piątek, 2 lutego 2018

Czy "Cudowny chłopak" ujął mamuśkę niczym miliony innych osób?

Pewnego pięknego dnia spoglądając na dział z książkami w Tesco rzuciła mi się w oczy książka "Cudowny chłopak". Kiedy dowiedziałam się, iż powieść ta znalazła się na 1 miejscu bestsellerów New York Timesa, najlepszych książek Amazona w 2012 roku, otrzymała tytuł najlepszej dziecięcej książki 2012 roku według: School Library Journal, Publishers Weekly, Kirkus Reviews i Booklist, a na początku stycznia miała ukazać się ekranizacja stwierdziłam, że muszę ją mieć. Moja radość była tym większa, gdy okazało się, iż książkę w Polsce wydało wydawnictwo


z którym od jakiegoś czasu mam przyjemność współpracować. Natychmiast poprosiłam Panią Katarzynę o tę książkę. Czy "Cudowny chłopak" zachwycił mnie równie mocno jak miliony czytelników za granicą?



Opis książki (pochodzący ze strony wydawcy)

"Wzruszająca i jednocześnie przezabawna opowieść o walce dziecka z przeciwnościami losu.

August jest inteligentnym, dowcipnym chłopcem i jego życie wyglądałoby pewnie zupełnie inaczej, gdyby nie jeden zmutowany gen, z powodu którego ma zdeformowaną twarz i, zanim skończył 10 lat, musiał przejść 27 operacji. Do tej pory patrzył na siebie oczami bezwarunkowo kochających go rodziców i siostry. Teraz, gdy idzie do szkoły – od razu do piątej klasy – przyjdzie mu się zmierzyć ze światem rówieśników i starszych uczniów, z ostracyzmem, uprzedzeniami, a czasem ze zwykłym chamstwem i podłością. Spotka się jednak również z dobrocią, przyjaźnią i wspaniałomyślnością. Kontakt z rówieśnikami odmieni Augusta. Ale czy tylko jego?"

Moje wrażenia po lekturze

R.J. Pallacio posługuje się świetnym językiem, prostym i lekkim w odbiorze, a tematyka powieści jest bardzo ciekawa, przez co tym łatwiej angażujemy się w nią i dajemy pochłonąć. Kolejne rozdziały książki są krótkie, a użyta czcionka sprzyja czytaniu, stanowiąc dodatkowy atut podczas lektury. Osobiście jestem również pod wrażeniem okładki książki (jak ja uwielbiam taki kolor). Do tego dołączono wspaniałą zakładkę z kadrem z filmu. Nie wiem co wy o tym sądzicie, ale mnie to wydanie urzekło.
Książka porusza bardzo istotny temat. August jest chłopcem o odmiennym od większości ludzi wyglądzie. Ma zniekształconą twarz, przez co niejednokrotnie spotyka się ze wścibskimi spojrzeniami, nieprzyjemnymi uwagami na swój temat, lub przeciwnie, ludzie peszą się i odwracają wzrok na jego widok. Jeśli pragniecie dowiedzieć się, jak czuje się osoba, która różni się od większości – ta książka doskonale to pokazuje. Bez kamuflowania, ukrywania uczuć pod płaszczykiem dobroci, "bycia ludzkim", pokazuje odczucia najbliższych Augusta oraz jego dalszego otoczenia, związane z odmiennością chłopca. Niektóre z nich wynikają z ogromnej miłości do Augiego, inne ze strachu o niego, a jeszcze inne pozbawione są tych cech i odnoszą się wyłącznie do egoistycznych pobudek wspomnianych osób, np. obawy, że z powodu przyjaźni z odmieńcem inni mogą odwrócić się od niego. Spójrzmy prawdzie w oczy. Któż z nas nie obawia się, że robiąc coś innego niż pozostali nie zostanie odrzucony. Dość dokładnie poznajemy również emocje samego Augiego dotyczące jego wyglądu i reakcji innych na ten wygląd.
Z drugiej strony któż z nas nie czuł się kiedyś nieakceptowany, odrzucony przez innych? Kto nie czuł się kiedyś gorszy od pozostałych? Myślę, że większość z nas miała takie epizody w swoim życiu, choćby w trudnym wieku dojrzewania i każdy z nas w Auggiem (dzięki jego przemyśleniom) zauważy też siebie na pewnym etapie życia. "Cudowny chłopak" to wspaniała furtka na świat. Przypominając nam o gorszych dniach naszego życia otwiera nas na problemy innych. Być może dzięki niej ktoś, kto dotąd czuł się odrzucony, w pewnym momencie poczuje, że ma przyjaciela?
Książka "Cudowny chłopak" uczy tolerancji i empatii, pokazuje dzieciom i młodzieży świat niedoskonały, zwraca uwagę na osoby odrzucone i zachęca do wyciągnięcia rąk do takich osób, albowiem pierwsze wrażenie może mylić, a pod maską "dziwaka" może ukrywać się osoba, która okaże się jedną z najwspanialszych, jakie poznają w życiu.
Ogromnie spodobała mi się kreacja postaci. August opisany został doskonale, ale podobnie stało się w przypadku siostry chłopca, jego rodziców, kolegi ze szkoły (Jacka Willa) i Mirandy (przyjaciółki Vii – siostry Augiego).
Niesamowicie polubiłam pana Browna, nauczyciela języka angielskiego, który poprzez swoje "wskazania" pokazywał uczniom jak powinni żyć. W ten sposób nie tylko uczył ich, ale również wychowywał na mądrych, wartościowych i świadomych obywateli. Na wiele "wskazań" pana B. zwróciłam w książce uwagę i podkreślałam je, jako warte przestrzegania w życiu. Jednocześnie są one kroplą w morzu cudownych, wartych uwagi przesłań.

