohaterkę "Pojedynku uczuć", którą z dnia na dzień opuścił partner, a ona została z ogromnym kredytem mieszkaniowym i ich małym synkiem na utrzymaniu. Dodatkowo jej szef, mimo, iż jest wspaniałą pracownicą nie docenia tego. Maja często musi zostawać w zakładzie do późnych godzin wieczornych, zaniedbując Krzysia, który po odebraniu z przedszkola zostaje godzinami w domu, skazany wyłącznie na towarzystwo psa. Osobą, na którą dziewczyna może liczyć jest jej mama, ale i ta większość czasu poświęca pomocy w prowadzeniu domu i opiece nad dziećmi siostry Maji, z którą mieszka w innym mieście. Nagle, z dnia na dzień Maja traci nie tylko mężczyznę swego życia, ale i pracę. Jak potoczy się historia dziewczyny? To jedna z zagadek "Pojedynku uczuć". Ale nie jedyna.
Jest jeszcze Maryla, dojrzała już kobieta, która z powodu zdrad męża postanowiła się z nim rozstać. Minęły lata, ich synowie dorośli i dojrzali, jednak wychowani przez mamę w świadomości haniebnych zdrad ojca oraz obserwujący każdego dnia rozżaloną, nieszczęśliwą z tego powodu kobietę, gotowi są wraz z nią, w ramach zemsty, przejąć "królestwo ojca" – jego firmę. Maryla pała chęcią zemsty, jednak tak naprawdę, w głębi serca, chciałaby, aby oczy Leona się otworzyły i aby w końcu zrozumiał, co jest w życiu naprawdę istotne. Chciałaby znów być dla niego najważniejszą kobietą w życiu.
Leon (były mąż Maryli), surowy biznesmen, bez skrupułów szafujący być albo nie być swoich pracowników – zwalnia ich przy najmniejszym potknięciu. Najważniejsze dla niego są: firma oraz pieniądze. Lubi towarzystwo kobiet z którymi spędza błogo czas, gdy tylko ma na to ochotę. Czy jednak rzeczywiście jest to prawda o tym mężczyźnie?
Szymon i Witek – synowie Maryli i Leona próbują ułożyć jakoś swoje dorosłe życie, z czym różnie sobie radzą.


Kiedy zaczęłam czytać tę książkę pomyślałam, że będzie to słodka historia o tym, jak rozbite na kawałki życie Majki za sprawą "księcia na białym koniu" zamienia się w bajkę. Miałam jednak ogromną nadzieję, że Krystyna Mirek, moja ulubiona polska pisarka, nie uraczy mnie takim miodem bez wyrazu. I oczywiście pani Krysia stanęła na wysokości zadania!

"Pojedynek uczuć" to książka przedstawiającą nie tylko dramat samotnej matki, walkę o zyskanie zaufania kobiety, którą się kocha oraz budzenie w sobie ufności wobec kogoś, kiedy inna osoba odebrała nam wiarę w miłość. To również historia o tym, że nie zawsze to, co prezentujemy na zewnątrz – odzwierciedla nasze uczucia.

Czytadełko napisane jest przystępnym językiem, dzięki czemu w przedstawiony świat wkraczamy dość łatwo i chętnie w nim pozostajemy. To doskonała lektura dla kobiet ceniących powieści obyczajowe, które jednak nie są nudne czy przewidywalne. Zapoznając się z treścią "Pojedynku uczuć" ze strony na stronę coraz bardziej pragniemy poznać jej zakończenie, w coraz większym stopniu darzymy jej bohaterów gorącą sympatią lub szczerą niechęcią. Po prostu... żyjemy tą powieścią.
Większości przedstawionych w powieści postaci bardzo kibicowałam, tylko jeden z panów oraz pewna pani od momentu "gdy ich poznałam" do samego końca budzili we mnie głównie negatywne odczucia (świetnie jednak, że i takie osoby pojawiły się w książce).

