środa, 18 listopada 2015

"Tydzień z Igrzyskami Śmierci" trwa. :) Moja recenzja "W pierścieniu ognia".

Dziś w ramach facebookowego


gdy dziewczyny zamieściły już swoje recenzje "W pierścieniu ognia" ja zapraszam Was także na swoją ocenę tej pozycji. :))

"Igrzyska śmierci" wpadły w me ręce za sprawą siostrzenicy, która książkę (wraz z kilkoma innymi) wypożyczyła z biblioteki. Miałam kilka dni na wybranie i przeczytanie kilku lektur z jej stosiku, a że o "Igrzysach ..." słyszałam mnóstwo, więc właśnie po nie sięgnęłam. Skutek tego był taki, że zakochałam się w książce bez pamięci. Obejrzałam film, a teraz przy okazji "Tygodnia z Igrzyskami Śmierci" postanowiłam zapoznać się z dwiema pozostałymi częściami trylogii oraz jej adaptacjami filmowymi.
Od kiedy przeczytałam pierwszą część "Igrzysk ..." minęło kilka miesięcy, więc zastanawiałam się, czy po takim czasie uda mi się bez większych problemów odnaleźć w świecie Katnis Everdeen. Czy nie będę miała problemów z przypomnieniem sobie poszczególnych wątków igrzysk oraz postaci z książki. Gdy zaczęłam czytać okazało się, że nie ma mowy o podobnych problemach. Pisarka przypomina najważniejsze wydarzenia z pierwszej części trylogii, opowiada o tym, jak igrzyska wpłynęły na życie oraz osobowość Katniss. Dowiadujemy się, co dzieje się z Galem oraz Peetą, jak wyglądają ich relacje z Katniss – a przyznam, iż tego byłam ciekawa najbardziej po przeczytaniu pierwszej części. 


Książka "W pierścieniu ognia" przedstawia historię Katniss pół roku po igrzyskach, w których wzięli udział ona i Peeta. Teraz naszych zwycięzców czeka tournee po dwunastu dystryktach Panem, podczas którego, chcąc nie chcąc, przypominać będą ludziom o władzy Kapitolu. Pod płaszczykiem radości z ich wygranej w igrzyskach uzmysławiać będą ludziom, iż pozorny spokój w ich dzielnicach za chwilę znów zostanie zachwiany. Kolejna dwójka (dziewczyna i chłopak) z każdego dystryktu będzie musiała wyruszyć na scenę i walczyć o swoje życie.
Nasza bohaterka pragnie odbyć to okropne tournee i odpocząć, zapomnieć o głodowych igrzyskach, choć na chwilę, zanim ponownie zostanie zaangażowana w nie, tym razem jako mentorka rekrutów z jej dystryktu. Jednak, Suzanne Collins zaskakuje nas ponownie tym, co przygotowała dla Katniss. Jeszcze przed planaowanym tournee w domu naszej bohaterki pojawia się pewien niespodziewany gość, który jak łatwo się domyślić, wprowadza niemałe zamieszanie w życiu dziewczyny. A to dopiero początek historii...

