wtorek, 21 kwietnia 2015

"Akademia Dobra i Zła" - zapraszam na recenzję. :)

Każdy z nas, idąc przez życie, już od najmłodszych lat, za sprawą czytających mu rodziców, dziadków, nauczycieli, czy też czytając samodzielnie – poznaje przeróżne baśnie. :) Dzięki pięknie ilustrowanym książkom mamy przyjemność znaleźć się w krainie: książąt i księżniczek, królów, królewien, rycerzy, kopciuszka, czy zwierząt posiadających niezwykłe moce. Każda dziewczynka pragnie stać się księżniczką uratowaną przez swego jedynego, wymarzonego królewicza, po przezwyciężeniu przeciwności stanąć z nim na ślubnym kobiercu, by później "żyć długo i szczęśliwie". A gdyby tak się dało? Gdybyśmy naprawdę mogli znaleźć się w baśni? Zostać jej bohaterami? Chcielibyście?
Wyobraźcie sobie, że czytelnicy z Gawaldonu mają taką możliwość. Co cztery lata dwoje dzieci z tej niewielkiej miejscowości, położonej na skraju lasu zostaje porwanych przez dyrektora Akademii Dobra i Zła. Jedno z nich trafia do Akademii Dobra, aby kształcić się na przyszłą/przyszłego księżniczkę/księcia, drugie zaś do Akademii Zła, w której uczy się, jak zostać baśniowym czarnym charakterem. Gdy ukończą szkołę trafiają do swej baśni, a później inne dzieci (i dorośli ;) ) mogą czytać o nich w przepięknie ilustrowanych książkach.

 
Sofia pragnie zostać porwana przez dyrektora Akademii i na zawsze opuścić Gawaldon. Mama dziewczynki nie żyje, a tata (zdaniem Sofii) nie przejąłby się, gdyby ta zniknęła, zbyt pochłonięty swoją obecną partnerką. Sofia pragnie dostać się do Akademii Dobra. W końcu jest piękna, uwielbia różowe stroje, doskonale się uczy i wykonuje wiele dobrych uczynków.

"A więc najpierw nakarmiła gęsi pływające po jeziorze mieszaniną soczewiczy i pora (naturalny środek przeciw zaparciom powinien pomóc po serze rzucanym im przez głupkowate dzieciaki). Potem podarowała miejskiemu sierocińcowi domowej roboty tonik z drzewa cedrowego (ponieważ, jak wyjaśniała oniemiałym opiekunom 'odpowiednia pielęgnacja skóry to najpiękniejszy z dobrych uczynków'). Wreszcie zawiesiła lustro w kościelnej łazience, żeby ludzie wracający do ławek wyglądali jak najlepiej."

Sofia jest przekonana, że gdy ukończy Akademię trafi do bajki, w której pozna wspaniałego księcia i zakocha się w nim z wzajemnością. On uwolni ją z jakiejś opresji i już zawsze będą razem. Ona i jej miłość.
Dziewczynka podejrzewa że w tym roku Dyrektor baśniowej szkoły porwie na nauki ją oraz jej przyjaciółkę Agatę.

"Jej najlepsza przyjaciółka mieszkała na cmentarzu. Biorąc pod uwagę odrazę Sofii do wszystkiego, co ponure, szare i źle oświetlone, można by oczekiwać, że albo będzie zapraszać koleżankę do swojego domu, albo znajdzie inną najlepszą przyjaciółkę. Ona jednak przez cały tydzień codziennie wspinała się na szczyt Cmentarnej Góry, nie zapominając o uśmiechu, ponieważ na tym polegał przecież dobry uczynek."

Jak łatwo się domyślić, Agata trafić miała do Akademii Zła. Już samo miejsce w którym mieszkała ta dziwna dziewczynka dawało taką pewność.

