środa, 9 listopada 2016

"Behawiorysta" Remigiusza Mroza - na szczęście moim dylematem była tylko ocena tej książki ;)

Kiedy dowiedziałam się, że Remigiusz Mróz napisał kolejną książkę i opowiada ona o zamachowcu, który zajmuje przedszkole grożąc, że zabije znajdujące się w nim dzieci i wychowawców – stwierdziłam, iż koniecznie czym prędzej muszę ją nabyć i przeczytać. Gdy przyszła do mnie przesyłka odłożyłam na bok "Immunitet" (książkę Mroza z serii, którą najbardziej lubię) i od razu (w Halloween) zaczęłam czytać "Behawiorystę". Obawiałam się, czy będzie ona ciekawą lekturą, zważywszy na fakt, iż książki Remigiusza wyrastają niczym grzyby po deszczu. Jak myślicie? Czy w moim odczuciu autor stanął na wysokości zadania pisząc kolejną, świetną historię, czy jednak duża ilość pojawiających się na rynku jego tytułów spowodowała, że Mróz obniżył loty?


Jak zwykle na początek...

opis z okładki...

"Zamachowiec zajmuje przedszkole, grożąc że zabije
wychowawców i dzieci. Policja jest bezsilna, a mężczyzna
nie przedstawia żadnych żądań. Nikt nie wie, dlaczego wziął
zakładników, ani co zamierza osiągnąć. Sytuację komplikuje
fakt, że transmisja na żywo z przedszkola
pojawia się w internecie.

Służby w akcie desperacji proszą o pomoc Gerarda Edlinga,
byłego prokuratora, który został dyscyplinarnie wydalony
ze służby. Edling jest specjalistą od kinezyki, działu nauki
zajmującego się badaniem komunikacji niewerbalnej. Znany jest
nie tylko z ekscentryzmu, ale także z tego, że potrafi rozwiązać
każdą sprawę. A przynajmniej dotychczas tak było...

Rozpoczyna się gra między ścigającym a ściganym,
w której tak naprawdę nie wiadomo, kto jest kim."

Moje wrażenia po lekturze "Behawiorysty"

Zacznę może od okładki. Nie zawiera ona wielu elementów, jednak niektóre z nich (imię i nazwisko autora, tytuł książki i krwawa ósemka) zostały na niej wytłoczone, co osobiście bardzo lubię. Jednak ważniejsze jest to, że ta nieskomplikowana obwoluta – doskonale oddaje treść dzieła. Nie wyobrażam sobie bardziej trafnie zaprojektowanej oprawy do "Behawiorysty". 
A teraz do rzeczy... ;)
Książka od początku do końca trzyma czytelnika w ogromnym napięciu, trudno ją odłożyć choć na chwilę. Z wielką niecierpliwością oczekujemy kolejnych wydarzeń. Ciekawi nas, jak zostanie zakończony każdy pojedynczy wątek opowieści, a w końcu cała historia. Mimo wartkiej akcji i niesłychanego zaciekawienia, co wydarzy się dalej – ja musiałam odkładać książkę przynajmniej na krótkie momenty. Musiałam ochłonąć nieco po tym, jakimi "smaczkami" raczył mnie autor. Moc zaskoczeń, serwowanych przez pisarza – sprawiała, iż z moich ust, co rusz wyrywało się westchnienie, słowa bardziej lub mniej cenzuralne. ;) Zwykle nie czytam tak mocnych tytułów. Przerażają mnie thrillery i horrory. Niemal osobiście odbieram ból cierpiących bohaterów, a psychopaci śnią mi się po nocach. "Behawiorysta" wręcz ocieka krwią, mimo to uważam go za naprawdę udany tytuł. Momentami myślałam, że autora zanadto ponosi wyobraźnia, że serwowanie czytelnikowi takich drastycznych kawałków – zakrawa na chorobę. ;) Z drugiej jednak strony skoro Remigiusz zdecydował się na taki właśnie temat – powinien on ociekać krwią właśnie w takim stopniu, jak zaserwował nam to autor.
Bohaterowie stworzeni przez Mroza to, jak zwykle, postacie interesujące i wielowymiarowe. Ogromnie podobają mi się portrety psychologiczne tworzonych przez Remigiusza bohaterów oraz moc doświadczeń i wydarzeń życiowych, jakie ich spotykają.
Podobało mi się, że pisarz przedstawiał nam historię kompozytora (piszę z małej litery, gdyż w moim odczuciu postać ta nie zasługuje na pisanie jej pseudonimu z wielkiej; to taki mój wewnętrzny bunt ;) ) z punktu widzenia trójki śledczych oraz fakt, iż w trakcie lektury nie możemy być pewni, czy bohater, którego polubiliśmy – razem z nami dotrwa do ostatnich stron powieści.
Zakończenie książki, a właściwie wątek dotyczący jednej z postaci (nie powiem której) zaskoczył mnie, a nawet wydał się nieco naciągany. Nadał on jednak dodatkowego "smaczku" książce. ;)


Bardzo podobały mi się wątki dotyczące delikatnej sfery, jaką jest ludzka psychika. Czy możliwe jest identyfikowanie się ze sprawcą swego cierpienia? Stanięcie w pewnym momencie życia po jego stronie, gdy przez lata nas krzywdził? Czy człowiek, który sprawił wiele bólu ludzkim istotom – może przez innych być uważany za osobę sprzyjającą im?

"Przez cały ten czas zatarły się jego uczynki, od których wszystko się zaczęło. Ludzie nie pamiętają już tego, co zrobił tamtym ukraińskim dziewczynkom. Mają w świadomości jedynie to, że od siedmiu lat jest dla nich mieczem Damoklesa."

Czy kompozytor, jak twierdzi, rzeczywiście tkwi w każdym z nas?

"Od tysięcy lat ludzie lgnęli do nieszczęść jak ćmy do światła. W starożytności uczęszczali na krwawe gladiatorskie starcia na arenach. W średniowieczu masowo udawali się na publiczne egzekucje. W nowożytnym świecie ukrywano to pod płaszczykiem cywilizacji – zamiast walk gladiatorów były sporty walki, zamiast brutalnych procesów publiczne rozprawy sądowe."

Zazwyczaj uważamy się za osoby moralne, kierujące się w życiu określonymi wartościami i zasadami, których nigdy byśmy nie złamali. Jak jednak zareagowalibyśmy rzeczywiście w niecodziennych sytuacjach, w ekstremalnych warunkach? Co tak naprawdę w nas tkwi? Jaka jest ludzka natura? Problem uświadamia nam autor książki tworząc postać dyrygenta, który stawia przed swoimi odbiorcami różnorodne okrutne dylematy (wywodzące się z dylematu wagonika, o jakim możecie przeczytać w książce). Stawiane przez kompozytora podczas kolejnych "koncertów krwi" drastyczne wybory wywołują w czytelniku moc emocji, a po zakończeniu książki wręcz zmuszają do ważnych przemyśleń. Wątpię, iż jakikolwiek odbiorca może pozostać wobec nich obojętny. Po przeczytaniu książki nie można o niej szybko zapomnieć. We mnie na pewno pozostanie na długo.

A Wy? Przeżyliście już czytelniczy koncert krwi?

 
Czy, podobnie jak ja, zostaliście już zMrożeni lekturą książek Remigiusza, a może jesteście odporni na tę temperaturę? ;) Czekam na Wasze opinie. :)