niedziela, 2 października 2016

"Historia pszczół" - lektura obowiązkowa dla współczesnych

Dziś przybywam z opinią na temat książki, którą powinien przeczytać każdy. Nie każdy książkoholik, lecz każdy chodzący po naszej planecie człowiek.

 
"Historia pszczół" – opis z okładki

"Znakomita opowieść o relacjach rodziców i dzieci, o marzeniach,
o utracie i nadziei.

HERTFORDSHIRE, 1852. William, przyrodnik, właśnie wpadł na genialny
pomysł, jak zrewolucjonizować konstrukcję ula. Nie wie jednak, że
równolegle nad tym samym projektem pracuje inny wynalazca...

AUTUMN HILL, 2007. Prowadzący rodzinną hodowlę pszczół George ma
nadzieję, że jego syn Tom przejmie po nim interes. Dowiaduje się, że chłopak
ma inne plany, a co więcej – w całych Stanach pszczoły zaczynają wymierać.

SYCZUAN, 2098. W pozbawionym pszczół świecie przyszłości Tao od rana
do nocy pracuje nad zapylaniem kwiatów. Pragnie, by jej syn, Wei – Wen, 
uniknął jej losu. Niespodziewanie jednak dziecko znika w tajemniczych 
okolicznościach, matka zaś wyrusza w podróż, by go odszukać.

Maja Lunde tworzy historie ludzkiego życia, które poruszają i angażują,
a zarazem rzuca światło na globalną katastrofę."

Jak oceniam to dzieło?

Na początku napisałam, iż "Historię pszczół" powinien przeczytać każdy. Dlaczego? Książka ta pokazuje nam, ludziom, co stanie się ze światem, jeśli nadal będziemy niszczyli przyrodę. Dzieło Maji Lunde ukazuje życie w czasie dla nas przeszłym, teraźniejszym i przyszłym. Przedstawia trzy różne historie, które łączy jedno – pszczoły. Pisarka uświadamia, co może się stać, jeżeli wciąż będziemy unicestwiali świat, w którym żyjemy my, nasze dzieci i mają żyć kolejne pokolenia po nas.

"Bo na co komu wykształcenie, kiedy magazyny zbożowe świecą pustkami? Kiedy porcje z każdym miesiącem stają się mniejsze i mniejsze?"

"I uczyłam się naszej historii. Dowiadywałam się o masowym ginięciu owadów zapylających, o podnoszeniu się poziomu mórz, o globalnym ociepleniu, o katastrofach termojądrowych i o tym, że dawne supermocarstwa USA i Europa, które utraciły wszystko w ciągu kilku lat, nie były w stanie się dostosować i teraz popadły w najgłębszą nędzę, a ludność została mocno zredukowana."

To zaledwie dwa cytaty, a w powieści jest ich mnóstwo i są to faktyczne zagrożenia dla współczesnego świata. Do czego dojdzie, jeśli nie zaczniemy dbać o środowisko? Do czego doprowadzi wyginięcie pszczół? O tym powinien przekonać się każdy osobiście, dlatego uważam, iż książka ta powinna stać się lekturą obowiązkową dzisiejszego (a także jutrzejszego) pokolenia. 


"Historia pszczół" to przepiękna powieść przedstawiająca trudne relacje familijne, zawiłe układy spowodowane wzajemnymi oczekiwaniami wobec siebie, dążeniem do realizacji własnych pragnień, które niezgodne są z życzeniami innych. To utwór literacki opisujący skomplikowane stosunki rodzinne spowodowane nieszczęśliwymi wydarzeniami oraz ich konsekwencjami. To opowieść o stracie i oddalaniu się od siebie niegdyś bliskich sobie osób. To historia o rodzących się żalach i pretensjach, a także złości skierowanej wobec innych, która w rzeczywistości jest żalem do siebie samego (żalem, że czegoś się nie dopilnowało, że można było postąpić inaczej).

"Nie odpowiedział, może nie chciał prowokować moich protestów. Stał po prostu, gotowy wyznać, co mu leży na sercu. Nie tylko to, że Wei – Wena nie ma, że zniknął, ale też że to moja wina..."

"Staliśmy przez chwilę. Jego spojrzenie spoczywało na mnie. Czy on oczekuje, że powiem to teraz? Czy to by wszystko uprościło? Gdybym to wykrzyczała? Wyszlochała?"

"I wtedy zrozumiałem. To są przecież także jej szkice, jej dzieło. Była przy mnie przez cały czas, ale ja dostrzegałem tylko siebie. Moje badania, moje szkice, moje pszczoły. Dopiero teraz naprawdę zdałem sobie sprawę, że od pierwszego dnia było nas dwoje."

"Nie miałem pojęcia, co się z nami stało. Tęskniłem za swoją żoną, ona przecież tu jest, ale zarazem jej nie ma. Albo może tak naprawdę to nie ma mnie."

Bohaterowie książki Maji Lunde to ludzie z krwi i kości. To osoby niedoskonałe, popełniające masę błędów. To my, w tych trudniejszych chwilach, nie potrafiący sobie poradzić, słabi, tacy, jakimi nie chcielibyśmy się widzieć. Są w niej również postacie pozytywne, wspierające słabszych członków rodziny, próbujące w trudnych sytuacjach dojść do porozumienia odnajdując złoty środek. Jednak... jak w życiu... nie przychodzi im to łatwo i nie zawsze się udaje.

W książce przedstawiono trzy, umiejscowione w różnych czasach historie. Podczas czytania książki na niektóre z postaci złościłam się, innym współczułam i szczerze kibicowałam. Najbardziej do serca przypadła mi historia zaginionego Wei – Wena i jego rodziców. Jeśli czytaliście już tę powieść – doskonale wiecie dlaczego. ;) Jeśli lektura jest jeszcze przed Wami – z pewnością zrozumiecie po jej przeczytaniu.
Jedna z przedstawionych sytuacji, obrazująca opuszczony szpital z przyszłości – prawdziwie mną wstrząsnęła i wywołała łzy. To była przerażająca scena, która może mieć miejsce, jeśli nadal będziemy tak obojętni wobec dającej nam życie natury.

"Historia pszczół" nie jest lekturą lekką, ani zabawną. To wymagająca powieść, która wciąga czytelnika w swój świat niczym osobę uzależnioną narkotyki, a po jej zakończeniu – trudno pozostać obojętnym wobec treści, jakie ze sobą niesie. 


A Wy? Macie tę historię już za sobą? Co o niej sądzicie? A może dopiero chcecie ją przeczytać, albo nie interesuje Was ona w ogóle? Jeśli tak jest – uwierzcie – tę książkę powinien przeczytać każdy. Chętnie poznam Wasze zdanie. Koniecznie pozostawcie je w komentarzach. :)