Pamiętam, jak bardzo zaskakiwała mnie autorka nagłymi zwrotami akcji, gdy czytałam 

"Miłość z jasnego nieba". (link do recenzji)

W "Pojedynku uczuć" takich zwrotów jest mniej, jednak jeden z nich rozwalił moje serce na kawałki.
Po poznaniu tej historii wielu czytelników zada sobie pytanie: Czy warto ukrywać coś co jest dla nas istotne po to tylko, aby nasze racje pozostały "na wierzchu"? By z trudnej sytuacji wyjść z honorem? Co jest dla mnie najważniejsze? Może warto zrobić dziś coś – na co nie miałam/em dość siły (odwagi) zdecydować się wcześniej? Czy to, jakimi widzimy innych ludzi jest ich rzeczywistą twarzą, czy tylko maską prezentowaną otoczeniu? Czy w ważnej dla nas życiowej sprawie warto słuchać rad innych osób i postępować zgodnie z nimi, czy może jednak lepiej posłuchać siebie? Co jest istotą życia? Władza? Pieniądze? Miłość? Co się stanie z nami, gdy nagle je utracimy?
Książka pobudza do refleksji nad własnym życiem i (w moim odczuciu) jest to największa jej wartość.



niedziela, 6 grudnia 2015

Podsumowanie BookAThonu - grudzień 2015

BookAThon dobiega końca, więc nadszedł czas podsumowań. Serdecznie zapraszam Was na kilka słów dotyczących mojego zaczytanego tygodnia. :))

Założyłam sobie, iż (jeśli tylko mi się uda ;) ) od 30.11 do 6.12.2015 r. przeczytam cztery widoczne na zdjęciu książki.


Założenie było bardzo ambitne, albowiem na co dzień pracuję, mam dwie córy (w tym 1,5-roczną, ogromnie aktywną, ostatnio dodatkowo chorą Wiktorię – na szczęście już jest znacznie lepiej), a i życie w ostatnim tygodniu postanowiło mi nieco dopiec. ;) Mimo to jednak jestem z siebie dumna.

Przepięknie ilustrowanego "Harry'ego Pottera..." czytałam w wolnych chwilach przez 3 kolejne dni i lekturę zakończyłam w środę.

 
Kiedyś już czytałam tę część Pottera. Okazało się jednak, iż wiele szczegółów z niej przez minione lata uległo zapomnieniu. Powrót w lata dzieciństwa był ogromnie udany. Jak dzieciak cieszyłam się poznając szkołę czarodziejów oraz przygody bohaterów, a ilustracje zamieszczone w książce – wręcz zachwycały mnie. :)) Marzę o uzbieraniu całej kolekcji ilustrowanego Harry'ego, zwłaszcza, że w młodości czytałam tylko pierwsze części tej magicznej powieści. :))

"Oskar i Pani Róża" to pozycja, którą pochłonęłam w jeden wieczór. Jej czytanie zajęło mi godzinkę, może niewiele dłużej.

 
Spodziewałam się, iż podczas lektury tej książki nie jedna łza mi z oczu poleci, gdyż wcześniej oglądałam film i wiedziałam o czym opowiada. Okazało się jednak, iż ani razu nie popłakałam się podczas czytania. Mimo to – książeczka była cudowną, wzruszającą lekturą. Polecam ją każdemu.

Ostatnim dziełem, które pochłonęłam w ciągu dwóch dni i skończyłam czytać przed chwilką – było "Uroczysko" Magdaleny Kordel.

 
Wcześniej miałam przyjemność czytać "Wymarzony dom" tejże pisarki (link do recenzji). Na półce w kolejce do przeczytania czekają na mnie dwie kolejne książki z tej serii. Opisane przez autorkę Malownicze pokochałam od początku. Lektura "Uroczyska" okazała się być jeszcze lepsza, niż w przypadku poprzedniej książki, a z tego co mi wiadomo "Uroczysko" to debiut autorki. Opowiada o rozstaniu i podnoszeniu się po rozwodzie na własne nogi – setnie się jednak przy niej bawiłam. Uwielbiam książki, które niosą ze sobą interesującą historę, a jednocześnie można przy nich pośmiać się, oderwać od rzeczywistości, i dzięki którym spojrzeć można w przyszłość z opytmizmem.

Niestety nie udało mi się przeczytać książki "Ostatnie dni Królika", jednak zrobię to w najbliższym czasie. 


Jeszcze dziś przystąpię do jej czytania. :))

Podczas BookAThonu planowałam przeczytać ok. 1100 stron, ale od początku zakładałam, iż może mi się to nie udać. Pochłonęłam 710 i jestem ogromnie z siebie zadowolona. Podczas poprzedniego BookAThonowego tygodnia przeczytałam ok. 450 stron, więc tym razem wynik jest znacznie lepszy. Wszystkie przeczytane książki bardzo mi się podobały i już wkrótce na blogu będziecie mogli przeczytać ich recenzje.