"Kiedy możesz dać dowód swojej racji, albo dobroci, daj dowód swojej dobroci."

"...o tym, jak ludzie będą nas pamiętać, świadczą nasze czyny. One są najważniejsze. Ważniejsze od tego, co mówimy i jak wyglądamy. Nasze czyny przetrwają po naszej śmierci. Są jak pomniki, które ludzie stawiają ku czci bohaterów po ich śmierci. Albo jak piramidy, które Egipcjanie wznosili dla faraonów. Tyle, że zrobione nie z kamienia, ale ze wspomnień ludzi o człowieku."

"-Głównym dowodem waszego wzrostu nie jest jednak liczba centymetrów na miarce, liczba okrążeń na bieżni ani nawet średnia waszych ocen, choć są one oczywiście ważne. Liczy się to, jak wykorzystaliście ten czas, czym wypełniliście dni i czyje uczucia poruszyliście. To jest w moim rozumieniu miarą sukcesu."

W międzyczasie gdy czytałam książkę miałam okazję obejrzeć również film "Cudowny chłopak". Film spodobał mi się i kiedy później wracałam do czytania oczyma wyobraźni widziałam osoby występujące w ekranizacji, jednak to lektura sprawiała, iż w moich oczach pojawiały się łzy. Niemal osobiście, pewnie częściowo dlatego że sama jestem mamą, odczuwałam to, co czuli rodzice chłopca na różnych etapach jego życia. Myślę jednak, że te pojawiające się gdzieś w kącikach oczu łzy i uczucie "guli w gardle" spowodowane były również doskonałym stylem pisania autorki, jej przekazem.
"Cudowny chłopak" to mądra, wartościowa, a jednocześnie przyjemna w odbiorze powieść. Mam nadzieję jeszcze nieraz do niej wrócić, by pamiętać o tym, co w życiu jest najważniejsze.


