piątek, 9 października 2015

Prezent od autora (Alka Rogzińskiego)

Dziś przybywam do Was z krótką, ale za to przepyszną informacją. Otóż... Alek Rogoziński spełnił swoją obietnicę... i przesłał mi w końcu (myślałam, że czekając z butów wyskoczę) ten oto smakowity kąsek.

 
I już płakać mi się chce, bo usiadłam na chwilę do książki, a tu nagle okazało się, że jestem na 70-tej stronie. Zdarzył się Wam kiedyś kac książkowy, kiedy zaledwie zaczęliście czytać książkę? A kiedy jeszcze nie mieliście jej w rękach? Mi już płakać się chce, że książka Alka za chwilę będzie za mną. I znów nie wiem ile przyjdzie czekać mi na kolejną część. I znów przebierać będę nogami wyczekując kolejnego smakołyku spod pióra autora, a dech w piersiach będzie odbierało to napięte oczekiwanie. Za duży stres, a w tym wieku to już chyba niewskazane. ;D

W powieści znalazła się wspaniała dedykacja. Zaserduszkowałabym pisarza za nią, ale mąż mógłby być zazdrosny. :D


Wyobraźcie sobie, że to jeszcze nie koniec szczęścia, które mnie spotkało z okazji wydania "Morderstwa na Korfu". Ten facet (A.! To wyłącznie w pozytywnym sensie. ;D ) zrobił coś, z czym nigdy wcześniej się nie spotkałam. Podziękował blogerom. W cudowny sposób. :))


I tu, wśród blogów, prawdziwych perełek, znalazł się i mój skromny zakątek.


I co ja teraz mogę powiedzieć? Chyba. Ogromnie dziękuję, drogi Alku. :))) I brakuje mi już chyba tylko zakładki do książki z zapowiedzią Twojego kolejnego dzieła. Ach! I ja wiem, że Natasza Socha to prawdziwy kąsek na okładkowe rekomendacje, ale ja też bym się nadała. :D

Jednak uwaga! Mimo tych wszystkich cudownych niespodzianek od autora książkę postanowiłam potraktować na warsztacie krytycznie. Chociaż... obawiam się, że... pisarz tej krytyki bać się nie musi. On po prostu wymiata. Ale pamiętajcie... jestem krytyczna.... jestem krytyczna... tylko jak tu z takim bananem na ustach odnaleźć te krytyczne momenty. :D

Tymczasem odsyłam Was do mojej nietypowej recenzji pierwszej książki autora, a sama wracam już do hotelu na Korfu.