Po przeczytaniu pierwszej części "Igrzysk śmierci" zachwyciłam się książką. Teraz, świeżo po lekturze "W pierścieniu ognia" nadal jestem nimi zafascynowana. Świat stworzony przez Suzanne Collins, pozornie fantastyczny, przedstawia państwo totalitarne, w którym społeczeństwo nie ma prawa głosu. Ludzie traktowani są jak pionki w grze jego władz, a jakikolwiek sprzeciw może być przyczyną tortur wobec winowajcy lub nawet jego śmierci. Książka przedstawia również w doskonały sposób tok myślenia oraz emocje osób, które uwikłane zostały w walkę przeciw sobie wzajemnie w celu utrzymania się przy życiu. Przedstawia psychikę osób, które musiały walczyć o swoje życie, zabijając innych, niewinnych ludzi.
Wróćmy jednak do świata stworzonego przez autorkę. Sytuacje opisane przez Suzanne Collins, choć nieprawdziwe, wydają się tak rzeczywiste, że niemal bierzemy w nich udział. Podczas lektury zdarzało mi się uśmiechać, popłakać, ale najczęściej z zapartym tchem przewracałam kartki książki, by poznać dalszą część historii. Mnóstwo niespodziewanych zwrotów akcji powodowało, że nagle otwierałam ze zdumienia usta i przeżywałam kolejne, nieopisane emocje.
Pisarka wspaniale przedstawiła bohaterów swej powieści. Nawet kiedy niewiele dowiadujemy się o jakiejś postaci – wyróżnia się ona spośród pozostałych jakąś cechą wyglądu bądź charakteru i nawet jeśli nie zapamiętamy jej na dłużej – po przeczytaniu opisu jesteśmy w stanie ją sobie dokładnie wyobrazić. Niektóre postacie z książki darzymy ogromną sympatią, inne niechęcią, ale rzadko kiedy pozostają nam one obojętne, zwłaszcza gdy poznajemy je bliżej. Według mnie nie ma wśród nich postaci mdłych, bezbarwnych.

 
W "Igrzyskach Śmierci" Suzanne Collins pokazała, iż potrafi stworzyć książkę pełną akcji i napięcia. W drugiej części udowodniła, że nawet, kiedy pozornie wszystko się ułożyło, gdy Katniss i Peeta mają jedynie jechać w "odwiedziny" do dwunastu dystryktów, by "świętować swe zwycięstwo", gdy nie spodziewamy się walk i rozlewu krwi – a jedynie "wizyt" w kolejnych dzielnicach Panem – to i tak nie będziemy się nudzili. Wspomnieć też muszę tutaj, że jeśli jednak rządni jesteście akcji mrożącej krew w żyłach – to i taką tutaj odnajdziecie, i to również w dużej dawce.
Jestem bardzo zadowolona, że czytanie rozpoczęłam od "Igrzysk śmierci" i kolejne części pochłaniam po kolei, gdyż nie mogę doczekać się chwili, kiedy sięgnę po następny tom. Jeśli ktoś przeczyta tylko drugi tom, nie znając początku historii może zakończyć lekturę z lekkim niedosytem (ze względu na jej zakończenie) i może nie czuć potrzeby sięgnięcia po pozostałe tomy. Ja, po lekturze "W pierścieniu ognia" również czuję pewien niedosyt, lecz ten pcha mnie ku jak najszybszemu sięgnięciu po "Kosogłosa", którego uwielbiają rzesze czytelników. Jeżeli zaś ktoś, tak jak ja, czytał pierwszą część, zapewne dojdzie do wniosku, iż całość wspaniale się ze sobą komponuje i z pewnością zapragnie sięgnąć po trzecią część trylogii.
"Ptak, broszka, piosenka, jagody, zegarek, suchar, sukienka, która staje w płomieniach." Cóż dodać mogę? Polecam szczerze i z całego serca wszystkim czytelnikom (może jedynie poza dziećmi ;) ).

A Wy czytaliście już drugą część "Igrzysk ..."? Jakie są Wasze wrażenia? :)

 

poniedziałek, 16 listopada 2015

Tydzień z "Igrzyskami Śmierci" wystartował....

Dzisiaj zaczął się

zorganizowany na facebooku przez 6 blogerek. Zapraszam Was serdecznie do wzięcia udziału w tym wydarzeniu. Ja biorę w nim udział, a że temat przewodni ogromnie inspirujący postaram się jak najaktywniej w nim uczestniczyć. W ciągu tygodnia na moim blogu pojawią się recenzje kolejnych części książek i filmów, więc zapraszam Was również tutaj, do mnie. A tak najmocniej zachęcam do sięgnięcia po książki i filmy – kolejne części trylogii "Igrzysk Śmierci". Wkrótce premiera drugiej części "Kosogłosa" więc jest to doskonały czas na nadrobienie igrzyskowych zaległości. ;)

Ja rozpoczynam od recenzji I tomu trylogii. :))

"Igrzyska śmierci" to książka, która znalazła się w moich rękach tak naprawdę przez przypadek. Nie planowałam zapoznawać się z jej treścią, ale w wakacje trafiła się okazja przeczytania w krótkim czasie kilku książek ze stosiku bibliotecznego mojej siostrzenicy Natalki, a że zauważyłam wśród jej buków "Igrzyska śmierci" o których wiele dobrego słyszałam – postanowiłam jednak po nie sięgnąć. 