Czytaliście już tę powieść? Oglądaliście film? A może dorwaliście książkę dla maluszków o tym tytule? Jeśli tak – koniecznie podzielcie się wrażeniami. Jeśli nie mieliście styczności z "Cudownym chłopakiem" napiszcie, czy planujecie się z nim zapoznać? No i co wybierzecie? Książkę? Film?

wtorek, 23 stycznia 2018

Zatrzymajmy się na chwilę - "Na ścieżkach złudzeń" Joanny Sykat

Po lekturze książki "Niebo pod Śnieżką" (moja recenzjanabrałam niebywałej ochoty by poznać inne publikacje pisarki. Dzięki pani Ani z wydawnictwa


szczęśliwie w moje ręce trafiła najnowsza powieść autorki – "Na ścieżkach złudzeń". Czy spodobała mi się równie mocno jak jej poprzedniczka?


Opis książki (pochodzący ze strony wydawcy) – osobiście nie czytałam go przed lekturą książki. Jeśli nie jesteście pewni, czy chcecie go poznać, czytanie tego posta zacznijcie od "moich wrażeń".

"Aldona ma kochającego męża, który zrobiłby dla niej wszystko, i kilkuletniego syna Michałka. Wydaje się kobietą spełnioną, zwłaszcza na tle nowej podwładnej – zaniedbanej, przytłoczonej obowiązkami żony i matki. Do czasu. Świat bohaterów, którym dawno temu los przydzielił role, nagle zaczyna się kruszyć. Na idealnych wizerunkach żon, matek, mężów i ojców pojawiają się rysy i pęknięcia. Czy uda się ocalić ich rodziny? Czy katastrofa oduczy Aldonę oceniania innych z perspektywy własnej urody i bogactwa?"

Moje wrażenia

Jak wspomniałam wcześniej lekturę książki rozpoczęłam "w ciemno". Byłam ogromnie ciekawa, jaką historię zaserwuje mi pisarka tym razem i czy nowa powieść spodoba mi się tak bardzo jak "Niebo pod Śnieżką". Opis książki zdradza nam jedynie zarys fabuły, jednak cieszę się, że dla mnie odkrywanie kolejnych faktów zawartych w powieści było całkowitą niespodzianką.
"Na ścieżkach złudzeń" miała być książką, która pozwoli oderwać mi się od trudów dnia codziennego, tymczasem porusza ona również ważne kwestie społeczne. Pokazuje, w jak wielkim stopniu poddajemy się życiowemu pędowi. Pracujemy, zawieramy małżeństwa, zostajemy rodzicami i godzimy się z pełnionymi przez nas rolami społecznymi, niejednokrotnie godząc się z sytuacjami, które są w sprzeczności z tym, czego naprawdę, w głębi serca, oczekujemy. Staramy się nie zauważać u naszych bliskich zachowań, które nas ranią, wyolbrzymiamy ich "zasługi" żyjąc w poczuciu złudnego szczęścia. Czasem bywa odwrotnie. Nie zauważamy starań osób, którym na nas zależy i nieraz bywa za późno, gdy zrozumiemy jaka była prawda. Prawdziwie bliskie nam osoby tracimy bezpowrotnie. A wszystko to jest grą pozorów. Jeszcze gorzej bywa, kiedy problemu nie stanowią niewidoczne dla nas sytuacje, skrywane na dnie serca namiętności, lecz zdajemy sobie sprawę z faktu, iż nasze życie nie jest takie, jakiego pragnęliśmy, a my udajemy usatysfakcjonowanych i zadowolonych z życia. Czy tkwiąc w takiej ułudzie kiedykolwiek osiągniemy szczęście?
Świat pełen jest pozorów i pozorantów i niby większość z nas zdaje sobie sprawę z faktu, iż nie strój i ładna buzia świadczy o człowieku, a jednak łatwo ulegamy tym iluzjom. Takim właśnie iluzjom poddaje się również Aldona – główna bohaterka opowieści, która niejednokrotnie irytowała mnie swoimi ocenami innych osób, snobizmem i egoizmem. Jednocześnie ogromnie cieszę się, że to właśnie Aldona wiedzie prym w powieści.
Życiu bogatej, eleganckiej, zadowolonej z życia mężatki i nieidealnej mamy przeciwstawiony zostaje świat ubogiego małżeństwa, rodziców trójki dzieci. Poznajemy też ekscentrycznego szefa Aldony i jego życie. Jak rozwinie się ta historia? Czy Aldona zmieni swoje zdanie na temat ludzi, których uważa za "biednych, głupich dzieciorobów"? Czy zmieni się jej podejście do życia? Pewnie odpowiadacie teraz na to pytanie "Tak. Oczywiście że zmieni się jej podejście. I wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie." Otóż... muszę Was zawieść... To co teraz uważacie stwarzają pozory, a żeby poznać odpowiedź na zadane przeze mnie pytanie musicie przeczytać książkę. Uwierzcie – lektura Was nie zawiedzie! Powieść, która początkowo może wydawać się przewidywalna, wielokrotnie Was zaskoczy, a Wasze przypuszczenia co do przebiegu jej treści postawi na głowie. Mniej więcej 70 jej ostatnich stron stanowi wręcz emocjonalną petardę.
To powieść o związkach, wolnych i małżeńskich, kryzysach, ale i o trudach macierzyństwa. Myślę, że wielu rodziców po jej lekturze łatwiej będzie mogło zaakceptować swą niedoskonałość rodzicielską. Książka okazała się poruszać tematy tak bliskie dla mnie obecnie, iż w pewnym momencie łzy pojawiły się w moich oczach.
Pióro pisarki sprawia, iż przez powieść niemal płyniemy, a pochłonięci lekturą możemy nawet nie spostrzec, gdy okaże się, iż obracamy jej ostatnią stronę. Tak było w moim przypadku.


