piątek, 13 października 2017

"Zanim wstanie dla nas słońce" Gabrieli Gargaś - doskonała lektura na jesień

Kiedy dowiedziałam się, iż Gabriela Gargaś wydaje nową książkę – niemal natychmiast zgłosiłam się do wydawnictwa


z prośbą o jej egzemplarz. Dzięki niezawodnej Pani Katarzynie książka dość szybko trafiła w moje ręce. :))


O treści książki (opis pochodzący z okładki)

"Stefania jest zakochaną w swojej pracy położną. Zawodowe zajęcia angażują ją na tyle mocno, że nie zauważa, kiedy mąż i córka się od niej oddalają. Ona sama z kolei coraz bardziej zbliża się do doktora Wojdara. Romans z lekarzem wywołuje lawinę nieszczęść. Gdy córka Stefanii, Liwia, dowiaduje się o kochanku matki, wpada we wściekłość i wyjeżdża na wieś. Tam spotyka Filipa, z którym zachodzi w ciążę. Życie Liwii diametralnie się zmienia, ale w trudnych chwilach matka stara się ją wspierać. Asystuje przy porodzie córki, popełnia jednak kardynalny błąd, który zaważy na życiu wielu osób...
Niekiedy miłość opowiada nam swoją własną, smutną historię, a płomienny romans, który miał przynieść odmianę, okazuje się iluzją. Jednak za popełnione błędy trzeba zapłacić i choc czasu nie można cofnąć, to przy odrobinie dobrej woli losowi można nadać nowy bieg.
Bo przecież na szczęście nigdy nie jest za późno."

Moje odczucia po lekturze książki

"Ile zdarza się smutku w uśmiechu, radości w miłości, 
zapomnienia w namiętności...
Jak wiele padnie czasem niepotrzebnych słów...
A niekiedy ktoś zamilknie, chociaż ty masz nadzieję na 
to jedno słowo..."

Te słowa wypowiedziane przez Gabrielę Gargaś we wstępie książki wystarczyły, abym przepadła w jej kolejnej cudownej powieści.
To już druga poznana przeze mnie historia pisarki, w której jednym z głównych wątków jest romans (pierwszą była "Jutra może nie być" - moja recenzja). Druga powieść, która w tak doskonały sposób opisuje losy kobiety i mężczyzny zaplątanych w pozamałżeński układ miłosny, ukazująca jego blaski i cienie, choć jak to zazwyczaj bywa w podsumowaniu sukcesów i strat te drugie w ostateczności przeważają szalę.

"A jednak... Któregoś dnia przyjechał tramwaj zwany pożądaniem. A ona do niego wsiadła. Właściwie to nawet się nie zastanowiła, że ten tramwaj nie jedzie w jej stronę. Wysiadła kiedyś z niego, ale zanim drzwi się zamknęły, szybko do niego wróciła. Bo ta jazda ją kręciła, przyprawiała o nowe doznania i kolejne emocje. Nowa okolica... Tak, zawsze piękniejsza. Inna. Nieznana."

