niedziela, 21 lutego 2016

"Podwójne życie Pat" Jo Walton - najpiękniejsza obyczajówka jaką kiedykolwiek czytałam.

Minęło 1,5 miesiąca nowego 2016 roku. Do dziś zdążyłam przeczytać 3 książki. "Szczygieł", z którym rozpoczęłam ten czytelniczy rok zauroczył mnie i porwał swoją historią. Zakochałam się w tej książce, a na koniec ona pozostawiła mnie w stanie ciężkiej beznadziei, bezsilności. Do końca nie wiem, jak to określić, ale to chyba nie był odpowiedni w moim życiu moment na takie zakończenie historii.
Kolejną, wręcz pochłoniętą przeze mnie książką, stało się "Podwójne życie Pat". Już teraz wiem, że ta książka pojawi się w kolejnym roku jako jedna z najcudowniejszych powieści obyczajowych jakie przeczytałam w 2016 r. Jest to chyba najwspanialsza obyczajówka, jaką przeczytałam w całym moim życiu. Ale do rzeczy! ;)


Pat poznajemy jako starszą osobę mieszkającą w domu opieki. Kobieta przechodzi demencję starczą, jest zdezorientowana. Dobrze pamięta swoje dzieciństwo, ale w pewnym momencie dochodzi do rozdwojenia. Pat pamięta siebie w dwóch odrębnych życiach, które toczą się jakby równolegle, i nie wie, które z nich jest tym prawdziwym.

"Urodziła się w roku 1926 – roku strajku generalnego; tego się trzymała. Tu nie było rozdwojenia. Jej wspomnienia z dzieciństwa wydawały się jednolite i ustalone, przejrzyste i niezmienne jak slajdy wyświetlane na ekranie. Rozdwojenie musiało nastąpić potem, cokolwiek je spowodowało. Na Oksfordzie? Później?"

"Nie mogła ufać swojemu mózgowi. Teraz wyobraziła sobie, że żyje w dwóch różnych rzeczywistościach, przenosząc się między nimi, ale to chyba jakaś usterka umysłu, jak wirus komputerowy, który do pewnych plików uniemożliwia dostęp, a w innych nie pozwala pisać. To porównanie Rhodriego. Rhodri jako jeden z nielicznych rozmawiał z nią o demencji, jako problemie z potencjalnymi rozwiązaniami i działaniami zastępczymi. Zbyt długo się z nim nie widziała. Może był zajęty. A może znalazła się w tym drugim świecie – świecie, w którym nie istniał."

W swych wyobrażeniach w jednym życiu Pat jest szczęśliwą, realizującą swoje pasje kobietą, uczy w szkole, pisze poczytne przewodniki po Rzymie, Florencji, Bolonii i Genui, a wraz ze swoją przyjaciółką, Bee, wychowuje troje dzieci. Niestety świat, w którym żyją dotykają ciągłe ataki bombowe.
W drugim swym życiu Pat zostaje żoną Marka. Poznaje go po ostatnich napisanych na Oksfordzie egzaminach. Niestety Mark okazuje się nie najlepszym mężem dla Trici (nazwanej tak przez niego i jego znajomych, gdyż imię Tricia brzmi zdecydowanie lepiej, niż Pat, czy Patricia). Tricia i Mark mają czworo dzieci, którymi zajmuje się kobieta. Tricia udziela się w organizacjach popierających ruch wolnościowy, o czym jej mąż (uważający ją za nie wartą zainteresowania, zajęty własną karierą) nie ma najmniejszego pojęcia.

Czytając książkę Jo Walton mamy możliwość poznania dzieciństwa Pat, okresu jej młodości, a następnie dwóch jej dróg życiowych – dorosłej, a później starszej już: Trici (żony Marka) oraz Pat (partnerki Bee).
Autorka miała wspaniały pomysł przedstawiając naprzemiennie, w kolejnych rozdziałach, te dwie życiowe historie Patrici. Co więcej, każdej z tych historii byłam ogromnie ciekawa, trudno było się od nich oderwać. Ta, pozornie zwykła opowieść przedstawiająca dwie możliwe życiowe drogi jednej zwyczajnej kobiety, wciągała mnie w swój świat z ogromną mocą. Pochłaniałam ją naprawdę z wielkim zainteresowaniem.
Powieść ta to również swego rodzaju podróż przez historię. Czytamy w niej o: wojnie, pierwszych lotach w kosmos oraz o pierwszym postawieniu nogi na księżycu przez człowieka, o śmierci Johna F. Kennedy'ego, sztucznym zapłodnieniu, czy pojawieniu się komputera i internetu.
Przykładowy cytat:

 "Wielką Brytanią stale wstrząsały strajki i represje. Wszędzie dochodziło do przemocy. We Włoszech Czerwone Brygady wysadzały pociągi i porywały polityków, IRA robiło to samo na Wyspach. Europa tymczasem coraz bardziej jednoczyła się politycznie. Portugalia nadal była uwikłana w okrutną wojnę kolonialną z Goą. Amerykanie wciąż walczyli w Wietnamie, a Francuzi w Algierii. Brytyjskie kolonie afrykańskie wrzały. W kosmosie rosyjskie i europejskie stacje oraz bazy księżycowe łypały na siebie ostrzegawczo, a Ameryka z opóźnieniem starała się zbudować własną stację. Rosjanie zdławili bunt w Polsce tak jak wcześniej na Węgrzech i Czechosłowacji."

Książka omawia wątki ponadczasowe, dotykające również nas, żyjących współcześnie. Porusza problemy: homeseksualizmu, terroryzmu, niepełnosprawności, nowotworów, aids. Przedstawia "walkę" o pokój na świecie. Jest to także przepiękna opowieść o miłości partnerskiej, rodzicielskiej, wspaniałej przyjaźni, lecz przede wszystkim o przemijaniu.

" -Wszyscy się rodzą - rzekła do pustego nieba. - Wszyscy umierają."

"Myślałam, że mamy czas na wszystko, co chcemy, ale w ciągu życia można zrobić ograniczoną ilość rzeczy."

Trudno pozostać obojętnym wobec tego, według mnie, najważniejszego przesłania płynącego z kart książki. Możemy odsuwać od siebie myśli dotyczące kresu naszego istnienia, ale przecież nie możemy go uniknąć.

"Lepiej żyć, jak umiemy. Jeść, dopóki mogę. Kochać się, dopóki to nadal sprawia przyjemność. Muzykować. Wspólnie śpiewać po kolacji. Zaszczepić parę roślin i spróbować wyhodować nowe..."


Cóż dodać? Czytaliście już tę książkę? Macie ją w planach? Na mnie ta powieść wywarła ogromne wrażenie. A jaka książka Was tak dogłębnie poruszyła w ostatnim czasie?