czwartek, 3 września 2015

A gdyby tak wypocząć podziwiając "Dyskretny urok Śląska"?

Wprawdzie wakacje już się skończyły, ale jeśli pogoda wciąż będzie dopisywała, a później będziemy mogli cieszyć się wspaniałą polską złotą jesienią - warto skorzystać ze wspólnego wyjazdu z bliskimi do jakichś pięknych zakątków. Zastanawialiście się może dokąd wówczas można by pojechać? Może wraz z czeską pisarką Evą Trvda warto poznać "Dyskretny urok Śląska", a konkretniej Rohow - niewielką miejscowość położoną w Republice Czeskiej, w woj. morawsko - śląskim, w powiecie opawskim. A jeśli, podobnie jak ja, nie posiadacie już funduszy na wyjazd, czy nie macie urlopu w obecnym czasie - może zechcecie sięgnąć po książkę, opisującą piękno tej niewielkiej miejscowości.



W "Dyskretnym uroku Śląska" przedstawiono zdjęcia Rohova, jego zabytki, historię, sylwetki osób, które w życiu wsi odegrały znaczącą rolę, fragmenty kronik gminy oraz to, co ujęło mnie najbardziej - opowiadania przedstawiające losy mieszkańców pogranicza od czasów najdawniejszych po współczesne. 
Wspomniane opowiadania ukazują ogromną empatię autorki. Łatwo się w nich "zatopić", zaangażować do tego stopnia, iż opisane historie przeżywa się wraz z bohaterami książki. Czytając je wielokrotnie się wzruszałam. Czułam smutek odtwarzając w głowie historie mieszkańców pogranicza przeżywających okresy walk i wojen o "należące do nich" ziemie i cieszyłam się, że opisy te są tak krótkie. Gdyby były dłuższe - pewnie "ryczałabym jak bóbr". Opowiadania te naprawdę mną wstrząsnęły, i podobnie czuję się ilekroć do nich powracam. Aż muszę przytoczyć Wam fragmenty. ;)

"Teraz tu stali. Wyczerpani, wycieńczeni wielotygodniową tułaczką do Vitkova i stamtąd dalej, przez Jeseniki aż do Cervenej Vody, gdzie się ukryli w lesie i czekali, aż przyjdzie pokój. Przyszedł i pozwolił im wrócić krainą ogołoconą przez żołnierzy i zamieszkaną przez przerażonych ludzi. Mieli nadzieję, że front nie dotknął Rohova. Były takie miejsca. Wystarczyło mieć trochę szczęścia. Liczyli się z tym, że bydła już nie będzie, może i część wyposażenia domu komuś się przydała, ale pole zostało, a wiosna nawoływała do roboty. 
Stali w miejscach, gdzie jeszcze niedawno mieli kuchnię, swoje łóżka, chlewy, zwierzęta. Nie można było rozpoznać zbombardowanego Rohova. Nie było krów, koni, źrebiąt, świń i kóz. W miejscu gdzie mieli podwórko leżała martwa Brauna. 
Co oni komu zrobili? Bezradnie i nie rozumiejąc co się stało, patrzyła na komin sterczący pośród ruin gospodarstwa. Ze wszystkich zwierząt, z całego majątku, został tylko komin, na nim gołąb, a pod kominem głodny kot."
("Urok dolnego Śląska", s. 47-48)

"Zbliżał się do sześćdziesiątki, siedział na progu domu, który zbudował własnym rękami, patrzył na pola, które uczył po wojnie znowu rodzić plony. Nie pojmował, jak tego wszystkiego dokonał, ale życie było silne. Pochodził z Moraw, ale wszystko i wszystkich stracił na wojnie. Zarabiał jako żołnierz, obojętne mu było, w której armii. Głód był jego panem. Nie miał jeszcze dwudziestu lat, gdy jego wieś zginęła. Przeżył, bo mógł być żołnierzem. Opuszczał wieś, w której się urodził, w kajdanach. Płakał, bo jego dom rodzinny się palił. Płomienie skrywały zamordowanych rodziców, dziadków, rodzeństwo. Ilekroć on sam później mordował, rabował, gwałcił? Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną, nie będziesz brał imienia Pana Boga twego  nadaremno, pamiętaj, abyś dzień święty święcił, czcij ojca swego i matkę swoją, nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij...
Kiedy skończyła się wojna miał trzydzieści pięć lat i nie wiedział, co ze sobą zrobić. Odszedł daleko, na Śląsk i osiadł między ruinami spustoszonej wsi. Na początku nie miał pojęcia,co powinien robić, później powoli zaczął sobie przypominać. Prowadził zaciekły bój z zachwaszczonymi, zaniedbanymi polami, z upałami, mrozami, gradem i ludźmi. Podczas wojny mordowało się w imieniu słusznej wiary. Po wojnie słuszna wiara była narzucona. Nie miał siły rozmyślać o wierze i Bogu. Uczył się wierzyć pracy i swojemu życiu. Znalazł kobietę i spłodził dzieci. Widział pustkowie przemienione w wieś z zapasami, bydłem i ludźmi - to był Bóg. Wszystko jedno, dzięki jakiej wierze da się do niego dotrzeć.
Kilka lat po wojnie, za wzgórzem, w Sudicach, pan aresztował rzemieślników i więził ich, bił i katował, póki nie stali się katolikami. Osobliwa droga do Boga. 
Jego dzieci i wnuki już nic o tym nie wiedzą. Wyciskają z siebie siódme poty na polach, żeby się wyżywić i sądzą, że ich życie jest ciężkie.
Wygrzewał stare kości na słońcu i cieszył się spokojem, który tu stworzył.
Miał nadzieję, że Bóg naprawdę myśli o nawróconych grzesznikach.
Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną, nie będziesz brał imienia Pana Boga twego  nadaremno, pamiętaj, abyś dzień święty święcił, czcij ojca swego i matkę swoją, nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij..."
(s. 27-28)

