piątek, 23 stycznia 2015

Winter in the City - ShinyBox styczeń 2015 jest już i u mnie

Cześć!

No i... skusiłam się na trzymiesięczny pakiecik ShinyBox. Oznacza to, że możecie spodziewać się w najbliższym czasie opisów tychże na blogu. Planuję dzielić się z Wami również moimi spostrzeżeniami na temat testowanych dzięki Shiny kosmetyków, szczególnie tych, które przypadną mi do serduszka. ;)

Tymczasem bezśnieżna, ale jednak "Winter in the City", więc i zimowe pudełeczko Shiny zawitało w moje progi. Nim otrzymałam pudełeczko, planowałam nie zaglądać na inne blogi, by ujrzeć zawartość dopiero, gdy je sama otworzę. Oczywiście nie wytrzymałam, gdyż mam bardzo słabą silną wolę. ;)

Gdy oglądałam box na innych blogach jego zawartość nie robiła na mnie jakiegoś szczególnego wrażenia (ani pozytywnego, ani negatywnego), gdy jednak trafiło w me dłonie – skradło również moje serce. A oto moje pudełeczko. :)



Na początku wpadły mi w oko kosmetyki Sylveco, których oczekiwałam, ponieważ tak wynikało z podpowiedzi na fanpage'u ShinyBox. W sumie spodziewałam się jednego kosmetyku tej firmy, a tu niespodzianka. Przemiła, bo od jakiegoś czasu te kosmetyki mnie ciekawiły. 



Wcześniej nieraz zaznaczałam, iż zwykle ze strachem i ogromną niepewnością biorę się za testowanie kosmetyków do twarzy, gdyż moja "face" ;) jest sucha i baaardzo wrażliwa. W tym roku miałam szczególne tego dowody. Kilkakrotnie skończyło się braniem leków alergicznych, by twarz Kwazimodo spowrotem zmieniła się w moją. ;) Bez obaw i wytrwale używam tylko kremu Alantan dermoline do twarzy. Ale kosmetyki Sylveco to kosmetyki naturalne, więc zaryzykowałam.
Peeling przy pierwszym użyciu spisał się rewelacyjnie. Drobinki ścierające są dość ostre, a moja twarz w najmniejszym stopniu nie została podrażniona, nie pojawiły się na niej zaczerwienienia ani inne wykwity, ;) nie czułam swędzenia, pieczenia, a po użyciu skóra twarzy stała się gładziutka, ogromnie przyjemna w dotyku, zdecydowanie odświeżona. Jednak na wyrażenie ostatecznego zdania jeszcze poczekam, bo zdarzało się już tak, że problemy z cerą zaczęłam mieć po drugim lub kolejnym użyciu jakiegoś kosmetyku, a nie od samego początku. Ale mam nadzieję, że sytuacja się nie zmieni i ten peeling będzie moim hitem z tego boksa. 


W moim pudełeczku oprócz peelingu znalazł się odbudowujący szampon pszeniczno – owsiany do włosów. Zamiast tego szamponu można było otrzymać balsam myjący do włosów z betuliną, którego próbka znalazła się w moim pudełku. Cieszę się, że mi przypadł w udziale szampon, gdyż pachnie zdecydowanie lepiej niż wspomniany balsam, a będę go używała przez dłuższy czas. ;)

Na facebooku mogliśmy przeczytać, iż w boksie znajdzie się jakaś nowość kosmetyczna. Okazało się nią innowacyjne serum do twarzy Beautyface. Spośród czterech dostępnych wariantów ja otrzymałam serum wybielające. Wolałabym jakieś inne, ale dobra. ;)
Raz posmarowałam sobie nim twarz przed snem, zamiast smarować ją kremem. Serum bardzo szybko się wchłonęło, ale rano miałam wrażenie, że w szczególnie wrażliwych miejscach skóra mi się wysuszyła. Chyba zaryzykuję ponowne jego użycie, ale przed snem dodatkowo użyję kremu do twarzy. Alantan oczywiście. ;)


Bardzo zaciekawił mnie znajdujący się w pudełeczku rozświetlacz firmy Glazel. Nie znam kosmetyków tej firmy, nigdy wcześniej nie stosowałam rozświetlacza, a ostatnio miałam ochotę sobie jakiś zakupić, więc ogromnie cieszę się, że znalazł się w pudełku. 


I tu planowałam ponarzekać sobie trochę. Naprawdę??? Balsam do ust??? Trzecie pudełko z rzędu z produktem do pielęgnacji ust??? W listopadzie – peeling Mariza (na początku nie zrobił na mnie wrażenia, ale już wkrótce się polubiliśmy), w grudniu – wazelina kosmetyczna (tak, wiem, można ją stosować w inny sposób. Ale można i do ust. ;) ) i teraz – balsam do ust Vedara z 24-karatowym złotem.
Gdy zaczynałam narzekać moja 10-latka stwierdziła:
"Mamusiu. Zostaw go – on ma w sobie złoto, wystawimy na Allegro". ;D
Ale co tam... wypróbowałam... całkiem fajny produkt. Najpierw dokładnie speelingowałam usta, a potem dałam na nie balsam. Usta stały się miękkie, fajnie nawilżone. I o to chodzi. Ale... drogie Shiny... może w lutym darujmy sobie produkty do pielęgnacji ust. No, ewentualnie, może być pomadka. ;D

Pudełko... jak już mówiłam... na duuuży plus. A Wy jak sądzicie?