Znacie powieści Joanny Sykat? Jaką powinnam przeczytać teraz? Czekam na Wasze polecenia.
Jeśli natomiast nie znacie książek pisarki koniecznie napiszcie mi przez jaką publikację Wy ostatnio niemal przepłynęliście, traktując ją jako lekturę odprężającą, a wniosła w Wasze życie coś znacznie więcej? Jaki temat ta książka poruszała?


sobota, 13 stycznia 2018

Książki Anny Klejzerowicz kusiły mnie od dawna. Udało się! Dopadłam "Księgę wysp ostatnich".

Książki Anny Klejzerowicz ciekawiły mnie od dawna, więc gdy dowiedziałam się, że wychodzi kolejna część serii z dziennikarzem śledczym Emilem Żądło, natychmiast poprosiłam o jej egzemplarz Panią Anię z wydawnictwa

.


Opis książki

"We współczesnym gdańsku giną ludzie, a zabójstwa mają ścisły związek ze środowiskiem handlarzy oraz kolekcjonerów starych książek. Jaką rolę w tym krwawym teatrze odgrywa tajemniczy starodruk, zawierający dawno zaginioną treść jeszcze starszej księgi? Z jakiego powodu staje się zarzewiem pasma okrutnych zbrodni? Gdzie dotarła i co odkryła załoga pewnej legendarnej antycznej wyprawy morskiej na daleką Północ? Na te pytania musi znaleźć odpowiedź dziennikarz śledczy Emil Żądło wraz ze swoją partnerką, muzealniczką Martą Zabłocką. Bo nawet policja jest bezradna. My zadajmy sobie tymczasem inne pytanie: czy naszej parze detektywów uda się rozwikłać tę zagmatwaną intrygę? I... przeżyć?"

