wtorek, 23 stycznia 2018

Zatrzymajmy się na chwilę - "Na ścieżkach złudzeń" Joanny Sykat

Po lekturze książki "Niebo pod Śnieżką" (moja recenzjanabrałam niebywałej ochoty by poznać inne publikacje pisarki. Dzięki pani Ani z wydawnictwa


szczęśliwie w moje ręce trafiła najnowsza powieść autorki – "Na ścieżkach złudzeń". Czy spodobała mi się równie mocno jak jej poprzedniczka?


Opis książki (pochodzący ze strony wydawcy) – osobiście nie czytałam go przed lekturą książki. Jeśli nie jesteście pewni, czy chcecie go poznać, czytanie tego posta zacznijcie od "moich wrażeń".

"Aldona ma kochającego męża, który zrobiłby dla niej wszystko, i kilkuletniego syna Michałka. Wydaje się kobietą spełnioną, zwłaszcza na tle nowej podwładnej – zaniedbanej, przytłoczonej obowiązkami żony i matki. Do czasu. Świat bohaterów, którym dawno temu los przydzielił role, nagle zaczyna się kruszyć. Na idealnych wizerunkach żon, matek, mężów i ojców pojawiają się rysy i pęknięcia. Czy uda się ocalić ich rodziny? Czy katastrofa oduczy Aldonę oceniania innych z perspektywy własnej urody i bogactwa?"

Moje wrażenia

Jak wspomniałam wcześniej lekturę książki rozpoczęłam "w ciemno". Byłam ogromnie ciekawa, jaką historię zaserwuje mi pisarka tym razem i czy nowa powieść spodoba mi się tak bardzo jak "Niebo pod Śnieżką". Opis książki zdradza nam jedynie zarys fabuły, jednak cieszę się, że dla mnie odkrywanie kolejnych faktów zawartych w powieści było całkowitą niespodzianką.
"Na ścieżkach złudzeń" miała być książką, która pozwoli oderwać mi się od trudów dnia codziennego, tymczasem porusza ona również ważne kwestie społeczne. Pokazuje, w jak wielkim stopniu poddajemy się życiowemu pędowi. Pracujemy, zawieramy małżeństwa, zostajemy rodzicami i godzimy się z pełnionymi przez nas rolami społecznymi, niejednokrotnie godząc się z sytuacjami, które są w sprzeczności z tym, czego naprawdę, w głębi serca, oczekujemy. Staramy się nie zauważać u naszych bliskich zachowań, które nas ranią, wyolbrzymiamy ich "zasługi" żyjąc w poczuciu złudnego szczęścia. Czasem bywa odwrotnie. Nie zauważamy starań osób, którym na nas zależy i nieraz bywa za późno, gdy zrozumiemy jaka była prawda. Prawdziwie bliskie nam osoby tracimy bezpowrotnie. A wszystko to jest grą pozorów. Jeszcze gorzej bywa, kiedy problemu nie stanowią niewidoczne dla nas sytuacje, skrywane na dnie serca namiętności, lecz zdajemy sobie sprawę z faktu, iż nasze życie nie jest takie, jakiego pragnęliśmy, a my udajemy usatysfakcjonowanych i zadowolonych z życia. Czy tkwiąc w takiej ułudzie kiedykolwiek osiągniemy szczęście?
Świat pełen jest pozorów i pozorantów i niby większość z nas zdaje sobie sprawę z faktu, iż nie strój i ładna buzia świadczy o człowieku, a jednak łatwo ulegamy tym iluzjom. Takim właśnie iluzjom poddaje się również Aldona – główna bohaterka opowieści, która niejednokrotnie irytowała mnie swoimi ocenami innych osób, snobizmem i egoizmem. Jednocześnie ogromnie cieszę się, że to właśnie Aldona wiedzie prym w powieści.
Życiu bogatej, eleganckiej, zadowolonej z życia mężatki i nieidealnej mamy przeciwstawiony zostaje świat ubogiego małżeństwa, rodziców trójki dzieci. Poznajemy też ekscentrycznego szefa Aldony i jego życie. Jak rozwinie się ta historia? Czy Aldona zmieni swoje zdanie na temat ludzi, których uważa za "biednych, głupich dzieciorobów"? Czy zmieni się jej podejście do życia? Pewnie odpowiadacie teraz na to pytanie "Tak. Oczywiście że zmieni się jej podejście. I wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie." Otóż... muszę Was zawieść... To co teraz uważacie stwarzają pozory, a żeby poznać odpowiedź na zadane przeze mnie pytanie musicie przeczytać książkę. Uwierzcie – lektura Was nie zawiedzie! Powieść, która początkowo może wydawać się przewidywalna, wielokrotnie Was zaskoczy, a Wasze przypuszczenia co do przebiegu jej treści postawi na głowie. Mniej więcej 70 jej ostatnich stron stanowi wręcz emocjonalną petardę.
To powieść o związkach, wolnych i małżeńskich, kryzysach, ale i o trudach macierzyństwa. Myślę, że wielu rodziców po jej lekturze łatwiej będzie mogło zaakceptować swą niedoskonałość rodzicielską. Książka okazała się poruszać tematy tak bliskie dla mnie obecnie, iż w pewnym momencie łzy pojawiły się w moich oczach.
Pióro pisarki sprawia, iż przez powieść niemal płyniemy, a pochłonięci lekturą możemy nawet nie spostrzec, gdy okaże się, iż obracamy jej ostatnią stronę. Tak było w moim przypadku.


Znacie powieści Joanny Sykat? Jaką powinnam przeczytać teraz? Czekam na Wasze polecenia.
Jeśli natomiast nie znacie książek pisarki koniecznie napiszcie mi przez jaką publikację Wy ostatnio niemal przepłynęliście, traktując ją jako lekturę odprężającą, a wniosła w Wasze życie coś znacznie więcej? Jaki temat ta książka poruszała?