wtorek, 26 czerwca 2018

"Moja twoja wina" Beaty Majewskiej - książka na chaps :D


Moc smaczków wpadła ostatnio w moje ręce, a tymczasem okazało się, iż na poczcie czeka na mnie jeszcze jedna dodatkowa niespodzianka czytelnicza od wydawnictwa

.

Okazała się nią książka Beaty Majewskiej, znanej czytelnikom również jako Augusta Docher, pt. "Moja twoja wina". Mimo nawału lektur do przeczytania postanowiłam w wolnych chwilach w pracy sięgać właśnie po ten tytuł, ponieważ książki Beatki lubię i pochłaniam je z ogromną przyjemnością. Na blogu pisałam Wam już o pozycjach z serii "Konkurs na żonę", a mianowicie: "Konkurs na żonę","Bilet do szczęściai "Zdążyć z miłością". Jak spodobał mi się najnowszy tytuł autorki?


Notka o książce (pochodząca z okładki)

"Urszula przyłapuje męża na zdradzie. Decyduje się odejść od niego i zamieszkać w zrujnowanym wiejskim domu odziedziczonym po przyszywanej ciotce. Zdruzgotanej kobiecie nie jest łatwo w nowej sytuacji, ale wspierają ją wieloletnia przyjaciółka oraz rezolutna sąsiadka. Niebawem były mąż zaczyna wykorzystywać Ulę finansowo. Wtedy w życiu Urszuli pojawia się Michał Żuk – początkowo konkurent biznesowy, potem opiekuńczy mężczyzna ratujący ją z opresji. Niestety Michał skrywa tajemnice, które mogą zniszczyć rozkwitający związek."

Moje wrażenia

Mimo, iż "Moja twoja wina" nie jest pierwszą książką Beaty Majewskiej jaką czytałam i lubię powieści pisarki, jestem zaskoczona jak niepostrzeżenie mknęłam przez kolejne strony jej najnowszego dzieła. Niesamowicie szybko wciągnęłam się w powieść i najchętniej nie odrywałabym się od niej ani na chwilę. Mimo, iż jest to książka obyczajowa, a nie thriller lub kryminał, niemal z zapartym tchem śledziłam rozwój akcji, a pisarka często zaskakiwała mnie przebiegiem wydarzeń.
"Moja twoja wina" to powieść, która wywołała we mnie moc emocji. Nie płakałam przy niej, jak zdarzyło mi się podczas lektury innych książek pisarki, jednak wielokrotnie powodowała we mnie niesamowitą radość i wesołość, a często wzbudzała sięgające zenitu napięcie i ciekawość dotyczące tego, co za chwilę wydarzy się w życiu bohaterów. Czasem ogromnie poruszona śledziłam jej treść nawet przez kilkanaście stron, nim odetchnęłam i mogłam lekturę kontynuować ze względnym spokojem. Gdy akcja dobiegała końca (przeczytałam ponad 2/3 treści książki) miałam przesyt odnośnie tragedii, jakie spotykały bohaterów, wydarzenia przesadnie komplikowały się, a Ula (najważniejsza w książce postać) denerwowała mnie obwiniając się za życiowe błędy innych osób, tak jakby one nie miały wpływu na to, co ich spotyka, a odpowiedzialność za nich spoczywała na niej. Sceny erotyczne (choć było ich niewiele) chwilami bawiły mnie, ale to nic złego. Wynika to z faktu, iż osobiście nie przepadam za erotykami i wymyślnymi porównaniami na temat tego, jak kobieta czuje się podczas zbliżenia. Mimo wszystko jednak – powieść podobała mi się. Przez cały czas czytałam ją z niegasnącym zaciekawieniem i pochłonęłam w wolnych chwilach w ciągu niespełna trzech dni.
Pozytywne wrażenie zrobiła na mnie również kreacja bohaterów. Główną bohaterkę – Urszulę – początkowo bardzo polubiłam, później niesamowicie irytowała mnie, by pod koniec odzyskać moją sympatię. Jej mąż – Marek, to leń i zapatrzony w siebie, nieodpowiedzialny, niedojrzały dorosły. Przyjaciółka Uli – Renata, Michał Żuk i jego córka to również ciekawe osobowościowo postacie. Najbardziej jednak podobało mi się, iż każda z tych osób jest w jakiś sposób charakterystyczna, ma za sobą określoną przeszłość i przeżycia, które uformowały ją w określony sposób. Na podstawie książki można stworzyć bogatą w szczegóły charakterystykę postaci, która z powodzeniem służyć może jako wskaźnik wartości istotnych w życiu każdego z nas.
Przepadam za poczuciem humoru pisarki:

"-Nic się nie stało, przecież do niczego nie doszło.
-Chryste! Gdyby nie miesiączka, poszłabym na całość, to się stało! Jestem beznadziejna. Sama noszę rogi po sufit, a dzisiaj chciałam przyprawić je Bogu ducha winnej żonie ..." (tu imię męskie).
"-A skąd wiesz, jak między nimi jest? Może mają to... - zająknęła się Renia – otwarte małżeństwo?
-Reńka, jak cię kurwa lubię, nie używaj przy mnie tekstu 'otwarte małżeństwo'. Wykazuję dziwnie alergiczną reakcję, gdy słyszę to określenie. Ostrą jak noże z Telezakupów Mango, więc uważaj – warknęła Ula."

"Renata kucała przy ścianie dzielącej piwnicę na dwie części i badawczo się czemuś przyglądała.
-I co tam znalazłaś?
-Moim zdaniem tu jest jakaś skrytka! - Przyjaciółka popatrzyła na nią. - Przytrzymaj latarkę, a ja sprawdzę.
-Chyba oszalałaś! - Ula miała dość. - Niczego nie będziemy sprawdzać. Zaraz skończą się baterie, a wtedy ja tu wykituję ze strachu i ty też będziesz miała się czego bać, a mianowicie mojego ducha.
-Nie to nie – burknęła Renata. Wsadziła do ust latarkę i przytrzymała ją zębami, żeby uwolnić obie ręce. Przez chwilę dłubała w ścianie znalezionym patykiem, w końcu się poddała i rzuciła go na posadzkę. Wyjęła latarkę i popatrzyła z nadzieją na Ulę stojącą w progu. - Ta cegła się rusza, ale ja nie mam tyle siły, żeby ją wyjąć. Masz tu jakiś łom?
-Łom? Tak, oczywiście. Mam pięć łomów we wszystkich rozmiarach, dynamit i nawet pas szahida, żeby się wysadzić w powietrze i przy okazji zdemontować tę cegłę."

Książki pisarki cenię sobie również za moc cytatów, przepełnionych niesamowitą, życiową mądrością:

"Małżeństwo i związki są jak złote obrączki. Założone w dniu ślubu, lśnią na palcach słonecznym blaskiem. Niestety, codziennie na ich błyszczącej powierzchni powstają rysy. Są delikatne, prawie niewidoczne, ale po czasie jest ich tak dużo, że gdzieś znika ten blask. I wtedy trzeba je wypolerować. Wygładzić rysy miękką szmatką, dopieścić. Zadbać o to, żeby znów lśniły, jak na początku. Gdy tego nie zrobimy, staną się brzydkie, matowe, pozbawione piękna i choć nadal tkwią na serdecznych palcach, są jedynie smutną pamiątką po kimś, kto kiedyś był dla nas słońcem."

"Czasami coś się dzieje, bo tak po prostu musi być. Nie masz wpływu na przeszłość, ale na przyszłość już tak. Twoje życie trwa, nie zmarnuj go na grzebanie w stercie wspomnień i wyrzutów sumienia."

"Każdy sztorm kiedyś się kończy."


A jaka książka, która ostatnio trafiła w Wasze ręce, wciągnęła Was swą treścią do tego stopnia, że nie mogliście (ba, nie chcieliście) się od niej oderwać?