Moja przygoda z tą pozycją zakończyła się po trzech dniach, a książka spodobała mi się do tego stopnia, że zapragnęłam mieć całą serię "Igrzysk" wśród innych buków na swojej półce. Poprzez to tym bardziej należy docenić ich wartość, ponieważ książki w moim mieszkanku zazwyczaj pojawiają się, a po przeczytaniu zmieniają właścicieli, abym mogła cieszyć się innymi lekturami. Na stałe mam w swojej biblioteczce tylko kilkadziesiąt ulubionych pozycji, gdyż nie posiadam zbyt wiele miejsca na nie, a jednak zapragnęłam by znalazły się wśród nich "Igrzyska śmierci". Jaka ja byłam szczęśliwa, gdy dostałam książkę w prezencie na urodziny od męża. :))

Nie będę opowiadała treści książki, gdyż o niej wiele można przeczytać w internecie. Ograniczę się jedynie do opinii na jej temat. Do rzeczy więc...

Suzanne Collins wymyśliła wspaniałą fabułę dla czytadła. Dwanaście dystryktów, z których każdy zajmuje się inną dziedziną przemysłową i dostarcza dla Kapitolu innych dóbr, coroczne Igrzyska Śmierci mające przypominać o stłumieniu buntu sprzed lat przez władze Kapitolu, Igrzyska podczas których dwóch zawodników (chłopak i dziewczyna) z każdego dystryktu ma na specjalnie zorganizowanej w tym celu arenie – walczyć na śmierć i życie z innymi trybutami, albowiem zwycięsko wyjdzie z tej wojny tylko jeden z nich. W końcu scena – pułapki, które się na niej znajdują i z jakimi przychodzi się zmierzyć trybutom, barwni bohaterowie i ich losy na arenie – wszystko to składa się na doskonałą historię, pełną nagłych zwrotów akcji i nieustającego napięcia.
Autorka wykreowała bardzo ciekawych bohaterów, spośród których jednych darzy się sympatią, a innych nie można znieść. Im bliżej się ich poznaje tym trudniej przejść obok nich obojętnie. Cieszyłam się, gdy pisarka nie naświetlała zbyt dokładnie sylwetek postaci, które następnie uśmiercała na arenie. Im bliżej poznawałam bohaterów – tym bardziej zżywałam się z nimi i ciężko było ich żegnać. Śmierć jednej z trybutek wywarła na mnie szczególne wrażenie. Polały się łzy. 


Nie wiem, jak brzmi tekst "Igrzysk śmierci" w oryginale (nie znam języka angielskiego), ale tłumaczenie Małgorzaty Hesko – Kołodzińskiej oraz Piotra Budkiewicza ogromnie przypadło mi do gustu. Doskonałe opisy sprawiały, iż nie miałam problemu z wyobrażeniem sobie kolejno przedstawianych osób, zjawisk, sytuacji. Wręcz przeciwnie – dzięki nim z łatwością wczuwałam się w sytuacje i nawet nie zauważałam, w jak szybkim tempie umykały mi kolejne strony książki. Z całego serducha kibicowałam Katniss w jej potyczkach na arenie oraz rozterkach sercowych, bo i o takich wspomniano. ;)

Nie będę już truła. Książkę serdecznie polecam nie tylko fanom science – fiction, ale także kochającym kryminały, thrillery, czy nawet obyczajówki (podobnie jak ja ;) ).


