środa, 3 sierpnia 2016

"Paryska nieznajoma" - harlequin XXI wieku ;)


"Paryska nieznajoma" to prezent od mojej córci z okazji Dnia Matki. Sama nie kupiłabym jej, jednak gdy przeczytałam, iż Santa Montefiore (jej autorka) napisała już prawie 20 książek, wydanych w 25 językach i sprzedanych na całym świecie w nakładzie ponad 2 milionów egzemplarzy, i jest jedną z dziesięciu najpoczytniejszych pisarek "Sunday Timesa" oraz przeczytałam polecenia innych twórców (m.in. Jojo Moyes) i opis "Paryskiej nieznajomej" – książka bardzo mnie zaciekawiła.

Opis wydawcy

"Za zamkniętymi drzwiami od lat skrywa się prawda…
Świat Antoinette rozsypał się na kawałki: jej mąż, mężczyzna, którego kochała, odkąd sięga pamięcią, zginął tragicznie w wypadku. Był jej opoką, człowiekiem, do którego zwracała się po miłość i po wsparcie, człowiekiem, którego znała lepiej niż samą siebie. Przynajmniej tak jej się zdawało…
Przybywszy bowiem do kamiennego kościoła na pogrzeb George'a, widzi nieznajomą kobietę. I w tej chwili dzień, w którym miała zamknąć drzwi dzielące ją od przeszłości, stał się dniem, gdy jej dotychczasowy świat wali się w gruzy.
Phaedra także kochała George'a i musiała zjawić się na jego pogrzebie. Poznała go niedawno, ale łączyły ją z nim więzy mocniejsze od wszystkich, jakich zaznała wcześniej. Teraz, siedząc przed jego żoną, wie, że to co niebawem ujawni, na zawsze zmieni ich życie…"
Moja opinia o książce

"Paryska nieznajoma" to typowy romans, ale również opowieść poruszająca takie tematy jak: zawiedziona miłość, zdrada, utrata bliskiej osoby i podnoszenie się po jej stracie. Jeśli macie ochotę poczytać ciepłą, płynącą w spokojnym rytmie, doskonałą na "odmóżdżenie", choć dość przewidywalną i niezbyt wymagającą historię – śmiało możecie sięgnąć po tę prozę.
Opowieść wprawiała mnie w różne nastroje; od pogody, poprzez nostalgię, sentymentalizm, ale w końcu i po złość. Podobały mi się zawarte w niej myśli oraz spostrzeżenia, takie jak:

"Nie zawsze uzewnętrzniamy swoje uczucia. Osoby, które są 'złe' to zazwyczaj osoby samotne, czy takie, które bronią się (z różnych powodów) przed okazaniem swych uczuć, boją się tego".

Wiele stwierdzeń dotyczy podnoszenia się po stracie ukochanej osoby i choć brzmią one iście psychologicznie (co mnie denerwowało) – mogą stanowić cenne wskazówki dla osób, które pragną pomóc komuś, kto po utracie bliskiej osoby rozpoczyna swoje życie "na nowo".

Wśród postaci zaledwie dwie (te negatywne) okazały się pełnokrwistymi bohaterami: zgorzkniała teściowa Antoinette oraz jej (Antoinette, nie teściowej) ;) były mąż Georg. Pozostali to bezbarwe postacie, a Phaedra i Antoinette (wspaniałe do tego stopnia, że czytelnik ma się ochotę wyżygać; tak, tak, czytający nie chce zwymiotować, on ma przez ten "cukier" ochotę się pożygać :D ) niejednokrotnie denerwowały mnie niemiłosiernie. Wyobraźcie sobie kobietę, która całe swoje życie poświęca mężowi i dzieciom (tak, wiem, takie sytuacje miewają miejsce), ale ciepła, czuła, życzliwa wszystkim Antoinette poświęciła swe życie mężowi do tego stopnia, że całkowicie zrezygnowała ze swoich pasji i nie robiła dla siebie... NIC. Co więcej, mimo, iż pragnęła urządzić ich dom (w którym jej partner przebywał rzadko) inaczej, nie robiła tego, gdyż mogło by się to mężowi nie spodobać. O zgrozo! Ona nawet nie spytała męża o jego zdanie na ten temat. Ale przecież MOGŁO mu się nie spodobać. :D

"... dopiero Phaedra powiedziała jej, że nadszedł czas, by zająć się sobą. Antoinette od tak dawna nie zaprzątała sobie głowy własną osobą, że nie była pewna, na czym to miałoby polegać".

Piękna, miła, życzliwa wobec wszystkich Phaedra (bleee, mówiłam, że strasznie "cukierkowe" te bohaterki ;) ) – dla każdego ma radę godną psychologa. Czytając jej wypowiedzi miałam wrażenie, iż czytam podręcznik psychologiczny, nie zaś słowa płynące z ust normalnej, przeżywającej różne emocje, dobre i złe chwile, kobiety. Pozytywne jest to, że wypowiedzi te mogłyby pomóc czytelnikom w różnych trudnych życiowo sytuacjach. Z treści książki płynie bardzo ważna nauka – by w życiu pamiętać o sobie, cieszyć się nim i realizować swoje pasje.

Niektóre opisy (szczególnie te przedstawiające Fairfield) bardzo mi się podobały. Język jest przystępny i książkę czyta się dość łatwo, w szybkim tempie, jednak wszechwiedzący narrator – czytający w myślach niemal wszystkich bohaterów i przedstawiający nam te myśli – to raczej przesada. ;)
Irytowały mnie też ciągłe opisy przedstawiające skalę pożądania pomiędzy Phaedrą i jej domniemanym przyrodnim bratem Davidem, a dwustronicowy tekst, gdy przygotowywali naleśniki (jeden z wielu zbędnych) – nie wnosi do treści książki nic oprócz zapełnienia jej kolejnych stron.


Jeśli sięgnę po kolejną książkę tej autorki – z pewnością nie będzie to przypadkowo wybrana historia, ale tytuł polecany przez wielu czytelników. Będę mogła wówczas ocenić, czy warto czytać inne książki pisarki. W chwili obecnej jednak nie chwycę po nie z ochotą.
A Wy? Czytaliście jakieś książki tej autorki? Co o nich myślicie? A może macie w planach sięgnąć po jakąś konkretną, poleconą Wam przez kogoś? Koniecznie dajcie znać w komentarzach.