czwartek, 14 maja 2015

"Trzydziesta pierwsza" - moja pierwsza wizyta w Lipowie

Jak wiecie, ja, Wasza ostatnio "w nadmiarze czytająca", zapalona obyczajowo ;) mamuśka, zaczęłam sięgać po literaturę z innych gatunków. Byłam w świecie fantasy ("Akademia dobra i zła", "Książę mgły"), zajrzałam do klasyki ("Weronika postanawia umrzeć" – moja recenzja wkrótce), a swój kolejny krok postanowiłam skierować w kierunku kryminałów. Szukając wśród rodzimych autorów wypatrzyłam niejaką Katarzynę Puzyńską. Naczytałam się o jej lipowskich opowieściach więc rozpoczęłam polowania na którykolwiek z trzech tytułów ("Motylek", "Więcej czerwieni", "Trzydziesta pierwsza"). Szczęśliwie wygrałam w konkursie i to właśnie dzięki pani Kasi jej najnowszą książkę – wspomnianą "Trzydziestą pierwszą" – co więcej, z autografem (dla mnie nie lada gratka :D ).


 
Na potrzeby recenzji, książkę podzieliłam na 3 części.

W części pierwszej zaznajamiałam się z mieszkańcami Lipowa oraz zagadkowymi wydarzeniami, które zdarzyły się w tej mieścinie i które lipowscy policjanci musieli rozwikłać. Jaka ja byłam szczęśliwa, czytając tę historię. Autorka tak pięknie i obrazowo opisywała poszczególnych mieszkańców, że nawet ja, która zwykle gubię się w niuansach (typu: kto jest kim w opowieści, z kim jest spowinowacony, co robi na co dzień, kogo darzy miłością, a kogo nienawiścią) gdy mam do czynienia z większą liczbą bohaterów – tym razem najczęściej wiedziałam o kim mowa. Za to wielkie ukłony, albowiem nie łatwo to osiągnąć w moim przypadku. ;) Oczywiście nie obyło się jednak z mojej strony bez prowadzenia skrupulatnych notatek na temat mieszkańców Lipowa, aby nie było żadnych wątpliwości co do bohaterów opowieści, ich wzajemnych relacji oraz bym mogła ułatwić sobie dochodzenie – kto winien. ;) Nie miałam problemów z rozpoznaniem bohaterów, ale nie pogniewałabym się, gdyby książka, na swych pierwszych stronach zawierała krótki opis poszczególnych postaci.
Początek książki to była dla mnie taka trochę obyczajówka opisująca życie przebywających w Lipowie osób (zamieszkujących w nim na stałe oraz przyjezdnych). Poczułam się jak na prawdziwej wsi, w której mieszkają zarówno ludzie starsi, młodzi, jak i dzieci. Można tu spotkać praworząnych obywateli, uczciwie pracujących mężczyzn i kobiety, "boginie domowego ogniska" oddane opiece nad dziećmi, facetów, którzy od czasu do czasu "zdzielą przez łeb" swą kobietę, pijaczków przesiadujących pod sklepem, drobnych huliganów, ale także morderców. Pozornie nie można tu ukryć żadnej tajemnicy, jak to w takich niewielkich zakątkach zwykle bywa, ale oczywiście jest to złudne wrażenie. ;)
Całkiem przyjemnie było mi na tej wsi, jednak w pewnym momencie ta "sielanka" zaczęła mnie nużyć. Ja pragnęłam morderstwa. ;) Nawet zdążyłam wybrać potencjalne ofiary, a tu nic. Już zaczęłam się złościć, gdy... STAŁO SIĘ... doszło do upragnionego przeze mnie zabójstwa i zaczęło się dochodzenie policji: kto zabił? kiedy? dlaczego? I tego dotyczy druga część książki (drugą częścią zwana oczywiście na potrzeby tej recenzji). ;)
Podobały mi się kolejno odkrywane przez policję fakty, próby zawężania kręgu podejrzanych. A żeby było ciekawiej to na jednych zwłokach historia się nie skończyła. Niby niewielka miejscowość a trup ściele się gęsto. ;D Początkowo prowadzona jest jedna sprawa, lecz z czasem dochodzą dwie następne, dotyczące przeszłości Lipowa. Kolejne osoby wykreślane są z listy obwinianych o dokonanie zbrodni, ale nowe fakty wychodzą na światło dzienne i nowi podejrzani zaczynają się na niej pojawiać. Początkowo próbowałam sama dochodzić, kto może być mordercą i jakie były jego motywy, ale w końcu dałam sobie z tym spokój. I słusznie. ;)
Było ciekawie, ale gdy tak czytałam, czytałam i czytałam o prowadzonych dochodzeniach, kolejnych odprawach policyjnych, śledztwach, które nie przynosiły efektu... znowu pojawił się moment znużenia. Ja pragnęłam jakiejś akcji, dreszczyku emocji i... BACH... otrzymałam nie dreszczyk, a dreszcz emocji, kiedy to morderca dorwał ...................... i tu poleciałoby spoilerem. ;) Jest to trzecia, wyznaczona przeze mnie na potrzeby napisania recenzji, część książki. Jestem pod jej ogromnym wrażeniem. Nie mogłam oderwać się od niej, bo musiałam poznać koniec. Nie jutro, za dwie godziny, godzinę, czy nawet pół. Musiałam dowiedzieć się natychmiast, jak ta historia się zakończy. :)
Na koniec oczywiście zagadka została rozwikłana. Co ja mówię, jaka zagadka. Cała sieć niewiadomych znalazła wyjaśnienie. Wszystko złożyło się w doskonałą całość. Mam wrażenie, że w książce pani Katarzyny nic nie jest przypadkowe. Mnóstwo w niej interesujących postaci, trzy sprawy prowadzone są jednocześnie, a jednak wszystko zostaje spójnie doprowadzone do finału. W powieści nie odnalazłam żadnych niedomówień, nieścisłości. Kto był zabójcą również bym się nie domyśliła. Rewelacja!

Jak wspominałam, książkę podzieliłam na trzy części. Podczas czytania każdej z nich nadchodził u mnie moment znużenia. W chwilę później pisarka przechodziła do kolejnych wątków, dzięki którym lektura ponownie zyskiwała na atrakcyjności. Wspaniale było by, gdybym jednak nie dochodziła do tych chwil, w których czytadełko zaczynało stawać się monotonne, gdyby autorka moment wcześniej przeszła do kolejnych wydarzeń. Poza tym drobnym mankamentem... jest to bardzo dobra pozycja i chętnie, jeśli tylko nadarzy się okazja, poznam losy mieszkańców Lipowa poprzedzające "Trzydziestą pierwszą" oraz najnowszą pozycję "Z jednym wyjątkiem", której premiera już 16 czerwca.

 
A Wy? Znacie książki Katarzyny Puzyńskiej? Które konkretnie? Jak je oceniacie? :) Zapraszam Was do dzielenia się refleksjami. Chętnie poznam Wasze zdanie na ten temat. :)