Moje wrażenia

"Księgę wysp ostatnich" czytałam z ogromnym zaciekawieniem. Anna Klejzerowicz pisze tak doskonale, że lekko i z przyjemnością zaczytywałam się w kolejnych rozdziałach jej najnowszej książki. Jako, iż nie jestem wytrawną czytelniczką kryminałów (lubię je i pochłaniam z przyjemnością, ale nie mam na swym koncie zbyt wielu rozwiązanych zagadek) miewam niekiedy problemy z zapamiętaniem postaci. Często tworzę notatki na temat pojawiających się bohaterów, ich cech i dotyczących ich wydarzeń. "Księga wysp ostatnich" nie przysparzała mi takich problemów. Bohaterowie pojawiali się stopniowo i byli tak doskonale wykreowani, iż bez problemu orientowałam się, kto jaką rolę pełni w powieści.
Anna Klejzerowicz zaserwowała nam w tej powieści nie tylko wspaniałą zagadkę kryminalną, ale również wprowadziła w moc interesujących zagadnień historycznych. Z książki dowiedzieć możemy się o: starożytnych podróżnikach i odkrywcach (np. Agatonie, Pyteaszu z Massilli), Szetlandach, Islandii, wybrzeżach Norwegii, bibliotece aleksandryjskiej, czy nawet historii druku.
Nie czytałam poprzednich książek z serii o Emilu Żądło, ale ogromnie spodobało mi się w jaki sposób pisarka poprowadziła warstwę obyczajową, dotyczącą prywatnego życia bohatera i jego partnerki Marty, a mogę Wam zdradzić, iż relacje ich są dość skomplikowane. Pisarka w doskonały sposób przedstawiła myśli Emila Żądło, jego zazdrość o partnerkę. Nie ukrywała jego uczuć pod kołderką niewinności, ale wprost pisała o jego przemyśleniach. Nie owijając w bawełnę, ukazywała w bardzo prosty, dosłowny sposób, punkt widzenia mężczyzny dotyczący jego relacji z ukochaną kobietą. Tym samym zaintrygowała mnie historią bohaterów. Ciekawa jestem cóż takiego wydarzyło się, iż ich relacje, które z zewnątrz wydawać by się mogły poprawne – są obecnie tak poplątane.
Zagadka kryminalna ogromnie mnie zaintrygowała. Spodobał mi się sposób w jaki do historii zostają wprowadzani kolejni bohaterowie, stopniowe odkrywanie nowych wątków oraz ostateczne rozwiązanie zagadki. Podczas lektury próbowałam odnaleźć tropy, które doprowadziłyby mnie do odkrycia przedstawionych zawiłości kryminalnych. Ostatecznie jednak nie rozgryzłam przedstawionych zawiłości i tym większe wrażenie zrobiło na mnie zakończenie książki.
Trudno pominąć kwestię zniewalającej wręcz okładki. Gdy ją zobaczyłam - zapragnęłam czym prędzej dorwać książkę w swoje ręce, podotykać, poczuć jej fakturę i zachwycać się tym niesamowitym błękitem. 
Nie mogłabym pominąć również udziału Bolero w książce, albowiem (ku mojej ogromnej radości) ten kociak jest wszędzie. :D


A Wy? Czytaliście jakieś publikacje pisarki? Które zrobiły na Was największe wrażenie?  

środa, 10 stycznia 2018

"Karuzela" Agnieszki Lis - niesamowitą karuzelą emocji.

Kilka miesięcy temu wyraziłam chęć wzięcia udziału w book tour z książką Agnieszki Lis pt. "Karuzela". Wcześniej nie miałam przyjemności czytać publikacji pisarki, a o tej słyszałam wiele pozytywnych opinii, więc chętnie zgłosiłam się do zabawy.



Opis książki (pochodzący z jej okładki)

"Że cię nie opuszczę aż do śmierci...
Renata żyje w nieustannym biegu. Trudno jej znaleźć choćby krótką chwilę tylko dla siebie. Cały dom jest na jej głowie, co przy trójce małych dzieci i ciągle nieobecnym mężu nie jest łatwe. Poza tym od pewnego czasu kobieta boryka się z różnymi dolegliwościami. Najlżejszy dotyk sprawia, że na jej ciele pojawiają się sińce. Diagnoza lekarska jest jednoznaczna – Renata choruje na białaczkę. Ta wiadomość wywraca do góry nogami życie jej i całej rodziny.
Karuzela to niezwykła opowieść o walce z okrutną chorobą. Pełna ciepła i subtelnego humoru. To nie tylko historia Renaty, ale także całej jej rodziny, która w obliczu tragedii jednoczy się na nowo. Są bowiem sytuacje, w których człowiek nie może być sam. Zwłaszcza gdy każda chwila jest walką o powrót do normalności o jeszcze jeden mały krok."

