niedziela, 1 listopada 2015

"Love, Rosie" - recenzja doskonałej lektury do poczytania w święto Wszystkich Świętych

"Love, Rosie" Cecelii Ahern to druga powieść autorki, którą miałam przyjemność przeczytać. Książka "P.S. Kocham Cię" zrobiła na mnie ogromne wrażenie i w najbliższym czasie na blogu pojawi się jej recenzja. Najpierw jednak "Love, Rosie".
Dzięki modnej od jakiegoś czasu tradycji Haloween wiele osób namawia do czytania w obecnym czasie historii potwornych, budzących w czytelniku grozę. Ja nie przepadam za tego typu literaturą. Ponad to święto Wszystkich Świętych i Zaduszki – to dla mnie czas wyciszenia, odpoczynku, wspomnienia bliskich, których już nie ma wśród nas, kontaktu z tymi, których towarzystwem możemy się jeszcze cieszyć, zastanowienia się nad swoim życiem oraz wyznawanymi wartościami – dlatego ja do przeczytania polecam Wam teraz właśnie "Love, Rosie".


Właśnie skończyłam czytać tę uroczą historię i choć czytałam ją przez dłuższy czas, w przerwach na zapoznawanie się z innymi lekturami, i choć początkowo traktowałam ją obojętnie – gdy przysiadłam przy niej chwilę dłużej – porwała mnie.
"Love, Rosie" to przepiękna i wzruszająca książka o miłości i przyjaźni. Powieść o życiu, o tym, jak plotą się jego koleje, o marzeniach, dojrzewaniu, przemijaniu. Nie wiem, jak mężczyźni, ale na pewno każda kobieta odnajdzie w tej historii siebie – siebie dwudziesto-, trzydziesto-, a może czterdziestoletnią. I nie mam tu na myśli głównego wątku – wielkiej miłości do chłopaka, mężczyzny. Chodzi o kolejne etapy istnienia, pewną dojrzałość lub jej brak, spostrzeganie rzeczywistości w różnych momentach życia.
Sam wątek Rosie i Alexa zakochanych w sobie, przez lata poszukujących do siebie drogi – nie przekonuje mnie jakoś szczególnie, podobnie jak przyjaźń kobiety z mężczyzną, gdy jedno z nich lub oboje pozostają w innym/innych związku/związkach. Wiadomo, że kiedy w związku pojawiają się kłopoty, a na wyciągnięcie ręki jest przyjaciel płci odmiennej, wydaje się on bardziej wyrozumiały, szczery, opiekuńczy itd., w przeciwieństwie do "oddalającego się od nas" partnera, który w tym układzie traci "kolejne punkty". Zazwyczaj też w takim układzie przynajmniej jedno z "przyjaciół" zaangażowane jest uczuciowo. Tak postrzegam to ja, pozbawiona złudzeń co do przyjaźni damsko – męskiej "starowinka". ;)
Sam rozwój wątku dotyczącego historii głównych bohaterów też mógł być całkiem inny, niż opisany. Może gdyby nasi bohaterowie zostali parą wcześniej – okazało by się, że zawodzą się wzajemnie i wcale nie tworzyliby tak cudownej pary, jak im się wcześniej wydawało. Zakończenie książki także nie przekonało mnie do końca, choć wzruszyłam się czytając je i nie wykluczam, iż historia taka mogłaby mieć miejsce.
Ujął mnie za to wątek przyjaźni dwóch kobiet: Rosie i Ruby. Ogromne wrażenie zrobiły na mnie opowieści o macierzyństwie, rodzinie, dojrzewaniu i przemijaniu – naprawdę nakłaniają do przemyśleń. Za istotne uważam też wątki o marzeniach oraz dążeniu do ich realizacji. W książce można odnaleźć wiele pięknych przemyśleń.
Denerwowało mnie, gdy Alex, nie tylko jako dziecko, ale również jako dorosły już mężczyzna, parający się poważnym zawodem, w różnorakich wiadomościach pisemnych rzucał swoje "wjem", zamiast "wiem". Wyrażenie to mogło wydawać się urocze, gdy był chłopcem, ale nie w wieku lat dwudziestu, trzydziestu... Zdaję sobie sprawę, że innym osobom może to nie przeszkadzać, ale mnie szczerze irytowało.

Książka pisana jest w dość nietypowy sposób, albowiem jest to zbiór: maili, listów, sms-ów, kartek okolicznościowych, czy artykułów z gazet, dość łatwo jednak zrozumieć można jej treść. Ja, mimo takiego stylu książki, po ukończeniu czytania odbieram ją jako powieść.
"Love, Rosie" pełna jest emocji. Niby opowiada o codzienności, raczej pozbawiona jest nagłych zwrotów akcji, nie trzyma w napięciu, a jednocześnie wyzwala w czytelniku mnóstwo uczuć. Poznając jej treść uśmiechałam się, czasem śmiałam w głos, wzruszałam, a nawet uroniłam łzę. Właśnie dlatego, pomimo moich zarzutów do głównego wątku, a chwilami i samej historii – uważam, iż jest to cudowna, warta zapoznania się z jej treścią, książka. :))


A Wy już czytaliście to czytadło? Jak je oceniacie? Może macie je w planach, albo jest to lektura kompletnie Wam obojętna?
Moje zdanie na temat przyjaźni damsko – męskiej znacie. A Wy, co sądzicie o takiej długoletniej przyjaźni podczas gdy pozostaje się w związkach z innymi osobami? Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii. :)