niedziela, 21 października 2018

"Kirke" - najpiękniejsza powieść 2018 r.

Hej Kochani!

Przyszedł czas na opis pierwszej książki w nowej odsłonie Mamuśkowych Różności. Czekaliście długo, a na swoje usprawiedliwienie mam jedynie to, iż życie postanowiło mi dokopać. Właściwie nie samo życie... Ale o tym może innym razem... Dziś o wyjątkowej lekturze. Na tapetę wrzucam "Kirke" Madeline Miller – najlepszy book, jaki przeczytałam w tym roku i jeden z lepszych, jakie przeczytałam w swoim życiu.


Jeśli pragniecie dowiedzieć się o czym jest powieść zapraszam na jej opis tutaj na stronie wydawnictwa

.

Jednocześnie pięknie dziękuję wydawnictwu za tę wyjątkową książkę.

O "Kirke" słyszałam wiele różnych opinii. Jedni nie widzą w niej nic szczególnego. Postrzegają ją jako zwykłą opowieść o nudnej, tkwiącej na wyspie Kirke, przeplataną przygodami innych postaci, znanych nam z mitologii. Nie widzą w niej żadnej akcji, powiewu świeżości. Inni czytelnicy z kolei, podobnie jak ja, zakochują się w tej historii. Dlaczego? To proste! ;)
Jeśli oczekujecie po tym booku przygody, sensacji, akcji, nowego spojrzenia na mitologię, książki przypominającej przygodówki Ricka Riordana – z pewnością się zawiedziecie. Jeśli zaś nie przeszkadza Wam wolne tempo toczącej się opowieści, wspomnienie mitów takimi, jakie je znamy, bez żadnych unowocześnień, cenicie sobie piękny styl pisania i zechcecie wniknąć w głębię tego dzieła – zakochacie się w niej równie mocno jak ja.
Książka zachwyciła mnie przede wszystkim stylem, językiem, w jakim została napisana. Do setnej strony uważałam, że jest ona bardzo wartościowa, po sto sześćdziesiątej – całkowicie w niej zatonęłam i pokochałam tę historię. Z przyjemnością czytałam zarówno stworzone opisy, jak i dialogi. Oczyma wyobraźni obserwowałam przedstawione obrazy, sytuacje. To powieść o samotności, ale i o umiejętności cieszenia się nią, o miłości matczynej i miłości w związku, w końcu także o smutku, odchodzeniu, śmierci. Z przyjemnością chłonęłam każdy akapit, każde zdanie i słowo. Nieraz wzruszenie ściskało mi gardło. Wielokrotnie, z zachwytem, czytałam niektóre, zaznaczone przeze mnie fragmenty.

"Weszłam na statek i podniosłam dłoń. Odpowiedział tym samym. Nie oszukiwałam się fałszywą nadzieją. Byłam boginią, on śmiertelnikiem i oboje byliśmy więźniami. Ale odcisnęłam w pamięci wizerunek jego oblicza jak pieczęć w wosku, żeby unieść go ze sobą."

"...w samotniczym życiu są rzadkie chwile, w których dusza innej istoty pojawia się blisko twojej, jak gwiazdy, które tylko raz w roku muskają niebo."

"Śmiertelni umierali, gdy toną statki, od miecza, kłów dzikich zwierząt i z rąk dzikusów, z powodu chorób, głodu i starości. Niezależnie od tego, jak energiczni są za życia, jak genialni, niezależnie od cudowności, które stworzyli, obracali się w proch i dym."

Myślę, iż niejednokrotnie powrócę do tej książki, by zachwycać się nią ponownie i odnajdować w niej nowe, wartościowe przemyślenia.
Warto wspomnieć również o pięknym wydaniu książki (o czym wiedzą chyba wszyscy) i spisie postaci z mitologii, znajdującym się na jej końcu. Spis ten zdecydowanie ułatwia połapanie się w temacie osobom, które (podobnie jak ja) zdążyły już zapomnieć większość mitów greckich. ;) 


Jestem zachwycona tą książką. A Wy? Zapoznaliście się już z tym tytułem? Jeśli tak, napiszcie do której grupy czytelników należycie? Jesteście zwolennikami tej pozycji czy wręcz przeciwnie? Jeśli natomiast dotąd nie sięgnęliście po "Kirke" dajcie znać, czy macie ją w planach?




2 komentarze:

  1. No po nią na pewno sięgnę, brzmi bardzo ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
  2. To raczej książka nie w moim guście czytelniczym, ale cieszę się, że Tobie się podobała.

    Dodaję bloga do obserwowanych :)
    Pozdrawiam serdecznie!
    Mój blog

    OdpowiedzUsuń