czwartek, 18 sierpnia 2016

"Jutra może nie być" - moje pierwsze spotkanie z Gabrielą Gargaś

Publikacje Gabrieli Gargaś kusiły mnie już od dłuższego czasu, a jako że w nagrodę za pracowity rok postanowiłam sobie kupić kilka książek, tytuł "Jutra może nie być" otrzymał właśnie nową, cudną oprawę i zaciekawił mnie tematyką – właśnie tę pozycję wybrałam.


Opis wydawcy

"Czy miłość może być zła?
Czy niektórzy ludzie spotykają się za późno,
a inni za wcześnie?
Czy możliwe jest, by prawdziwe uczucie trwało
wbrew wszystkiemu?
Czy wybaczy ono każde potknięcie?

To historia o wielkiej miłości odnalezionej po latach,
o wielkich namiętnościach i wielkich oczekiwaniach.
O stracie, cierpieniu
i poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi.

Jutra może nie być to opowieść o sile współczesnych kobiet
i odwadze w dążeniu do realizacji pragnień."

Od siebie dodam... ;)

"Jutra może nie być" to opowieść o Kindze, która wikła się w romans z żonatym mężczyzną. Poznajemy życie, radości i troski kochanki. Towarzyszymy jej w wielkim oczekiwaniu na wspólną, radosną przyszłość z M., który obiecuje rozstać się z żoną, gdy tylko ją do tego przygotuje, gdy pojawi się stosowna okazja i gotowi będą (on i żona) się rozwieść.
Gdzieś obok poznajemy historie innych osób. Osób, które bohaterka spotyka na swojej drodze.
To też powieść o poronieniu, utracie małej istotki, która rozwijała się w ciele mamy.

"W Polsce co roku zdarza się czterdzieści tysięcy poronień. Te liczby mnie przerażają. Czterdzieści tysięcy cierpiących matek. Czterdzieści tysięcy sytuacji, gdzie kobieta wyje z bólu. Czterdzieści tysięcy tragedii. Czterdzieści tysięcy złamanych serc i nadziei."

Jednak jest to także historia o budowaniu swojego życia po tak przykrych doświadczeniach na nowo.

Jak oceniam tę książkę?

Nie będę ściemniała. Historia ogrooomnie mi się spodobała. Zostawię ją na swojej półce i jestem przekonana, iż wielokrotnie będę do niej powracała, każdorazowo odkrywając w niej nowe, istotne dla siebie treści. Dlaczego? Dlatego, iż jest to książka o kobietach i myślę, iż każda z nas znajdzie w niej przynajmniej cząstkę siebie. Odkryje ważne dla siebie wartości. Wartości te są zmienne w zależoności od etapu na którym się obecnie w życiu znajdujemy, jednak nie mam najmniejszej wątpliwości, że kiedykolwiek sięgnę po tę pozycję – odkryję w niej coś, co poruszy moje serce.
Autorka zawarła w tym tomiku moc pięknych i znaczących przemyśleń. Strasznie trudno było mi ograniczyć ilość cytatów, które godne są podkreślenia i mimo ich okrojenia ilość użytych zakładek – i tak jest zatrważająca. Dodatkowo jestem przekonana, że ilekroć sięgnę po tę książkę – liczba zaznaczeń ponownie się zwiększy. ;)


Oto niektóre przemyślenia godne uwagi:

"Jak miał mnie kochać, skoro ja siebie nie kochałam? (...) Darkowi po prostu się nie chciało o mnie zabiegać. A najgorsze, że mi po pewnym czasie też się odechciało. Jak się chce chociaż troszeczkę, ociupinkę, wtedy jest jeszcze nadzieja. Ale gdy umiera chęć, rodzi się obojętność. A obojętnotność w związku jest największą zbrodnią, bo kiedy pojawia się złość, gniew czy nawet nienawiść, to ten związek jeszcze dycha. Natomiast z obojętnością nadchodzi koniec. Ze wszystkich uczuć to właśnie obojętność zabija najbardziej."

"Nasz związek zalewała nuda. On przestał się starać, od kiedy uznał, że jestem jego i nie odejdę. Ja przestałam zabiegać o jego względy, bo byłam rozgoryczona jego brakiem starań. A trzeba było wyjść z domu i nie wrócić na noc albo wyjechać z koleżankami na tydzień i dobrze się bawić. Wzbudzać jego zazdrość, prowadzić swoje życie. Najgorsze, co kobieta może zrobić, to uwiesić się męskiej nogawki i trwać, uczepiona tego kawałka szmaty, czekając na cud. Cudów nie ma."

"-A wiesz, że kochać można na wiele sposobów? - zaczął po chwili milczenia – Kochać można namiętnie bądź samolubnie. Można kogoś pokochać bezinteresownie lub bezgranicznie głupio, dojrzale, prawdziwie. Ale kochać kogoś na zawsze to dopiero sztuka."