"W kępie gęstych krzaków krył się dom – oficjalny adres Cmentarna Góra 1. Nie był zabity deskami ani zaryglowany na głucho jak wszystkie domy nad jeziorem, ale to wcale nie sprawiało, że wyglądał choć odrobinę bardziej gościnnie. Schody prowadzące na ganek lśniły od zielonej pleśni, uschłe brzozy i pnącza skręcały się wśród ciemnych krzewów, a spadzisty czarny dach pochylał się niczym kapelusz czarownicy.
Wspinając się po skrzypiących schodach na werandę, Sofia starała się ignorować odpychający zapach, mieszaninę czosnku i woni mokrej kociej sierści, i odwracała wzrok od pozbawionych głów ptaków walających się wokół, bez wątpienia ofiar tego ostatniego."

Wygląd Agaty również pozostawiał wiele do życzenia.

"Jej odrażająca strzecha czarnych włosów wyglądała, jakby została polana olejem. Obszerna czarna sukienka, bezkształtna niczym worek na ziemniaki, nie była w stanie zakryć upiornie bladej skóry i wystających kości. Z zapadniętej twarzy patrzyły oczy w czerwonych obwódkach."

Dodatkowo nasza druga bohaterka oprócz Sofii nie miała żadnych przyjaciół. Była samotniczką, więc tym bardziej pasował do niej wizerunek wiedźmy.
Agata nie wierzyła w istnienie Akademii Dobra i Zła, jednak wkrótce musiała zmienić zdanie, ponieważ obie, ona i Sofia trafiły jednak do znanej z opowieści Galwadończyków szkoły. 


Co jednak zaskakujące to Agata została oddelegowana do szkoły dobra, a Sofia znalazła się w Akademii Zła. Początkowo bohaterkom oraz ich szkolnym koleżankom i kolegom wydaje się, iż dyrektor Akademii pomylił się i skierował je do nieodpowiednich szkół, jednak czy tak stało się rzeczywiście?
Co więcej. Dowiadujemy się o niepewnym losie dziewczynek. Okazuje się, że jeśli ukończą one szkołę z dobrymi wynikami, tak jak pragnęła tego Sofia, dostaną się do baśni i będą ich bohaterkami. Jeśli jednak nie uda im się osiągnąć dobrych wyników mogą zostać zamienione w towarzyszy bohaterów baśni: pomocne zwierzęta lub ich służących, albo jeszcze mniej znaczące istoty.

"Zrobiło jej się zimno. Nigdy dotąd nie wierzyła we wszystkie te historie, ale teraz stały się one boleśnie prawdziwe. Przez dwieście lat żadne porwane dziecko nie wróciło do Gawaldonu. Jak mogła myśleć, że ona i Sofia będą pierwsze? Jak mogła myśleć, że nie skończy jako kruk albo krzew róży?"

Co się dzieje – kiedy baśń zaczyna stawać się rzeczywistością? Aby się tego dowiedzieć – musicie przeczytać "Akademię Dobra i Zła".

Kiedy przychodziły wieczory, a dzieci już słodko spały, z przyjemnością zasiadałam przy książce ze szklanką dobrej kawy lub herbatki na stoliku nieopodal – i poznawałam historię przyjaciółek z Gawaldonu. Uczęszczałam z nimi do szkół, w których spotykałam ciekawych nauczycieli i wraz z bohaterkami poznawałam umiejętności potrzebne do przeżycia w bajkach dobrym oraz czarnym charakterom.



