piątek, 15 lipca 2016

Czy "Wśród obcych" Jo Walton porwało mnie tak jak "Podwójne życie Pat"?

Kiedy przeczytałam „Podwójne życie Pat” (zapraszam na recenzję) uznałam ją za jedną z najcudowniejszych książek obyczajowych, jakie przeczytałam w życiu, więc gdy dowiedziałam się, że Jo Walton trzy lata wcześniej wydała książkę fantasy pt. „Wśród obcych”, która otrzymała kilka zacnych nagród w tym gatunku – zapragnęłam koniecznie ją pochłonąć. Byłam nią bardzo podekscytowana. Jak myślicie? Czy spełniła moje oczekiwania? 


Co nieco o fabule

Morwenna ma 15 lat. Niespełna rok wcześniej w wypadku samochodowym straciła siostrę bliźniaczkę, a sama została kaleką. Porusza się o kuli. Kiedy żyła jej siostra jakoś radziły sobie mieszkając z dziwną, zaborczą matką, ale kiedy jej powierniczka zmarła – Mor postanowiła uciec z domu. Szybko odnaleziono jej ojca, którego dziewczyna nie pamiętała, albowiem wiele lat wcześniej opuścił jej mamę i córeczki.
Daniel - ojciec dziewczynki mieszka z trzema swymi siostrami w dość dziwnym układzie. Kobiety żyją w luksusie i wypłacają mężczyźnie pieniądze za to, iż ten dogląda ich interesów. Pozornie żyje mu się wygodnie, jednak to siostry decydują, co wolno mu robić, a czego nie i, rzec można, sterują jego życiem. Daniel wraz z ciotkami Mor postanawiają, iż wyślą dziewczynkę do drogiej szkoły z internatem, w której uczyły się niegdyś także jej ciotki. Jako, iż nastolatka jest kaleką, rówieśniczki wyśmiewają się z niej i odrzucają ją. Dziewczyna wydaje się jednak nie robić sobie z tego problemu. Jest wobec nich nieprzyjemna, opowiada iż mama jej jest czarownicą i stara się je od siebie odstraszyć. Sama żyje w świecie książek. Pochłania mnóstwo lektur i uwielbia o nich dyskutować. Szczególnie upodobała sobie science fiction, a jej ukochana pozycja to „Władca pierścieni”.
Jednak Mor nie jest zwykłą, kaleką nastolatką. Wyróżnia ją wiara we wróżki (czy może elfy, jak rzekłby Tolkien) i magię (choć nie jest jeszcze w stanie określić, czym właściwie ona jest). Nawet używa magii, by udzielić wróżkom pomocy, gdy o nią proszą. Dziewczynka swą matkę rzeczywiście uważa za wiedźmę i wygląda na to, iż ta faktycznie chce zrobić Mor krzywdę.
Czy nastolatka poradzi sobie z odejściem swojej siostry, jak będzie jej się żyło w nowej szkole, czy polubi tatę (obcego sobie człowieka, który podobnie jak ona – lubi literaturę), czy mama rzeczywiście chce jej szkody? Jakie wyzwania postawi przed dziewczynką świat magii i jak zakończy się opowieść? Odpowiedzi na te pytania poznacie czytając książkę.


A czy warto po tę pozycję sięgnąć?

Trudno jednoznacznie odpowiedzieć mi na to pytanie.
Początkowo byłam zafascynowana lekturą. Wprowadziła mnie ona bowiem nie tylko w życie nastolatki, ale także w uwielbiany przeze mnie świat książek. I choć lektury, którym poświęcono najwięcej treści (science fiction i fantasy) nie należą do mojej ulubionej kategorii (i o większości z nich nawet nie słyszałam) – czytałam o nich z ogromną przyjemnością. Sama fascynacja dziewczyny książkami i czytelnictwem była niesamowita. Jej wyprawy do bibliotek i księgarni nastrajały mnie bardzo pozytywnie. Gdy okazało się, że tata z którym przez większość swego życia nie miała kontaktu zaczytuje się w literaturze, podobnie jak Sam (jego ojciec) – byłam zauroczona.
Fascynował mnie również świat magii, do którego stopniowo wprowadzała nas autorka książki. Byłam ogromnie ciekawa opisywanych przez nastolatkę wróżek. Tego, gdzie je można spotkać, jak wyglądają itd. Jeśli myślicie, że to piękne kobiety, o jakich mowa w bajkach to ogromnie się mylicie. ;) Ciekawa byłam również fragmentów, w których bohaterka posługiwała się magią. Równie niesamowicie interesował mnie temat jej siostry. Tego, w jaki sposób zginęła (przypuszczałam nawet, że w rzeczywistości nie istniała, a była jedynie wytworem wyobraźni Mor). Powieść pełna jest stopniowo odkrywanych zagadek i to mnie w niej urzekło.
Mniej więcej w połowie książki (gdy ciotki Mor zapragnęły by ta przekłuła sobie uszy) zaczęłam się niemiłosiernie nudzić. Nastolatka zastanawiała się przez kilka stron, jakie były intencje jej ciotek. Miałam ochotę cisnąć książką w kąt, porwać ją, pogryźć, podeptać. Obudziła się we mnie agresja w najczystszej postaci. ;) Irytowały mnie te fragmenty strasznie. Jednocześnie byłam ciekawa rozwoju wypadków i zakończenia powieści.
W kolejności zaczęły drażnić mnie fragmenty opisujące dzień dziewczynki, które niewiele wnosiły do treści książki. Zbędne opisy przedstawiające przebieg jej dnia, to, jakie książki przeczytała, jakie były jej przemyślenia na ich temat. Jej myśli dotyczące magii, wróżek itp. To, co początkowo uważałam za wielki atut książki – zaczęło mnie nieco nużyć.
Niektóre fragmenty podobały mi się, inne nadto się przeciągały.
Wśród bohaterów pojawiali się tacy, którzy budzili moje pozytywne emocje (dziadek, ciocia, Sam, poza jedną sytuacją nawet ojciec dziewczynki). Niektórzy kojarzyli się negatywnie, ale pojawiły się też postacie zupełnie mi obojętne. Te ostatnie przedstawione były „po macoszemu” i niewiele wnosiły do treści książki, jednak nie przeszkadzało mi to szczególnie.
Sama historia chorej dziewczynki spodobała mi się, temat wróżek i magii ujął, koncepcja i treść okazały się w porządku. Początkowo miałam ochotę przeczytać książkę ponownie po jej zakończeniu i zapoznać się przynajmniej z kilkoma tytułami spośród opisywanych przez dziewczynę. Po połowie miałam jednak przesyt pewnych tematów i z jednej strony byłam ciekawa jak potoczy się historia, a z drugiej czekałam na jej zakończenie. Początkowo myślałam, iż będzie to jedna z tych książek, która pozostanie na mojej półce jako jedna z ulubionych, jednak gdy przekroczyłam jej połowę zmieniłam zdanie. Może wymienię ją z kimś, kto fascynuje się science fiction? Osoba taka będzie na pewno zachwycona tym dziełem.
A Wy lubicie science fiction? Znacie wiele książek z tego gatunku? A może czytaliście „Wśród obcych”? Co myślicie o tej lekturze? :)