A Wy? Braliście udział w tym wydarzeniu? Jakie książki czytaliście? Udało Wam się przeczytać wszystkie zaplanowane lektury? Jeśli nie braliście udziału koniecznie pochwalcie się, co czytacie ostatnio. :))


piątek, 27 listopada 2015

Mój BookAThonowy stosik. :))

Już za chwileczkę, już za momencik
tydzień z BookAThon zacznie się kręcić

i z tej pięknej okazji przybywam do Was z moim stosikiem na zaczytany tydzień. :))

Na początek napiszę, jakie wyzwania czekają nas od 30.11 i jakie książki wybrałam do wypełnienia poszczególnych zadań. Niektóre z nich będą się powtarzały, ponieważ nie zdążę w ciągu tygodnia przeczytać aż sześciu lektur. Nie spodziewam się nawet, iż uda mi się pochłonąć wszystkie te, które zagarnęłam do wyzwania, ale chciałabym je przeczytać – stąd mój wybór.

Wyzwanie 1 – Książka z czymś czerwonym na okładce to "oficjalnie" "Uroczysko" Magdaleny Kordel (378 str.), choć każda z wybranych przeze mnie lektur w jakimś stopniu spełnia ten warunek, ;)
2 – coś z listy 100 tytułów BBC to " Harry Potter i Kamień Filozoficzny" J. K. Rowling (246 str.),
3 – jako szkolna lektura, której nie przeczytałam "Oskar i Pani Róża" Erica – Emmanuela Schmitta (86 str.),
4 – tytuł, który zdobył nagrodę literacką to ponownie "Harry Potter ...",
5 – książka wybrana przez inną osobę to "Ostatnie dni Królika" Anne McPartlin (398 str.), którą otrzymałam jako nagrodę za udzielanie się na blogu Blask Książek i wyszukała ją dla mnie Gosia,
6 – publikacją polskiego autora jest wspomniane wcześniej "Uroczysko".
7 – Ostatnie wyzwanie dotyczy przeczytania w trakcie BookAThoonu co najmniej 1500 stron. Ja nie biorę w nim udziału, ale jeśli przeczytam 1108 stron, które sobie wyznaczyłam i tak będę ogroooooomnie z siebie dumna. Szczerze mówiąc jednak – nie spodziewam się aż takiego sukcesu. ;) Półtoraroczna córeczka, praca, zajmowanie się domem, gotowaniem. Na podium raczej nie stanę, jednak w tym wszystkim chodzi o wspólne czytanie i dobrą zabawę, czego właśnie się spodziewam. :))


Oto kilka zdjęć mojego stosiku.




 
A Wy? Przyłączycie się?

Piszcie też o tym, jak podoba Wam się mój stosik i jakie książki Wy wybraliście, jeżeli bierzecie udział w tej zabawie. A jeśli nie uczestniczycie w BookAThonie – czytacie coś obecnie? Jakie są Wasze najbliższe czytelnicze plany? :))


sobota, 21 listopada 2015

Nadszedł czas na recenzję "Kosogłosa". :)

"Tydzień z Igrzyskami Śmierci" powoli dobiega końca i wczoraj skończyłam czytać "Kosogłosa", ostatnią część trylogii. Dziś przybywam, by podzielić się z Wami wrażeniami na temat przeczytanej lektury. :)


Podobnie, jak w przypadku "W pierścieniu ognia", także "Kosogłosa" można podzielić na dwie części. Pierwszą, w której Katniss stopniowo powraca do zdrowia, dowiaduje się, co wydarzyło się na arenie i jaki los spotkał jej znajomych, a także próbuje odnaleźć się w nowym miejscu, w zaskakującej sytuacji, w jakiej została po raz kolejny postawiona (bo w życiu Katniss od zakończenia pamiętnych Igrzysk Śmierci nic nie jest już pewne i wygląda na to, iż spokój nie jest jej pisany). W Panem trwa wojna (tyle chyba mogę zdradzić), ale nie dotyczy ona jeszcze bezpośrednio naszych bohaterów. Autorka stopniowo wprowadza nas w akcję. Nie brakuje tu sytuacji zagrożenia, pewnego niepokoju, ale czyta się ją w miarę spokojnie.
Mijamy połowę, a może 2/3 książki i "gra" znowu się rozpoczyna. Znów w wielkim napięciu śledzimy losy "Kosogłosa", akcja nabiera zawrotnego wręcz tempa, trudno odłożyć książkę na półkę, zwłaszcza, że koniec każdego rozdziału zapowiada następne niesamowite wydarzenia. Trup ściele się gęsto, a my, zaskakiwani kolejnymi wypadkami, niejednokrotnie ze zdumienia szeroko otwieramy usta.