Trudno zaprzeczyć temu, że z nami, ludźmi, tak już jest. Kiedy jesteśmy młodzi poszukujemy miłości na całe życie, pragniemy poczucia stabilności i bezpieczeństwa, naszym marzeniem jest założenie rodziny i dzielenie życia wyłącznie z tą wybraną, jedną i jedyną dla nas osobą. Z upływem lat ta stabilizacja zaczyna nam się nudzić. Pragniemy przeżyć coś nowego, nuży nas codzienna stagnacja, chcemy zaznać chwil szalonej, pozbawionej zdroworozsądkowego myślenia spontaniczności, poczuć dreszczyk emocji, którego w naszym związku brakuje. Gdy w takiej chwili pojawi się w naszym życiu ktoś, na kogo widok serce zabije nam szybciej, ktoś kto wzbudzi w nas ciekawość swoją osobą, wykaże nami zainteresowanie i zauważy w nas rzeczy, których partner zdaje się nie dostrzegać już od dawna – znajdujemy się o krok od zagubienia w romantycznej plątaninie uczuć. Właśnie taka sytuacja przydarzyła się naszej bohaterce.
Oprócz historii Stefanii poznajemy również dzieje jej siedemnastoletniej córki Liwii, która przeżywa swoją pierwszą miłość. Z przyjemnością wróciłam do czasów młodości. Przypomniałam sobie swoje pierwsze miłosne uniesienia, pierwsze randki i uczucia towarzyszące tym czasom. Niestety związek Liwii nie kończy się szczęśliwie. Żeby jednak poznać jej historię i jeszcze jedno ze zdarzeń, które odgrywa znaczącą rolę w tym utworze – koniecznie sami musicie po niego sięgnąć.
"Zanim wstanie dla nas słońce" to również powieść o trudnych relacjach między rodzicami a dorastającymi dziećmi, problemach psychicznych jednej z bohaterek, śmierci bliskiej osoby i okresie żałoby. Te wątki również ogromnie mi się spodobały.
Nie wszystkich bohaterów powieści obdarzyłam sympatią od pierwszych stron. Niejednokrotnie postępowali oni niezgodnie z moimi przekonaniami i trudno było mi zrozumieć ich postępowanie. Córka Stefanii przez dużą część książki była ogromną egoistką. Podobnie zdarzało się postępować jej mamie. Dzięki temu jednak odnosiłam wrażenie, iż mam do czynienia z prawdziwymi ludźmi, rzeczywistymi, a nie wyidealizowanymi na potrzeby książki postaciami. W końcu każdy z nas nosi w sobie jakąś historię, rzadko kiedy nieskazitelną i pozbawioną błędów. Dzięki temu bohaterowie stają się nam bliżsi.
Przyjemnie było czytać o babci Liwii, mamie Stefanii, która zawsze witała swoją wnuczkę ciepłym obiadem i ciastem. Wnuczka zawsze mogła liczyć na jej dobre słowo, cierpliwość i przede wszystkim ogromną miłość. Przypomniała mi się moja kochana babcia.
Znając prozę Gabrieli Gargaś niektóre wydarzenia opisane w powieści byłam w stanie przewidzieć, mimo to jednak były w niej też takie momenty, gdy pisarka niesamowicie zaskakiwała mnie sytuacjami "serwowanymi" bohaterom.
W moim przekonaniu książki Gabrysi charakteryzują cudowne cytaty płynące niemal z każdej ich strony. Podczas lektury jej publikacji zawsze wytrwale korzystam z zakładek indeksujących, by zaznaczać najciekawsze spostrzeżenia. Tym razem każdy rozdział powieści poprzedzają także wspaniałe myśli znanych osobistości, odpowiednio dopasowane do treści płynącej z kolejnych jej fragmentów. Są to cytaty popularnych filozofów, pisarzy i poetów, które niejednokrotnie wywołały u mnie głębsze przemyślenia na temat życia, miłości oraz ich blasków i cieni.
Na zakończenie jeden z zaznaczonych przeze mnie cytatów:

"Nieważne jak ciemna jest noc, zawsze w końcu nastaje po niej dzień. A kolejny dzień to nowa historia, którą sami spisujemy. W życiu każdego człowieka zdarzają się mniejsze i większe nieszczęścia, ale życie toczy się dalej, czy tego chcemy, czy nie. W chwili największego smutku spójrz na barwne skrzydła motyla, na wschodzące słońce, na szumiące morze. Weź głęboki oddech. Opatrz rany i ruszaj przed siebie... Zawsze przed siebie."



Czytaliście już tę powieść? A może inne książki Gabrieli Gargaś? Czy Wy również odnajdujecie w nich moc niesamowitych myśli? A może dla Was jakiś inny autor jest takim mistrzem cytatów? Któż to taki?