"Jak prosto jest się zakochać, zauroczyć, zadurzyć. Gorzej wytrwać w tej miłości, kiedy dopada szara rzeczywistość, piętrzą się rachunki, trzeba wziąć kredyt na mieszkanie, spłacić samochód, odmówić sobie czegoś na koszt tej cholernej raty. Być z sobą na dobre i na złe, mimo wszystko. Wtedy gdy jest dobrze i też wtedy gdy jest cholernie źle. W zdrowiu i chorobie."

"Żyjemy, nie doceniając cudu życia. Zamartwiamy się głupotami, tym, że nie stać nas na wymarzone wakacje albo że nie mieścimy się w zeszłoroczną sukienkę. Nie doceniamy tego, co mamy: zdrowia, drobnych radości dnia codziennego i wspaniałych ludzi, którzy są przy nas. A życie dzień w dzień ociera sie o ostrze kruchych chwil."

"Nasze życie jest jak pory roku. Rodzimy się wiosną. Wszystko w nas rozkwita, budzi się do życia. Latem, jak to latem, jest gorąco i jakże pięknie. Jesienią dojrzewają jabłka, a zimą ogrzewamy się w cieple kominka. Wszystko ma swój urok."

Z niektórymi sentencjami nie zgadzałam się i dyskutowałabym z ich prawdziwością, inne były mi obojętne, jednak jako przemyślenia bohaterów – także one miały swój sens i właściwe miejsce w książce. Ja jednak szczególnie zwracałam uwagę na te, które według mnie, wnoszą do życia prawdziwą wartość.
Pisarka posiada lekkie pióro. Trudno było oderwać mi się od książki i mimo nawału obowiązków – przeczytałam ją w zaledwie trzy wieczory. Chociaż nie popieram romansów z żonatymi facetami i już na wstępie uważam je za przegrane – byłam ciekawa przeżyć wewnętrznych bohaterki i współczułam jej sytuacji, w którą się uwikłała. Wytrwale śledziłam losy Kingi i kibicowałam jej w jej życiowych zmaganiach. Bez problemu potrafiłam wyobrazić sobie przedstawione sytuacje, miejsca. Do tego (jak już wspomniałam) ujęła mnie moc wspaniałych sentencji. Jeśli taki jest styl pisania autorki – to najpewniej zyskała sobie ona kolejną wierną czytelniczkę.
Gabriela Gargaś w swojej książce opisuje piękne miejsca. Kupiła mnie pisząc o wycieczce Kingi i M. do Paryża. ;)

"Podziwiamy secesyjne bramy przy wejściach do peryferyjnych stacji metra, kute w stylizowane pnącza i wielkie kielichy kwiatów. Oglądamy uliczne, pokryte rdzą hydranty z końca zeszłego stulecia, okrągłe słupy ogłoszeniowe z mnóstwem pstrokatych plakatów, naklejonych jeden na drugi, pośród nich anonsy Madame Buterfly, Casino de Paris i Coppele albo zapowiedź nowych występów Mireille Mathieu.
Jestem tak niecierpliwa, że chciałabym zobaczyć wszystko już pierwszego dnia. Ten dzień mógłby się dla mnie nie kończyć. Więcej i więcej, wciąż nienasycona zaczarowana, w transie.
Pędzimy metrem do dzielnicy artystycznej bohemy Montmartre. Trzymając się za ręce, wspinamy się na szczyt wzgórza, gdzie stoi bazylika Sacre Coeur. Jej biała bryła odcina się imponująco na błękicie nieba. Słońce odbija się od bazyliki, nadając kopule kolor rdzawego złota. Siadamy na soczystej, zielonej trawie i spoglądamy na roztaczający się przed nami widok, co raz skubiąc chrupiącą bagietkę."

Wraz z główną bohaterką zwiedzamy Czechy i Prowansję.
Dzięki pani Gabrieli poznajemy ciekawostki dotyczące sławnych postaci (pisarzy, malarzy). 

Bardzo podobał mi się pomysł, by każdy rozdział rozpocząć piękną sentencją.



Wraz z bohaterką powieści przeżywałam wiele emocji: radości, uniesień, wzruszeń, a nieraz złości, pustki, beznadziei. Kinga czasem drażniła mnie (co ty, głupia, robisz – myślałam), kiedy indziej sprawiała, że się uśmiechałam, współczułam jej głupiej miłości do M., żal było mi też jego żony, choć jej bliżej nie poznałam. Jednak przez całą książkę wytrwale kibicowałam dziewczynie, by jej się powiodło.
Ogromnie polubiłam Lenę i Piotrka, zaś M. - kochanka Kingi - nie znosiłam od samego początku. Pisał piękne listy (to fakt), ale w moim odczuciu na tym jego zalety się kończyły. ;)
Gabriela Gargaś pisze o tym, co w życiu jest ważne: miłość, przyjaźń, realizacja marzeń, dbanie o siebie (nie zatracanie się dla innych) i radowanie się każdą chwilą życia. Z wielką przyjemnością i ciekawością sięgnę po inne jej tytuły oraz będę polecała jej książki znajomym.