środa, 15 kwietnia 2015

Czy "Książe mgły" Zafona porwał mamuśkę? ;)

Ledwie skończyłam czytać "Akademię dobra i zła", a w moje łapki wpadła kolejna powieść z gatunku fantasy (choć czy to dobra klasyfikacja nie jestem do końca pewna ;) ). Chodzi o lekturę "Książę mgły" słynnego hiszpańskiego pisarza Carlosa Ruiza Zafona, znanego głównie dzięki takim dziełom jak: "Cień wiatru", czy "Gra Anioła", które wkrótce również pragnę przeczytać. "Książę mgły" to jego pierwsza powieść, zaklasyfikowana jako literatura młodzieżowa, jednak jak sam autor pisze: "Bardzo chciałem napisać taką książkę, którą z przyjemnością sam bym przeczytał jako dzieciak, jako dwudziestolatek, czterdziestolatek czy wreszcie sędziwy osiemdziesięciolatek." Co sądzę o niej ja, trzydziestokilkulatka z głową otwartą na poznanie interesujących, nowych dla mnie lektur? ;)


"Książę mgły" opowiada historię rodziny Carverów (małżeństwa z trójką dzieci), która uciekając przed wojną przeprowadza się do małej miejscowości położonej niedaleko portu, przy jakim przed laty zatonął statek "Orfeusz". Na pokładzie tego statku znajdowała się trupa cyrkowa, której ciał nigdy nie odnaleziono, jednak nie mogła ona ujść z życiem. Tragedię przeżył natomiast mężczyzna, którego ciało morze wyrzuciło na brzeg. Mężczyzną zaopiekowało się młode małżeństwo. Jednak niedługo później małżeństwo to zginęło w wypadku, a on, w zamian za uratowane niegdyś życie – zajął się ich małym synkiem. Oprócz tego wybudował latarnię w nadziei że już żaden statek nie przeżyje podobnej do Orfeusza tragedii i stał się latarnikiem strzegącym spokoju na morzu. Czy to jednak jedyne jego zadanie?
Dom kupiony przez Carverów niegdyś należał do państwa Fleischmannów. Byli to ludzie, którzy przez lata starali się o dziecko i nie mogli go mieć. Kiedy jednak pan Fleiszmann wybudował dom w opisywanej osadzie rybackiej i przeprowadzili się z małżonką do niego – ziściło się również ich marzenie o potomku. Dziecko było przez nich bardzo kochane i rozpieszczane, jednak pewnego sierpniowego poranka Jacob utonął w morzu, bawiąc się na plaży przed domem. Wkrótce ojciec Jacoba podupadł na zdrowiu i zmarł, a niedługo później dom został wystawiony na sprzedaż. Dopiero po wielu latach kupił go pan Carver.
W zasadzie od pierwszego dnia przeprowadzki zaczynają się dziać tu różne dziwne rzeczy. Max (najstarszy z trójki rodzeństwa) już na stacji kolejowej zauważa, że wiszący tam zegar chodzi wspak, jego wskazówki zamiast kroczyć do przodu, cofają się. Tego samego dnia przez okno swojego pokoju spostrzega dziwny ogród obudowany murem, w którym znajdują się posągi artystów cyrkowych. Kiedy odwiedza to miejsce kolejnego dnia odnosi wrażenie, że posągi się poruszają.
Irina (najmłodsza córka Carverów) po przyjeździe do osady przygarnia kotka, który pozostałej dwójce rodzeństwa wydaje się co najmniej dziwny, mają oni wrażenie, że w jego oczach czai się zło. Pewnego razu Irina słyszy dochodzące z szafy w jej pokoju dziwne głosy, drzwi od jej pokoju zatrzaskują się, w szafie natomiast przekręca się klucz i ktoś z niej wychodzi. Irina jest przerażona.
Wiele podobnych historii spotyka rodzeństwo Carverów. Jaką zagadkę kryje ich dom, morze w którym zatonął "Orfeusz", tajemniczy ogród oraz sam latarnik? Dowiecie się czytając książkę. :)

A co sądzę o lekturze? Cóż... ;)
Pochłonęłam ją szybciutko, czytając w ciągu dwóch dni w każdej niemal wolnej chwili. Książka budziła we mnie emocje i zaciekawienie. Z jednej strony uśmiechałam się pod nosem czytając o kompletnie nierzeczywistych wydarzeniach, a jednocześnie budziły one we mnie pewien lęk. Co się wydarzy? Jak zakończą się kolejne przygody Maxa, Alicji i ich nowo poznanego przyjaciela – Rolanda? Jak zakończy się cała historia?
Autor wspaniale buduje napięcie, aby później dać czytelnikowi chwilę wytchnienia od targających nim przeżyć, a następnie porwać go w wir kolejnych fantazyjnych wydarzeń.
Ogromnie podoba mi się język autora. Nie miałam najmniejszych problemów, aby "widzieć" tworzone przez Zafona obrazy: drewniany domek nie daleko plaży, ogród posągów, latarnię, wrak "Orfeusza", czy opisywane postacie i sytuacje. Do tego stopnia się wciągnęłam, że gdy czytałam wieczorem o ogrodzie posągów, w którym wyciągnięta, jak gdyby do bicia, pięść klauna, nagle przemieniła się w gest zapraszający Maxa do ogrodu, przeszły mnie dreszcze po plecach i choć wiedziałam, że sytuacja jest zmyślona – odłożyłam książkę na półkę, aby czytać ją w ciągu dnia, gdy strach tak łatwo w oczy nie zagląda i wyobraźnia nie szaleje zbyt mocno. ;)
Spodziewałam się, że skoro książkę zakwalifikowano jako młodzieżową to autor oszczędzi pewnych smutnych wrażeń czytelnikowi. Jednak cząstka dramatu również się w niej znalazła. I dobrze (jestem sadystką? ;) ), bo takie historie bardziej zapadają czytelnikowi (także młodemu) do serca.

 
Zdecydowanie jest to książka dla młodzieży. Jednak udało się autorowi również mnie zaciekawić i porwać w wir swojej opowieści. To była bardzo ciekawa odskocznia od zwykle czytanych przeze mnie tytułów i być może w przyszłości sięgnę po którąś, a może nawet po wszystkie trzy pozostałe, dedykowane głównie młodzieży, tytuły.