środa, 16 września 2015

"Szczęśliwy dom" Krystyny Mirek - kolejne cudo, które wyszło spod pióra autorki?


"Szczęśliwy dom" Krystyny Mirek to moje trzecie spotkanie z twórczością autorki. Podobnie jak w przypadku książek "Miłość z jasnego nieba" oraz "Pojedynek uczuć" (którego recenzja pojawi się na blogu wkrótce) – i tym razem lektura przysporzyła mi wiele radości.
Od początku czytadełko skojarzyło mi się z serialem "M jak miłość", który do tej pory lubię oglądać. W obu przypadkach mowa o starszym, długoletnim stażem, szczęśliwym małżeństwie (w serialu to Mostowiakowie, w książce Zagórscy), mieszkającym w domu na przedmieściach (w filmie to Lipnica, znajdująca się na przedmieściach Warszawy, a w książce Lipowo w okolicach Krakowa), posiadającym czworo dorosłych już dzieci (w serialu jest mowa o trzech córkach i synu, w powieści o czterech córkach). Na terenie posesji obu rodzin znajdują się jabłoniowe sady. Podobnie, w przypadku obydwu małżeństw (Mostowiaków i Zagórskich), którzy zapewnili swoim wychowankom szczęśliwe dzieciństwo, pojawia się poczucie, że coś jest nie tak. "Dzieci, które wyrosły w tak niezwykłej atmosferze, nie potrafią dobrze ułożyć sobie życia". Co więcej, już na początku książki czytamy o zbliżającej się czterdziestej rocznicy ślubu państwa Zagórskich. Czyż nie podobnie rozpoczynał się wspomniany przeze mnie serial?
"M jak miłość" otrzymało Złotą Telekamerę w plebiscycie Tele Tygodnia (co oznacza, iż trzykrotnie wygrało plebiscyt) i do tej pory przyciąga przed ekrany mnóstwo widzów. Taki sam sukces wróżę powstającej właśnie sadze mojej ulubionej polskiej autorki. A mam ku temu poważne podstawy. Jedną z nich jest pochłonięcie przeze mnie "Szczęśliwego domu" w zaledwie jedną noc – Noc Książkoholików  i zauroczenie tą cudowną powieścią, drugą – fakt sprzedania całego nakładu w jednym ze sklepów internetowych (chyba Empik) w rekordowym tempie. Jeśli dobrze pamiętam książki rozeszły się w ciągu zaledwie dwóch dni od premiery. Jednak, o ile książka i film posiadają podobne treści (przynajmniej jeśli chodzi o początki) oraz klimat – sukces "Szczęśliwego domu" będzie całkowicie niezależny od sukcesu wspomnianego filmu. Powieść sięgnie po laury zwycięstwa ponieważ to naprawdę interesująca obyczajówka. Czyta się ją bardzo przyjemnie i pochłania w rekordowym tempie. Trudno się od niej oderwać, gdyż przy końcu każdego rozdziału pragnie się przeczytać choć jedną kartkę więcej, a później jeszcze jedną, i jeszcze...


Gdziekolwiek zaprowadzi nas pisarka – pragniemy pozostać. Zarówno w pełnym miłości domu Zagórskich, sadzie (w którym gałęzie drzew uginają się od jabłek pachnących tak, iż niemal sami to czujemy), klinice weterynaryjnej prowadzonej przez Julię (każdy z nas chciałby leczyć swojego zwierzaka w takim miejscu), a także, co najbardziej przypadło mi do gustu, księgarni pana Jana, która trwa "na przekór realiom i wbrew potężnej, niedawno wyrosłej konkurencji". Uwierzcie mi, że każdy kto kocha książki pragnąłby znaleźć się w takim miejscu. Pan Jan poświęca swoim klientom wiele czasu, do każdego podchodzi indywidualnie i dla każdego stara się dobrać odpowiednią lekturę. Książki można wybierać czytając ich fragmenty przy szklance herbaty, skomponowanej osobiście przez pana Jana, z różnorodnych liści i owoców. Księgarz organizuje festiwale, konkursy oraz wykłady, zaprasza na spotkania autorów książek. Czytając o księgarni połączonej z herbaciarnią sama zapragnęłam taką mieć. Obawiam się jednak, iż nie przetrwałaby konkurencji, mimo swojego ogromnego uroku.
W książce odnajdujemy nawiązania do takich dzieł, jak "Władca Pierścieni", "Romeo i Julia", czy serii "Jeżycjada" Małgorzaty Musierowicz. Ogromnie podobał mi się opis, w którym Jan zaczął czytać nową książkę. Zobaczcie sami. :)