W najbliższych dniach zapraszam na moją ocenę ekranizacji "Igrzysk śmierci". Czytajcie kolejne tomy trylogii, oglądajcie ekranizacje, wpadajcie do dziewczyn na facebooka, do mnie na blog i przede wszystkim, dzielcie się ze mną swoimi wrażeniami. Jestem ogromnie ich ciekawa. :))
No właśnie... czytaliście już tę książkę? A może oglądaliście film? Jakie jest Wasze zdanie na ich temat? :))


środa, 11 listopada 2015

Mój październikowy stosik

Dziś krótko i na temat. ;) Jak wiecie – półki me uginają się już niemal od książek i obiecałam sobie solennie nie kupować ich zbyt wielu. Kupuję i dokładam do biblioteczki tylko te na których przeczytaniu szczególnie mi zależy. I mimo, iż październik obfituje aż w osiem pozycji jestem ogrooomnie zadowolona, gdyż są to książki, na które polowałam i po które sięgnę z niesamowitą przyjemnością. :)) A oto moje zdobycze:



Cztery książki znajdujące się u góry stosu to zdobycze biedronkowe, cztery kolejne pochodzą z wymian książkowych.
Aby nie gromadzić kolejnych książek, które długie miesiące będą leżały na półce w kolejce na przeczytanie dwie z nich: "Harry Potter" i kamień filozoficzny" oraz "Uroczysko" planuję przeczytać w trakcie zbliżającego się wielkimi krokami Bookathonu. :))

A czy Wam któreś z tych książek przypadły do gustu szczególnie? Co polecacie mi przeczytać w pierwszej kolejności? :))


sobota, 7 listopada 2015

Listopad 2015 - gratki dla książkoholików :)

Hej Kochani!

Dziś przybywam z postem informacyjnym. ;) Pragnę podzielić się z Wami wiadomościami dotyczącymi listopadowych gratek dla książkoholików. Zapraszam Was na dwie promocje książkowe oraz dwa wydarzenia o których informacje zdobyłam ostatnio. :))

Po pierwsze... moja od jakiegoś czasu ulubiona "księgarnia" :D


ponownie (od poniedziałku 9.11) rusza ze sprzedażą książek. Jak zwykle zakupić będzie można bestsellery w cenie 24,99 zł, a ponad to książki kreatywne dla dzieci i dorosłych oraz książki aktywizujące za 14,99 zł. Na szczęście wśród bestsellerów, choć są ciekawe tytuły, nic nie przyciąga mnie do tego stopnia, abym znowu miała odchudzać portfel (ufff... ;) ), ale z pozostałych na pewno coś wybiorę (ostatnio szczególnie ciekawią mnie kolorowanki dla dorosłych).
A oto linki dla zainteresowanych:




I jak? Upatrzyliście coś dla siebie? :)

Po drugie... od poniedziałku pojawi się w kioskach prasowych pierwsza część książek z nowej kolekcji – książek Nicholasa Sparksa. :D



Mało tego – jako pierwszy ukaże się "Pamiętnik" – moja ukochana książka tego autora, której jeszcze nie mam na półce. :D Pozostaje mi tylko dylemat, czy kupować kolejne części? Stałego miejsca na książki mam na półkach niewiele. Kolejne pozycje pojawiają się na nich i znikają, abym mogła cieszyć się nowymi. Zostawiam sobie tylko te szczególne. Cała kolekcja pisarza zajęłaby mnóstwo miejsca. Z drugiej strony te buki wydane będą pięknie, mają być w grubych oprawach (chociaż pojęcia nie mam, gdzie ja to wyczytałam) i chętnie zapoznałabym się z całą twórczością autora, a później dzieliła radością czytania tych pozycji z innymi kochającymi buki, znajomymi. No nic... ja pozostaję z tym dylematem, a Was odsyłam po więcej informacji na stronę Literia