Choć pierwsza część książki podobała mi się to po dłuższym czasie zaczęła mnie nieco nużyć. Na szczęście wówczas pisarka postanowiła zafundować czytelnikom moc niesamowitych emocji. Fabuła stała się tak wartka, że chwilami zapierała dech w piersiach, a raz (pod koniec), musiałam nawet przerwać czytanie, aby móc uspokoić emocje.
Suzanne Collins rozwaliła moje serce na tysiąc kawałków. Tak, jak pozwoliła mi pokochać swoich bohaterów (im bliżej ich poznawałam, tym większym afektem darzyłam), tak nagle zaczęła mi niektórych z nich odbierać. Oj, bolesne to będą wspomnienia, jednak to właśnie one dodają książce jeszcze większej wartości.

Podczas lektury "Kosogłosa" zdarzyło mi się kilkakrotnie śmiać w głos, albowiem mimo przedstawionego w niej okrucieństwa, autorka potrafiła również wprowadzić  w jej treść zabawne sytuacje oraz dialogi.
"Przeszywa mnie zimny dreszcz. Naprawdę jestem taka chłodna i wyrachowana? Gale nie powiedział: 'Katniss wybierze tego, z którego nie będzie mogła zrezygnować, bo pęknie jej serce', czy choćby 'tego, bez którego nie będzie mogła żyć'. To by sugerowało, że powoduje mną taka czy inna namiętność. Tymczasem mój najlepszy przyjaciel twierdzi, że po zastanowieniu wybiorę tę osobę, bez której nie dam sobie rady. W ogóle nie zakłada, że pokieruje mną miłość, pożądanie, czy choćby myśl o dopasowaniu. Po prostu przeprowadzę chłodną kalkulację, żeby ustalić, który z moich potencjalnych partnerów ma więcej do zaoferowania, zupełnie jakby w ostatecznym rozrachunku chodziło o to, kto mi zapewni dłuższe życie: piekarz czy myśliwy. Równie okropne jest to, że Peeta im nie zaprzeczył. Wszystkie emocje zostały mi odebrane i użyte przez Kapitol oraz rebeliantów, więc w tej chwili mój wybór byłby prosty: doskonale dałabym sobie radę bez nich obydwu."

Wątek miłosny w książce budzi niemałe emocje. Kogo wybierze Katniss? Gale'a, z którym zaprzyjaźniła się pięć lat wcześniej podczas polowań na zwierzęta w dwunastym dystrykcie, czy Peetę, z którym poznała się na arenie podczas okrutnych, głodowych igrzysk?



Ja od początku kibicowałam Katniss i Gale'owi, ale nie zdradzę tutaj zakończenia książki. Aby poznać jej koniec, sami musicie przeczytać to dzieło lub obejrzeć film. 

Podczas czytania "Kosogłosa" zdarzyło mi się również popłakać. I mimo, iż świat stworzony w książce jest fikcyjny, chwilami czułam się, jak by to była prawdziwa wojna i nie potrafiłam przetłumaczyć sobie, iż to tylko science fiction. Mrożące krew w żyłach opisy: ludzie opuszczający w środku nocy swoje zniszczone domy, poszukujący schronienia, strzelaniny, wybuchy bomb, dziewczynka w żółtym płaszczyku, dzieci znajdujące się za metalową siatką, odgrodzone od tłumu, i ich historie. Osobiście nie mogłam przejść nad tym obojętnie. Niby science - fiction, a ja widziałam okrucieństwo prawdziwej, bezwzględnej wojny.

Warto też wspomnieć o bohaterach "Kosogłosa". Niestety książkę czytałam w dość krótkim czasie. Niekiedy nie miałam możliwości wystarczającego skoncentrowania się na jej treści i nie udało mi się dobrze poznać niektórych bohaterów, więc momentami nie wiedziałam o kim akurat jest mowa. Nie przeszkadzało mi to jednak w ogólnym odbiorze lektury. Za to jestem bardzo ciekawa filmu, bo jednak w przypadku obrazu łatwiej będzie mi kojarzyć jego poszczególne postacie.

A Wy czytaliście "Kosogłosa"? A może oglądaliście już film? Jak Wasze wrażenia? Koniecznie napiszcie o tym w komentarzach.