Wkraczałam w świat magii, dobra i zła, nigdziarzy i zawszan, wróżek oraz wilków. Dowiedziałam się, czym jest nemezis, spotkałam Dyrektora Akademii, Polluksa, Baśniarza oraz prawdziwą wiedźmę. Poznawałam inne dzieci uczęszczające do szkoły. Odwiedziłam "Galerię dobra" i "Wystawę zła". Z niecierpliwością oczekiwałam, co wydarzy się podczas Próby Baśni, Cyrku Talentów oraz wyczekiwanego przez zawszan Balu. Zostałam wprowadzona w inny wymiar, do innego świata i bardzo mnie to radowało. Nagle ja, trzydziestokilkuletnia mama, uśmiechałam się od ucha do ucha – czytając baśń. Czułam się troszkę jak w czasach, gdy na mojej drodze stanął "Harry Potter". Tym razem towarzyszyłam i kibicowałam w przeżywanych przygodach dwóm nastoletnim dziewczynkom.
Książka, pozornie będąca po prostu ciekawą baśnią dla młodzieży – odpowiada na ważkie pytania. Czy istnieje coś jednoznacznie dobrego lub jednoznacznie złego? Czy my sami oraz osoby z naszego otoczenia możemy być wyłącznie dobrzy lub tylko źli? Czy piękny wygląd świadczy o dobroci, a brzydota o złu? Czym tak naprawdę jest dobro? Być może młodzi ludzie po przeczytaniu powieści zadadzą sobie takie pytania i zamiast patrzeć na powierzchowność drugiej osoby, zdecydują się spojrzeć głębiej? Tego życzę autorowi książki oraz wydawnictwu Jaguar. :))
Kiedy czytałam "Akademię Dobra i Zła" wokół musiała panować cisza, bym łatwiej i w zupełności mogła skoncentrować się na czytanej powieści. W końcu opisywane postacie oraz wydarzenia nie spotykają mnie w codziennym życiu, a ja nie chciałam, aby cokolwiek umknęło mojej uwadze. "Akademia" jest wręcz naszpikowana ciekawymi postaciami, wydarzeniami, niemal na każdej stronie spotyka nas coś interesującego. Akcja toczy się jak wartka rzeka i pomimo, iż pragnęłam, aby nic mi z niej nie umknęło jestem pewna, że gdy ponownie sięgnę po książkę (a zrobię to na pewno) – odkryję w niej rzeczy, których nie udało mi się zauważyć przy pierwszym czytaniu, a także przy kolejnym. I znów, mimo iż wcześniej czytałam książkę, będę tkwiła przy niej z wielkim uśmiechem – odkrywając nowe światy i w coraz to większym stopniu widzieć oczyma wyobraźni nakreślone przez autora obrazy.
W kolejce do przeczytania książki już ustawiły się dwie moje siostrzenice: czternasto i siedemnastolatka. :)
Zwykle nie sięgam po tego rodzaju książki. Postanowiłam jednak poszerzyć zakres czytanych lektur – i jestem zadowolona, że

 
obdarzyło książką mnie wraz z pięćdziesiątką innych blogerów, i jestem za to Wydawnictwu ogromnie wdzięczna. Chętnie sięgnę po kolejną część "Akademii Dobra i Zła". Literatura fantasy (czy dobrze ją kwalifikuję?) od dawna mnie ciekawiła – i "Akademia" jest dobrym wstępem do tego, abym od czasu do czasu sięgnęła po podobną lekturę. Kiedyś próbowałam czytać "Władcę Pierścieni". Może to nie był odpowiedni czas, a może to jednak nie moje klimaty. Język autora mnie nie porwał, choć film wydał się ciekawy. Jeśli chodzi o przeczytaną książkę – do takiej literatury będę zaglądała z przyjemnością.
Nie mam w szafkach zbyt wiele miejsca na książki. Zatrzymuję te szczególnie mi bliskie. Z autografami autorów oraz takie do których pragnę wrócić i które pożyczam lubiącym czytać znajomym. "Akademia Dobra i Zła" zostanie na mojej półce.
Ciekawa jestem czy ekranizacja Akademii przypadnie mi do gustu.
Pragnę również zauważyć, że książka jest fantastycznie wydana. Jej przepiękna okładka jest częściowo błyszcząca, częściowo matowa – co tworzy ciekawy efekt tajemniczości, bardzo mi się podoba papier, na którym wydrukowano książkę, a co najważniejsze – dzieło zdobią cudowne ilustracje Iacopo Bruno.
Szczerze Was zachęcam do sięgnięcia po tę książkę. :)