czwartek, 20 października 2016

"Z twojej winy" - recenzja niecukierkowej książki o miłości

Książka pani Krystyny Śmigielskiej "Kochanek pani Grawerskiej" dawno wpadła mi w oko. Niestety nie miałam okazji jej przeczytać. Mimo to, kiedy pojawiła się możliwość pochłonięcia jej kontynuacji "Z twojej winy" nie zastanawiałam się ani chwili. Dziś serdecznie dziękuję Pani, Pani Krysiu, za tę publikację, a Was, moi drodzy, zapraszam na moją opinię o tej pozycji.



Ze wszech miar ciekawy i wyczerpujący opis książki (pochodzący z jej okładki)

"Bohaterowie Kochanka pani Grawerskiej
w zupełnie nowej odsłonie!

Czy można stworzyć szczęśliwy związek, kiedy jeszcze definitywnie nie zakończyło się poprzedniego, a przeszłość i obsesyjna chęć zemsty wciąż przesłaniają wszelkie nadzieje na lepsze życie? Ile wart jest podatek, jaki trzeba zapłacić od miłości, która z góry wydaje się skazana na niepowodzenie?

Po wielu latach toksycznego związku z Markiem Grawerskim Marta postanawia odrzucić luksusy i ostatecznie wyzwolić się od despotycznego męża, żądnego władzy i nieprzebierającego w środkach lokalnego polityka. Jednak spokój, który zyskuje u boku ukochanego Marcina, jest tylko pozorny. Szybko na jaw wychodzą kolejne niewygodne dla wszystkich fakty, a prozaiczna codzienność w skromnym mieszkaniu w jednej z kamienic staje się dla Marty nierealnym do osiągnięcia marzeniem. Do tego dochodzi szereg nieoczekiwanych wydarzeń – groźby, przesłuchania, szantaże, niewyrównane porachunki motocyklistów... Marta Grawerska mogła nadal być posłuszną, uległą żoną, ale wybrała inaczej.

'Miałaś dobre, dostatnie życie, Księżniczko... Zabrałem ci
wszystko, sam czując się najszczęśliwszym z mężczyzn'."


Moja opinia o książce

Pierwsza rzecz na którą zwróciłam uwagę to język autorki. Jest on przystępny i ciekawy, nie nazbyt prosty (typowy dla obyczajówek), nieraz wymagający skupienia, a jednocześnie bardzo przyjemny w odbiorze. Skojarzył mi się z językiem używanym przez Donnę Tartt w jej popularnej, uwielbianej przeze mnie "Tajemnej historii", czy też w uhonorowanym nagrodą Pulitzera w 2014 roku – "Szczygle", choć oczywiście tematyka jest odmienna.
Pani Krystyna wykreowała wspaniałych bohaterów. Nie są to postacie płaskie, jednowymiarowe. Każda z nich ma zalety i wady. Żadna nie posiada jednego, konkretnego oblicza. Przeciwnie... ukazane są różne twarze opisanych osób. Odnoszą one sukcesy i porażki, postępują moralnie, lecz zdarza im się również błądzić, zachowywać nieetycznie, a nawet łamać prawo. Warto zaznaczyć, iż doskonała kreacja postaci dotyczy nie tylko bohaterów pierwszoplanowych. Zaciekawiły mnie też opisy sąsiadów i jednocześnie przyjaciół Marcina, Marka Grawerskiego i jego syna, a także rodziców Marty. Każde z nich nosiło w sobie jakąś historię i każde było interesującą, wielowymiarową jednostką. Ogromnie mi się to spodobało.
Książkę czytałam przez tydzień, ponieważ "życiowy grafik" ;) w tym czasie miałam ogromnie napięty, jednak kiedy zasiadałam do lektury i zaczynałam czytać – trudno było mi się od niej oderwać. 
Początkowo nie byłam specjalnie przekonana do wielkiej miłości pomiędzy przyzwyczajoną do bogactwa Martą Grawerską i pochodzącym z biednej warszawskiej dzielnicy intelektualistą Marcinem. Uczucie między nimi było niepojęte. Pociąg fizyczny rozumiałam, jednak nie wydawało mi się wiarygodne, iż osoby takie postanowiłyby podjąć się wspólnego życia. Skoro jednak do tego doszło denerwowało mnie, iż Marta miała problemy z rezygnacją z wygód i początkowo nawet korzystała z pieniędzy swojego męża. Z drugiej strony, gdyby taka historia zdarzyła się naprawdę to pewnie bogatej dotychczas kobiecie niełatwo było by z salonów znaleźć się nagle wśród biedniejszych. Jednak im dłużej książkę czytałam, tym bardziej przekonywała mnie miłość między bohaterami.