I .......... WYDARZENIA :D

Po pierwsze... dnia 16 listopada rusza "Tydzień z Igrzyskami śmierci", organizowany przez sześć blogerek z okazji premiery kinowej II części "Kosogłosa" w Polsce.
Dziewczyny zachęcają do "pierwszego czytania", ;) odświeżenia sobie trylogii (jeśli już ją czytaliście) oraz oglądania filmów. :)) Namawiają do udziału w wydarzeniu blogerów i nieblogerów, czytelników i kinomaniaków, wielbicieli tej trylogii oraz tych, którzy mają chęć się z nią zapoznać. :))
Ja mam za sobą pierwszą część "Igrzysk śmierci" (zarówno tę czytelniczą, jak i filmową) i od dawna miałam ogromną chęć zasiąść do kolejnych, dlatego postanowiłam wziąć udział w wydarzeniu. Jednak ogromnie chcę przeczytać i obejrzeć obie części trylogii, które mi pozostały (a może i odświeżyć sobie pierwszą) dlatego do czytania wzięłam się już teraz. 


Z przyjemnością w ciągu organizowanego przez dziewczyny tygodnia z "Igrzyskami" również podzielę się z Wami swoimi wrażeniami z lektur i filmów. I kto wie? Może także wybiorę się do kina?

Tymczasem zapraszam Was na


 Jak myślicie? Dołączycie do wydarzenia?
Akcja świetna więc niech wieść się niesie... :))
Pozdrawiam dziewczyny! :)

Po drugie... rusza druga edycja czytelniczej zabawy BookAThon Polska, edycja zimowa. :D Tym razem Anita i Ewelina w ramach wyzwań proponują przeczytać książki:
  • z czymś czerwonym na okładce,
  • z listy 100 tytułów BBC,
  • szkolną lekturę, której wcześniej się nie czytało,
  • zdobywców nagród literackich,
  • pozycje wybrane dla nas przez inne osoby,
  • coś polskiego autora.
Dziewczyny jako jedno z wyzwań zakładają przeczytanie 1500 stron, ale ja, jak się domyślam, w natłoku zajęć z tym ostatnim nie podołam. Jednak przede wszystkim chodzi tu nie o przeczytanie 1500 stron, lecz o wspólną, wspaniałą czytelniczą zabawę.
Podczas poprzedniej bawiłam się wspaniele, więc i tym razem tak będzie. :))
Was zapraszam na


 a sama powoli kompletuję stosik na czytelniczą gratkę w dniach 30.11 – 06.12.2015 r.


To jak? Przyłączacie się do zabawy? :))

Napiszcie koniecznie, która z informacji zamieszczonych w tym poście zaciekawiła Was najbardziej. Skorzystacie z którejś propozycji? :))

Ślę Wam wszystkim cieplutkie pozdrowienia! :))


niedziela, 1 listopada 2015

"Love, Rosie" - recenzja doskonałej lektury do poczytania w święto Wszystkich Świętych

"Love, Rosie" Cecelii Ahern to druga powieść autorki, którą miałam przyjemność przeczytać. Książka "P.S. Kocham Cię" zrobiła na mnie ogromne wrażenie i w najbliższym czasie na blogu pojawi się jej recenzja. Najpierw jednak "Love, Rosie".
Dzięki modnej od jakiegoś czasu tradycji Haloween wiele osób namawia do czytania w obecnym czasie historii potwornych, budzących w czytelniku grozę. Ja nie przepadam za tego typu literaturą. Ponad to święto Wszystkich Świętych i Zaduszki – to dla mnie czas wyciszenia, odpoczynku, wspomnienia bliskich, których już nie ma wśród nas, kontaktu z tymi, których towarzystwem możemy się jeszcze cieszyć, zastanowienia się nad swoim życiem oraz wyznawanymi wartościami – dlatego ja do przeczytania polecam Wam teraz właśnie "Love, Rosie".