Moje wrażenia

"Karuzela" to bardzo smutna historia. Nawet w momentach, gdy czekała na półce na dalszą lekturę, bo miałam inne zajęcia – nie mogłam zapomnieć jej treści. Mimo, iż znałam zakończenie książki wytrwale kibicowałam bohaterom, albowiem choroba nie była ich jedynym problemem. Sama w czasie, gdy pochłaniałam "Karuzelę" musiałam pójść do szpitala i w pewnym momencie poczułam tak przejmujący smutek, iż odstawiłam ją na półkę i zmieniłam książkę na znacznie weselszą.
Mimo trudnego tematu "Karuzelę" pochłania się lekko i szybko. Książka liczy sobie ponad 600 stron, a jej lektura zajęła mi zaledwie trzy dni.
Bardzo polubiłam bohaterkę, jej dzieci, siostrę Anię i przyjaciółkę Darię.
W książce dość mocno zarysowany został konflikt pokoleń. Mama Renaty może wydawać się postacią negatywną. Często poucza swoje już dorosłe dzieci, wtrąca się w ich życie i stara się wywierać wpływ na podejmowane przez nich decyzje. Jednak takie niezrozumienie nie dotyczy jedynie rodziny opisanej w książce. Wynika ono z faktu, iż wychowaliśmy się w różnych czasach, kierujemy się innymi zasadami. Dawniej pewne wydarzenia (np. rozwód) były nie do pomyślenia, współcześnie gdy ludziom jest ze sobą źle – rozstają się. Najważniejsze jest, aby mimo wszystko w takich sytuacjach wykazać się asertywnością i dążyć do realizacji własnych celów. W końcu to jak będzie wyglądało nasze życie zależne jest od nas. Mimo braku empatii Krystyny nie można jednak powiedzieć, iż mama chorej jest zła. Stara się bowiem pomóc córce. Zostawia swój dom, przyjeżdża do córki, opiekuje się jej dziećmi, gotuje, zajmuje się domem. Dodatkowo nie może poradzić sobie z chorobą Renaty, nie dopuszcza do siebie myśli, iż jej dziecko mogłoby nie wrócić do zdrowia.
Pisarka doskonale wykreowała obraz rodziny dotkniętej chorobą jednego z jej członków. Opisała nie tylko walkę Renaty z białaczką, ale również bardzo trafnie ukazała odczucia jej rodziny. Przedstawiła problem pogodzenia się z diagnozą lekarską, a następnie odnalezienia się w nowej, trudnej dla wszystkich rzeczywistości. Możliwość wniknięcia w myśli bohaterów ułatwiła nam ich zrozumienie i często wywoływała współczucie dla nich. Osobiście podczas lektury bardzo zżyłam się z jej bohaterami.
Publikacja ta pokazuje nam, co w życiu jest naprawdę istotne. Nie zamki i pałace są najważniejszymi wartościami do których powinniśmy dążyć, ale relacje z innymi, z rodziną i przyjaciółmi. Rodzina Renaty, mimo braku wzajemnego zrozumienia w różnych sytuacjach w momencie choroby starała się jej pomóc, wesprzeć ją i jej bliskich. W obliczu problemu stali się jednością.
Książka "Karuzela" przedstawia swoistą karuzelę emocji, uczuć i wydarzeń spotykających nas na przełomie lat. Pisarka wielokrotnie w swej powieści odwołuje się do epizodów mających miejsce w przeszłości. Ukazuje ogromną różnicę między pokoleniami, zmienność wypadków spowodowanych chorobą kogoś bliskiego, emocjonalną karuzelę mającą miejsce w małżeństwie w ciągu dłuższego czasu. W ciągu życia naprzemiennie cieszymy się i cierpimy, w pierwszej fazie związku niemal czytamy w myślach partnera/partnerki, a później, gdy związek staje się rutyną, obojętniejemy, dopuszczamy się zdrady. Rodzimy się i umieramy... Czytając książkę naprzemiennie uśmiechamy się i odczuwamy smutek, budzi się w nas nadzieja na poprawę sytuacji bohaterów, a później ją tracimy, śmiejemy się w głos i płaczemy... - KARUZELA.