"(...) Patrzeć na ciebie, gdy rano wstajesz zaspany. Jeść z tobą śniadanie. Przyglądać się, kiedy tłumaczysz cokolwiek Radkowi, a on przewraca swoje niebieskie ślepka i robi głupie miny. Móc się do ciebie tulić wszędzie, gdzie tylko przyjdzie mi na to ochota. Nie wiem nawet, czy musisz mnie kochać. Wystarczy mi, że pozwolisz, abym ja ciebie kochała. Prosiłabym tylko o jedno... Nigdy nie traktuj mnie tak, jak traktuje się żonę.
-To się da zrobić – teraz on obiecywał. - Rozumiem, że już podjęłaś ostateczną decyzję. Już wiesz, czy Marek, czy ja?
-Wiedziałam to w chwili, w której w całkowitej ciemności położyłeś się obok mnie na tamtej starej, okropnej wersalce. (...)
-Powiedz to głośno – prosił. - Chcę usłyszeć.
-Wybrałam Marcina Czyżewskiego. Tobie przysięgam kochać cię, być ci wierną i nie opuścić w radości i chorobie..."

Niekiedy nie rozumiałam dialogów między głównymi bohaterami. Marta i Marcin kochali się i postanowili przeciwstawić się światu, by być razem. Narażeni na nieprzyjemności ze strony Marka Grawerskiego (męża Marty), niepewni tego jakie sztuczki zastosuje ów bogaty, wpływowy polityk, gotów posunąć się do najgorszego świństwa, aby zniszczyć zakochanych – nieraz mówili sobie nieprzyjemne słowa, iż powinni się rozstać. Nie rozumiałam tych zabiegów i denerwowałam się na zakochanych, gdyż postanawiając być razem postawili swoje życie na głowie, a w takiej kłótni zachowywali się, jakby nie byli sami pewni tego, czego chcą. Jednocześnie jednak zdaję sobie sprawę z ludzkich słabości i wiem, że tak bywa w życiu, iż czasem boleśnie ranimy najbliższe nam osoby, kiedy nam samym jest ciężko. Ponad to Marta, bojąc się o swego partnera, nieraz poddawała się manipulacjom swojego męża. To też trudno było mi pojąć. Jednak nie przebywam w świecie bezwzględnych, bogatych polityków, nie martwię się, iż ktoś może pragnąć wykończyć mojego męża – i pewnie dlatego nie potrafię zrozumieć tej sytuacji. Na szczęście nie muszę jej rozumieć. ;)


Czytając "Z twojej winy" miałam przyjemność poznać pewne fakty z "Kochanka pani Grawerskiej" i jeśli trafi się okazja – na pewno przeczytam także tę książkę.
Duża pochwała należy się autorce również za to, że podczas lektury "Z twojej winy", zafundowała mi kilka niespodziewanych wydarzeń, kilka nagłych zwrotów akcji i niesamowity koniec powieści. Na duży plus przemawia również wielkie napięcie i oczekiwanie dotyczące tego, co wydarzy się dalej. Ogromnie bałam się, iż książka skończy się śmiercią Marcina. Jednak, czy tak się stalo dowiecie się, kiedy sami sięgniecie po powieść.
Podsumowując... jeśli macie ochotę przeczytać nieskomplikowaną obyczajówkę, przy której odpocznienie i która nie będzie wymagała od Was głębszego myślenia – nie sięgajcie po tę książkę. Jeśli zaś macie ochotę poznać historię miłosną, ale też pełną intryg, niedopowiedzeń i niepewności – powinniście chwycić właśnie po tę publikację.

 
Czytaliście już tę powieść? Albo jakąś inną książkę autorki? Jakie zrobiła na Was wrażenie? Bardzo lubię poznawać Wasze upodobania książkowe, dlatego koniecznie podzielcie się ze mną tymi informacjami w komentarzach.