Właśnie skończyłam czytać tę uroczą historię i choć czytałam ją przez dłuższy czas, w przerwach na zapoznawanie się z innymi lekturami, i choć początkowo traktowałam ją obojętnie – gdy przysiadłam przy niej chwilę dłużej – porwała mnie.
"Love, Rosie" to przepiękna i wzruszająca książka o miłości i przyjaźni. Powieść o życiu, o tym, jak plotą się jego koleje, o marzeniach, dojrzewaniu, przemijaniu. Nie wiem, jak mężczyźni, ale na pewno każda kobieta odnajdzie w tej historii siebie – siebie dwudziesto-, trzydziesto-, a może czterdziestoletnią. I nie mam tu na myśli głównego wątku – wielkiej miłości do chłopaka, mężczyzny. Chodzi o kolejne etapy istnienia, pewną dojrzałość lub jej brak, spostrzeganie rzeczywistości w różnych momentach życia.
Sam wątek Rosie i Alexa zakochanych w sobie, przez lata poszukujących do siebie drogi – nie przekonuje mnie jakoś szczególnie, podobnie jak przyjaźń kobiety z mężczyzną, gdy jedno z nich lub oboje pozostają w innym/innych związku/związkach. Wiadomo, że kiedy w związku pojawiają się kłopoty, a na wyciągnięcie ręki jest przyjaciel płci odmiennej, wydaje się on bardziej wyrozumiały, szczery, opiekuńczy itd., w przeciwieństwie do "oddalającego się od nas" partnera, który w tym układzie traci "kolejne punkty". Zazwyczaj też w takim układzie przynajmniej jedno z "przyjaciół" zaangażowane jest uczuciowo. Tak postrzegam to ja, pozbawiona złudzeń co do przyjaźni damsko – męskiej "starowinka". ;)
Sam rozwój wątku dotyczącego historii głównych bohaterów też mógł być całkiem inny, niż opisany. Może gdyby nasi bohaterowie zostali parą wcześniej – okazało by się, że zawodzą się wzajemnie i wcale nie tworzyliby tak cudownej pary, jak im się wcześniej wydawało. Zakończenie książki także nie przekonało mnie do końca, choć wzruszyłam się czytając je i nie wykluczam, iż historia taka mogłaby mieć miejsce.
Ujął mnie za to wątek przyjaźni dwóch kobiet: Rosie i Ruby. Ogromne wrażenie zrobiły na mnie opowieści o macierzyństwie, rodzinie, dojrzewaniu i przemijaniu – naprawdę nakłaniają do przemyśleń. Za istotne uważam też wątki o marzeniach oraz dążeniu do ich realizacji. W książce można odnaleźć wiele pięknych przemyśleń.
Denerwowało mnie, gdy Alex, nie tylko jako dziecko, ale również jako dorosły już mężczyzna, parający się poważnym zawodem, w różnorakich wiadomościach pisemnych rzucał swoje "wjem", zamiast "wiem". Wyrażenie to mogło wydawać się urocze, gdy był chłopcem, ale nie w wieku lat dwudziestu, trzydziestu... Zdaję sobie sprawę, że innym osobom może to nie przeszkadzać, ale mnie szczerze irytowało.

Książka pisana jest w dość nietypowy sposób, albowiem jest to zbiór: maili, listów, sms-ów, kartek okolicznościowych, czy artykułów z gazet, dość łatwo jednak zrozumieć można jej treść. Ja, mimo takiego stylu książki, po ukończeniu czytania odbieram ją jako powieść.
"Love, Rosie" pełna jest emocji. Niby opowiada o codzienności, raczej pozbawiona jest nagłych zwrotów akcji, nie trzyma w napięciu, a jednocześnie wyzwala w czytelniku mnóstwo uczuć. Poznając jej treść uśmiechałam się, czasem śmiałam w głos, wzruszałam, a nawet uroniłam łzę. Właśnie dlatego, pomimo moich zarzutów do głównego wątku, a chwilami i samej historii – uważam, iż jest to cudowna, warta zapoznania się z jej treścią, książka. :))


A Wy już czytaliście to czytadło? Jak je oceniacie? Może macie je w planach, albo jest to lektura kompletnie Wam obojętna?
Moje zdanie na temat przyjaźni damsko – męskiej znacie. A Wy, co sądzicie o takiej długoletniej przyjaźni podczas gdy pozostaje się w związkach z innymi osobami? Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii. :)