Przyznać muszę, iż książka przypadła mi do serca i ogromnie spodobał mi się styl pisania Agnieszki Lis. Czytaliście już "Karuzelę"? A może pochłonęliście inne książki autorki? Po jaką powinnam sięgnąć teraz?  

środa, 3 stycznia 2018

W Nowy Rok krwawo i z humorem - "Lustereczko, powiedz przecie" Alka Rogozińskiego

Ostatnio przeczytałam kilka książek i zastanawiałam się, którą z nich opisać Wam jako pierwszą w nowym roku. Dość szybko postanowiłam postawić na sprawę kryminalną i humor w najlepszym wydaniu, czyli "Lustereczko, powiedz przecie" Alka Rogozińskiego, kontynuację serii "Róża Krull na tropie", jaka rozpoczęła się od książki "Do trzech razy śmierć", o której pisałam tutaj.



Opis (pochodzący z okładki)

"Znana autorka powieści kryminalnych Róża Krull jest świadkiem samobójstwa jednego z uczestników konkursu Mister Polonia. Wkrótce okazuje się, że nie miał on żadnego powodu, aby zdecydować się na tak desperacki czyn. Zaintrygowana Róża rozpoczyna śledztwo i szybko przekonuje się, że w świecie facetów, którzy wiedzą o kosmetykach i modzie więcej niż ona sama, znajdują się też psychopaci gotowi na wszystko, aby tylko zdobyć tytuł Najprzystojniejszego Polaka Roku..."
Lustereczko, powiedz przecie to drugi tom przygód Róży Krull i dwójki jej przyjaciół, a zarazem współpracowników – menedżerki Betty i PR-owca Pepe. Tym razem w rozwiązaniu zagadki kryminalnej pomaga im też sam Mister Polski, Rafał Maślak."

Moje wrażenia

Jak zawsze, wielkie ukłony dla Alka za kapitalny spis bohaterów na początku książki, dzięki któremu już na starcie wprowadzeni zostajemy w doskonały humor i nawet taki laik w rozwiązywaniu zagadek kryminalnych jak ja jest w stanie zorientować się, kto jest kim w opisanej historii.
Ogromnie cieszy mnie fakt, iż w nowej serii pisarza możemy spotkać się z bohaterami znanymi nam z "Ukochanego z piekła rodem" i "Morderstwa na Korfu", czyli Betty i jej przyjaciela, najprzystojniejszego polskiego komisarza policji – Krzysztofa Darskiego. Dzięki lekturze "Do trzech razy śmierć" zdążyłam też już polubić Różę Krull i Pawła Kwiatka (jej agenta), a wspomnienie takich postaci, jak Magda Gessler, Remigiusz Mróz i wprowadzenie do niej Rafała Maślaka dodatkowo dodało całości wyjątkowego smaczku.
Tym razem wkraczamy do świata panów wiedzących o urodzie więcej niż niejedna kobieta. Śmierć zbiera swe żniwo wśród uczestników wyborów Mister Polonia. Wydaje się, iż jeden z zawodników popełnił samobójstwo, jednak są osoby, które twierdzą, iż zmarły z pewnością nie targnął się na swoje życie, lecz został zamordowany.
Jak zazwyczaj pisarz obnaża tkwiące w nas słabostki, takie jak: żądza zwycięstwa, egoizm, zazdrość, zawiść, ale robi to w tak doskonały sposób, że czytelnik niemal zrywa boki ze śmiechu. Poczucie humoru autora sprawia, iż w najbardziej lichy dzień jesteśmy w stanie wykrzesać uśmiech na ustach. Pamiętać zatem należy, by nie czytać "Lustereczka..." w miejscach publicznych. ;)