Żałuję, że muszę ograniczyć się jedynie do tych krótkich części. Strasznie trudno było mi skracać te, i tak już niedługie, opowiadania, ale przecież nie przepiszę książki w całości. ;D Mam wrażenie, że każde zabrane zdanie jest jak zamach na treść, przekaz autorki, lecz chciałam pokazać Wam piękno tych historii choć w tak zdegradowanej, przeze mnie, formie. 
Zapoznając się z "Dyskretnym urokiem Śląska" trudno też nie zauważyć wspaniałych zdjęć oraz nie mniej doskonałych opisów przyrody i zabytków. 



Pozwólcie, że przytoczę przynajmniej krótkie fragmenty dotyczące kościoła w Rohovie.

"Neogotycka budowla z czerwonej cegły powstała na cześć katedry w Kolonii, którą buduje się setki lat i która nigdy nie będzie dokończona. Mistrzowskie dzieło, pomniejszone i uproszczone, przeniesione tutaj, na wzgórze nad Sudicami. Kompleks kościoła z bramą wejściową, kryptą, probostwem i przyległymi budynkami miał służyć jedynie kilkuset parafianom z okolic Sudic. Mało znaczący kościół gdzieś na Śląsku. Zwiedził kawał świata, widział większość budowli uznawanych za cuda, ale niesamowitego podmuchu dzikiego piękna, jaki czuł w okolicach sudickiego kościoła, w okolicy owych cudów nie poczuł."
(fragment książki, s. 73)

"Przechadzał się po cichym cmentarzu i podziwiał kościół. Kochał nieodpartą chęć dotknięcia go. Pogładzenia czerwonych cegieł, patrzenia w górę, ku wygiętym w ostrołuki oknom, ku wieży, ku wszystkim zdobieniom. W tych cegłach było coś, co przezwyciężyło biedę i zapomnienie. Tego kościoła nie dało się zapomnieć. Jego budowniczy natchnął go pięknem. Dokonał tego samouk, i to w tej przeklętej krainie. W czym tkwi prawo formy piękna?"
(s.74)

I mój ulubiony fragment. :))

"Czasem zastanawiał się, dlaczego to właśnie robią. Dlaczego swoją niedzielę zaczynają od drogi do kościoła, dlaczego nie wylegują się w łóżku, nie oglądają telewizji i potem tak tylko... wszystko i nic, jak to robią niemal wszyscy jego znajomi. Kiedyś przyszło mu do głowy wyjaśnienie i wciąż jeszcze lepszego nie znalazł. Idą do piękna. Nieświadomie, intuicyjnie, spragnieni. Większość z nich nie wie, czym jest teatr, kino, koncert, nie zna klejnotów światowej architektury, nigdy by nie podróżowała setki kilometrów tylko po to, żeby zobaczyć obraz. Ale w każdą niedzielę chłoną piękno neogotyckiej bazyliki, słuchają organów, śpiewają z nimi, patrzą na obrazy Bochenka, modlą się."
(s. 75)

Czytając tę książkę odczuwa się ogromną ochotę podziwiania pięknych pejzaży, opisanych zabytków, zajrzenia do Rohovieckich kronik, i choć przez chwilę oddychania powietrzem w miejscu, o którym tak pięknie pisze Eva Trvda i którym oddychali bohaterowie jej opowiadań. 
Jeśli zaś jechać do Rohova to tylko z książka "Dyskretny urok Śląska". Można by wówczas usiąść w jednym z opisanych miejsc, otworzyć ją i dać się ponieść historii.