"Bardzo lubił ten moment, kiedy przewracał stronę tytułową i wchodził w nowy, nieznany świat. Bo choć napisano już tyle powieści, a on wiele z nich w ciągu swojego życia przeczytał, pisarze wciąż potrafili go zaskoczyć. Stworzyć dzieło, które miało moc, by całkowicie pochłonąć czytelnika. Uwielbiał to uczucie i wciąż niestrudzenie szukał takich porywających powieści."

Wspomnienie malinowego chruśniaku Leśmiana, wrzosowisk, czy okładka powieści obyczajowej z kwiatem bzu – spowodowały niemal ciepło na moim sercu. :)

Pierwszy tom sagi Krysi Mirek opowiada o: rodzinie oraz rodzinnych więzach, miłości, zazdrości, zdradzie, samotnym macierzyństwie, bezpłodności, szczęściu, lecz przede wszystkim o poszukiwaniu samego siebie i swego miejsca we współczesnym świecie.
Bardzo podoba mi się różnorodność postaci stworzonych przez autorkę. Pisarka doskonale przedstawiła ich osobowości, a także natężenie myśli i emocji kłębiących się w głowach bohaterów w różnych sytuacjach. Opisane osoby wzbudziły moje ciepłe uczucia, choć nieobce są im błędy, a ich myśli nie zawsze były czyste, pozbawione złości, czy zgodne z moimi przekonaniami.
Podczas lektury wytrwale kibicowałam siostrom Zagórskim, aby odnalazły swoją drogę w życiu, by udało im się osiągnąć wytyczone cele oraz by potrafiły pogodzić się z tym, co nieuniknione. Najmocniej trzymałam kciuki za starającą się o dziecko Gabrysię, szczególnie gdy okazało się, że w swej pogoni za maleństwem może utracić inną, bardzo ważną w swym życiu wartość. Uczyłam się od niej życiowej mądrości, jakiej z powodu ogromnej emocjonalności, często mi brakuje. ;) Postanowiłam w pewnych trudnych, a jednocześnie istotnych dla mnie kwestiach pokierować się słowami bohaterki:

"-Każdy ma wybór (...) Nie jestem odpowiedzialna za Twoje zachowanie, tylko za własne. Zrobiłam błąd, ponoszę konsekwencję."

Z pozoru banalne stwierdzenie, a jakże często o tym zapominamy. :)
Nie mogę doczekać się kolejnego tomu tej ciepłej, uroczej opowieści.

Pozwólcie, iż podsumowując moje wrażenia z lektury tego dzieła ponownie posłużę się zawartymi w nim słowami:

"Jest tutaj wszystko (...) Słodycz i gorycz, jakieś pikantne przyprawy i łagodny aromat. Nic nie dominuje, a jednak każdy smak jest wyraźnie wyczuwalny. To po prostu mistrzostwo!" :))

A Wy? Mieliście już przyjemność znaleźć się w Lipowie? Zgadzacie się z moją opinią na temat książki? A może dopiero planujecie zajrzeć do domu Zagórskich lub to lektura nie dla Was? Koniecznie podzielcie się ze mną swoimi spostrzeżeniami. :))