„Psy wyprowadzają staruszki z bloku, a ochroniarze są w biurowcu, który mam vis-a-vis – wyjaśniła pisarka. - I zapewniam cię, że gdybym miała już komuś podpaść, to wolałabym ochroniarzom. Wyglądają na ciapy, w przeciwieństwie do tych bab, które chyba trenują, żeby się zaciągnąć do obrony terytorialnej. Na sam ich widok wróg pierzchnie, gdzie pieprz rośnie. Znasz ten typ? To te, które na manifestacjach walą po łbach parasolkami. Niby chrome, umierające, cierpiące na wszystkie dolegliwości świata i pół kroku niepotrafiące zrobić, żeby się nie zasapać, a jak przyjdzie do walki o ostatnie wolne miejsce w autobusie, to po drodze stratują watahę kiboli...”

„Jakub Perchuć obudził się tego dnia wyjątkowo późno. Po wczorajszej imprezie w jakiejś podrzędnej spelunie nie czuł się najlepiej. Być może dlatego, że pod mile brzmiącą nazwą 'najlepsze piwo na wschód od stolicy' uraczono go dziwaczną cieczą smakującą jak rozwodnione kocie siki. W przekonaniu o pochodzeniu tego trunku utwierdził go później widok kilkunastu wypasionych sierściuchów, grasujących po klubowym parkingu z pytaniem 'I jak piwo? Smakowało?', wypisanym na pełnych satysfakcji pyszczkach.”

„Róża westchnęła ciężko, przyoblekła swoje oblicze w zawsze znakomicie działający na ludzi starannie wystudiowany uśmiech, zwany przez Pepe 'wyszczerzem ryby piły', i zdecydowanym krokiem przemierzyła kilka metrów dzielących ją od dziennikarki.
-Jakże mi miło! - wykrzyknęła na powitanie. - Ile to już czasu minęło od naszego poprzedniego spotkania?
-Półtora roku – powiedziała Lala, wyciągając rękę na powitanie. - I przyznam szczerze, że trochę się zdziwiłam, kiedy usłyszałam, że chce się pani ze mną znów zobaczyć.
-A czemuż to? - zdziwiła się pisarka, siadając na stołeczku i czując, że jej tyłek zamiast uformować się w siedzisku, wylał się z obu stron upiornego mebla niczym Wisła z koryta w czasie powodzi stulecia.”

Mniej więcej w połowie książki zdecydowanie zaczyna rozwijać się wątek kryminalny, akcja nabiera tempa, a my z coraz większym zaciekawieniem i wypiekami na twarzy śledzimy rozwój wydarzeń. Zastanawiamy się cóż za tajemnicze osoby zostały wprowadzone do akcji i prowadzą rozmowy dotyczące minionych zajść. Dociekamy, czy Sergiusz Prokop rzeczywiście popełnił samobójstwo, czy może jednak ktoś pomógł mu w dokonaniu żywota. Zastanawiamy się, kto jest sprawcą kolejnej śmierci i czy na tym kostucha zakończy swe żniwo.
"Lustereczko, powiedz przecie" to doskonale skonstruowany kryminał. Autor stopniowo naprowadza nas na kolejne tropy, sprawnie lawiruje naszymi odczuciami wskazując kolejnych podejrzanych, by ostatecznie doskonale domknąć opisaną historię. A epilog rozwala. ;)


Zostaje mi życzyć Wam, i sobie również, samych tak doskonałych lektur w nowym 2018 roku.