środa, 4 lutego 2015

"Szukając Emmy"

Minął styczeń, zza zasłony 2015 wyszedł na świat luty, więc najwyższy czas na podzielenie się z Wami moimi wrażeniami na temat pierwszej przeczytanej w tym roku książki. :) Do rzeczy. Oto moich "słów kilka" na temat książeczki wydawnictwa Znak pt. "Szukając Emmy".


Megan zaledwie na krótką chwilę odwróciła uwagę od swojej 3-letniej córki Emmy. Ten krótki czas wystarczył jednak, aby dziewczynka zaginęła, a dla Megan (jej mamy) zaczął się największy życiowy koszmar.
Trudno wyobrazić sobie, co czują rodzice, których dziecko nagle gdzieś znika. Gdy mijają dni, miesiące, lata, a oni, mimo zaangażowania własnego, policji, mediów – nie otrzymują żadnej informacji o swoim dziecku. Nie wiedzą, czy ich maleństwo żyje, ma się dobrze, czy właśnie niezmiernie gdzieś cierpi. Trudno wyobrazić sobie, co dzieje się w głowach tych rodziców. A jeśli dziecko miało siostry lub braci? Jak młodsi radzą sobie z tą sytuacją? Zapominają o zaginionym rodzeństwie, czy może w inny sposób to przeżywają? Tak rzadko zastanawiamy się nad tym, co czują dzieci.
Możemy wyobrazić sobie serca rodziców rozbite na tysiąc kawałków. Czy jednak rzeczywiście wiemy, co mogą przeżywać? Steena Holmes, autorka książki "Szukając Emmy" przedstawia portret rodziny, dotkniętej taką właśnie tragedią. Dowiadujemy się, dzięki niej, co czują rodzice zaginionej dziewczynki, jak każde z nich próbuje poradzić sobie w tej ciężkiej sytuacji.
Megan, mimo upływu dwóch lat od zaginięcia córki – wciąż wierzy, że odnajdzie swoje dziecko. Niejednokrotnie zdarza się, iż widzi tył głowy swej córki wśród tłumu na ulicy. Biegnie za nią, wyszukuje jej wśród ludzi, łapie za ramię, wymawiając słodkie imię "Emma", a potem to już tylko ból rozdziera jej serce, gdy okazuje się, że przestraszyła swym zachowaniem obce jej dziecko oraz jego najbliższych. Megan wie, że powinna wrócić na terapię, pogodzić się z "odejściem" córki i jednocześnie czuje ogromne wyrzuty sumienia wobec Petera, swojego męża, któremu obiecała, iż nie będzie więcej szukała w tłumie małej Emmy i zacznie znów żyć, bez niej, dla niego i dwóch pozostałych córek. Ale jak można pogodzić się z tym, że jej ukochana dziewczynka nigdy już nie wróci do domu? Ona nie może tego zrobić. Nie może też nic poradzić na pogłębiający się kryzys małżeński. Jej celem jest odnalezienie Emmy.
Megan zaniedbuje nie tylko swojego męża. Kompletnie zapomina o swoich dwóch (starszych od Emmy) córeczkach. Nie ma świadomości, co czują jej dziewczynki. Gdy się tego dowiaduje – otrzymuje kolejny cios w serce.
Bardzo mnie cieszy, że autorka zwróciła uwagę i na ten aspekt. Tak rzadko, w różnych sytuacjach życiowych, zastanawiamy się nad tym, co czują dzieci. W natłoku własnych spraw, myśli, zabieganiu, czy też po prostu skupiając się na własnym bólu – lekceważymy ich uczucia. To bardzo ważna uwaga dla nas – rodziców.

Oprócz rodziny przeżywającej tragedię po zaginięciu córki i siostry – poznajemy jeszcze starsze małżeństwo, Jacka i Dottie, opiekujących się wnuczką, Emmie. Ich córka była uzależniona od narkotyków i oddana została przez rodziców do ośrodka zajmującego się pomocą osobom uzależnionym. Rodzice przelewali pieniądze na ów ośrodek. Dwa lata wcześniej dowiedzieli się, że mają wnuczkę i zaopiekowali się nią.
Jenda rzecz dręczyła mnie podczas czytania książki przez dłuższy czas – dlaczego Dottie nie chce rozmawiać o swojej córce i wciąż ją odrzuca? Wprawdzie dziewczyna pogubiła się w życiu, ale czy matka w takiej sytuacji nie chciałaby utrzymywać żadnego kontaktu ze swym dzieckiem i twierdziłaby, że ono dla niej nie istnieje? Nie wiem... Wymyśliłam zatem teorię spiskową. Emmie (wychowywana przez dziadków) to jest Emma, którą córka Dottie i Jacka porwała sprzed jej domu i przyprowadziła do swej mamy oznajmiając, że jest to jej córka. Dottie uwierzyła w tą historię i gdy jej córka zostawiła swoje dziecko – postanowiła wyrzucić ją z pamięci. Nie mogła zrozumieć, dlaczego jej córka nigdy wcześniej nie przyznała się, że ma dziecko i jak mogła zostawić je wcześniej, a teraz "podrzucić dziadkom" i ponownie zniknąć. Czy miałam rację? Dowiecie się czytając książkę. ;)

Pierwsza część tej lektury nie porwała mnie specjalnie, nie czytałam książki z zapartym tchem. Poznawałam jedynie rodzinę zaginionej dziewczynki, fakty z ich życia, które raczej nie wywoływały większych emocji. Gdy doszłam do połowy czytadełka akcja rozwinęła się na dobre, a ja szukałam każdej wolnej chwili, aby przeczytać choć kilka stron więcej, by poznać dalszą część książki.
Początkowo historia wydawała mi się bardzo przewidywalna, a jednak po drodze spotkało mnie kilka niespodzianek. Z każdą przeczytaną kartką byłam bardziej zaciekawiona tym, co wydarzy się w dalszej części opowieści. Wczułam się w opowiadaną historię i zaczęłam przeżywać ją intensywniej, a pod koniec pojawiły się łzy.
To książka o której nie zapomnę po odłożeniu jej na półkę. Według mnie – naprawdę warta przeczytania lektura. Polecam! :)

Ach! Książkę kupiłam za jedyne 5,96 zł w sklepie Wydawnictwa Znak. W sklepie wciąż trwają niesamowite promocje. Można kupić wiele ciekawych tytułów nawet do 60% taniej. Niedawno skusiłam się ponownie. A jakie dwie lektury z 35% zniżką kupiłam? Wkrótce się pochwalę. ;)

A Wy? Czytaliście może już książkę "Szukając Emmy"? Macie ją w planach? A może pochwalicie się tym, jaką książkę ostatnio przeczytaliście? Warto było?